poniedziałek, 26 kwietnia 2021

Utracona cześć Katarzyny Blum Henrich Boll

Słowa, które ranią, słowa, które niszczą, słowa, które zabijają - o tym jest ta krótka opowieść. O przemocy słownej, która doprowadziła do tragedii.  Temat dziś może nawet bardziej aktualny niż w roku wydania książki (1974).

Historia Katarzyny Blum może być historią każdego z nas, bo oto nagle w życie zwykłej gospodyni domowej, osoby uczciwej, pracowitej i może nawet nieco pruderyjnej wkracza "dziennikarz" brukowej gazety.  Dziennikarz  będący świadkiem zatrzymania przez policję kobiety podejrzewanej o pomoc przestępcy, dostaje cynk i zaczyna węszyć. Im bardziej nieprawdopodobna historia, tym większy nakład gazety, im większy nakład, tym większa sprzedaż, im większa sprzedaż tym większy zysk. A że informacje nie sprawdzone, a słowa przekręcone to nie ma znaczenia. Dziennikarz posuwa się do tego, że przypisuje ofierze własny naganny postępek. Choć tutaj ofiara występuje też w roli sprawcy i odwrotnie. Cykl artykułów, w których Katarzyna zostaje przedstawiona,  jako zimna, wyrachowana manipulantka, osoba podejrzanego prowadzenia się, a wreszcie osoba, której czyny doprowadziły do śmierci matki sprawia, że kobieta czuje się głęboko zraniona, urażona, doprowadzona do ostateczności,  bo … utraciła -to co było dla niej najważniejsze - cześć (dobre imię). 

Opowieść zaczyna się wizytą kobiety na posterunku policji. Składa ona zeznania, z których wynika, iż parę godzin wcześniej zamordowała w swoim mieszkaniu dziennikarza. Co gorsza, Katarzyna wydaje się nie odczuwa żadnych wyrzutów sumienia z powodu zbrodniczego czynu. Książka przybiera postać sprawozdania ze skrupulatnie przeprowadzonego przez narratora dochodzenia. Są to lakoniczne, acz treściwe relacje pozyskane z różnych punktów widzenia. Pochodzą od  Katarzyny, jej pracodawców i znajomych, pochodzą też z kręgów policyjnych, wymiaru sprawiedliwości, a także pośrednio z artykułów zamieszczanych  w gazecie (tej GAZECIE, która stała się źródłem tragedii).   Relacje są opisem pozbawionym warstwy emocjonalnej; zbiorem faktów. Ich suchy język powoduje większe wzburzenie czytelnika. GAZETA, żywiąca się plotkami, niedomówieniami, przeinaczeniem, nieprawdą, niszczy nie tylko życie Katarzyny, niszczy też życie jej przyjaciół i pozbawia wiary w rzetelność dziennikarską. I wydaje się, że wszyscy są wobec takich działań bezsilni. Łącznie w wymiarem sprawiedliwości. Bo jak pokazuje życie są bezsilni. Jedynie pisarz może dać świadectwo.  

Opinia po raz pierwszy ukazała się na moim blogu Moje podróże

środa, 21 kwietnia 2021

Stendhal, Czerwone i czarne.


 

Czerwone i czarne Stendhala właściwie Henryka Beyle'a (1783-1842), może w zależności od gustów czytelnika fascynować, albo nużyć. Jedni uznają tę powieść za tę z gatunku psychologiczno – obyczajową, inni za tani, tandetną historyjkę kryminalno - obyczajową i banalny romans, zagmatwany trójkąt miłosny, który został umieszczony czasowo w XIX wieku. Wielokrotnie można usłyszeć, że jest to książka porywająca, najlepsza w dorobku Stendhala i przede wszystkim należąca do kanonu klasyki literatury popularnej. Czerwone i czarne można pokochać, ale można też znienawidzić. Powieść po raz pierwszy została wydana we Francji w 1831 roku, ale w skutek antyklerykalnej wymowy, została w 1864 roku umieszczona na indeksie ksiąg zakazanych. Polskiemu czytelnikowi powieść znana jest z tłumaczenia Tadeusza Żeleńskiego – Boya (1921 rok).

Akcja powieści toczy się w latach 1827 -1830. Stendhal opowiada losy ubogiego Juliana Sorela, który wychowany w rodzinie cieśli, zdradzający zamiłowanie do książek i sztuki, pragnie osiągnąć „coś” więcej w życiu. W rodzinnym domu nie zaznał, więc uznania, toteż chcąc się z niego jak najszybciej wydostać korzysta z tego, co przynosi mu los. Zostaje zatrudniony, jako guwerner u mera pana de Rênal. Jako dziewiętnastolatek uwodzi znacznie starszą zonę mera i matkę trójki dzieci. Romans oczywiście wychodzi na jaw wskutek denuncjacji służącej. Julian po pobycie w Besançon, otrzymuje posadę sekretarza markiza de la Mole. Tam poznaje córkę markiza, ekscentryczną Matyldę i zyskuje jej serce. 

Oczywiście, nie ma tu happy endu, a powieść staje się krytyką francuskiego społeczeństwa doby napoleońskiej, co przez długi okres wykorzystywane było przeciwko burżuazji. Demaskuje wady panującego systemu: zamknięcie drogi do kariery oficerskiej ludziom wywodzącym się z plebsu, pokazuje wyrachowanie, cynizm, pychę, rządzę pieniądza, tytułów i kariery oraz zachłanność. Z drugiej jednak strony, czytelnik ma wrażenie, że charakterystyka postaci pozbawiona jest głębi, a postępowanie bohaterów nie zostało do końca przez autora przemyślane i dopracowane. 

Tłumacz Tadeusz (Boy) Żeleński tak pisał o znaczeniu tytułu powieści: czerwone i czarne, to mundur i sutanna: to dwie Francje - Francja napoleońska i Francja Burbonów. Julian reprezentuje dwa przymioty - namiętności (czerwone) i wyrachowania (czarne). Z drugiej strony tytuł może odnosić się także do miłości (czerwone) i śmierci (czarne). Niemniej dzieło Stendhala nadal jest przez badaczy na nowo interpretowane. W końcu to klasyka.
 


Stendhal, Czerwone i czarne, wydawnictwo MG, wydanie 2015, tłumaczenie Tadeusz Żeleński - Boy, oprawa twarda, stron 544.

środa, 14 kwietnia 2021

Elizabeth Gaskell, Niesamowite historie.


      Niesamowite historie to książka kryjąca kilka opowieści nurtu grozy autorstwa Elizabeth Gaskell. Wszystkie są mroczne, w stylu romantycznych opowieści gotyckich. W zbiorze znaleźć można między innymi Opowieść starej piastunki, w której narratorką jest stara niania wspominającą historię ze swoich młodzieńczych lat, kiedy to po śmierci swoich pracodawców nadal sprawowała opiekę nad ich córką panną Rosamond. Obydwie przenoszą się do starej i mrocznej posiadłości należącej do ciotki panienki panny Furnivall w Manor House. Jak okazuje się posiadłość kryje mroczne tajemnice, które szczególnie zimą dają o sobie znać mieszkańcom domostwa. Kolejna ciekawa opowieść to Szara dama. Poznajemy młodą pannę, która poślubia mężczyznę trudniącego się niezbyt chwalebną profesją. Gdy odkrywa tajemnicę męża, kobieta staje w obliczu grożącego jej niebezpieczeństwa. Opowieść dziedzica przenosi nas do roku, 1769  kiedy to dżentelmen, niejaki pan Robinson Higgins wynajął posiadłość Biały Dom w  Barford. Wkrótce ożenił się, acz na świecie nie pojawiły się dzieci. Za to wiele lat później doszło do makabrycznej zbrodni. Uboga klaryska opowiada o losach rodziny Starkey’ów i opiekującej się panią Bridget Fitzgerald oraz jej córki. Z kolei Klątwa rodu Griffithsów dotyczy starej rodzinnej przepowiedni, która miała się sprawdzić w ósmym pokoleniu. 

To klasyka grozy. Mamy tajemnice, mroczną przeszłość, niedostępne posiadłości, niespotykane odgłosy w komnatach, szalejący wiatr, pojawiające się duchy i ciemne noce. Serwowane opowieści traktują o okrucieństwie, bezduszności, egoizmie, morderstwach, nadprzyrodzonych zjawiskach, które miały przerażać. Dobrze się to jednak czyta. Pozycja obowiązkowa dla wielbicieli prozy Elizabeth Gaskell.

 


Elizabeth Gaskell, Niesamowite historie, wydawnictwo C&T, kolekcja: Biblioteka grozy,  wydanie 2014, tłumaczenie Ewa Horodyska, okładka miękka, stron 206.

 

niedziela, 11 kwietnia 2021

Zwierzenia klowna Heinrich Böll

Dwudziestoparoletni Heinrich wychowany w bogatej, mieszczańskiej prohitlerowskiej rodzinie buntujący się przeciwko hipokryzji i podwójnej moralności pokolenia rodziców zostaje klownem. Dzięki pieniądzom i koneksjom ojca miałby zapewnioną świetną przyszłość, wybiera niepewny los, aby żyć w zgodzie z przekonaniami. Nie przeszkadza mu tułacza egzystencja, dopóty ma przy boku ukochaną kobietę. Życie w podróży i na walizkach, od hotelu do hotelu. Niestety pewnego dnia Maria odchodzi, a Heinrich doznaje załamania. Zaczyna więcej pić, jego występy są coraz słabsze, aż w końcu druzgocząca krytyka sprawia, że musi ich zaprzestać. Bez perspektyw i bez jednej marki w kieszeni rozpoczyna spowiedź, w trakcie której rozlicza się z przeszłością. Obnaża zakłamanie rodziców i kręgu ich znajomych, którzy podczas wojny w różnym stopniu sprzyjali polityce nazistowskich Niemiec, aby zaraz po jej zakończeniu odciąć się od przeszłości angażując w życie różnych organizacji religijnych. Przy czym ich życie daleko odbiega od zasad, które głoszą.

Bardzo spodobał mi się początek opowieści, kiedy Heinrich opisuje, jak nagle to co było czymś naturalnym staje się monotonią powtarzających się zdarzeń.

Usiłowałem zwalczyć w sobie automatyzm, wytworzony w ciągu pięciu lat moich nieustannych podróży: schodami w dół, schodami w górę, stawiam walizkę, wyjmuję bilet z kieszeni płaszcza, podnoszę walizkę, oddaję bilet, podchodzę do kiosku, kupuję wieczorne gazety, wychodzę z Halu dworca, przywołuję taksówkę. Przez pięć lat prawie co dzień skądś wyjeżdżałem i dokądś przyjeżdżałem, rano schodami w górę i w dół, popołudniu schodami w dół i w górę, przywoływałem taksówkę, szukałem drobnych po kieszeniach, kupowałem w kiosku wieczorne gazety i w jakimś zakątku świadomości rozkoszowałem się dokładnie wystudiowaną niedbałością tego automatyzmu. Odkąd Maria opuściła mnie (…) procedura przyjazdów i wyjazdów stała się jeszcze bardziej mechaniczna, nie tracąc nic ze swojej niedbałości. (str. 7)

Zwierzenia klowna są ciekawe, zaskakujące, chwilami  szokują. Jak choćby w przypadku braku reakcji matki na śmierć córki, do której pośrednio się przyczyniła, czy w opisie zakradającej się do spiżarni matki, aby zjeść po kryjomu plaster szynki, kiedy dzieci w tej najbogatszej w okolicy rodzinie niedojadały. Poza opisem wspomnień są też ciągi myśli, refleksji i  pomysłów Heinricha, a te bywają przytłaczające i ciężkie. Przyznaję, że miałam momentami dość bohatera i jego egzystencjalnej wiwisekcji, jego pijackich pomysłów i nużących wywodów. Ludzie z otoczenia Heinricha  w sporej mierze są podłymi hipokrytami, egoistami, nierzadko  mają zbrodniczą przeszłość. Ale i bohaterowi można sporo zarzucić, jest coś z fałszu w jego uczuciu do Marii, jest okrucieństwo i egoizm wobec bliskich. Krytykuje otaczających go ludzi, ale wyciąga rękę po ich pieniądze, tęskni za Marią, którą jak twierdzi kochał, ale można odnieść wrażenie, że bardziej irytuje go to, że kobieta,  odnalazła  stabilizację u boku innego, niż to, że odeszła. Ale czy można się dziwić, że kalekie czasy rodzą kalekich ludzi.  

Niezła książka, choć jej lektura nie jest lekką.

Książka ma ciekawą dedykację – Klaudynce klown Grześ. Widocznie książka nie trafiła w gust obdarowanej, bo cztery lata później nabyłam ją na allegro.

Po raz pierwszy recenzja opublikowana na blogu Moje podróże

piątek, 9 kwietnia 2021

Oskar Wilde, Portret Doriana Graya.

 


Portret Doriana Graya czytałam wiele lat temu, jako nastolatka. To była wówczas jedna z tych książek, po przeczytaniu, której nie mogłam spać. Podobnie miałam wówczas przy lekturze Głodu Hamsuna. Być może byłam za młoda i nieprzygotowana na takie książki. Faktem jest, że przez minione lata powtórnie nie sięgnęłam po żadną. Aż do tej pory. Ponownie przeczytanie powieści Oskara Wilda oczywiście nie czyni ją już tak „straszną” w wymiarze, jaką ją odbierałam niegdyś. Wielką rolę w tym wydaniu odgrywa również posłowie autorstwa literaturoznawcy dr Tomasza Kaliściaka, w którym znaleźć można odniesienia do życia Oskara Wilda, okoliczności postania powieści i jej wersji oraz do fabuły samej książki. Mowa jest w nim również o wątkach seksualnych i postrzeganiu sztuki przez Wilde’a.

Powieść Doriana Graya to oczywiście klasyka, w dodatku uniwersalna, która doczekała się swoich ekranizacji. Mowa jest w niej o cynizmie, zepsuciu, naiwności, egoizmie, płytkości, próżności, okrucieństwie i hedonizmie. Wilde w perfekcyjny sposób ukazał stopniową przemianę, degradację niewinnego mężczyznę. Kunszt autora widać zwłaszcza w sprawnym i niemal magicznym, mistrzowskim konstruowaniu dialogów. 

 Zakładam, że większość z Was zna fabułę. Mamy trzech głównych bohaterów: artystę Bazylego Hallwarda, Doriana Graya, lorda Henryka Wottona. Bazyl Hallward poznaje Doriana na jednym z salonowych przyjęć, ulega urokowi i fascynacji hipnotyzującego młodzieńca, co przeradza się niemal w obsesję. Postanawia też namalować jego portret. O wszystkim opowiada znudzonemu cynikowi lordowi Wottonowi, który lubi wypowiadać swoje poglądy oprawiając je w odpowiednie ramy i wkrótce staje się mentorem Doriana. Szybko okazuje się, że Dorian Gray jest próżny, a za cenę zatracenia własnej duszy jest gotów zachować młodość na wieki. Młody, zapatrzony w siebie, narcyz, mężczyzna z potencjałem na przyszłość, acz piękny jedynie na zewnątrz, a pusty w środku. Motyw starzenia się portretu, zamiast człowieka, to element mroczny i pełen grozy. Upływ lat i niegodne, niemoralne postępki Doriana, widoczne są na obrazie. Portret odzwierciedla sumienie bohatera. 

Fabuła powieści jest przemyślana i niemal doskonała. Oskar Wilde coraz bardziej wciąga czytelnika w czeluści, głębiny zła. To nieustanny koszmarny wir. Postępki Doriana są coraz bardziej wyrafinowane i ohydne, mężczyzna dąży do zaspokajania przyjemności, rozpusty, ulega ekscesom i deprawacji. Nie bierze odpowiedzialności za swoje czyny, nie liczy się z uczuciami innych, a jego dusza staje się czarna. To właśnie obraz pokazuje śmierć zaprzedanej duszy Doriana. Wilde podkreśla, że piękno pojmowane jedynie w sposób jednostronny, może prowadzić do zguby.

Portret Doriana Graya, choć ponura, z pozornie prostą fabułą, to jednak natchniona powieść, która niewątpliwie zapada w pamięć. Wspomnieć jeszcze należy, że wydanie jest stylizowane i zawiera ilustracje oraz secesyjne zdobienia autorstwa Henry'ego Westona Keena (1899-1935).




Oskar Wilde, Portret Doriana Graya, wydawnictwo Vesper, wydanie 2015, przekład Maria Feldmanowa, posłowie: dr. Tomasz Kaliściak,  okładka miękka ze skrzydełkami, stron 276.

 

czwartek, 8 kwietnia 2021

Giovanni Boccaccio, Dekameron.


 

Nie wiem jak jest teraz, ale ja jeszcze miałam to we fragmentach jako lekturę w szkole. Tak sobie przypominam przynajmniej. Nigdy nie udało mi się przeczytać całego Dekamerona. Z niektórymi książkami tak mam. Nie wiem ile razy mogę się za nie zabierać, zaglądać, podczytywać – i tak po jakimś czasie „wysiadam”. Podobnie tym razem miałam z Dekameronem. Nic się nie zmieniło. Nie będę więc oszukiwać i pisać, że przeczytałam w całości. Cztery tygodnie minęły, a u mnie końca nie widać. Podziwiam tych, którym się to udało i to w bardzo krótkim czasie. Utworem Boccaccia cieszę się jednak czytając nadal fragmenty.

Skupiam się więc na wydaniu, jakie zaprezentowało nam wydawnictwo MG. Piękne, w tradycyjnym tłumaczeniu Edwarda Boye, jednotomowe, szlachetne, graficznie stylizowane, w twardej oprawie, z dogodną dużą czcionką. Książka przaśna, potwornie gruba, ręka więc może mdleć, o ile będziemy owe tomiszcze trzymać. Wspaniale się jednak strony układają, nawet gdy przekręconych mamy już ponad 500 czy 600 stron. Kartki są szyte, wiec książka przetrwa lata użytkowania.

Dekameron to zbiór 100 nowel (kończących się piosenką), które w ciągu 10 dni 1348 roku opowiada sobie grupa osób zmuszona do odosobnienia w podmiejskiej willi. To 7 pań i 3 młodzieńców (o nadanych przez autorach imionach: Pampinea, Filomena, Neifile, Filostrato, Fiammetta, Elissa, Dioneo, Lauretta, Emilia, Panfilo), którzy schronili się przed zarazą w okolicach Florencji. Kobiety spotykają się z mężczyznami w kościele Santa Maria Novella. Co prawda, spędzają razem dwa tygodnie (od środy do środy), ale opowiadają tylko przez 10, w dodatku każdego dnia opowiadanych jest 10 nowel. Tytuł zresztą wziął nazwę od tej liczby, bowiem w języku greckim deka hemeron oznacza 10 dni.  Każda z tych osób jest królową lub królem jednego dnia i decyduje w jaki sposób będą go wszyscy spędzać. Owa zaraza, przed którą się chronią to oczywiście dżuma, czarna śmierć, która wówczas zaczęła szaleć w Europie. W 1348 roku dociera do Florencji, dziesiątkuje mieszkańców, co potem odbija się na gospodarce miasta. 
 
Wpływ Dekamerona na literaturę renesansową był ogromny, a książka uznawana jest za arcydzieło. Ponury i pesymistyczny nastrój jaki jest na początku książki, zmienia się radykalnie wraz z pierwszym dniem. W opowieściach tych spotkamy różne odmiany miłości, dowcip, rubaszność, szlachetne uczucia, mądrość, wesołość i komizm. Pojawiają się też elementy magii, zdecydowana wiara w zjawiska nadprzyrodzone i czary: widma, sny, fantastyczne i niewytłumaczalne wydarzenia. Acz mowa jest także o kulcie świętych i innych aspektach religijnych. Bohaterami opowieści są przedstawiciele rożnych stanów. Wspólnym jednak łącznikiem jest tematycznie zmienność fortuny. 

Dekameron jest pierwszym włoskim dziełem narracyjnym i na długie lata stał się punktem odniesienia innych autorów parających się pisaniem prozy. Opowieści stają się integralną częścią dyskusji młodych ludzi: mają wstęp, są argumenty i kontrargumenty; w dodatku istnieją w komentarzach  nawiązania do wcześniejszych wypowiedzi. Zebrani cierpliwie czekają na swoją kolejność możliwości wypowiedzi, grzecznie wysłuchują innych, stosują się do zaleceń osoby, która w danym dniu jest królem lub królową. To na czytelniku jednak spoczywa główna odpowiedzialność za interpretację przeczytanego tekstu. Klasyka w najlepszym wydaniu.
 


Giovanni Boccaccio, Dekameron, wydawnictwo MG, wydanie 2015, tłumaczenie Edward Boye, oprawa twarda, stron 846.


wtorek, 6 kwietnia 2021

Wilkie Collins, Córki niczyje.


Powieść Córki niczyje Wilkie Collins (1824-1889) została w Polsce wydana po raz pierwszy po od daty jej premiery w XIX wieku. A to przecież klasyka literatury popularnej, więc nie za bardzo mogę zrozumieć totalnego zapomnienia na rynku księgarskim. Ową wydawniczą ignorancję naprawiło wydawnictwo mg. 

Córki niczyje to książka epoki wiktoriańskiej, spokojna i wyważona, ale napisana szlachetnym i wspaniałym stylem. Klasyczna powieść opowiadająca o walce dobra ze złem. Narracja jest leniwa i nieśpieszna. Pozwala czytelnikowi zatrzymać się, dogłębnie zanalizować poruszany problem i dokładnie zrozumieć wewnętrzną charakterystykę poszczególnych bohaterów. 
 
Dwie siostry, ale całkiem odmienne osobowości. Nora jest małomówna, inteligentna, wiecznie zamyślona, powściągliwa w wyrażaniu sądów, ale kocha książki. Magdalen z kolei obdarowana została wspaniałą urodą i żywym, wesołym temperamentem. Po tragicznej śmierci państwa Vanstone, dziewczęta zdane są tylko na siebie i na własne predyspozycje i umiejętności. Idealny świat, w jakim żyły do tej pory, obrócił się w gruzy. Okazuje się, że rodzice, według ówczesnego postrzegania przez społeczeństwo, żyli przez wiele lat w grzechu. Błąd został naprawiony po kilku latach, ale pan Vanstone wskutek nieznajomości prawa, nie zmienił testamentu. Jedynym legalnym dziedzicem okazał się brat ojca, a po jego śmierci, jego syn. Dziewczęta nie mają prawa ani do majątku po rodzicach, ani nawet do nazwiska, bowiem okazują się być nieślubnymi dziećmi. Są odtrącone i znajdują miejsce na marginesie życia, jakie dotąd prowadziły. Starsza z sióstr, dwudziestosześcioletnia Nora postanawia zostać guwernantką. Młodsza, osiemnastoletnia Magdalen zostaje artystką sceniczną. Pragnie jednak walczyć o odzyskanie majątku, przywrócić dobre imię i co więcej zemścić się na ludziach, którzy działali na szkodę rodzeństwa. W realizacji swoich planów potrzebuje jednak pomocy dalekiego krewnego ze strony matki, który nie ma zbyt dobrej reputacji. Kapitan Wragg jest łotrem, szubrawcem i oszustem.
  
Córki niczyje to powieść, w której można odnaleźć charakterystykę dziewiętnastowiecznych stosunków społecznych panujących w Anglii, ówczesny obraz życia codziennego, obowiązujących przepisów prawa, konwenansów oraz sytuację kobiet pozbawionych męskiej opieki. Urodzenie, pieniądze i koligacje odgrywały wówczas ogromną rolę w postrzeganiu pozycji społecznej. W XIX wieku powieść ze względu na poruszane tematy dzieci nieślubnych, a nawet sposobu zarobkowania wybranego przez Magdalen, musiała uchodzić za skandalizującą. Wilkie Collins uparcie jednak dążył do ukazania ówczesnych stosunków społecznych i panującą niesprawiedliwość. 

Nie ma tu jednak wątków pobocznych. Autor skupia się głównie na celu, jaki wyznaczyła sobie Magdalen, toteż powieść może wydawać się nudna i rozwlekła. Szczegółowe opisy mogą nużyć. Wybredny czytelnik może w pewnym momencie stracić zainteresowanie.  Pamiętać jednak należy, że książka powstała w 1862 roku (No Name), panowała inna konwencja pisania i postrzegania ujmowanych wydarzeń. Niewątpliwie na książkę należy poświęcić czas i swoją uwagę.



Wilkie Collins, Córki niczyje, wydawnictwo MG, wydanie 2016, tytuł oryginalny: No Name, przełożyła Magdalena Hume, okładka twarda, stron 768. 

poniedziałek, 5 kwietnia 2021

Wilkie Collins, Armadale.


 

Armadale to tomiszcze, które czytałam jak na moje możliwości bardzo długo. Po raz pierwszy odczułam, że rozmiar czcionki i odstępy między wierszami mają dla moich oczu ogromne znaczenie. Nic tu nie pomoże dobre oświetlenie, bo po jakimś czasie wszystko się po prostu zlewa (starość nie radość). Książkę więc co jakiś czas zniecierpliwiona musiałam odkładać, ale nieustannie do niej  powracałam. To jedyny mankament wydania powieści.  

Armadale opublikowany w latach 60. XIX wieku, w Polsce za sprawą wydawnictwa MG, ukazał się po raz pierwszy. To najdłuższa powieść napisana przez Wilkiego Collinsa.

Zawiła i zagmatwana fabuła łączy kilka z ulubionych tematów autora w tym: zagadki związane z tożsamością i popełnieniem zbrodni, miłość, fatum, intryga, wiktoriańska famme fatale oszałamiająca urodą. To historia Allana Armadale, choć właściwie w opowieści istnieje aż kilka osób noszących to nazwisko. Zanim jednak wkroczymy w głąb historii pozostają tylko dwie. Pierwszy z mężczyzn jest rzeczywiście prawdziwym Allanem Armadale, drugi natomiast legalnie na mocy testamentu. Jeden z nich przybrał nazwisko: Ozias Midwinter. To sprawia, że nie można się pomylić. Wielką rolę w książce odgrywa również sen wizjonerski Allana Armadale. 

Na uwagę zasługuje Lydia Gwilt, która jest oszałamiająco piękną kobieta, o rudych włosach. To ten typ kobiety, na widok, której, wszyscy mężczyźni w pokoju się odwracają. Lydia z kolei dobrze wie, że ma wpływ na płeć męską i doskonale potrafi to wykorzystać do własnych celów. Potrafi być zimna i bezdusznie dążyć do osiągnięcia swoich pragnień. Pamiętać jednak trzeba, że to XIX wiek i pozycja kobiety oraz rola jaką miała wówczas pełnić, była w społeczeństwie jasno określona. Lydia jest typem wykraczającym poza określone i przyjęte granice. Charyzmatyczna, odważna manipulantka i bezwzględna oszustka. Planuje, wie czego chce i dąży do celu. Widać to szczególnie w jej prowadzonym dzienniku, w którym odnaleźć można obraz kobiety neurotycznej i egoistycznej, ale też głęboko zranionej i ukształtowanej wskutek doznanych krzywd. Opisy jej stanów emocjonalnych wpływają na atmosferę stworzoną przez Collinsa.  
 
Fabuła, choć skomplikowana, to została skomponowana w mistrzowski sposób. Nic tu nie jest zbędne, a styl jest elegancki i staranny. Narracja po prostu płynie, choć mamy w powieści wiele jej odmian. Collins wykorzystuje między innymi listy, retrospekcję i pamiętniki. Czytelnik powoli jest wciągany w pewnego rodzaju labirynt, który może pochłonąć. Armadale to wspaniała wiktoriańska powieść. Oby jak najwięcej było klasyki na polskim rynku.



Wilkie Collins, Armadale, wydawnictwo MG, wydanie 2016, tytuł oryginalny: Armadale, tłumaczenie: Joanna Wadas, okładka twarda, stron 714.

Octave Mirbeau, Dziennik panny służącej.

 


         Dziennik panny służącej to powieść autorstwa Octave’a Mirabeau napisana na początku XX wieku. To opowieść o młodej dziewczynie Celestynie, która najmuje się do służby, jako pokojówka u rodzin. Pracę dostaje zarówno w miastach jak i na prowincji.  Tym razem los rzucił ją do normandzkiej małej miejscowości i starego domu. Pani domu jest surowa, wymagająca i ciągle wymyśla nowe prace pokojówce. Pan zupełnie podporządkowany jest swojej małżonce, a jednocześnie zafascynowany Celestyna. Młoda służąca bardzo dobrze zdaje sobie sprawę ze swoich zewnętrznych atutów, potrafi je wykorzystać do własnych celów. Nie jest, bowiem niewiniątkiem, a przez lata nauczyła się jak korzystać z tego, do czego zapraszają gospodarze domów. Sama przyznaje, że dobrze poznała mężczyzn, rozpoznaje ich wady i zalety, nęci, zaprasza, a jednocześnie uwielbia cielesną rozkosz. W swojej pracy była świadkiem nie jednego dziwacznego zachowania i predyspozycji swoich gospodarzy. Dzieli się tymi opowieściami skrzętnie z czytelnikiem, bowiem książka ma właśnie charakter pamiętnika. Celestyna szczegółowo opisuje zarówno charaktery swoich pracodawców jak i osób pracujących, jako służba. Czyni to z domieszką ironii, drwiny, humoru i złośliwości. Porównuje pracę i życie codzienne, jakie wiodła w Paryżu, z tym, co spotkała na prowincji. Mamy, więc tu świetnie zarysowane tło obyczajowe. Jak się okazuje życie na prowincji może być równie rozkoszne, ale i równie niebezpieczne, co w mieście. Także tu można spotkać groźnych mężczyzn (według Celestyny samców) i może dojść do niewybaczalnych zbrodni. Ten, kto budzi strach i obawę, może jednak fascynować i zmysłowo przyciągać.

Nie wiem jak w oryginale, ale polskie tłumaczenie Marii Zenowicz, sprawiło, że powieść czyta się szybko i sprawnie. Widoczny jest cięty język Celestyny, jej trafne refleksje, spostrzeżenia i riposty. Dziennik panny służącej to lektura, którą znakomicie się czyta. Nie wiem jednak czy jestem obiektywna, bo uwielbiam książki z zakresu klasyki literatury popularnej. Warto również zwrócić uwagę na nową (trzecią) ekranizację powieści, która pojawiła się w kinach (zwiastun).
 


Octave Mirbeau, Dziennik panny służącej, wydawnictwo Marginesy, wydanie 2015, tłumaczenie Maria Zenowicz, okładka miękka, stron 384.

 

Thomas Hardy, Z dala od zgiełku.


 

Twórczość Thomasa Hardy’ego pokochałam od momentu przeczytania powieści Powrót na wrzosowisko. I tak już zostało. Z wielką więc przyjemnością przeczytałam Z dala od zgiełku, która została po raz pierwszy wydana w 1874 roku. Powieść ukazała nakładem wydawnictwa Nasza Księgarnia w tłumaczeniu Róży Czekańskiej-Heymanowej (pierwszy raz w Polsce wydana w jej tłumaczeniu książka została w 1957roku). 

Powieści Hardy’ego charakteryzują się tym, że czytelnik nie znajdzie tu zawrotnego tempa akcji, ale niespiesznie, dość cicho, acz powabnie opowiedzianą interesującą historię osadzoną gdzieś z dala od głośnego Londynu. Nie inaczej jest tym razem. Autor zaprasza nas na prowincję, angielską wieś, z pięknymi krajobrazami, spokojną, choć nie zawsze sielankową codziennością, z jaką borykają się jej mieszkańcy. Owe plastyczne opisy powstałe spod pióra Hardy’ego mogą wpływać na wyobraźnię czytelnika. Pisarz nie bał się także podejmować tematów, które uważano za trudne, o których publicznie nie rozmawiano w towarzystwie i które uchodziły za złamanie ówczesnych zasad i obowiązujących konwenansów. Z mocą charakteryzuje pozycję kobiety w ówczesnym świecie przeznaczonym głównie dla mężczyzn. Charakteryzuje także ówczesne społeczeństwo angielskiej wsi. 

W powieści Z dala od zgiełku poznajemy młodziutką Betsabe Everdene, która przyjeżdża zamieszkać u ciotki. Tu poznaje farmera Gabriela Oak, który proponuje jej małżeństwo. Betsaba odrzuca jednak Gabriela, a wkrótce po śmierci wuja dziedziczy jego majątek. Mimo wielu przeciwności postanawia sama pokierować zarządzaniem rozległą posiadłością. Niedługo potem Gabriel wskutek nie do końca przewidzianych wypadków losowych traci swój cały dobytek i staje się na powrót zwykłym pasterzem owiec. Poszukując pracy trafia do majątku Betsaby, a potem staje się jej podporą, doradcą i przyjacielem. To nie jest jednak jedyny wielbiciel przedsiębiorczej dziedziczki. Kolejnym jest starszy dżentelmen William Boldwood, majętny, acz niewzbudzający pożądania sąsiad. Jest jeszcze przystojny żołnierz Franciszek Troy, bawidamek, który cieszy się powodzeniem u kobiet. Każdy z nich reprezentuje inną warstwę społeczną, inaczej postrzega świat i stosunki międzyludzkie, inne wartości uznaje za priorytetowe w życiu. I którego wybierze serce Betsabe?
 
To oczywiście opowieść o miłosnych rozterkach i wyborach. Czytelnik znajdzie tu jednak przede wszystkim dziewiętnastowieczną codzienność, zajęcia, pracę, chwile związane z odpoczynkiem i jakże prostą, acz przynoszącą ukojenie rozrywkę. Autor pokazuje, że niedopowiedzenia w stosunkach międzyludzkich prowadzą niejednokrotnie do powzięcia fałszywych sądów, nieporozumień, animozji, pomyłek, dokonywania złych wyborów i komplikacji w życiu w postaci zawiedzionych nadziei i złamanych serc.

Wspaniałe tłumaczenie na język polski oddaje barwny język, styl i plastyczne opisy, które niewątpliwie urzekają czytelnika. W tym wszystkim można bowiem odnaleźć niezwykle szeroką gamę emocji. Niesamowita lektura.

*Ekranizacje powieści: 1967, 2015.
 



Thomas Hardy, Z dala od zgiełku, wydawnictwo Nasza Księgarnia, wydanie 2015, tłumacz: Róża Czekańska-Heymanowa, okładka miękka, stron 480.

Charles Dickens, Maleńka Dorrit.


 

Charles Dickens to jeden z najważniejszych pisarzy angielskich, należących do kanonu literatury światowej. Maleńka Dorrit publikowana w odcinkach w latach 1855-1857, w Polsce po raz pierwszy ukazała się dopiero w 1925 roku. Obecne wydanie, jednotomowe, ukazało się nakładem wydawnictwa mg, w subtelnej i klimatycznej oprawie graficznej. 

Wraz z przeczytaniem pierwszych stron przeniosłam się w świat dziewiętnastowiecznego, wiktoriańskiego, pełnego ciemnych zaułków Londynu. Właśnie po latach powrócił do rodzinnego domu prawie czterdziestoletni Arthur Clennam. Od lat przebywał z ojcem w Ameryce, gdy tymczasem jego matka nadal mieszkała w Anglii. Nie rozumiał, dlaczego rodzice wybrali życie w separacji, a to, co usłyszał od ojca przed jego śmiercią stanowiło następną zagadkę. Nawet schorowana, surowa matka, nie chciała wracać do dawnej historii. Tajemnica intryguje Artura, podobnie jak codzienna obecność w domu matki młodej szwaczki. To dwudziestotrzyletnia Amy Dorrit, która urodziła się i wychowała w więzieniu dla dłużników Marshalesa. To tam przed laty został zamknięty William Dorrit, a jego żona wraz z dziećmi Fanny i Edwardem wybrała życie za murami. Tylko William zwany z czasem Ojcem Marshalesa nie mógł opuszczać murów więzienia. Mimo to, po śmierci matki dzieci wychowywały się właściwie bez szkoły i z trudem zdobyły umiejętności, które pozwoliły im na zarobek. Amy czerpała dochód z szycia. 
 
Charles Dickens to jeden z najważniejszych pisarzy angielskich, należących do kanonu literatury światowej. Maleńka Dorrit publikowana w odcinkach w latach 1855-1857, w Polsce po raz pierwszy ukazała się dopiero w 1925 roku. Obecne wydanie, jednotomowe, ukazało się nakładem wydawnictwa mg, w subtelnej i klimatycznej oprawie graficznej. 

Wraz z przeczytaniem pierwszych stron przeniosłam się w świat dziewiętnastowiecznego, wiktoriańskiego, pełnego ciemnych zaułków Londynu. Właśnie po latach powrócił do rodzinnego domu prawie czterdziestoletni Arthur Clennam. Od lat przebywał z ojcem w Ameryce, gdy tymczasem jego matka nadal mieszkała w Anglii. Nie rozumiał, dlaczego rodzice wybrali życie w separacji, a to, co usłyszał od ojca przed jego śmiercią stanowiło następną zagadkę. Nawet schorowana, surowa matka, nie chciała wracać do dawnej historii. Tajemnica intryguje Artura, podobnie jak codzienna obecność w domu matki młodej szwaczki. To dwudziestotrzyletnia Amy Dorrit, która urodziła się i wychowała w więzieniu dla dłużników Marshalesa. To tam przed laty został zamknięty William Dorrit, a jego żona wraz z dziećmi Fanny i Edwardem wybrała życie za murami. Tylko William zwany z czasem Ojcem Marshalesa nie mógł opuszczać murów więzienia. Mimo to, po śmierci matki dzieci wychowywały się właściwie bez szkoły i z trudem zdobyły umiejętności, które pozwoliły im na zarobek. Amy czerpała dochód z szycia. 
  
To powieść, w której znaleźć można mroczne tajemnice, zbrodnie, rodzinną traumę, zawiłe związki i uliczny brud. Więzieniem jest nie tylko Marshalesa, ale również izolacja w domu pani Clennam. W tym wszystkim kryje się moralizatorski wydźwięk związany z posiadaniem pieniędzy. Z drugiej strony można też zauważyć kilka rodzajów zniewolenia. Głębszą analizę powieści pozostawiam jednak literaturoznawcom. Obecna wersja nie jest wersją pełną (patrz wyd. Czytelnik).
 


Charles Dickens, Maleńka Dorrit, wydawnictwo MG, wydanie 2016, tytuł oryginalny: Little Dorrit, przełożyła Cecylia Niewiadomska, oprawa twarda, stron 286.


Polskie przekłady (opracowane na podstawie bazy danych Biblioteki Narodowej i Nukat) stan na 25 maj 2016 r.  :
  • 1925Mała Dorrit: z 16 ilustracjami, opracowanie dla młodzieży Zofia Popławska, wydawnictwo J. Przeworski, s. 422, 16 k.tabl.,il.
  • 1928 - Mała Dorrit, T. 1-2 (s.343), T. 3-4 (s.333), T. 5-6 (s.325), T. 7-8 (s.302), [dwa tomy w jednym woluminie]; przekład Zofji i Wiktora Popławskich, słowo wstępne Andrzej Tretiak; Wydawnictwo Gutenberga. (prawdopodobnie wydanie ponowne w 1930)
  • 1935- Mała Dorrit, opracowanie dla młodzieży Zofia Popławska, Warszawa : J. Przeworski, 1935 (Warszawa : "Grafia"), s. 422, 16 k.tabl., il.
  • 1947 - Mała Dorrit, w opracowaniu dla młodzieży Wandy Olszewskiej ; il. Maria Mackiewiczówna; Łódź : Łódzki Instytut Wydawniczy, s. 338, il.

  • 1949 - Mała Dorrit, opracowanie dla młodzieży Zofia Popławska, z ilustracjami,  484 s. wydawnictwo J. Przeworskiego;
  • 1958 - Mała Dorrit, T.1. Ubóstwo, Czytelnik 1958, tł. Wacława Komarnicka, [il. Phiz], 572 s.                           - Mała Dorrit, T. 2. Bogactwo; Czytelnik 1958, tł. Wacława Komarnicka, [il. Phiz], 497 s.;
  • 1983 - Mała Dorrit, T.1. Ubóstwo, Czytelnik 1983, wydanie 2, tł. Wacława Komarnicka, 501 s.                    - Mała Dorrit, T.2. Bogactwo, Czytelnik 1983, wydanie 2, tł. Wacława Komarnicka, 444 s.;
  • 1993 - Maleńka Dorrit, Siedmioród, 1993, oprac Cecylia Niewiadomska [oprac. Danuta Sadkowska na podstawie wyd. Książnicy-Atlas, Lwów-Warszawa], s. 189.

niedziela, 4 kwietnia 2021

Mary Elizabeth Braddon, Tajemnica Lady Audley.


 

Mary Elizabeth Braddon[1] (1835-1915) to jedna z najbardziej znanych dziewiętnastowiecznych wiktoriańskich powieściopisarek. Napisała ponad 90 powieści, 150 nowel, nie licząc pomniejszych artykułów. W powieściach łączyła ze sobą wątki gotyckie, miłosne oraz ukazywała ówczesny obraz społeczeństwa. Jej matka Fanny rozwiodła się z ojcem Henrym w roku 1840, kiedy Mary miała zaledwie pięć lat. W jednym a artykułów odnalazłam, że ojciec Mary, swoją droga adwokat, był typem mężczyzny, który uganiał się za spódniczkami, był hazardzistą i zbyt często zaglądał do kieliszka[2]. Miała starszą siostrę Maggie i brata Edwarda (1829-1904) (wyjechał do Indii, a następnie do Australii, gdzie w latach 1894-1899 był Premierem Tasmanii). Fanny wychowywała więc dzieci, będąc samotną matką w wiktoriańskiej Anglii. Mary uczęszczała do kilku szkół a zaczęła pisać już od najmłodszych lat. Mając 17 lat przeprowadziła się do Bath, gdzie rozpoczęła karierę aktorską. Jej syn, W.B. Maxwell, wspomina, że miało to pozwolić jej na utrzymanie niezależności. Mogła też wesprzeć finansowo matkę. Kariera aktorska Mary trwała około 8 lat począwszy od 1852 roku. Wybór drogi zarobku nie spotkał się jednak z aprobatą rodziny. Wobec tego zmuszona była używać scenicznego pseudonimu jako Maria Seyton. Wówczas też była narażona na niebezpieczeństwa mające podtekst seksualny ze strony mężczyzn. Zwiedziła prowincje, podróżowała po Southampton, Winchester, a w 1855 była również w Szkocji. Grała z powodzeniem w komediach, farsach, burleskach, pantomimach i inscenizacjach sztuki Shakespeare’a. W 1856 roku przeprowadziła się do Surrey, ale występy w Londynie nie spotkały się w recenzjach z aprobatą. Wobec tego wróciła ponownie do grania na prowincji. W 1857 roku przeprowadziła się do Brighton.
 
  Tempo jej kariery aktorskiej jednak wyraźnie słabnie. Zaczęła, więc skupiać się przede wszystkim na pisaniu. Jej literackimi mentorami zostali tajemniczy John Gilby[3], który próbował kontrolować jej życie i pisarz Edward Bulwer Lytton (1803-1873). To im wysyłała swoje prace. Pierwsza wydana powieść nie była finansowym sukcesem Mary, ale zaryzykowała i przeprowadziła się do Londynu. Przyjęła też pseudonim literacki M.E.Braddon, który jednoznacznie nie wskazywał, czy jest kobietą czy mężczyzną. W 1860 roku zaczęła ukazywać się w odcinkach w gazecie Johna Maxwella powieść Tajemnice Lady Audley. Gdy jednak gazeta upadla, Braddon porzuciła też pisanie tej książki i zaczęła kolejną powieść Aurora Floyd. Została jednak nakłoniona, aby dalej pisać Tajemnice Lady Audley, a jej odcinki zaczęły ukazywać się w innym czasopiśmie należącym również do Maxwella. 

Jeżeli chodzi o jej życie prywatne to po spotkaniu Johna Maxwella (1824 -1895) w kwietniu 1860 roku, uwolniła się od Johna Gilby’ego. Wprowadziła się do Maxwella w 1861 roku stając się zastępczą matką dla jego pięciorga dzieci. Żona Maxwella, Marry Ann Crowley, żyła jednak i była rezydentką zakładu dla umysłowo chorych w Irlandii. Marry Elizabeth Braddon miała z Maxwellem sześcioro dzieci: Geralda, Fanny, Francis’a (zmarł w wieku trzech lat), Williama Babington, Winifred Rosalie (Rosie) i Edwarda Henry’ego Harringtona (Ted). Żyli oczywiście bez ślubu, choć Maxwell próbował tuszować ów problem ogłaszając w gazetach w 1864 roku, że są małżeństwem. Prawdziwa żona Maxwella jeszcze jednak żyła. Zmarła dopiero 5 września 1874 roku, wówczas Maxwell publicznie ujawnił (znalazłam tez informację, że uczynił to raczej jego szwagier), że związek z Braddon nie był usankcjonowany prawnie. 2 października 1874 roku Braddon i Maxwell pobrali się. Potem przeprowadzili się z Lichfield House na rok do Chelsea, aby ucichły plotki. Mary Elizabeth Braddon zmarła w lutym 1915 roku. 

Najbardziej znaną jej powieścią jest Tajemnica Lady Audley (1862), która wydana została gdy Braddon miała zaledwie 27 lat. Aby zrozumieć fabułę powieści należało też poznać biogram samej autorki. 

W 1857 roku do Audley przybywa młodziutka i piękna, acz dziecinna Lucy Graham. Zostaje zatrudniona jako guwernantka u doktora pana Dawsona. Wiadomo jedynie było o niej, że niegdyś była nauczycielką w szkole w Brompton u pani Vincent. Wkrótce zakochuje się w niej właściciel Audley Court, pięćdziesięciosześcioletni baronet sir Michael Audley, który jest bogatym i utytułowanym wdowcem. Lucy poślubia sir Michaela nie kryjąc wcale przed nim, że czyni to ze względu na jego majątek. Baronet od siedemnastu lat samotnie wychowywał córkę, obecnie osiemnastoletnią, Alicię Audley. Ta w ogóle nie była zadowolona z nowej macochy, o czym skrzętnie listownie donosiła swojemu kuzynowi, dwudziestosiedmioletniemu beztroskiemu i leniwemu adwokatowi Robertowi Audley’owi. Cóż zrobić, że Alicia miała do niego słabość. 

Lady Audley miała dwadzieścia dwa lata, a w oczach mieszkańców wioski odbierana była jako osoba urocza, dobra, pełna wdzięku. Wszyscy ją podziwiali, kochali i chwalili. Obdarzona była magiczną mocą fascynacji, mogła oczarować rozmówcę słowem i odurzyć uśmiechem. Zachowanie miała dziecinne, zmienne i kapryśne. Jej humory dawały się o sobie znać wówczas, gdy do posiadłości  miał przybyć bratanek sir Michaela, Robert Audley wraz ze swoim przyjacielem George’em Talboys’em. Robert spotkał dawnego przyjaciela w tym samym 1857 roku wkrótce po jego powrocie z Australii. George opowiedział mu swoją historię: ślubu z Helen, odtrąceniu przez ojca, braku pieniędzy i pracy, narodzeniu syna, panu Maldonie, który był pijaczyną oraz o porzuceniu żony i synka celem udania się do Australii. Tam przebywał prawie 3,5 roku, znalazł złoto, dorobił się majątku i teraz chciał odszukać swoich bliskich. Los dla dwudziestopięcioletniego George’a okazał się jednak okrutny. Robert jest świadkiem tego jak w ogłoszeniach zamieszczonych w Timesie przyjaciel odnalazł zawiadomienie o śmierci żony. Wraz z nim odwiedza ostatnie miejsce zamieszkania jego rodziny. George poznaje swojego syna Georgeya oraz historię choroby Helen od pana Maldona. Przygnębiony ustanawia opiekunem prawnym syna i kontrolę nad jego pieniędzmi Roberta Audley’a. Ten nie chce opuszczać przyjaciela w takim stanie, rezygnuje z sezonu polowań w Audley Court i zabiera zrozpaczonego George’a do Rosji. 

Po roku Robert zaprasza przyjaciela do Audley Court. Ku jego zdziwieniu nie zostają przyjęci na zamku, a lady Audley unika spotkań. Podczas nieobecności gospodarzy przyjmuje ich jednak Alicia i pozwala nawet zobaczyć niedokończony portret milady, który wyraźnie wstrząsnął Georgem. Kolejnego dnia 7 września 1858 roku, George Talboys znika. Robert rozpoczyna poszukiwania, zbiera informacje, sukcesywnie dochodzi do prawdy, a notatki, jakie powstają podczas jego analiz dowodów, zaczynają go przerażać. Wszelkie poszlaki prowadzą go do tylko jednej osoby. Mijają dni, tygodnie i miesiące. Robert podąża śladem George’a, odwiedza jego rodzinę, dostaje nakaz od jego siostry Clary, aby nadal prowadził śledztwo, bywa w miejscach związanych z Helen Talboys, poznaje jej przeszłość, analizuje pozostawione ślady, zatartą tożsamość.  Jest pewien, wie, zna prawdę. Teraz już dla Clary nie ustępuje w swoich poszukiwaniach.

 Tajemnica Lady Audley to wiktoriańska powieść opowiadająca o niepokojach targanych społeczeństwem angielskim. Dom powinien być schronieniem przed niebezpieczeństwami zewnętrznego świata, ale w powieści pozornie idealna pani okazuje się kobietą zdolną popełnić przestępstwo, porzucić dziecko, popełnić bigamię, dokonać zamachu na ludzkie życie. Miasto pozwala lady Audley w zmianie tożsamości, ułatwia jej wtopić się w ludzką masę, zacząć udawać kogoś innego i zapomnieć o przeszłości. W mieście ludzie są anonimowi w odróżnieniu od małej miejscowości położonej gdzieś na prowincji, gdzie wszyscy się znają. Mieszkańcy Audley akceptują Lucy Graham dzięki jej fascynującemu stylowi bycia. Łatwo jest też im przyjąć do wiadomości jej awans społeczny. Lady Audley z kolei szybko dostosowuje się do nowych warunków, a mimo to w pewien sposób zależna jest ciągle od tych, którzy pochodzą z niższej klasy. Autorka podkreśla szaleństwo lady Audley, tyle, że dziś feministki powiedziałyby, że kobieta po prostu przejęła kontrolę nad własnym życiem, dokonała wyboru, nie godziła się na egzystencję w ubóstwie nawet kosztem dziecka. 
 
 
Odnalazłam informację (gdy zakładałam na powrót obwolutę na książkę, zauważyłam, że widnieje ona również na jednym z jej skrzydełek), że Mary Elizabeth Braddon odzwierciedliła w powieści prawdziwe wydarzenia z życia Constance Emily Kent[4] (1844-1944), która przyznała się do dzieciobójstwa. Pierwszy odcinek powieści Tajemnica Lady Audley ukazał się w rok po tych wydarzeniach. Pewnej nocy z 29 na 30 czerwca 1860 roku, prawie czteroletni Francis Saville Kent zniknął z domu we wsi Road. Jego ciało znaleziono w sklepieniu przybudówki (wygódki). Dziecko wciąż ubrane było w męską koszulę nocną i owinięte w koc. Ciało miało rany kute zadane nożem w klatkę piersiową oraz podcięte gardło. Na początku lokalna policja aresztowała opiekunkę do dziecka Elizabeth Gough. Jednak po zniknięciu zakrwawionej koszuli ukrytej w kominie sprawa została przekazana wyżej. Podejrzenia komisarza Scotland Yardu, Jacka Whichera (1814-1881)[5] przeniesione zostały na szesnastoletnią siostrę przyrodnią chłopca, Constance, która nie mogła wyjaśnić braku swojej koszuli nocnej. Została aresztowana 16 lipca, ale wkrótce zwolniona za kaucją i uniknęła procesu z braku dowodów. Koszula nigdy nie została odnaleziona, prasa wspierała Constance, a Whicher uważał śledztwo za swoją porażkę. Po tym jak śledztwo upadło rodzina wyprowadziła się do Werxham, a Constance została wysłana do szkoły we Francji. Proces o morderstwo miał się rozpocząć dopiero w 1865 roku, kiedy to Constance w złożonym oświadczeniu przyznała się do winy. Kara śmierci dla Constance ze względu na jej młody wiek i przyznanie się do popełnionej zbrodni, została zamieniona na karę dożywotniego więzienia. Została zwolniona w 1885 roku w wieku 41 lat. W 1886 roku wyemigrowała do Australii, zmieniła imię i nazwisko na Ruth Emilie Kaye i pracowała jako pielęgniarka.

Powieść tak jak omawiany wyżej przypadek, dotyczy macochy i dawnej guwernantki, która poślubiła pana, tajemniczej i bestialskiej zbrodni na terenie posiadłości, szaleństwa młodej dziewczyny. Pewne więc elementy zostały przemycone. Podobnie zresztą potem zrobili to: Wilkie Collins w The Moonstone [Kamień księżycowy] (1868) oraz Charles Dickens w The Mystery of Edwin Drood [Tajemnica Edwina Drooda] (1870). Jeśli porównamy również życie Mary Elizabeth Braddon, z tym co zostało ujęte w powieści, to również zauważymy pewne podobieństwa. Przemyciła sporo ze swojego życia osobistego i opisała zapewne wewnętrzne, targane nią emocje. 

Tajemnica Lady Audley to powieść o nikczemności, zbrodni, namiętnościach. To przede wszystkim powieść napisana w połowie XIX wieku, czyli innymi słowy oddaje ówczesny klimat i tło społeczno - obyczajowe. Ówcześni krytycy byli zdania, że tematy poruszone w powieści: bigamia, nielegalność, morderstwo, szaleństwo są patologiczne, o których się dotąd nie mówiło w towarzystwie i stąd wywołały szeroką dyskusję. Opis Audley Court fascynuje, a styl autorki jest wzniosły, momentami patetyczny, ostrzegający i pełen grozy. Właściwie w ogóle się nie dziwię, że po opublikowaniu w 1862 roku powieść cieszyła się wielką popularnością. Jest świetnie napisana, sugestywna i plastyczna. Czytana nocą wywiera szczególne wrażenie zwłaszcza na czytelniku o rozwiniętej wyobraźni. Ogromnie cieszę się, że wydawane są obecnie takie perełki. Dla wielbicieli filmów donoszę, że współczesna ekranizacja powieści Tajemnica Lady Audley pochodzi z 2000 roku (były jeszcze z 1912 i 1915 roku). Z pewnością jednak warto poznać najpierw powieść.





Mary Elizabeth Braddon, Tajemnica Lady Audley, wydawnictwo Zysk i S-ka, wydanie 2016, tytuł oryginału: Lady Audley's Secret, tłumaczenie:Mira Czarnecka, oprawa twarda z obwolutą, stron 572.