niedziela, 26 grudnia 2021

Charles Dickens, Anthony Trollope, Najsłynniejsze opowiadania wigilijne.


 

Uwielbiam książki, do których wracam z wielką przyjemnością.W tej grupie znalazł się pięknie wydany tom zawierający trzy świąteczne opowiadania: Kolęda prozą, czyli Bożonarodzeniowa opowieść o duchach Charlesa Dickensa, Boże Narodzenie w rezydencji Thompsonów oraz Boże Narodzenie na plebani w Kirkby Cliffe autorstwa Anthony'ego Trollope'a. Warto zwrócić uwagę na grafikę wydania.

O ile pierwsze opowiadanie Dickensa jest bardzo dobrze znane, o tyle dwa kolejne, które napisał Anthony Trollope, już mniej. Rezydencja Thompsonów pachnie ciastem i ostrokrzewem, którym pięknie przyozdobione zostały ogrzewające posiadłość wiktoriańskie kominki. Zima jest bowiem w 187... r. sroga i śnieżna. W starym dworze organizowane jest spotkanie Thompsonów. Spodziewano się nawet Państwa Brown. Tymczasem Pan Brown zachorował i małżeństwo musiało zatrzymać się w Paryżu... To swoista opowieść o tęsknocie za rodzinnym domem. Z kolei w drugim opowiadaniu Trollope'a mowa jest o miłości. Córka pastora i przyjaciel rodziny zakochują się w sobie, ale on mówi jej, że Boże Narodzenie to nudziarstwo (sic!). Oczywiście tym samym popełnia wielki błąd. Autor pokazuje, jak brak prawidłowej komunikacji i szczerej rozmowy może wpłynąć na bieg zdarzeń. Z niedopowiedzeń i próby zachowania się "właściwie" i z "godnością" rodzi się seria niefortunnych wypadków. To zabawna, ciepła, z dobry zakończeniem i uroczymi bohaterami opowieść. 

Opowiadanie Charlesa Dickensa bezapelacyjnie jest jedną z ulubionych książek dotyczących Świat Bożego Narodzenia, która przypomina najważniejsze wartości i zwraca uwagę na problem biedę. Z kolei Anthony Trollope to wiktoriański pisarz, który posiadał niezwykle poczucie humoru i którego cechowała spostrzegawczość. W prosty, nienachalny i przyjemny sposób, posługując się satyrą i czarując klimatem opisuje charaktery Anglików. To ponadczasowe opowiadania, do których warto wracać w tym szczególnym świątecznym czasie. 

 

Charles Dickens, Anthony Trollope, Najsłynniejsze opowiadania wigilijne, wydawnictwo Zysk i S-ka, wydanie 2021, tłumaczenia; Jerzy Łoziński, Tomasz Tesznar, okładka twarda z obwoluta, stron 278.

 

* Słowem malowane post z 26.12.2021 r.

czwartek, 2 grudnia 2021

Mrs Henry Wood, Posiadłość East Lynne.


 

Od pierwszej książki pokochałam twórczość Ellen Wood, która wydawała książki pod pseudonimem Mrs Henry Wood. Posiadłość East Lynne to powieść, która po raz pierwszy ukazała się w 1861 r. Skomplikowana, ale jakże wciągająca fabuła powieści zyskała na popularności i potem wiele razy doczekała się adaptacji scenicznych i filmowych. Początek powieści nic nie zwiastuje tego, co potem serwuje nam autorka. Dziś być może prawdopodobny czytelnik powieści może uznać, że ma do czynienia z wiktoriańską odmianą opery mydlanej.

Tytułowe East Lynne to posiadłość położona w pobliżu małego miasteczka West Lynne. Jej właściciel, hrabia Mount Severn, cierpi na podagrę i ze względu na dotychczasowy tryb życia popadł w długi finansowe. Żywi jednak nadzieję, że uda mu się sprzedać East Lynne bez rozgłosu. Wiadomość o jej sprzedaży nie mogła dotrzeć bowiem do jego wierzycieli. Nabyciem rezydencji zainteresowany jest Archibald Carlyle, odnoszący sukcesy młody prawnik z West Lynne. Pewnego dnia odwiedza on hrabiego i podczas kolacji poznaje jego córkę, osiemnastoletnią lady Isabel Vane. Dziewczyna jest piękna, niewinna, bardzo kocha ojca i nie ma pojęcia, jak niepewna jest ich pozycja finansowa. Jeszcze tego samego dnia lady Isabel poznaje na przyjęciu kapitana Francisa Levisona, kuzyna jej opiekunki lady Vane. Mężczyzna jest oczywiście czarujący, uwodzicielski i dość łatwo rozkochuje w sobie lady Isabel.

Tymczasem umiera hrabia Mount Severn, a majątek i tytuł dziedziczy jego daleki kuzyn. Przyjmuje on co prawda do swojego domu lady Isabel, ale jej położenie nie należy do najlepszych. Koniec końców Archibald Carlyle proponuje jej małżeństwo i powrót do East Lynne. Lady Isabel przyjmuje propozycję, tym bardziej, że ku jej rozczarowaniu Levison nie pojawia się u jej boku. Warto wspomnieć, że małżeństwo nie jest po myśli zakochanej w Archibaldzie Barbary Hare. Tymczasem jej brat wmiesza się w kryminalne kłopoty, a ona sama prosi o pomoc przyjaciela, sąsiada i mężczyznę, którego zamierzała poślubić – oczywiście chodzi o Archibalda. W tajemnicy przed wszystkimi oboje zaczynają działać, aby oczyścić imię Richarda. To oczywiście rodzi same problemy, niedopowiedzenia, tajemnice i niesie za sobą wiele nieprzewidzianych wypadków.

Lady Isabel Carlyle jest wytworną damą, żoną, a wkrótce zostaje matką, ale zaczyna być zazdrosna o przyjaźń męża z Barbarą Hare. W dodatku w East Lynne zaczyna mieszkać władcza starsza siostra Archibalda, panna Corny. Gdy więc na horyzoncie pojawia się ponownie arystokratyczny zalotnik w osobie Francisa Levisona, Isabel postanawia ulec podszeptom serca i podejmuje decyzję, która przynosi straszne konsekwencje. Warto wspomnieć, że drugoplanowe postacie zwłaszcza kobiece, mają niezwykle przemyślane przez autorkę osobowości.

Fabuła jest zawiła i mamy w niej wątki miłosne, złamane serca, rozczarowania, morderstwo, dramat sądowy, wypadki, zmianę tożsamości i śmierć. Jest zbyt wiele melodramatów i zbiegów okoliczności, a mimo to czytelnik jest ciekawy, co wydarzy się dalej. Wszystko rozgrywa się na tle okazałych wiktoriańskich posiadłości, zarysowanego ówczesnego klimatu, obyczajów i konwenansów. Wydaje się, że autorka bardzo dobrze rozumie położenie swoich bohaterów. Cechuje ją wiele empatii i zrozumienia. Nie stroni od przedstawiania trudnych, niezręcznych i nieaprobowanych przez społeczeństwo sytuacji. Mamy też jasno i dosadnie określone moralne zasady oraz religijny motyw odkupienia. Mimo, że to prawdziwe tomiszcze, to w książce nie ma nudnego momentu. Treść jest przystępna i łatwa w odbiorze, a co najważniejsze fascynująca.



Mrs Henry Wood, Posiadłość East Lynne, wydawnictwo Zysk i S-ka, tytuł oryg.: East Lynne, tłumaczyła Mira Czarnecka, okładka twarda z obwolutą, stron 748.

 

*pierwotnie na blogu Słowem malowane, post z dni. 26.11.2021 r. 

 



niedziela, 21 listopada 2021

Sonata kreutzerowska Lew Tołstoj

Sonata to spowiedź mordercy, który choć żałuje zbrodni, to usiłuje ją usprawiedliwić  zachowaniem innych (winne jest społeczeństwo, wychowanie, kobiety, ich domniemani lub nie kochankowie, nawet muzyka, wszyscy i wszystko tylko nie on sam). Idee prezentowane przez  Pozdnyszewa są w dużej mierze absurdalne, choć nie można zaprzeczyć, iż analiza związku małżeńskiego z końca XIX wieku jest jak najbardziej trafna: mężczyźni nurzający się w rozpuście i kobiety podbijające swą cenę na matrymonialnym rynku.  

Skoro mężczyzna żył ...ani na chwilę nie porzucając zamiaru ożenienia się  i urządzenia sobie najwznioślejszego, najczystszego życia rodzinnego i w tym celu rozglądał się za odpowiednią panną. Tarzał się w gnoju rozpusty, a jednocześnie przyglądał się na tyle czystym, by były go godne (str. 81) kobieta uważała, że jeśli  wymaga się od niej, aby była [wyłącznie] obiektem pożądania – to ona ujarzmi mężczyznę, właśnie jako obiekt pożądania (str. 91) Stąd te ohydne dżerseje, te podkładki na tyłkach, te gołe ramiona, plecy, prawie gołe piersi. Kobiety zwłaszcza te, które przeszły przez szkołę mężczyzn doskonale wiedzą, że rozmowy na wzniosłe tematy swoją drogą, a mężczyźnie potrzebne jest ciało i to wszystko, co je ukazuje w najponętniejszym świetle i tak właśnie robią (str. 85).

Pozdnyszew nie wierzy w miłość inną, niż cielesna, a i ta jest krótkotrwałą i prowadzi jedynie do prokreacji. Namiętność cielesna, której oddawał się za młodu uważając zgodnie z sądami społecznymi za korzystną dla zdrowia zaczyna w statecznym małżonku budzić wstręt, bowiem prowadzi do zniewolenia kobiet. Te zaś w akcie odwetu (zmuszane do spełniania męskich potrzeb) stają się uwodzicielkami, a tym samym uzależniają od siebie mężczyzn. Jakie zatem jest wyjście? Życie w ascezie i czystość małżeńska.

Abstrahując od tego, czy Sonata jest studium psychologicznym Pozdnyszewa, czy też (za pewnie niezamierzenie) jej autora stanowi ona ciekawe spojrzenie na człowieka owładniętego idee fix. Żądza płciowa, choćby najbardziej zawoalowana, jest złem, strasznym złem, z którym należy walczyć, a nie popierać go, jak to się czyni u nas. Słowa Ewangelii, że kto patrzy z pożądaniem, już z nią cudzołożył, dotyczą nie tylko cudzych żon, lecz właśnie i przede wszystkich – własnej zony. (str. 102). Miejcie się panowie na baczności, bo nawet nie wiecie, że cudzołożycie.

Przyznam, iż na początku lektury nużył mnie jej moralizatorski wydźwięk, jednak w miarę postępu w lekturze coraz bardziej zaciekawiało kuriozum poglądów Pozdnyszewa / Tołstoja. Dla przykładu jeden z nich - prokreacja nie jest według niego niezbędna, bo skoro ludzie są zdemoralizowali, to lepiej aby wyginęli. Do tego dochodzi sprzeczność poglądów, bo choć potępia prokreację to nie popiera antykoncepcji, co jeśli wziąć pod uwagę preferowaną przez niego ascezę ma pewien sens.

Po raz pierwszy opinia została opublikowana na blogu Moje podróże.

Sztukmistrz z Lublina Isaac Singer

Po lekturę sięgnęłam w związku z planowaną wycieczką do Lublina. Miał to być jeden z drogowskazów do poznania miasta. Niestety jeśli o tę motywację chodzi lektura okazała się totalną porażką. Albo czytałam nie dość wnikliwie, albo Lublina w książce nie ma. Jeśli chodzi o przyjemność z lektury to książkę czytało się wyjątkowo lekko i szybko.

Sztukmistrz z Lublina to historia Jaszy (Żyda) używającego życia pełnymi garściami. Ma żonę, dom, stodoły, spichrze i stajnie w Lublinie, mieszkanie w Warszawie i kilka kochanek w trasie. Żyje  z pokazywania sztuczek, wykonuje akrobacje, chodzi na linie, potrafił otwierać zamki bez klucza. Jest człowiekiem wykształconym, jako chłopiec studiował Talmud, w swoim warszawskim mieszkaniu ma bibliotekę, antyki i zbiór afiszy, wycinków prasowych i recenzji, z Emilią - kobietą, dla której wydaje się gotowy na zmianę sposobu życia - dyskutował o religii, filozofii, nieśmiertelności duszy, cytował jej urywki z Talmudu, rozmawiali o Koperniku i Galileuszu. 

Jasza, choć tak jak ojciec i dziadek, tu się urodził [w Lublinie], pozostał obcym, nie tylko dlatego, że odrzucił swe żydostwo,  także dlatego, że wszędzie czuł się obco, zarówno tu, jak w Warszawie, pośród Żydów i gojów. Wszyscy mieli uregulowane życie i domy, on zaś był w ciągłych rozjazdach. Mieli dzieci i wnuki, on ich nie miał, Mieli swego Boga, swych świętych i przywódców, on miał tylko wątpliwości. Dla nich śmierć oznaczała raj, dla niego tylko strach (str.15).

Jasza poszukuje swojej drogi, ale poszukuje dość nieudolnie. Uciekając od jednej kobiety w ramiona kolejnej, wiąże się z następną, dla której gotów jest zmienić wiarę i popełnić przestępstwo. Wszystko to brzmi nawet przekonywająco, aż dochodzi do epilogu o cudownym nawróceniu, który pozwala przypuszczać, iż głównym celem opowieści było przekonanie czytelnika, iż bez wiary człowiek błądzi, grzeszy, popełnia przestępstwa i nie może być szczęśliwy. Tyle, że trudno uwierzyć w przemianę bohatera, który zamiast zmierzyć się ze światem i jego pokusami ucieka przed nimi.

Główny bohater jest ciekawą postacią. Wciąż grał jakąś inną rolę. Był kłębowiskiem osobowości, wierzący i heretyk, dobry i zły, fałszywy i szczery. Potrafił kochać wiele kobiet jednocześnie. Oto gotów jest zaprzeć się swej religii, a jednak znalazłszy nową stronę wydartą ze świętej księgi zawsze ją podnosi i przyciska do ust. (str.46). Ten Jasza choć tak zmienny, złożony, irytujący w swym postępowaniu względem kobiet i irytujący w swej chwiejności (po raz pierwszy spotkałam się w literaturze z tak chwiejnym i często zmieniającym decyzję mężczyzną) był ludzki. W przeciwieństwie do pani Emilii, której wyrachowany egoizm czynił z niej pustą lalkę.  

Sztukmistrz z Lublina to ciekawie opowiedziana historia z rozczarowującym zakończeniem.  

Spodobał mi się natomiast fragment tyczący Polaków, którzy podobnie jak pozostali goje nie są przedstawieni zbyt sympatycznie, ale jakże trafnie. Zostawiają wszystko i gdzieś sobie idą. (...) To cała Polska. I jeszcze narzekają, że kraj się rozpada. (...) Taki to kraj, mruczał - jedyne, co umieją to buntować się co kilka lat i brzęczeć kajdanami. (str. 129)

Kiedy przypomniałam sobie swoje wrażenia z lektury Cieni nad rzeką Hudson to Sztukmistrz wypada na ich tle słabiej. Nie mniej wart jest lektury. 

Recenzja po raz pierwszy została zamieszczona na moim blogu Moje podróże 

 

czwartek, 11 listopada 2021

Arnold Bennett, Duch.


 
Ten, kto lubi klasyczne wiktoriańskie powieści powinien być zadowolony. Na rynku wydawniczym ukazała się powieść Arnolda Bennetta (1867-1931) zatytułowana Duch. Po raz pierwszy była wydana w 1907 r. To jedna z jego teatralnych fantazji na temat współczesnych sobie czasów. To ludzkie życie, charakter i relacje były głównymi zainteresowaniami Bennetta jako pisarza. Jego różnorodny dorobek obejmuje ponad 30 powieści oraz opowiadania, sztuki teatralne, poezję, publicystykę, a nawet libretta. W swoim czasie porównywano go do Dickensa pod względem popularności. Posiadał zdolność do tworzenia nie tylko realistycznych i naturalistycznych powieści, udoskonalonych w portretach prowincjonalnego angielskiego życia osadzonych w scenerii Staffordshire z jego dzieciństwa, ale także bardziej sensacyjnych, nadprzyrodzonych opowieści, napisanych po przeprowadzce do Londynu.
 
Carl Foster jest młodym, angielskim lekarzem, który przyjeżdża do Londynu. Pewnego dnia spotyka dawno niewidzianego kuzyna, który wprowadza go do wspaniałego świata opery. Gdy jeden z największych śpiewaków, Signor Alresca, ulega wypadkowi na scenie, Carl zostaje wezwany do jego opieki. Młodzieniec szybko zakochuje się w pięknej sopranistce, Rosetcie Rosie. Gwiazda opery ma głos anioła i roztacza wokół siebie swoisty czar, toteż podążają za nią kłopoty. Ulega mu również Carl, choć wkrótce zaczynają go dręczyć tajemnicze i niczym niewyjaśnione zdarzenia. Dodatkowo zaczyna też dostrzegać widmową postać. Kiedy w niewyjaśnionych okolicznościach umiera inny wielbiciel Rosy, Carl zaczyna zastanawiać się, czy jego zauroczenie kobietą nie sprowadzi na niego nieszczęście. Carl pragnie rozwikłać zagadkę, ale czy mu się to uda?
 
Duch to pewnego rodzaju romantyczna, paranormalna powieść niż swoisty horror. Narracja w powieści jest pierwszoosobowa. Carl Foster jest młody, niedoświadczony i brak mu pewności siebie. Jest jednak wystarczająco bystry i rozsądny, gdy staje w obliczu dziwnych i niezwykłych zdarzeń. Jego miłość do Rosy wydaje się szczera. Bohater wprowadza czytelnika we wspaniały świat opery, którą Arnold Bennett wykorzystuje, aby tchnąć w historię poczucie tajemnicy i niebezpieczeństwa. Opera jest także świetną wymówką dla Carla do podróżowania po całej Europie. Mamy tu sceny z Paryża, Londynu i Brugii. Rozwój relacji między Carlem i Rosą jest porywający, ale ostateczne ujawnienie motywów ducha jest jednak mało satysfakcjonujące. To jednak powieść, w której ciekawie zostały połączone romantyczny wątek miłosny z klimatem gotyckiej grozy. Warto.
 
 
 
Arnold Bennett, Duch, wydawnictwo Zysk i S-ka, wydanie 2021, tytuł oryginalny: The Ghost, tłumaczenie: Jerzy Łoziński, okładka twarda, stron 264.
 
 

niedziela, 15 sierpnia 2021

Mrs Henry Wood, Błędnik.


 

Błędnik (Within the Maze) to wiktoriańska powieść, która miała swoją wydawniczą premierę w 1872 r. Dziś książki Ellen Wood , a właściwie Mrs.  Henry Wood wydają się być czytelniczo staroświeckie i staromodne, ale są zaskakująco jasne i klarowne w odbiorze. To pochłaniająca historia rodzinna, na którą złożyły się losy dwóch braci i ich żon. Można nawet powiedzieć , że to swoisty domowy melodramat, który bogaty jest w skandaliczne na miarę ówczesnych czasów incydenty.

Poznajemy dwóch braci Andinnian: Karla i Adama. Starszym jest Adam, który jest faworyzowany przez matkę. Jest leniwy, porywczy i niezbyt pracowity. Młodszy to Karl, który jest porucznikiem w służbie Jej Królewskiej Mości. Jest prawy, sumienny, pracowity, lojalny. Karl jest zaręczony z Lucy Cleeves, ale nic nie wskazuje na to, aby szybko doszło do zawarcia małżeństwa. Snobistyczni rodzice Lucy twierdzą, że Karl jest nieodpowiednią partią dla ich córki.  Gdy Adam za popełnione przestępstwo zostaje skazany, zrozpaczona pani Andinnian organizuje ucieczkę Adama z więzienia. Ucieczka kończy się jednak sromotną porażką i kończ się strzelaniną. Ginie Adam i jeden ze strażników, ale jedno z ciał nigdy nie odnaleziono. Karl po śmierci brata dziedziczy tytuł i prawdziwą fortunę, a małżeństwo z Lucy w końcu może być zawarte. To jedynie początek tej rodzinnej, ale pasjonującej opowieści. W życiu Karla i Lucy pojawia się pani Grey i przede wszystkim Theresa Blake, świętoszkowata hipokrytka religijna, która ma totalną obsesję na punkcie moralności. Jest zawistna, podsłuchuje, szpieguje i jest zawsze „przypadkowo” w odpowiednich miejscach.

 Błędnik to powieść z wątkiem miłosnym i kryminalnym. Pokazuje też jak bardzo ktoś wścibski może manipulować życiem innych oraz jak brak rozmów prowadzi do dwuznaczności i komplikacji w rozumieniu niewinnych wydarzeń. Bohaterowie trzymają się resztki godności, cierpią w milczeniu, poczuciu winy i wstydzie, tylko po to aby nie zdradzić własnej wiedzy. W kochającym się związku pojawia się nieufność i brak porozumienia. Karl chce pomóc tajemniczej pani Grey, panna Blake wtrąca się i plotkuje, a Lucy popada w strach, depresję i błędną zazdrość, co z kolei prowadzi do fizycznych chorób. Kocha męża bezwarunkowo, ale skrywane tajemnice i trapiące ją lęki prowadzą do niebezpiecznego jej upadku ducha i ciała. To swoisty masochizm, bowiem Lucy będąc głęboko zakochaną, nie potrafiła rozmawiać z mężem i odważyć się naprawić swoje małżeństwo. Zajęła stanowisko pokrzywdzonej kobiety. Lucy, pani Grey, Adam i Margaret Sumnor wszyscy zapadają na psychosomatyczne dolegliwości. Niezdolność ludzi do prawidłowego komunikowania się ze sobą i ukrywanie swoich sekretów, jest właściwie sednem tej powieści. Bohaterowie boją się nadszarpnięcia reputacji, a sekrety rzeczywiście mogą zabić w świecie stworzonym przez Mrs. Wood. 

Błędnik to klasyka literatury popularnej, pochłaniająca, przenosząca w czasie, odnosząca się do zupełnie innych norm i obowiązujących konwenansów. Polecam wielbicielom tego gatunku.

 

 

Mrs. Henry Wood, Błędnik, wydawnictwo Zysk i S-ka, wydanie 2021, tytuł oryg.: Within the Maze, tłumaczenie: Jerzy Łoziński, oprawa twarda, stron 640. 

 

* post z 15.07.2021 Słowem malowane

 

poniedziałek, 26 kwietnia 2021

Utracona cześć Katarzyny Blum Henrich Boll

Słowa, które ranią, słowa, które niszczą, słowa, które zabijają - o tym jest ta krótka opowieść. O przemocy słownej, która doprowadziła do tragedii.  Temat dziś może nawet bardziej aktualny niż w roku wydania książki (1974).

Historia Katarzyny Blum może być historią każdego z nas, bo oto nagle w życie zwykłej gospodyni domowej, osoby uczciwej, pracowitej i może nawet nieco pruderyjnej wkracza "dziennikarz" brukowej gazety.  Dziennikarz  będący świadkiem zatrzymania przez policję kobiety podejrzewanej o pomoc przestępcy, dostaje cynk i zaczyna węszyć. Im bardziej nieprawdopodobna historia, tym większy nakład gazety, im większy nakład, tym większa sprzedaż, im większa sprzedaż tym większy zysk. A że informacje nie sprawdzone, a słowa przekręcone to nie ma znaczenia. Dziennikarz posuwa się do tego, że przypisuje ofierze własny naganny postępek. Choć tutaj ofiara występuje też w roli sprawcy i odwrotnie. Cykl artykułów, w których Katarzyna zostaje przedstawiona,  jako zimna, wyrachowana manipulantka, osoba podejrzanego prowadzenia się, a wreszcie osoba, której czyny doprowadziły do śmierci matki sprawia, że kobieta czuje się głęboko zraniona, urażona, doprowadzona do ostateczności,  bo … utraciła -to co było dla niej najważniejsze - cześć (dobre imię). 

Opowieść zaczyna się wizytą kobiety na posterunku policji. Składa ona zeznania, z których wynika, iż parę godzin wcześniej zamordowała w swoim mieszkaniu dziennikarza. Co gorsza, Katarzyna wydaje się nie odczuwa żadnych wyrzutów sumienia z powodu zbrodniczego czynu. Książka przybiera postać sprawozdania ze skrupulatnie przeprowadzonego przez narratora dochodzenia. Są to lakoniczne, acz treściwe relacje pozyskane z różnych punktów widzenia. Pochodzą od  Katarzyny, jej pracodawców i znajomych, pochodzą też z kręgów policyjnych, wymiaru sprawiedliwości, a także pośrednio z artykułów zamieszczanych  w gazecie (tej GAZECIE, która stała się źródłem tragedii).   Relacje są opisem pozbawionym warstwy emocjonalnej; zbiorem faktów. Ich suchy język powoduje większe wzburzenie czytelnika. GAZETA, żywiąca się plotkami, niedomówieniami, przeinaczeniem, nieprawdą, niszczy nie tylko życie Katarzyny, niszczy też życie jej przyjaciół i pozbawia wiary w rzetelność dziennikarską. I wydaje się, że wszyscy są wobec takich działań bezsilni. Łącznie w wymiarem sprawiedliwości. Bo jak pokazuje życie są bezsilni. Jedynie pisarz może dać świadectwo.  

Opinia po raz pierwszy ukazała się na moim blogu Moje podróże