Po „Emmie” i „Dumie i uprzedzeniu” sięgnęłam po „Rozważną i romantyczną”. Czytałam ją, jako nastolatka z wypiekami na twarzy. Dzisiaj wypieki na twarzy podczas lektury mają zupełnie inne podłoże, które z przeżywanymi emocjami niewiele ma wspólnego.
Na wypadek, gdyby ktoś nie znał historii panien Dashwood rzecz tyczy perypetii miłosnych rozważnej, rozsądnej i trzeźwo patrzącej na życie panny Eleonory oraz romantycznej, nierozsądnej, pełnej temperamentu i nadmiernie ulegającej emocjom panny Marianny.
Miejsce akcji- angielska prowincja oraz Londyn. Czas akcji - koniec XVIII wieku.
Pani Dashwood z trzema córkami po śmierci męża pozostaje na łasce żonatego pasierba, któremu na skutek sprzyjającej fortuny losu oraz panujących wówczas zwyczajów, przypadła w udziale spora część rodzimego majątku.
Dwie z córek pani Dashwood znajdują się w wieku, w którym należy obejrzeć się „za łapaniem męża”. Zgodnie z powszechnie panującą wówczas opinią kawaler powinien być elegancki, cokolwiek by to miało oznaczać. Dobrze byłoby, gdyby był młody, miał miłą powierzchowność i dobre stosunki, a co za tym idzie, aby mógł zapewnić godziwe utrzymanie swojej przyszłej żonie.
Eleonora i Marianna mają nieco inne oczekiwania względem swoich przyszłych mężów. Panny reprezentują odmienne postawy i odmienne są też ich oczekiwania względem kandydatów na narzeczonych; Marianna oczekuje kawalera, który będzie podzielał jej zainteresowania, poglądy, gusta, będzie miał taki sam temperament, którego będzie bawiło i wzruszało to samo co ją, Eleonora zaś oczekuje rozsądnego, miłego, przyzwoitego i odpowiedzialnego człowieka.
I to właśnie próba oceny tych dwóch życiowych postaw wobec uczuć jest zasadniczą treścią powieści. Czy spotykając osobę, która wzbudza nasze żywsze bicie serca powinniśmy zaufać instynktowi, zawierzyć sercu, czy też zanim damy się porwać uczuciom powinniśmy kierując się rozumem rozważyć, czy taka inwestycja uczuciowa, nie narazi nas na ból, rozczarowanie lub nieszczęśliwy związek.
Czy na tak postawione pytanie można udzielić prostej i jednoznacznej odpowiedzi. Zapewne będzie ona inna w zależności od temperamentu, wieku, charakteru, poglądów.
więcej
http://ggpodroze.bloog.pl/index.html?id=330087217&title=Rozwazna-i-romantyczna-Jane-Austin
niedziela, 31 lipca 2011
niedziela, 24 lipca 2011
Intrygująca pani domu
Klarysa Hailsham-Brown nie należy do typowych angielskich pań domu. Tuż po szkole, w której uważano, że ma talent aktorski, młodą towarzyską i lubianą dziewczynę poślubia znacznie starszy rozwodnik. Razem z jego nastoletnią córką małżonkowie wyprowadzają się z pełnego rozrywek Londynu na wieś. Co młoda kobieta może tam robić, żeby się nie nudzić?
Zapraszam do lektury recenzji na moim blogu.
Zapraszam do lektury recenzji na moim blogu.
czwartek, 21 lipca 2011
"Buddenbrookowie" Thomas Mann
Gdybym nadawała swoim notkom ciekawsze tytuły niż sztampowo – tytuł i autor, to zatytułowałabym dzisiejszy wpis „Buddenbrookowie, czyli studium neurozy,” gdyż wszyscy najważniejsi bohaterowie tej powieści cierpią na nią, w takim bądź innym wydaniu. „Buddenbrookowie. Dzieje upadku rodziny,” bo taki jest pełen tytuł, to powieść, którą Tomasz Mann zaczął pisać w wieku 22 lat, a ukończył ją w mając lat 25. A nie ma chyba bardziej neurotycznego przedziału wiekowego, niż ta niby-sielska dwudziestoparoletnia „młoda dorosłość.” I w tym miejscu, nawet z moją nikłą znajomością biografii noblisty, jego życie oraz opowieść o kupieckiej rodzinie z Lubeki zazębiają się.
Głównym bohaterem jest Tomasz Buddenbrook, obowiązkowy, sumienny, ciężko pracujący dla dobra spółki, odnoszący sukcesy nawet w polityce. Najstarszy syn, chluba ojca. Na początku poznajemy go jako zwyczajnego bystrego chłopca, który wyraża chęć pracy w kantorze wraz z ojcem, zdobywania zawodowego doświadczenia. Z czasem staje się coraz bardziej zauważalne, że Tomasz Buddenbrook jest tylko aktorem dźwigającym swoją rolę jak krzyż, podczas gdy jego wnętrze wypełnia tłamszona chęć nieokreślonego wyzwolenia, wspólnoty, być może nieśmiertelności. Nie ma on jednak w sobie wiele z bohatera romantycznego, który mógłby mieć podobne rozterki. Tomasz Buddenbrook do końca pozostaje w więzieniu burżuazyjnego etosu i wizerunku.
Po resztę recenzji zapraszam na mojego bloga.
wtorek, 19 lipca 2011
"Profesor Milczek" J.I.Kraszewski
Wydawnictwo: Książka i Wiedza 1969
Seria: Koliber
Dziś przedstawiam małą próbkę twórczości J.I.Kraszewskiego. Bardzo udaną próbkę, muszę przyznać na samym początku. W tomiku "Profesor Milczek" mieszczą się bowiem cztery opowiadania niesamowicie ciekawie charakteryzujące czterech bohaterów płci męskiej. Każdy z nich posiada własną pasję, żyje we własnym świecie, którego inni nie rozumieją. Żywot każdego z nich, pomimo bardzo żywego i ekspresyjnego opisu sytuacji, wywołuje w czytelniku smutek i zadumę nad nieszczęsnych panów.
Profesor Milczek to człowiek zauroczony z historii Polski czasów Zygmunta Augusta do tego stopnia, że całe swe życie podporządkowuje śledzeniu kronik, listów i dzieł tejże epoki, zgłębiając i opisując to, co odkrył. Jego wielkim marzeniem jest stworzenie wielkiego dzieła historycznego, istnej kroniki odzwierciedlającej życie i czasy panowania Zygmunta Augusta. Narrator w bardzo ciekawy sposób opisuje kilka niezwykłych spotkań z Profesorem Milczkiem, w sposób zabawny ukazując jego zamiłowanie, które z czasem zamienia się w obsesję.
Dalsza część recenzji na MOIM BLOGU :)
Zapraszam!
niedziela, 17 lipca 2011
Całe życie biedna J.I.Kraszewski
Tym razem sięgając do internetowej biblioteki zastanawiałam się, czy zwyczajem J.I. Kraszewskiego tematem książki będzie bogata dziedziczka, ponieważ wprowadzanie czytelnika w błąd to jego specjalność. I poniekąd tak było. Tytułowa (choć nie główna) bohaterka to Anna, siostrzenica i zarazem wychowanica starzejącej się, majętnej pani podkomorzyny. Anna, jako najbliższa krewna i spadkobierczyni bogatej damy stanowi łakomy kąsek dla okolicznych młodzieńców. Bieda Anny polega nie tyle na braku majątku, choć tego posiada jedynie obietnicę, a na jej zniewoleniu. Najpierw pozostaje ona pod kuratelą i władzą ciotki, której despotyzm nie pozwala jej na nawet odrobinę swobody. Ciotka nie pozwala jej uczyć się języków, grać na instrumencie, czytać książek, spotykać z ludźmi, nawet tańczyć i śpiewać. Panienka powinna być bogobojna i całkowicie uległa. Jest niczym służąca, którą spotka kiedyś to szczęście, że zostanie spadkobierczynią. Ciotka nie pozwala nawet płakać po śmierci rodziców, bo co za dużo to nie zdrowo. Z jednej niewoli Anna wpada w drugą, wyzwoliwszy się spod opieki cioci przechodzi pod kuratelę mężowską i ta nie jest wcale przyjemniejszą.
Fabuła powieści snuje się wokół intryg zdobycia majątku pani podkomorzyny przez Mateusza - męża Anny oraz przez sługę podkomorzyny Bałabanosiewicza. Raz jeden, raz drugi zyskują przewagę. Trudno orzec, który z panów jest większą kanalią, który wykazuje się większą nikczemnością i podłością i jak daleko gotowi są posunąć się, aby cel osiągnąć, bądź aby przegrawszy jedną z rund w tej walce dokonać zemsty na przeciwniku. Są to tak odrażające typki, że dochodzi do sytuacji, w której czytelnik staje po stronie jednego z nich, aby zobaczyć minę drugiego, liedy ten zostanie pokonany. Okazuje się jednak, że nawet chwilowa przegrana nie uczy żadnego z nich niczego, a najmniej pokory.
Sam Kraszewski w przedmowie napisał, iż zarzucano mu zbytnią wyrazistość, jaskrawość postaci, ich zbyt wierne odtworzenie. Powieść powstała na bazie autentycznej historii, znanej autorowi z kronik sąsiedzkich skandali.
Postacie są bardzo wyraziste, może nawet przerysowane. Mateusz jest egoistą i despotą, sługa jest chciwym, skąpym pijakiem, sędzia- pomocnik Mateusza w zdobyciu ręki i majątku Anny zmienia postępowanie dopiero wówczas, kiedy sam zostaje oszukany. Podkomorzyna to pospolita, bezmyślna i ograniczona kobieta, którą bardzo łatwo manipulować. Zresztą uczuć pozbawieni są niemal wszyscy bohaterowie powieści. Jest jeszcze nieco bezbarwna postać awanturnika Tadeusza Odrowąża – romantyka na kształt don Kiszota. A sama Anna jest ofiarą tych wszystkich manipulacji, bez rodziny, bez wsparcia, bez niczyjej pomocy, bez środków do życia pozostaje tylko marionetką w ręku innych.
Właściwie nie pozostaje mi nic innego jak po raz kolejny powtórzyć - dobre czytadło o charakterze powieści obyczajowej (na uwagę zasługuje ciekawy opis dworku). I jeszcze język – zastanawiam się, czy już tak przywykłam, że przestaję zauważać jego odmienności.
Sam pisarz w przedmowie napisał;
Fabuła powieści snuje się wokół intryg zdobycia majątku pani podkomorzyny przez Mateusza - męża Anny oraz przez sługę podkomorzyny Bałabanosiewicza. Raz jeden, raz drugi zyskują przewagę. Trudno orzec, który z panów jest większą kanalią, który wykazuje się większą nikczemnością i podłością i jak daleko gotowi są posunąć się, aby cel osiągnąć, bądź aby przegrawszy jedną z rund w tej walce dokonać zemsty na przeciwniku. Są to tak odrażające typki, że dochodzi do sytuacji, w której czytelnik staje po stronie jednego z nich, aby zobaczyć minę drugiego, liedy ten zostanie pokonany. Okazuje się jednak, że nawet chwilowa przegrana nie uczy żadnego z nich niczego, a najmniej pokory.
Sam Kraszewski w przedmowie napisał, iż zarzucano mu zbytnią wyrazistość, jaskrawość postaci, ich zbyt wierne odtworzenie. Powieść powstała na bazie autentycznej historii, znanej autorowi z kronik sąsiedzkich skandali.
Postacie są bardzo wyraziste, może nawet przerysowane. Mateusz jest egoistą i despotą, sługa jest chciwym, skąpym pijakiem, sędzia- pomocnik Mateusza w zdobyciu ręki i majątku Anny zmienia postępowanie dopiero wówczas, kiedy sam zostaje oszukany. Podkomorzyna to pospolita, bezmyślna i ograniczona kobieta, którą bardzo łatwo manipulować. Zresztą uczuć pozbawieni są niemal wszyscy bohaterowie powieści. Jest jeszcze nieco bezbarwna postać awanturnika Tadeusza Odrowąża – romantyka na kształt don Kiszota. A sama Anna jest ofiarą tych wszystkich manipulacji, bez rodziny, bez wsparcia, bez niczyjej pomocy, bez środków do życia pozostaje tylko marionetką w ręku innych.
Właściwie nie pozostaje mi nic innego jak po raz kolejny powtórzyć - dobre czytadło o charakterze powieści obyczajowej (na uwagę zasługuje ciekawy opis dworku). I jeszcze język – zastanawiam się, czy już tak przywykłam, że przestaję zauważać jego odmienności.
Sam pisarz w przedmowie napisał;
A jednak tę próbę, która na dwa wydania w krótkim przeciągu zasłużyła, umieszczamy w nowym zbiorze z pokorą, z uśmiechem: - jako miłą pamiątkę młodszych czasów. Była to jedna z pierwszych powieści naszych, wydanych w zbiorze szkiców Zawadzkiego; grzechem jej może zbyt wiernie odtworzona rzeczywistość, charaktery zarysowane jaskrawo, a jedna Anna aureolą swojego nieszczęścia nie może posępnego obrazu rozjaśnić. Zbudowaliśmy ją na jakimś opowiadaniu rzeczywistego wypadku, ale postacie są nasze aż do zbytku rażąco i przykro pospolite. Kto świat widział z różnych stron jego, nie zaprzeczy, że ludzi w nim takich bywało dosyś, że i podkomorzyny, i Bałabanowicze się trafiali, i pan Mateusz mutatis mutandis chodził u nas po świecie, i taki sędzia, nie gorzki, nie słodki, często się nastręczał. Może jednak wybrane typy zbyt są wyraziste, i wadę tę uznając sami, prosimy o pobłażanie. Mauluczki ten wizerunek wiejski z dobitności kilku charakterów jakąś wartość mieć może.
Moja pobłażliwa ocena 3,5/6
czwartek, 14 lipca 2011
Półdiablę weneckie J.I.Kraszewski
Wybierając kolejną książkę J.I.K z biblioteki sugeruję się li tylko tytułem, bo czymże innym miałabym się sugerować.
Tym razem padło na "Półdiablę weneckie", a to dlatego, że sugerowało ono spotkanie z jednym z moich ukochanych miejsc. Oczywiście, jak to u Kraszewskiego bywa tytuł często wprowadza w błąd, a treść zaskakuje. Tym razem jednak lektura nie zawiodła moich oczekiwań związanych z Wenecją.
„Półdiablę weneckie” to powieść obyczajowa. Młody, polski szlachcic Konrad posiadacz włoskich przodków postanawia odwiedzić swą „drugą ojczyznę”. Zabiera więc służącego Maćka i podróżują do Wenecji. Tam Konrad spotyka piękne dziewczę, owo tytułowe półdiablę weneckie - Cazitę; osóbkę żywą i zwinną; co to tu podskoczy, tam zajrzy w oczy, tu zagada, a wszystko razem sprawia, że serce się do niej wyrywa. Konrad zakochuje się, oświadcza i żeni. Tak po prostu, bez przeszkód, podchodów, omdleń, bez całej tej romansowo-romantycznej otoczki, z jaką dotychczas spotykałam się w powieściach Kraszewskiego, co pozytywnie mnie zaskoczyło. Obawiałam się już bowiem, iż znowu spotkam młodzieńca bez ikry, który będzie się w pannie podkochiwał, ale nie będzie śmiał jej wyznać swych uczuć, bowiem czuł się będzie niegodny jej ręki. Tymczasem Konrad to młodzieniec szczery i uczciwy, ale też zdecydowany, odważny i waleczny.
Po pewnym jednak czasie zaczyna on tęsknić za ojczyzną. Opowiada żonie o urokach rodzimego gospodarstwa i pięknie ojczystego kraju, ona jednak słuchając go z ciekawością nie wyobraża sobie, aby mogła porzucić ojca, ciotkę, dom rodzinny i ukochaną Wenecję.
Służący Konrada Maciek także traci głowę i serce dla pięknej córki szewca, dziewczyny, która z czasem okaże się nie półdiablęciem, ale istną diablicą. Maciek postanawia zacząć terminować u szewca, a wyuczywszy się zawodu poślubić dziewczynę.
Po paru miesiącach Konrad powraca w swoje strony rodzinne. Niestety okazuje się, iż Cazita wychowana wśród szumu morza, wiatrów z laguny, kanałów, gondoli, włoskiego słońca nie potrafi się odnaleźć w obcym klimatycznie i kulturowo kraju. Z miłości do żony i obawy o jej zdrowie małżonkowie jadą w odwiedziny do Wenecji. Tam czekają ich zaskakujące nowiny. Nie będę jednak zdradzała dalszych losów Konrada, Maćka, Cazity i ich bliskich.
Historia nie jest może pasjonująca, wątki są nieco pogmatwane. Ale jak miałam się już okazję przekonać, Kraszewskiego czyta się szybko i dobrze. Czytadło? Owszem, kolejne czytadło, ale nie tylko. Jest to kolejna powieść, dzięki której poznajemy obyczaje zarówno polskie, jak i włoskie. Jest tu obraz polskiej wsi i charakterystyka mieszkańców dworu a także opis obyczajów jego domowników.
Ja natomiast odnalazłam w lekturze to, czego szukałam; Wenecję z jej klimatem, zwyczajami jej mieszkańców, jej kolorami i smakami. Miło było znowu spacerować wąskimi przesmykami i zaułkami, zagubić się w plątaninie uliczek, popłynąć gondolą na Lido czy siąść wieczorem po zachodzie słońca, kiedy place i ulice zapełnią się gwarem ludzi przy kawiarnianym stoliczku delektować się butelką dobrego wina.
I być tam, wdychać to słone powietrze, czuć powiew tamtejszego wiatru i zespoliwszy się z otoczeniem przymknąć oczy i trwać.
Gdybym miała jednym słowem napisać o czym jest ta opowieść- napisałabym, że jest o tęsknocie. Zarówno Konrad, jak i Cazita, a także Maciek i jego majster wyrwani z ojczyzny tęsknią za domem, rodziną, znajomymi, krajem. Tęsknią do swojego azylu, w którym się czuli bezpieczni, do miejsc, w których się wychowali, do miejsc, które ukochali nade wszystko. A tęsknota wyniszcza ich zarówno psychicznie, jak i fizycznie.
Kto tego nie przeżył ten nie zrozumie tej tęsknoty na Ojczyzny łono, do tych lasów, pagórków, łąk, drzew i jezior, do klimatu zimnego i dni pochmurnych.
Przeczytałam gdzieś, iż w latach, kiedy powieść powstała Kraszewski zmuszony był przebywać na emigracji w Dreźnie.
Moja ocena- 4,5/6
Tym razem padło na "Półdiablę weneckie", a to dlatego, że sugerowało ono spotkanie z jednym z moich ukochanych miejsc. Oczywiście, jak to u Kraszewskiego bywa tytuł często wprowadza w błąd, a treść zaskakuje. Tym razem jednak lektura nie zawiodła moich oczekiwań związanych z Wenecją.
„Półdiablę weneckie” to powieść obyczajowa. Młody, polski szlachcic Konrad posiadacz włoskich przodków postanawia odwiedzić swą „drugą ojczyznę”. Zabiera więc służącego Maćka i podróżują do Wenecji. Tam Konrad spotyka piękne dziewczę, owo tytułowe półdiablę weneckie - Cazitę; osóbkę żywą i zwinną; co to tu podskoczy, tam zajrzy w oczy, tu zagada, a wszystko razem sprawia, że serce się do niej wyrywa. Konrad zakochuje się, oświadcza i żeni. Tak po prostu, bez przeszkód, podchodów, omdleń, bez całej tej romansowo-romantycznej otoczki, z jaką dotychczas spotykałam się w powieściach Kraszewskiego, co pozytywnie mnie zaskoczyło. Obawiałam się już bowiem, iż znowu spotkam młodzieńca bez ikry, który będzie się w pannie podkochiwał, ale nie będzie śmiał jej wyznać swych uczuć, bowiem czuł się będzie niegodny jej ręki. Tymczasem Konrad to młodzieniec szczery i uczciwy, ale też zdecydowany, odważny i waleczny.
Po pewnym jednak czasie zaczyna on tęsknić za ojczyzną. Opowiada żonie o urokach rodzimego gospodarstwa i pięknie ojczystego kraju, ona jednak słuchając go z ciekawością nie wyobraża sobie, aby mogła porzucić ojca, ciotkę, dom rodzinny i ukochaną Wenecję.
Służący Konrada Maciek także traci głowę i serce dla pięknej córki szewca, dziewczyny, która z czasem okaże się nie półdiablęciem, ale istną diablicą. Maciek postanawia zacząć terminować u szewca, a wyuczywszy się zawodu poślubić dziewczynę.
Po paru miesiącach Konrad powraca w swoje strony rodzinne. Niestety okazuje się, iż Cazita wychowana wśród szumu morza, wiatrów z laguny, kanałów, gondoli, włoskiego słońca nie potrafi się odnaleźć w obcym klimatycznie i kulturowo kraju. Z miłości do żony i obawy o jej zdrowie małżonkowie jadą w odwiedziny do Wenecji. Tam czekają ich zaskakujące nowiny. Nie będę jednak zdradzała dalszych losów Konrada, Maćka, Cazity i ich bliskich.
Historia nie jest może pasjonująca, wątki są nieco pogmatwane. Ale jak miałam się już okazję przekonać, Kraszewskiego czyta się szybko i dobrze. Czytadło? Owszem, kolejne czytadło, ale nie tylko. Jest to kolejna powieść, dzięki której poznajemy obyczaje zarówno polskie, jak i włoskie. Jest tu obraz polskiej wsi i charakterystyka mieszkańców dworu a także opis obyczajów jego domowników.
Ja natomiast odnalazłam w lekturze to, czego szukałam; Wenecję z jej klimatem, zwyczajami jej mieszkańców, jej kolorami i smakami. Miło było znowu spacerować wąskimi przesmykami i zaułkami, zagubić się w plątaninie uliczek, popłynąć gondolą na Lido czy siąść wieczorem po zachodzie słońca, kiedy place i ulice zapełnią się gwarem ludzi przy kawiarnianym stoliczku delektować się butelką dobrego wina.
I być tam, wdychać to słone powietrze, czuć powiew tamtejszego wiatru i zespoliwszy się z otoczeniem przymknąć oczy i trwać.
Gdybym miała jednym słowem napisać o czym jest ta opowieść- napisałabym, że jest o tęsknocie. Zarówno Konrad, jak i Cazita, a także Maciek i jego majster wyrwani z ojczyzny tęsknią za domem, rodziną, znajomymi, krajem. Tęsknią do swojego azylu, w którym się czuli bezpieczni, do miejsc, w których się wychowali, do miejsc, które ukochali nade wszystko. A tęsknota wyniszcza ich zarówno psychicznie, jak i fizycznie.
Kto tego nie przeżył ten nie zrozumie tej tęsknoty na Ojczyzny łono, do tych lasów, pagórków, łąk, drzew i jezior, do klimatu zimnego i dni pochmurnych.
Przeczytałam gdzieś, iż w latach, kiedy powieść powstała Kraszewski zmuszony był przebywać na emigracji w Dreźnie.
Moja ocena- 4,5/6
wtorek, 12 lipca 2011
Było ich dwoje J.I.Kraszewski
Po tę niewielkiej objętości książeczkę sięgnęłam na półkę biblioteczki internetowej, gdyż moja biblioteka okazała się być zamkniętą w okresie wakacyjnym w soboty, o czym w ferworze pogoni za uciekającym czasem byłam łaskawa zapomnieć. Książeczka w biblioteczce internetowej liczy stron 114, więc jej przeczytanie nie zajęło mi dużo czasu, zwłaszcza, że mocno już wyposzczona byłam (tydzień bez książki). Skojarzenia, czytając tytuł, miałam zupełnie nietrafne. Wydawało mi się bowiem, iż rzecz dotyczy dziada i baby, staruteńkich oboje, tymczasem „Było ich dwoje” to kolejna powieść miłosna.Dwoje rzuconych na głęboką wodę sierot; chłopak i dziewczyna przechodzi zmienne koleje losu. Raz jedno, raz drugie borykają się z biedą, brakiem własnego kąta, chorobami, ludzką niesprawiedliwością, a każde z nich z osobna. Jedno o drugim wciąż myśli, jedno za drugim wciąż tęskni. I tak się przeplatają ich historie na przemian, doświadczając ich srodze i rozdzielając, kiedy już wydaje się, że zostaną połączeni na zawsze. No i zakończenie, jak na romans przystało … żyli długo i szczęśliwie.Książeczka niewielka i wartość niewielka. Czyta się szybko, nie wymaga myślenia i równie szybko uleci w zapomnienie.
Coraz bardziej natomiast podoba mi się język XIX wiecznej polszczyzny z jego składnią, gramatyką i zapomnianymi juz wyrazami.
Coraz bardziej natomiast podoba mi się język XIX wiecznej polszczyzny z jego składnią, gramatyką i zapomnianymi juz wyrazami.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

