wtorek, 5 listopada 2013

Amerykańskie rewolucje i świetlana przyszłość

o Żelaznej stopie Jacka Londona

W ciągu kilku lat, na raty i mocno na siłę, ale udało mi się wreszcie przeczytać całość Żelaznej stopy Jacka Londona. Zdobyłam się na to m.in. dlatego, że mnie ten pan kojarzy się nie tyle ze swoimi powieściami przygodowymi (bo i nie bardzo może, skoro nigdy ich nie czytałam), ile z uroczym zbiorkiem opowiadań fantastycznych pt. Szkarłatna dżuma opublikowanym przez wyd. Czytelnik w 1978 r. (O tytułowej niedyspozycji, która zmiotła z powierzchni Ziemi całkiem sporą część ludzkości, pisałam w tekście pt. Małe postapo sprzed wielkiej wojny). Do lektury Żelaznej stopy zachęciła mnie notka z angielskiej Wikipedii. Powieść została umieszczona tam w szufladce z napisem dystopia. Wprawdzie z dystopią jako taką ta książeczka Londona nie ma zbyt wiele wspólnego, bez względu na to stanowi jednak interesujący wyraz socjalistycznych sympatii pisarza oraz powiązanych z tym utopijnych rojeń, a także swego rodzaju speculative fiction, w obrębie której nie braknie miejsca na fantastycznonaukowe elementy. Tak, jeśli już czytać tę książkę ― i mieć z tego frajdę! ― koniecznie należy przetrzeć wewnętrzną lupę, której namacalnym przejawem może być ostro zatemperowany ołówek do zakreślania w tekście rozmaitych smaczków i ciekawostek. 


Cała recenzja została zamieszczona na blogu o dystopiach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz