wtorek, 29 listopada 2011

Kraków za Łokietka (Łoktka)

To moje pierwsze spotkanie z powieścią stricte historyczną Kraszewskiego. Długie poszukiwania przyniosły oczekiwany rezultat. Znalazłam to, czego szukałam; ciekawą fabułę z historycznym tłem.
Akcja powieści rozgrywa się w pierwszych latach XIV wieku. Trwający od niemal stu pięćdziesięciu lat okres rozbicia dzielnicowego rozbudza apetyty możnowładców na realizację partykularnych interesów. Brak silnego ośrodka władzy oraz narastające konflikty pomiędzy słabymi książętami prowadzą do osłabienia pozycji państwa, a co za tym idzie narażają je na łatwy łup sąsiadów. Ościenne księstwa prześcigają się z roszczeniami terytorialnymi. Usamodzielniają się księstwa pomorskie (zachodnie uległo wpływom margrabiów brandenburskich, a gdańskie w XIV stuleciu zostało włączone do państwa krzyżackiego), Brandenburgia zajmuje ziemię lubuską, a księstwa śląskie w dużej mierze wpadają pod zależność od królestwa czeskiego. Od wschodu kraj niszczą najazdy tatarskie.
Akcja powieści zaczyna się w momencie, kiedy do kraju wraca wygnany przez króla czeskiego Wacława II książę brzesko - kujawski Władysław Łokietek, zwany z racji wzrostu "Małym Księciem". Książę wraca z obchodów roku jubileuszowego (1300) w Rzymie, gdzie zapewnił sobie dla swych dążeń zjednoczeniowych poparcie papieża.
Kraszewski w powieści „Kraków za Łokietka” przedstawia jedynie krótki okres walki Łokietka o objęcie panowania nad ziemią małopolską i Krakowem.
Do skromnego siedliska rycerza Zbyszka Suły przybywa książę Łokietek. Zbyszek, który służył u księcia i poznał go jako dobrego i sprawiedliwego pana, rekomenduje księciu na służbę swojego syna Marcika. Po kilku latach zdobywania poparcia (wśród średnich i niższych warstw rycerstwa oraz pospólstwa) i po śmierci króla czeskiego Wacława II księciu udaje się objąć władzę nad dzielnicą krakowską, w czym niemałe zasługi odnosi Marcik Suła. Niezadowolone z rządów Łokietka bogate mieszczaństwo głównie niemieckiej narodowości wywołuje bunt. Pod wodzą wójta Alberta oraz przy poparciu biskupa Muskaty do miasta zdradziecko wpuszczono księcia Bolesława opolskiego, obiecując mu łatwe zwycięstwo.
Na więcej zapraszam do mnie

poniedziałek, 28 listopada 2011

Klasyka w moim wydaniu

Uważam się za osobę czytającą dobre książki i znającą się na literaturze, chociaż biorąc pod uwagę poziom czytelnictwa naszego społeczeństwa, przeczytanie 2 książek rocznie już przewyższa średnią. Kiedy przeczytałam zamieszczoną na blogu listę klasyków zrobiło mi się po prostu wstyd... W związku z tym podejmuję wyzwanie.


Książki, które przeczytałam:
Jane Austen - Rozważna i romantyczna, Duma i uprzedzenia, Opactwo Northanger, Emma, Mansfield Park
Joseph Conrad - Jądro ciemności
Daniel Defoe - Przypadki Robinsona Crusoe
Charles Dickens - Opowieść wigilijna
Fiodor Dostojewski - Zbrodnia i kara
William Sheakspeare - Makbet, Hamlet, Romeo i Julia

Postanawiam przeczytać:
Barrie J. M. - Peter Pan
Baum Frank L. - The Wonderful Wizard of Oz
Bronte Emily - Wuthering Heights 
Carroll Lewis - Alice's Adventures in Wonderland
Conan Doyle Sir Arthur - The Adventures of Sherlock Holmes
Fitzgerald F. Scott - The Great Gatsby
Hugo Victor - The Hunchback of Notre-Dame
Leroux Gaston - The Phantom of the Opera 
Poe Edgar Allan - Selected Tales; Spirits of the Dead
Thackeray W. M. - Vanity Fair (Targowisko próżności)
Tolstoy Leo - War and Peace (Wojna i pokój)
Twain MarkThe Adventures of Tom Sawyer
Wilde OscarThe Picture of Dorian Gray

Jest to takie moje osobiste minimum. Jeżeli uda mi się przeczytać więcej, będę z tego powodu bardzo szczęśliwa. Moje małe postępy będę zamieszczać na blogu.

niedziela, 27 listopada 2011

Germinal Emil Zola - naturalizm w czystej postaci

Po przeczytaniu Wszystko dla pań nabrałam wielkiej ochoty na czytanie Zoli. Niestety w mojej bibliotece nie mogłam dostać takich książek jak: Brzuch Paryża, Nana, czy Kartka miłości. Chcąc nie chcąc wzięłam Germinal. Domyślając się treści z opisu fabuły szczerze przyznam, iż nie sądziłam, że lektura wywrze na mnie większe wrażenie. Górnicze osiedle gdzieś na francuskiej prowincji, bieda, nędza, walka o przetrwanie z dnia na dzień. Nie jest to temat, który zapowiadałby miłą, relaksującą lekturę.
Tymczasem Germinal Zoli okazał się książką, której lektury nie zapomnę. Czytając ją odczuwałam podobne emocje, jak podczas czytania Nędzników Hugo, a to w moich ustach największy dla autora komplement, gdyż Hugo jest jednym z moich ulubionych autorów.
Jest koniec XIX wieku. Do małego górniczego miasteczka Montsou przybywa bezrobotny maszynista Stefan. Stefan jest młody, silny i zapalczywy. Kiedy dostaje pracę w kopalni, w pierwszej chwili ma wrażenie, iż złapał pana Boga za nogi. Radość jest jednak krótkotrwała. W miarę poznawania warunków pracy i płacy Stefan przeżywa coraz większe rozczarowanie nie tylko pracą, ale także sobą i swoimi towarzyszami niedoli. Nieludzkie warunki pracy pod ziemią przy wynagrodzeniu, które nie pozwala na zapewnienie wyżywienia rodzinie, mimo, iż pracują nawet starcy i dzieci, powodują, że życie mieszkańców osady staje się wegetacją; ciężka ponad siły praca, spotkania w knajpie przy kieliszku i seks. Tam, gdzie jest bieda, tam rodzi się dużo dzieci, a wiek rozpoczęcia inicjacji seksualnej jest coraz niższy.
Poznajemy życie codzienne górników i ich zwyczaje. Wielopokoleniowe rodziny żyją często w jednej izbie, a każdy członek rodziny ma swoje zadania do spełnienia. Życie tutaj jest bezwzględne w swym okrucieństwie. Nikt nie rozczula się nad chorobą, czy kalectwem, nie pracujesz, to nie jesz. Kiedy dziecko umiera trudno powiedzieć, czy matka rozpacza, czy raczej cieszy się, iż odpada jej jedna gęba do nakarmienia.
Reszta recenzji u mnie

środa, 16 listopada 2011

"Hołota" - J.I. Kraszewski



Przepis na powieść obyczajową a la JIK jest prosty. Weź pozytywną bohaterkę, koniecznie dziewczę jednocześnie cnotliwe i przedsiębiorcze, dorzuć do tego młodego, biednego zakochanego w niej pozytywistę, dodaj jedną życzliwą im osobę ze starszego pokolenia. Żeby romans wypalił i zaowocował matrimonium, niezbędne jet dosypanie garści pieniążków, w postaci niespodziewanego spadku, bądź innego rodzaju donacji.
Żeby natomiast całość nie była nudna, konieczne jest rzucenie pary bohaterów w nieprzyjazne im środowisko złożone z galerii malowniczych typów wiejskich/miejskich bądź zagranicznych (niepotrzebne skreślić).
Prawie zapomniałam - obowiązkowym składnikiem jest również happy end.

Pod tym względem "Hołota"- powieść obyczajowa napisana w latach 70-tych, której akcja rozgrywa się w latach 50-tych XIX wieku na podlaskiej prowincji i w Warszawie, bardziej przypomina nie inne książki z taśmy produkcyjnej Kraszewskiego, a dzieła pozytywistów, na czele z Orzeszkową.

Mamy bowiem tutaj bohaterów pozytywnych - rodzinę Zarzeckich, ale nie są oni bynajmniej pozbawieni wad. Główną jest chyba brak siły przebicia (choć starszemu pokoleniu doskwiera także alkoholizm i przesadna bigoteria). Ponieważ JIK zrezygnował tym razem z ręki Opatrzności, która w kluczowym momencie sypnie grosiwem, Zarzeccy szybko zderzą się z bezdusznym i okrutnym systemem kapitalistycznym w wydaniu XIX wiecznym, książka zaś podryfuje w kierunku ... krytyki społecznej.

Czasem zdarza mi się czytać literaturę w wydaniach z lat 50-tych , podczytuję sobie wówczas marksistowskie wstępniaki. Nie zawsze było łatwo poloniście czasu stalinowskiego znaleźć sceny , gdzie JIK- i Marks mogliby sobie podać rękę. Muszę koniecznie znaleźć wydanie "Hołoty" z tamtego czasu, myślę, że w jej przypadku redaktorzy nie mieliby problemu z ideologiczną analizą dzieła:).

Źródlo zdjęcia: allegro

wtorek, 8 listopada 2011

Emma

Emma, Jane Austen

"Emma" miała być wytchnieniem, przyjemną lekturą, tymczasem tytułowa bohaterka niewymownie mnie drażniła. Dziewczę to całkiem inteligentne, wykształcone i piękne, zachowywało się jakby pozjadało wszystkie rozumy. Jej ojciec też mnie właściwie drażnił bo nie lubię hipochondryków. Chyba nie takich efektów spodziewała się Jane Austen pisząc swą powieść. Zapewne chciała rozśmieszyć czytelnika zachowaniami, ułomnościami i słabostkami swoich bohaterów, no i musiała w końcu jakoś zawiązać supeł fabularny, a jak, jeśli nie posługując się głupotą własnej bohaterki ogarniętej dobrymi chęciami. Ach jakże prawdziwe wydaje mi się tu przysłowie, iż dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane.

c.d.

piątek, 4 listopada 2011

Miranda. Społeczność astrali

o Mirandzie Antoniego Langego


Często mam spory problem z podjęciem decyzji na temat tego, do której genologicznej szufladki wrzucić określony tytuł — stąd też pewnie moja sympatia do niewiele w gruncie rzeczy wnoszących terminów typu quasi-fantastyczne” czy  okołoutopijne. Przy Mirandzie Antoniego Langego z 1924 r. szufladka otworzyła mi się jednak w głowie od razu: Miranda to bez wątpienia utopia, ale nie żadna tam popularna utopia technologiczna, feministyczna czy ekologiczna; to jedyna polska (a przynajmniej jedyna, z którą miałam okazję dotychczas się zetknąć), utopia ezoteryczna! Okultyzm w żadnej formie nie stanowi dziedziny, którą mogłabym się interesować i do której mogłabym mieć (być może niesłusznie, nie mnie to oceniać) stosunek inny niż pełnego rozbawienia dystansu, niemniej jednak — a może z powodu owej egzotycznej ezoteryki właśnie — z zainteresowaniem przeczytałam tę napisaną przed prawie stu laty dość niepokaźnych rozmiarów książeczkę.

Pełna wersja tekstu jest dostępna na o dystopiach.

Fantastyczne wyzwanie

fot. nseika
W ramach eksploracji przestrzeni popklasycznych mam zamiar odświeżyć sobie lub poznać niżej wymienione pozycje:

autorzy z listy:

J. M. Barrie  Przygody Piotrusia Pana
H. Rider Haggard  Kopalnie króla Salomona
Nathaniel Hawthorne  Szkarłatna litera
Jack London  Żelazna stopa
Bram Stoker  Dracula
Oscar Wilde   Portret Doriana Graya

spoza listy:

Jerzy Żuławski — Na srebrnym globie, Zwycięzca, Stara Ziemia 
Karel Čapek — R.U.R.  
Bruno Jasieński — Palę Paryż 
Edward Bellamy — W roku 2000 
William Morris — Wieści znikąd
Anatol France — Na białym kamieniu
Le Fanu Joseph Sheridan  Dom przy cmentarzu 
Antoni Słonimski — Dwa końce świata
Wacław Niezabitowski  Huragan od Wschodu