Wstyd się może przyznawać, ale nie czytałam zbyt wielu książek pochodzących z kanonu klasyki. Zapewne - siłą rzeczy - najwięcej z klasyki polskiej, a inne już są mniej znane.
Zobaczmy, jak się sprawa ma z książkami z listy opublikowanej w tym wyzwaniu. Do tej pory przeczytałam:
1. Andersen Hans - Baśnie.
2. Jane Austen - Duma i uprzedzenie, Opactwo Northanger, Perswazje.
3. Baum Frank L. - Czarnoksiężnik z krainy Oz.
4. Burnett Frances Hodgson - Mała księżniczka (uwielbiam do dzisiaj!), Mały lord (również lubię i do dzisiaj oraz Tajemniczy ogród.
5. Carroll Lewis - Alicja w kranie czarów, Alicja po drugiej stronie lustra.
6. Conan Doyle Sir Arthur - Przygody Sherlocka Holmesa, Pies Baskerwillów.
7. Defoe Daniel - Przypadki Robinsona Crusoe.
8. Dickens Charles - Wielkie nadzieje.
9. Dostoyevsky Fyodor - Zbrodnia i kara (moje pierwsze zdziwienie a propos kanonu angielskiego, chyba czegoś nie pamiętam z jego życia ;p).
10. Jerome K. Jerome - Trzech panów w łódce, nie licząc psa.
11. London Jack - Biały kieł, Zew krwi (tutaj też lekkie zdziwienie, myślałam, że to autor amerykański, a kanon z WB).
12. Twain Mark - Przygody Hucka Finna, Przygody Tomka Sawyera.
13. Verne Jules - W 80 dni dookoła świata (tutaj też się zdziwiłam lekko).
To by było na tyle. Oczywiście czytałam jeszcze inne książki autorów z poza listy. Cieszę się, że nie ma ograniczeń czasowych, to daje nadzieję na to, że jakoś mi pójdzie udział w tym wyzwaniu. Co do planów - nie ma ;) Ok, mogę powiedzieć, że jako pierwszych chcę poznać klasyków rosyjskich, potem zobaczymy.
sobota, 18 września 2010
wtorek, 14 września 2010
Ascanio, Aleksander Dumas
![]() |
| Aleksander Dumas w karykaturze Andre Gill'a |
Był kiedyś czas na Aleksandra Dumasa (ojca) i jego powieści historyczne, które gwarantowały fabularną rywalizację, szlachetność i podstęp, miłość i nienawiść, cierpienie i zemstę, przyjaźń i poświęcenie, historię i egzotykę orientalną. Potem przestałam interesować się tym pisarzem, bo prawie wszystko było przeczytane i tylko kolejne emisje ekranizacji jego utworów przypominały mi o młodzieńczej fascynacji. Gdy przypadkowo w bibliotece moja ręka dotknęła grzbietu nieznanego mi Ascania, pomyślałam, że warto odświeżyć znajomość popularnego kiedyś klasyka francuskiej literatury. Przy pisaniu powieści autor współpracował z Paulem Meurice (dokonał później scenicznej adaptacji utworu w 1852 roku), a opublikował w 1843 roku. Fabuła zaprasza czytelnika do Paryża czasów Franciszka I (1494 - 1547). (...) Ciąg dalszy w Niecodzienniku Literackim. |
poniedziałek, 13 września 2010
"Pokój Jakuba" Virginia Woolf

„Nie ma wątpliwości, że odkryłam, jak zacząć (w wieku czterdziestu lat) mówić coś własnym głosem; i tak bardzo mnie to ciekawi, że jestem w stanie podążać dalej, nawet bez pochwał.”(26 lipca 1922, Dziennik)
Dzień po swoich 38 urodzinach, 26 stycznia 1920 roku, Virginia Woolf odnotowałam w swoim dzienniku myśl o napisaniu trzeciej, całkiem innej od poprzednich, powieści. Zaczęło się od koncepcji nowej formy wyrazu, treść ‘wypełniająca’ pojawiła się później. „Pokój Jakuba” pisała Woolf ponad dwa lata, z przerwami na załamania nerwowe i choroby, ale także dzieląc swój czas pomiędzy pracę przy rozwijającym się dopiero wydawnictwie Hogarth Press, licznych wizytach i herbatkach, okolicznościowym pisaniu dla prasy czy intensywnej nauce języka rosyjskiego. I tak, pomimo słabego zdrowia, multum obowiązków i niezwykłej aktywności towarzyskiej zdołała napisać bardzo skondensowaną i wyrazistą powieść. Choć była to dopiero wprawka przed jej największymi triumfami.
Pełny tekst na blogu: Zaczytana. ZAPRASZAM
czwartek, 9 września 2010
"Diabeł w rękopisie". Nathaniel Hawthorne

Dawno temu, w dziecięcych latach zaczytywałam się w starych, gazetowych wydaniach "Niesamowitych opowieści" czy "Opowieści z dreszczykiem", takich małych zbiorów opowiadań z przełomu XIX I XX wieku. Wchłonęłam te antologie z wypiekami na twarzy ciesząc się nocą, że nie mieszkam w ogromnym pałacu z zamkniętym jednym skrzydłem i nie posiadam domku dla lalek. Tam po raz pierwszy zetknęłam się z twórczością Nathaniela Hawthorna. Sięgając po stosunkowo nieduży zbiór opowiadań spodziewałam się dusznych klimatów, podskórnego lęku i niepokoju. I trochę się rozczarowałam. Niesamowita atmosfera i ogromna wyobraźna autora odcisnęła mocne piętno w każdej z dziesięciu opowieści to groza jest tutaj zjawiskiem dość rzadkim. Co nie znaczy, że nie warto sięgnąć po tę antologię.
Wspaniale działa na wyobraźnię.
Zapraszam na blog
"Przygody Alicji w Krainie Czarów. Po Tamtej Stronie Lustra i co Alicja tam znalazła" Lewis Carroll
Nie wiem, czy rodzice próbowali czytać mi Alicję w dzieciństwie. Potem, kiedy już sama wybierałam sobie swoje lektury, Przygody Alicji w Krainie Czarów mnie nie zainteresowały: wydawały mi się zbyt dziwaczne i pozbawione sensu. Teraz, kiedy już trochę wiosen minęło, stwierdziłam, że warto się jednak zapoznać z jedną z najbardziej ogólnie znanych książek, tak często również wykorzytywanej w naszej kulturze. Będąc na Warszawskich Targach zkupiłam więc sobie nowe wydanie bajki Carrolla i właśnie skończyłam ją czytać. Ale zdania z okresu dzieciństwa nie zmienię: Przygody Alicji są dla mnie za dziwaczne i zakręcone.Na Targach kupiłam nowe wydanie Przygód Alicji Czytelnika w tłumaczeniu Jolanty Kozak. Przyznaję, że sposób w jaki książka ta jest wydana wpłyną na moją decyzję o jej zakupie: twarda oprawa, dobry format, na okładce wykorzystano motyw kwiatowy Williama Morrisa, a ilustracje, które zdobią i wzbogacają tekst są autorstwa Johna Tenniela. Pięknie wydana pozycja. Nie zmienia to jednak faktu, że lektura tej książki momentami przychodziła mi z trudnością. Autentycznie miałam momenty załamania, o mały włos, a książka poszłaby w odstawkę. Dotyczy to przede wszystkim części pierwszej, Przygód Alicji w Krainie Czarów. Naprawdę nie umiem tego inaczej wytłumaczyć: dla mnie to wszystko jest zbyt pokręcone i niespójne. Zbyt dziwaczne właśnie. Nie wiem, może ja za bardzo skupiłam się na wierzchniej wartswie, a gdzieś tam, głęboko pod spodem, ukryta jest druga warstwa, która powinna mnie zachwycić, a do której ja nie dotarłam...
wtorek, 7 września 2010
"Młyn nad Flossą" George Eliot
Czy to nie zakrawa na ironię, że w XIX-wiecznej Anglii kobieta król mogła sprawować najwyższy urząd w państwie, a co za tym idzie rządzić i dzielić, ale już kobieta pisarz musiała uciekać się do podstępu, by jej twórczość oceniana była przez pryzmat walorów artystycznych nie zaś płci autorki? George Eliot to pseudonim literacki, z samego założenia brzmiący tak myląco, który to służył niezależnej Mary Ann Evans jako gwarancja traktowania jej tekstów na równi z pisarstwem mężczyzn w czasach, gdy powszechnie przyjęto, iż płeć piękna zdolna jest tworzyć co najwyżej ckliwe romanse. Mija właśnie 150 lat od premiery „Młyna nad Flossą” i czas pokazał, jak bardzo krzywdząco ówczesna krytyka umniejszała wartość kobiecej literatury swoimi uprzedzonymi zarzutami – powieść ta nadal zachwyca kolejne pokolenia czytelników i nie przypadkowo zaliczono ją w poczet kanonu klasyki powieściowej.
Pełny tekst na blogu: Zaczytana. ZAPRASZAM
niedziela, 5 września 2010
"Do latarni morskiej" Virginia Woolf
Któż potrafi tak jak Virginia Woolf opisać szczegółowo i prawdziwie każdą najprostszą chwilę i tak niesamowicie wgłębić się w psychikę, uczucia i myśli swoich bohaterów? „Do latarni morskiej” może nie jest najłatwiejszą pozycją, ale to istny majstersztyk.
Reszta recenzji na moim blogu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

