środa, 25 maja 2022

Maria Dąbrowska, Ludzie stamtąd. Cykl opowieści.


 W skład tomu zatytułowanego Ludzie stamtąd Marii Dąbrowskiej wchodzi osiem opowiadań, wydanych po raz pierwszy w 1926 r. Bohaterami ich są prości, zwykli ludzie, którzy mieszkali w Rusocinie w pierwszych latach XX wieku. Pracowali przy pańskim dworze, ale mieli też własne domy, z których wychodzili do pracy wczesnym rankiem, a wracali późnym wieczorem. Bohaterowie Dąbrowskiej nie są wolni od emocji. Kochają, nienawidzą, popełniają błędy, cierpią biedę i niedostatek, chorują, bywają odrzuceni i przygnieceni wewnętrznie ciężarem choroby czy starości. Uczucia szczęścia i zadowolenia sprowadzają się do spraw prostych. 

Każde z opowiadań ma swojego bohatera głównego i przedstawia mały dramat. Przykładowo w opowiadaniu Dzikie ziele poznajemy historię namiętnej miłości dwojga młodych – Marynki i bandosa Słupeckiego. Z kolei w opowiadaniu Łucja z Pokucic tytułowa bohaterka, jest mężatką, ale wskutek nieobecności męża postanawia wiązać się z innymi mężczyznami. Prowadzi to w konsekwencji nie tylko do tragedii jednego z dzieci, ale przede wszystkim do rozpadu małżeństwa. W Szklanych koniach poznajemy los alkoholika, pańskiego stangreta Pietrka Paterki. W opowiadaniu Noc ponad światem bohaterem jest najemny robotnik rolny zajmujący się kiedyś końmi, a po powrocie, będący stróżem, Nikodem, który zostaje wykluczony ze społeczności z powodu pogłębiającej się choroby. Skazany jest na cierpienie i samotność. Pocieszeniem, a zarazem jego przyjacielem staje się pies – Lord. Bohaterem Pocieszenia jest stary Wityk, który pracuje przy wypasie pańskich owiec. Dionizego Unisławskiego poznajemy w opowiadaniu Tryumf Dionizego. To mleczarz, który chętnie pomaga innym. Los Kaczmarka i jego rodziny poznajemy w opowiadaniu Najdalsza droga. Kaczmarek jest folwarcznym ordynariuszem, który po utracie pracy, decyduje się na wyjazd do miasta. W opowiadaniu Zegar z kukułką mamy do czynienia bezpośrednio ze śmiercią ubogiego, pokornego i pomocnego księdza, będącego znachorem z Tykadłowa.  

 Maria Dąbrowska to pisarka, która wnikliwie obserwowała życie. Jej utwory zawsze są blisko natury i ludzi. W opowiadaniach posługuje się stylizowaną gwarą lub polszczyzną, jaką posługiwali się właściciele dworu. Zauważalny jest więc autentyzm językowy epoki. Fascynujące są szczegółowe opisy ówczesnego życia. Autorka wspaniale też opisuje środowisko, w jakim żyli bohaterowie utworów oraz przyrodę. Podaje nazwy i gatunki drzew (wierzby, dęby, świerki, topole, lipy), ziół (przetacznik, podbiał, hyzop, driakiew, mięta, rumianek, melisa, krwawnik), krzewów (bzy, jaśminy, kalina, jeżyny, maliny, leszczyna), kwiatów (floksy, macierzanka, hyzop, nagietki, orliki, nasturcje, szafran, rozmaryn, róże). Zwraca uwagę, że rośliny były traktowane jako leki na różne dolegliwości. Przystrajano nimi też domy, kościoły, mogiły lub siebie. Dużą rolę w zyciu bohaterów odgrywają też zwierzęta.

     Czytanie opowiadań Dąbrowskiej to powrót w czasie, przeniesienie się do epoki bezpowrotnie minionej, w której człowiek żył wespół z naturą, istniała powszechna bojaźń przed nieznanym i szacunek do zwierząt. Opowiadanie są bardzo realistyczne i sugestywne, napisane znakomitym językiem z użyciem szerokiej gamy środków stylistycznych. Warto zwrócić uwagę na wstęp autorstwa Sylwii Chwedorczuk.

 

Maria Dąbrowska, Ludzie stamtąd. Cykl opowieści, wydawnictwo Marginesy, wydanie 2022, seria: Marginesy Klasycznie, okładka twarda, stron 240.

 

*post na blogu Słowem malowane z dnia 22.05 2022 r. 

wtorek, 22 lutego 2022

Fiodor Dostojewski, Wspomnienia z martwego domu.


 Wspomnienia z martwego domu to książka, która uznawana jest za najbardziej osobisty utwór Fiodora Dostojewskiego. Pisarz miał niespełna 30 lat, kiedy w 1949 r. Komisja Sądu Wojskowego skazała go na karę śmierci przez rozstrzelanie za przynależność do tzw. Koła Pietraszewskiego, gdzie dyskutowano na tematy społeczne, polityczne i filozoficzne. W ostatniej chwili car zamienił ją na więzienie połączone z ciężkimi robotami. Dostojewski przeżył tak cztery lata. Główny bohater powieści to Aleksander Gorianczykow Pietrow. To zesłaniec, urodzony w Rosji, szlachcic i ziemianin, który na dziesięcioletnią katorgę drugiej kategorii został skazany za zabójstwo żony.

 Książka to rodzaj poruszającego pamiętnika, przynależąca do literatury obozowej. Mimo, że „martwy”, to jednak nosi miano „domu”. „Martwota” widziana jest w  relacjach między mieszkańcami przebywającymi ze sobą dzień i noc, skazanymi na siebie. Owe kontakty pozbawione są jednak jakichkolwiek więzi emocjonalnych. Dominujące jest poczucie samotności, wyobcowania i lęku. Chodzi przede wszystkim o to, aby przeżyć, ale również nie zatracić w sobie człowieczeństwa. Obok ukazania surowych realiów życia więziennego, autor przedstawił wyjątkowe osobowości łotrów i morderców, wskazując na ich uprzywilejowane miejsce wśród skazanych. Oddzielną grupę tworzyli polityczni katorżnicy, wśród których nie zawsze w pozytywnym świetle byli przedstawieni Polacy. Opis warunków i życia panujących w obozie na Syberii, staje się również przyczyną rozważań na temat ludzkiej egzystencji. Dla pisarza cierpienie jest źródłem autentycznej świadomości, czynnikiem kształtującym moralny i duchowy wymiar człowieka. Cierpienie wzmacnia, nadaje głębszy sens, wzbogaca, uszlachetnia. To w wyniku tragicznych okoliczności człowiek może poznać samego siebie, odkryć tę stronę swej osobowości, której dotąd nie poznał.

       Szczerze muszę napisać, że jest to wydanie okrojone całości powstałej w latach 1860-1861. Czytelnik poznaje pamiętnik katorżnika. Nie ma jednak mowy o trzecim narratorze, który jest bardzo zainteresowany osobą Pietrowicza i w który ma możliwość zaznajomienia się z jego chaotycznymi zapiskami. Mimo wszystko, nie przeszkadza to w odbiorze tej wydanej części książki, która zmusza czytelnika do refleksji.


Fiodor Dostojewski, Wspomnienia z martwego domu, wydanie 2022, wydawnictwo MG, tłumaczenie: Józef Tretiak, okładka twarda, stron 207.


* post z 19.02.2022 r. Słowem malowane

wtorek, 1 lutego 2022

Komediantka Wladysław Reymont

Pisarz przez jakiś czas występował na scenie, jako aktor. Być może to dzięki scenicznemu doświadczeniu, a może dzięki niewątpliwemu talentowi literackiemu stworzył niezwykle interesujący i realistyczny obraz życia prowincjonalnego teatrzyku z fantastycznymi przedstawicielami tego środowiska. Teatrzyk jest prowincjonalny, większość aktorów to zbieranina przypadkowych osób, wystawiane tu sztuki to zabawne gagi służące niewyszukanej rozrywce, dyrektor - sknera i oszust, scenografia - pomalowana farbką tektura, jednym słowem wszystko jest ułudą. W takie miejsce trafia Janka, zbuntowana młoda kobieta, która nie chce wychodzić za mąż z rozsądku, bowiem roi jej się kariera aktorska na miarę Modrzejewskiej. Marzy o roli Ofelii. Po przeczytaniu wszystkich dramatów Szekspira i paru występach w amatorskich przedstawieniach nie wyobraża sobie zwykłego życia na wsi wśród pół, lasów i łąk w dodatku z niekochanym mężczyzną u boku.

Najciekawszą wydała mi się scena imienin u dyrektorowej. Skąpy, niepłacący gaży dyrektor, który nie wiadomo było, czy bardziej kocha sztukę, czy pieniądze, który zamknął duszę w małej orbicie sztucznego życia i to mu w zupełności wystarczało (str. 76) trzy razy do roku: w wigilię Bożego Narodzenia, pierwszy dzień Świąt Wielkiej Nocy i imieniny żony występował z przyjęciem.
Cabiński –sknera znikał, a występował wtedy Cabiński gościnny po staroszlachecku i jakieś ukryte głęboko, dziedziczne komórki rozrzutności otwierały się wtedy. Występowano wspaniale, pojono nad miarę i nie żałowano na nic pieniędzy, a że później przez jakiś miesiąc akonta były mniejsze, narzekania na pustki większe i częstsze, odkładanie wypłat, to mało kto zauważał, ale co się bawiono, to się bawiono (str. 102). Teatralne scenografie (dywany, lustra, kotary welurowe, gipsowe posągi i girlandy sztucznych kwiatów) zamieniały nędzną i brudną ruderę w przepyszny salon. A uczestnicy spotkania mogli się poczuć prawdziwymi aktorami na tej scenie.
Podnosiły się głosy coraz namiętniejsze przeciwko teatrowi warszawskiemu. Zapanował gwar nieopisany. Ale czuć było we wszystkich głosach protestu, drwin, wyrzekań się, w spojrzeniach, rozpłomienionych winem i wódką, w twarzach nagle poruszonych, że ten teatr, nienawidzony tylko pozornie, tkwi głęboko w każdej czaszce i w każdym sercu, tli się ciągłe pragnienie dostania się do niego, że panuje nad ich duszami niby majak Ziemi Obiecanej. (Str. 118)
Jance dziwiącej się zachowaniu artystek wyjaśniono przyczynę artystycznego żywiołu:
.. te wszystkie kłótnie, hałasy, intrygi, zazdrości, bojki nawet, to tylko nerwy, nerwy i nerwy! Które wszystkim grają jak fortepian rozklekotany za najmniejszym dotknięciem. Łzy są chwilowe, gniewy chwilowe, nienawiści chwilowe, a miłości co najwyżej tygodniowe. Jest to komedia życia rozdenerwowanych, grana stokroć lepiej niż ta sceniczna, bo instynktowo. Pozwolę sobie określić tak; wszystkie kobiety w teatrze to histeryczki, a mężczyźni, mniejsi lub więksi- neurastenicy. Tutaj pani jest wszystko, tylko nie ma ludzi… (str. 119)
I w końcu to, co wydało mi się najtrafniejszym spuentowaniem prowincjonalnego światka teatru.
To życie wśród mar, to codzienne odtwarzanie coraz innych ludzi, uczuć i myśli na tj. ruchomej powierzchni wrażeń. Wśród sztucznych podniet, otoczeń, zachwytów, bólów, uniesień i miłości, zbrodni i poświęceń- to musi przekształcić każdego człowieka, zburzyć jego dawną osobowość, przekuć, a raczej tak rozmiękczyć duszę, że na niej wszystko się odciśnie. Musisz pani być kameleonem: na scenie- dla sztuki, w życiu potem z konieczności, bo inną być nie potrafisz… Artyzm to ta szalona ruchliwość wrażliwości mózgowej i czuciowej, co wszystko wchłania i rozlewa się na wszystko, i dąży przede wszystkim do tego, żeby swoje ja zatracić. Gdzież tutaj miejsce- bo mówię o aktorach- na indywidualizm życiowy, na świadomość ogólniejszą i jaką bądź równowagę, gdy się pomieszają wszystkie stany scenicznych nastrojów z własnymi tak ściśle, że się nie wie, gdzie się zaczyna moje własne ja, a gdzie komediowe, artystyczne, to jest: wyobrażeniowe?... Ludzie ci żyją resztkami rozprzężonej jaźni, są jakby własnymi cieniami.. (str. 120).
Historia Janki, jakkolwiek przewidywalna (o naiwności ludzka tyś nie znasz granic) jest historią ciekawą, ale największym walorem powieści jest doskonałe przedstawienie środowiska. Nie jest to powieść na miarę Chłopów czy Ziemi Obiecanej ale powieść ciekawa i godna polecenia.
Notka po raz pierwszy opublikowana na blogu Moje podróże

niedziela, 26 grudnia 2021

Charles Dickens, Anthony Trollope, Najsłynniejsze opowiadania wigilijne.


 

Uwielbiam książki, do których wracam z wielką przyjemnością.W tej grupie znalazł się pięknie wydany tom zawierający trzy świąteczne opowiadania: Kolęda prozą, czyli Bożonarodzeniowa opowieść o duchach Charlesa Dickensa, Boże Narodzenie w rezydencji Thompsonów oraz Boże Narodzenie na plebani w Kirkby Cliffe autorstwa Anthony'ego Trollope'a. Warto zwrócić uwagę na grafikę wydania.

O ile pierwsze opowiadanie Dickensa jest bardzo dobrze znane, o tyle dwa kolejne, które napisał Anthony Trollope, już mniej. Rezydencja Thompsonów pachnie ciastem i ostrokrzewem, którym pięknie przyozdobione zostały ogrzewające posiadłość wiktoriańskie kominki. Zima jest bowiem w 187... r. sroga i śnieżna. W starym dworze organizowane jest spotkanie Thompsonów. Spodziewano się nawet Państwa Brown. Tymczasem Pan Brown zachorował i małżeństwo musiało zatrzymać się w Paryżu... To swoista opowieść o tęsknocie za rodzinnym domem. Z kolei w drugim opowiadaniu Trollope'a mowa jest o miłości. Córka pastora i przyjaciel rodziny zakochują się w sobie, ale on mówi jej, że Boże Narodzenie to nudziarstwo (sic!). Oczywiście tym samym popełnia wielki błąd. Autor pokazuje, jak brak prawidłowej komunikacji i szczerej rozmowy może wpłynąć na bieg zdarzeń. Z niedopowiedzeń i próby zachowania się "właściwie" i z "godnością" rodzi się seria niefortunnych wypadków. To zabawna, ciepła, z dobry zakończeniem i uroczymi bohaterami opowieść. 

Opowiadanie Charlesa Dickensa bezapelacyjnie jest jedną z ulubionych książek dotyczących Świat Bożego Narodzenia, która przypomina najważniejsze wartości i zwraca uwagę na problem biedę. Z kolei Anthony Trollope to wiktoriański pisarz, który posiadał niezwykle poczucie humoru i którego cechowała spostrzegawczość. W prosty, nienachalny i przyjemny sposób, posługując się satyrą i czarując klimatem opisuje charaktery Anglików. To ponadczasowe opowiadania, do których warto wracać w tym szczególnym świątecznym czasie. 

 

Charles Dickens, Anthony Trollope, Najsłynniejsze opowiadania wigilijne, wydawnictwo Zysk i S-ka, wydanie 2021, tłumaczenia; Jerzy Łoziński, Tomasz Tesznar, okładka twarda z obwoluta, stron 278.

 

* Słowem malowane post z 26.12.2021 r.

czwartek, 2 grudnia 2021

Mrs Henry Wood, Posiadłość East Lynne.


 

Od pierwszej książki pokochałam twórczość Ellen Wood, która wydawała książki pod pseudonimem Mrs Henry Wood. Posiadłość East Lynne to powieść, która po raz pierwszy ukazała się w 1861 r. Skomplikowana, ale jakże wciągająca fabuła powieści zyskała na popularności i potem wiele razy doczekała się adaptacji scenicznych i filmowych. Początek powieści nic nie zwiastuje tego, co potem serwuje nam autorka. Dziś być może prawdopodobny czytelnik powieści może uznać, że ma do czynienia z wiktoriańską odmianą opery mydlanej.

Tytułowe East Lynne to posiadłość położona w pobliżu małego miasteczka West Lynne. Jej właściciel, hrabia Mount Severn, cierpi na podagrę i ze względu na dotychczasowy tryb życia popadł w długi finansowe. Żywi jednak nadzieję, że uda mu się sprzedać East Lynne bez rozgłosu. Wiadomość o jej sprzedaży nie mogła dotrzeć bowiem do jego wierzycieli. Nabyciem rezydencji zainteresowany jest Archibald Carlyle, odnoszący sukcesy młody prawnik z West Lynne. Pewnego dnia odwiedza on hrabiego i podczas kolacji poznaje jego córkę, osiemnastoletnią lady Isabel Vane. Dziewczyna jest piękna, niewinna, bardzo kocha ojca i nie ma pojęcia, jak niepewna jest ich pozycja finansowa. Jeszcze tego samego dnia lady Isabel poznaje na przyjęciu kapitana Francisa Levisona, kuzyna jej opiekunki lady Vane. Mężczyzna jest oczywiście czarujący, uwodzicielski i dość łatwo rozkochuje w sobie lady Isabel.

Tymczasem umiera hrabia Mount Severn, a majątek i tytuł dziedziczy jego daleki kuzyn. Przyjmuje on co prawda do swojego domu lady Isabel, ale jej położenie nie należy do najlepszych. Koniec końców Archibald Carlyle proponuje jej małżeństwo i powrót do East Lynne. Lady Isabel przyjmuje propozycję, tym bardziej, że ku jej rozczarowaniu Levison nie pojawia się u jej boku. Warto wspomnieć, że małżeństwo nie jest po myśli zakochanej w Archibaldzie Barbary Hare. Tymczasem jej brat wmiesza się w kryminalne kłopoty, a ona sama prosi o pomoc przyjaciela, sąsiada i mężczyznę, którego zamierzała poślubić – oczywiście chodzi o Archibalda. W tajemnicy przed wszystkimi oboje zaczynają działać, aby oczyścić imię Richarda. To oczywiście rodzi same problemy, niedopowiedzenia, tajemnice i niesie za sobą wiele nieprzewidzianych wypadków.

Lady Isabel Carlyle jest wytworną damą, żoną, a wkrótce zostaje matką, ale zaczyna być zazdrosna o przyjaźń męża z Barbarą Hare. W dodatku w East Lynne zaczyna mieszkać władcza starsza siostra Archibalda, panna Corny. Gdy więc na horyzoncie pojawia się ponownie arystokratyczny zalotnik w osobie Francisa Levisona, Isabel postanawia ulec podszeptom serca i podejmuje decyzję, która przynosi straszne konsekwencje. Warto wspomnieć, że drugoplanowe postacie zwłaszcza kobiece, mają niezwykle przemyślane przez autorkę osobowości.

Fabuła jest zawiła i mamy w niej wątki miłosne, złamane serca, rozczarowania, morderstwo, dramat sądowy, wypadki, zmianę tożsamości i śmierć. Jest zbyt wiele melodramatów i zbiegów okoliczności, a mimo to czytelnik jest ciekawy, co wydarzy się dalej. Wszystko rozgrywa się na tle okazałych wiktoriańskich posiadłości, zarysowanego ówczesnego klimatu, obyczajów i konwenansów. Wydaje się, że autorka bardzo dobrze rozumie położenie swoich bohaterów. Cechuje ją wiele empatii i zrozumienia. Nie stroni od przedstawiania trudnych, niezręcznych i nieaprobowanych przez społeczeństwo sytuacji. Mamy też jasno i dosadnie określone moralne zasady oraz religijny motyw odkupienia. Mimo, że to prawdziwe tomiszcze, to w książce nie ma nudnego momentu. Treść jest przystępna i łatwa w odbiorze, a co najważniejsze fascynująca.



Mrs Henry Wood, Posiadłość East Lynne, wydawnictwo Zysk i S-ka, tytuł oryg.: East Lynne, tłumaczyła Mira Czarnecka, okładka twarda z obwolutą, stron 748.

 

*pierwotnie na blogu Słowem malowane, post z dni. 26.11.2021 r. 

 



niedziela, 21 listopada 2021

Sonata kreutzerowska Lew Tołstoj

Sonata to spowiedź mordercy, który choć żałuje zbrodni, to usiłuje ją usprawiedliwić  zachowaniem innych (winne jest społeczeństwo, wychowanie, kobiety, ich domniemani lub nie kochankowie, nawet muzyka, wszyscy i wszystko tylko nie on sam). Idee prezentowane przez  Pozdnyszewa są w dużej mierze absurdalne, choć nie można zaprzeczyć, iż analiza związku małżeńskiego z końca XIX wieku jest jak najbardziej trafna: mężczyźni nurzający się w rozpuście i kobiety podbijające swą cenę na matrymonialnym rynku.  

Skoro mężczyzna żył ...ani na chwilę nie porzucając zamiaru ożenienia się  i urządzenia sobie najwznioślejszego, najczystszego życia rodzinnego i w tym celu rozglądał się za odpowiednią panną. Tarzał się w gnoju rozpusty, a jednocześnie przyglądał się na tyle czystym, by były go godne (str. 81) kobieta uważała, że jeśli  wymaga się od niej, aby była [wyłącznie] obiektem pożądania – to ona ujarzmi mężczyznę, właśnie jako obiekt pożądania (str. 91) Stąd te ohydne dżerseje, te podkładki na tyłkach, te gołe ramiona, plecy, prawie gołe piersi. Kobiety zwłaszcza te, które przeszły przez szkołę mężczyzn doskonale wiedzą, że rozmowy na wzniosłe tematy swoją drogą, a mężczyźnie potrzebne jest ciało i to wszystko, co je ukazuje w najponętniejszym świetle i tak właśnie robią (str. 85).

Pozdnyszew nie wierzy w miłość inną, niż cielesna, a i ta jest krótkotrwałą i prowadzi jedynie do prokreacji. Namiętność cielesna, której oddawał się za młodu uważając zgodnie z sądami społecznymi za korzystną dla zdrowia zaczyna w statecznym małżonku budzić wstręt, bowiem prowadzi do zniewolenia kobiet. Te zaś w akcie odwetu (zmuszane do spełniania męskich potrzeb) stają się uwodzicielkami, a tym samym uzależniają od siebie mężczyzn. Jakie zatem jest wyjście? Życie w ascezie i czystość małżeńska.

Abstrahując od tego, czy Sonata jest studium psychologicznym Pozdnyszewa, czy też (za pewnie niezamierzenie) jej autora stanowi ona ciekawe spojrzenie na człowieka owładniętego idee fix. Żądza płciowa, choćby najbardziej zawoalowana, jest złem, strasznym złem, z którym należy walczyć, a nie popierać go, jak to się czyni u nas. Słowa Ewangelii, że kto patrzy z pożądaniem, już z nią cudzołożył, dotyczą nie tylko cudzych żon, lecz właśnie i przede wszystkich – własnej zony. (str. 102). Miejcie się panowie na baczności, bo nawet nie wiecie, że cudzołożycie.

Przyznam, iż na początku lektury nużył mnie jej moralizatorski wydźwięk, jednak w miarę postępu w lekturze coraz bardziej zaciekawiało kuriozum poglądów Pozdnyszewa / Tołstoja. Dla przykładu jeden z nich - prokreacja nie jest według niego niezbędna, bo skoro ludzie są zdemoralizowali, to lepiej aby wyginęli. Do tego dochodzi sprzeczność poglądów, bo choć potępia prokreację to nie popiera antykoncepcji, co jeśli wziąć pod uwagę preferowaną przez niego ascezę ma pewien sens.

Po raz pierwszy opinia została opublikowana na blogu Moje podróże.

Sztukmistrz z Lublina Isaac Singer

Po lekturę sięgnęłam w związku z planowaną wycieczką do Lublina. Miał to być jeden z drogowskazów do poznania miasta. Niestety jeśli o tę motywację chodzi lektura okazała się totalną porażką. Albo czytałam nie dość wnikliwie, albo Lublina w książce nie ma. Jeśli chodzi o przyjemność z lektury to książkę czytało się wyjątkowo lekko i szybko.

Sztukmistrz z Lublina to historia Jaszy (Żyda) używającego życia pełnymi garściami. Ma żonę, dom, stodoły, spichrze i stajnie w Lublinie, mieszkanie w Warszawie i kilka kochanek w trasie. Żyje  z pokazywania sztuczek, wykonuje akrobacje, chodzi na linie, potrafił otwierać zamki bez klucza. Jest człowiekiem wykształconym, jako chłopiec studiował Talmud, w swoim warszawskim mieszkaniu ma bibliotekę, antyki i zbiór afiszy, wycinków prasowych i recenzji, z Emilią - kobietą, dla której wydaje się gotowy na zmianę sposobu życia - dyskutował o religii, filozofii, nieśmiertelności duszy, cytował jej urywki z Talmudu, rozmawiali o Koperniku i Galileuszu. 

Jasza, choć tak jak ojciec i dziadek, tu się urodził [w Lublinie], pozostał obcym, nie tylko dlatego, że odrzucił swe żydostwo,  także dlatego, że wszędzie czuł się obco, zarówno tu, jak w Warszawie, pośród Żydów i gojów. Wszyscy mieli uregulowane życie i domy, on zaś był w ciągłych rozjazdach. Mieli dzieci i wnuki, on ich nie miał, Mieli swego Boga, swych świętych i przywódców, on miał tylko wątpliwości. Dla nich śmierć oznaczała raj, dla niego tylko strach (str.15).

Jasza poszukuje swojej drogi, ale poszukuje dość nieudolnie. Uciekając od jednej kobiety w ramiona kolejnej, wiąże się z następną, dla której gotów jest zmienić wiarę i popełnić przestępstwo. Wszystko to brzmi nawet przekonywająco, aż dochodzi do epilogu o cudownym nawróceniu, który pozwala przypuszczać, iż głównym celem opowieści było przekonanie czytelnika, iż bez wiary człowiek błądzi, grzeszy, popełnia przestępstwa i nie może być szczęśliwy. Tyle, że trudno uwierzyć w przemianę bohatera, który zamiast zmierzyć się ze światem i jego pokusami ucieka przed nimi.

Główny bohater jest ciekawą postacią. Wciąż grał jakąś inną rolę. Był kłębowiskiem osobowości, wierzący i heretyk, dobry i zły, fałszywy i szczery. Potrafił kochać wiele kobiet jednocześnie. Oto gotów jest zaprzeć się swej religii, a jednak znalazłszy nową stronę wydartą ze świętej księgi zawsze ją podnosi i przyciska do ust. (str.46). Ten Jasza choć tak zmienny, złożony, irytujący w swym postępowaniu względem kobiet i irytujący w swej chwiejności (po raz pierwszy spotkałam się w literaturze z tak chwiejnym i często zmieniającym decyzję mężczyzną) był ludzki. W przeciwieństwie do pani Emilii, której wyrachowany egoizm czynił z niej pustą lalkę.  

Sztukmistrz z Lublina to ciekawie opowiedziana historia z rozczarowującym zakończeniem.  

Spodobał mi się natomiast fragment tyczący Polaków, którzy podobnie jak pozostali goje nie są przedstawieni zbyt sympatycznie, ale jakże trafnie. Zostawiają wszystko i gdzieś sobie idą. (...) To cała Polska. I jeszcze narzekają, że kraj się rozpada. (...) Taki to kraj, mruczał - jedyne, co umieją to buntować się co kilka lat i brzęczeć kajdanami. (str. 129)

Kiedy przypomniałam sobie swoje wrażenia z lektury Cieni nad rzeką Hudson to Sztukmistrz wypada na ich tle słabiej. Nie mniej wart jest lektury. 

Recenzja po raz pierwszy została zamieszczona na moim blogu Moje podróże