sobota, 1 października 2011

Joseph Conrad JĄDRO CIEMNOŚCI


Niewiele znam książek równie uparcie i często przywoływanych przez kolejne pokolenia twórców. Aluzje i inspiracje, hołdy czy polemiki – bywają bardziej lub mniej jawne, jednak za każdym razem wymagają znajomości tekstu źródłowego, bez którego wymowa owych dzieł traci na sile i wyrazistości. Niewiele znam tekstów, które tak znakomicie znoszą próbę czasu, nie tylko nie starzejąc się, ale nabierając mocy i znaczenia w nowych okolicznościach dziejowych. „Jądro ciemności” Josepha Conrada to proza intensywna i poruszająca; drażniąca i zachwycająca równocześnie. Krótkim opowiadaniem autor demaskuje zakłamanie i odziera ze złudzeń swoich czytelników, ludzi cywilizowanych, ludzi kultury i postępu. Pozostawia nas w mroku ludzkich atawizmów i z nieznośnym poczuciem klęski: od upadku chroni nas jedynie siła przyzwyczajeń i wymuszona zgoda na strażników z sąsiedztwa.

Pełny tekst na blogu ZACZYTANEJ - zapraszam :)

poniedziałek, 26 września 2011

"Szkarłatne godło odwagi" Stephen Crane

Wydana w 1895 „The Red Badge of Courage” jest ponoć jedną z najważniejszych powieści w literaturze amerykańskiej i ja jak zwykle przeczytałam to dzieło dopiero teraz będąc już znękaną, znerwicowaną babą po studiach (anglistycznych). Ale może to i właśnie lepiej.

Książka jest dość krótka, w obojętnie jakich wydaniach rzadko kiedy ma więcej niż 200 stron. Przez te strony nie jest jednak tak łatwo przebrnąć. No ale zacznijmy od początku: Stephen Crane – pisarz, poeta i dziennikarz. Także korespondent wojenny. Zmarł na gruźlicę w wieku 28 lat (!) w roku 1900. Swoim pisarstwem wpisywał się w nurt naturalistyczny, czego „Godło” jest dość dobitną prezentacją.

Bohaterem powieści jest Henry Fleming, którego narrator nigdy nie nazywa po imieniu, a raczej protekcjonalnie - „the youth” („młodzieniec”, może dziś powiedzielibyśmy po prostu „młody”). Nasz „młody” jest na wojnie (secesyjnej, po stronie Północy), przynależy do 304-go regimentu. Zawsze marzył o pójściu na wojnę, romantyczne wyobrażenia o niej nigdy go nie opuszczały. Kiedy jednak dochodzi do pierwszej walki, Henry ucieka z pola bitwy, bo wydaje mu się, że jego strona i tak przegra...

Po pełną recenzję zapraszam na mojego bloga.

czwartek, 22 września 2011

"Śniehotowie" - J.I.Kraszewski


Ojciec Józefa Ignacego Kraszewskiego Jan, podobnie jak jego syn, musiał być postacią nietuzinkową. Był urodzonym gawędziarzem i domową kopalnią wszelkiej maści legend i historyjek, głównie z czasów ostatnich lat panowania Stanisława Augusta Poniatowskiego. Skąd je przynosił ? Głównie z pracy - wymagała ona częstych wyjazdów w teren i rozmów z ludźmi. Kraszewski senior musiał sobie robić częste przerwy na kawę (bądź inne napoje) i wysłuchiwać niezliczonych opowieści.
Wiele z nich zostało wykorzystanyvh literacko przez jego syna. Przykladem jest opisywana już przeze mnie "Czercza Mogiła". Wydaje mi się, choć nie mam na to twardych dowodów, że historia "Śniehotów" pochodzi z tego samego źródła.
Opowiastka to obyczajowa, choć osadzona w czasach stanisławowskich. Traktuje o dwóch skłóconych braciach z rodu Śniehotów: starszym - Janie, lokalnym Sinobrodym, który pochowawszy dwie żony i kilkoro dzieci, sposobi się do kolejnego mariażu. Młodszy z braci - Andrzej, zniknął wiele lat wcześniej. Pewnego dnia w okolicy pojawia się tajemniczy nieznajomy, który kupuje jedną z lokalnych posiadłości. Pytania konkursowe, na które odpowiedź nie wymaga specjalnego wysiłku - kim jest ta zagadkowa postać?

Powieść nie jest jakaś specjalnie odkrywcza (choć jest tam pewna obyczajowa nowinka, mianowicie - rozwód). Do tego jeszcze kończy się dobrze, miłość zwycięża, cnota cierpliwości i pokory zostaje nagrodzona, i tak dalej. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego czytało mi się ją całkiem nieźle. Kwestia przyzwyczajenia do JIK-a , czy co?

środa, 21 września 2011

"Milion posagu" - J.I.Kraszewski


Maria ma 16 lat i jest córką kochanki ostatniego króla Polski. Po wyjeździe matki za granicę jest zmuszona (wraz ze swoją ciotką- Scholastyką), zamieszkać w zabitej dechami wioseczce położonej nad Bugiem, należącej do dalekiego krewnego.
Cała trójka zmaga się z niedostatkiem, a niejasne pochodzenie Marii staje się przyczyna wielu docinków i sąsiedzkich intryg. Jedyną przyjazną dusza w okolicy jest Seweryn - niebogaty, pracowity i świetnie wykształcony dzierżawca jednej z okolicznych majętności.
Sytuacja zmieni się o 180 stopni, gdy obie kobiety nagle odziedziczą milionowy spadek (okazuje się, że królewska kochanka potrafiła jednak zabezpieczyć swój byt).
Atrakcyjną panną na wydaniu staje się nagle nie tylko Maria, ale i Scholastyka: ponad 40 letnia singielka o ciętym języku i złośliwym poczuciu humoru.
Obydwie będą musiały stawić czoło prawdziwemu najazdowi łowców posagów: w różnym wieku (od 25 do 60 lat) i o różnym statusie majątkowym. Oblężenie przeżyje nie tylko Maria ale i Scholastyka...
" ... na czele pan Teodor! z nieoszacowana matką ! z lubym ojcem! Maryniu(...) roześmiejże się przynajmniej! (...) po wtóre, pan Fabian, który co chwila chce ci grać do tańca i komponuje dwa razy na dzień siurpryzy z flotrowersem (...). Kochanie, cenić ich nie umiesz. O poruczniku nie wspomnę, bo ten należy do mnie wyłącznie, wczoraj zachwycał się moją ręką. A Kulikowicz, a Haslingi! Mamy doprawdy czym się bawić." [1]
Pikanterii tej sytuacji dodaje fakt, że większość z tabunu kokurentów to niedawni prześladowcy obydwu pań. Któż nie chciałby się schylić po milion... albo dwa.
"Milion posagu" to komedia sąsiedzka o wyraźnie satyrycznym zacięciu. Spokojnie dałaby się przerobić na sztukę teatralną w stylu Fredry. Kraszewski bezlitośnie pastwi się nad swoimi bohaterami, wytyka im wady i słabostki. Jest też świetnym obserwtorem i mistrzem trafnej charakterystyki postaci. Książka jest z gatunku raczej rozrywkowych, jedyny morał, jaki z niej wypływa, to fakt, że pieniądz rządzi światem... przynajmniej do czasu:).
Sprężyną intrygi jest tu ciotka Scholastyka, bohaterka niby to pozytywna, ale dzięki swej energii i szczypcie złośliwości - ani trochę nie nudna. Dzięki czemu meandrów nudy unika też "Milion posagu".
Polecam na długie zimowe wieczory:).

[1] J.I. Kraszewski, Milion posagu, Kraków 1976, s 162.

niedziela, 18 września 2011

Literatura belle èpoque: Colette – „Klaudyna w Paryżu”


Klaudyna razem ze swoim ojcem, Melanią i śnieżnobiałą Fanszetką przeprowadza się do Paryża. Dziewczyna nie może przystosować się do wielkomiejskiego gwaru, tłumów i upału, który w mieście staje się dla niej zupełnie inaczej odczuwalny niż na wsi. Brak jej świeżego powietrza, lasów i przestrzeni, dzięki której czuła się wolna.

Podróż, przyjazd, pierwsze dni na nowym miejscu, wszystko to gubi się we mgle rozpaczy. Zamieszkaliśmy przy ulicy Jacob, ubogiej i smutnej; okna wychodzą z obu stron na podwórze. Odrętwiała i zgnębiona patrzyłam, jak wnoszono jedna po drugiej paki z książkami, a potem meble, obce tu i nie na swoim miejscu, jak tatuś, podniecony i ruchliwy, przybijał półki, przesuwał biurko z jednego kąta w drugi i radował się na głos: „Do Sorbony dwa kroki, Towarzystwo Geograficzne tuż, Biblioteka Świętej Genowefy pod nosem!”.

Co dla ojca Klaudyny było szczęśliwym zrządzeniem losu, dla niej samej przybrało rozmiar dramatu. Nie mogąc przyzwyczaić się do nowej sytuacji, Klaudyna spędziła kilka miesięcy leżąc z gorączką w łóżku. Sytuacja ulega poprawie z chwilą, kiedy dziewczyna poznaje swojego dalekiego kuzyna Marcela oraz jego ojca Renauda. Delikatny Marcel okazuje się być bardzo zainteresowany dawnym, szkolnym związkiem Klaudyny i Łusi. Paryskie towarzystwo jest zaintrygowane i udaje prawdziwe oburzenie zachowaniem Marcela, a w szczególności jego – wywołującym rumieńce na twarzach rodziny i znajomych – związkiem. On sam zwierza się Klaudynie ze swojej miłości do tajemniczego Charliego.
Pewnego dnia podczas spaceru, Klaudyna spotyka Łusię. Zaczynają odżywać wspomnienia szkolnych lat. I nagle wszystko pomału znowu zaczyna się komplikować. O ile uroki Paryża nie stanowią same w sobie wielkiej atrakcji dla Klaudyny, o tyle odkrywane ich razem z ojcem Marcela, zaczyna przybierać dla dziewczyny zupełnie inny wymiar. Miasto zaczyna być widziane z innej perspektywy i w innym niż dotychczas świetle. Klaudyna zakochuje się w Renaudzie.

Colette, w drugim tomie przygód Klaudyny, znowu zaskakuje czytelników początku XX wieku. Oprócz śmiałych opisów i głośno wyrażanych przez bohaterkę uczuć i emocji, język prozy Colette nadal pozostaje doskonały pod względem swojej ironiczności, lekkości i błyskotliwego dowcipu. Klaudyna w Paryżu oprócz obrazu niegrzecznej bohaterki przynosi chwile refleksji nad latami dzieciństwa, w których Klaudyna upatruje źródło szczęścia i ostoję chroniącą przed zgiełkiem wielkiego świata. Motyw domu, tak dobrze znany nie tylko literaturze francuskiej, będzie miał swoje rozwinięcie w kolejnym tomie przygód Klaudyny. Przede wszystkim jednak osoba bohaterki skupia całą uwagę czytelników. Pomimo paryskiego upału i braku wiejskich przestrzeni, Klaudyna nadal pozostaje kobietą wolną. Nawet kiedy traci poczucie swojej wolności, autorka, która ją stworzyła, w inny sposób przypomina czytelnikowi o jej niezależności… i ucieczce z portretu eleganckiej damy z początku wieku.

Zapraszam do odwiedzin mojego bloga Books&mirrors

sobota, 17 września 2011

Pokój z Widokiem - Edward Morgan Forster

Wydana w 1908 roku ciepła i pełna humoru opowieść o miłości dwojga młodych ludzi, zarazem ironiczne spojrzenie na rodzący się ruch turystyczny, który nastał na początku ubiegłego wieku. Modne wówczas stało się zwiedzanie kontynentu - koniecznie z przewodnikiem Baedekera w ręku - (Anglicy i Amerykanie zwiedzali pozostałości świata antycznego, Niemcy jeździli do wód, a Polacy mieli swoje nowo odkryte Zakopane) oraz wycieczki rowerowe. O turystach pisywał między innymi Henry James, jednak w żadnym z jego opowiadań nie ma tyle humoru i żywiołowości. W tym czasie również Jerome pisze swoich przezabawnych Trzech panów.
Fabuła przedstawia się następująco: początek XX wieku, Lucy Honeychurch wraz z ciotką podróżują po Florencji. Jak większość turystów tamtego okresu, zatrzymują się w pensjonacie, gdzie zawiązują znajomość z nieco ekscentrycznymi panami Emerson, ojcem i synem. Na skutek pewnego wypadku (sic!) Lucy i Georg Emerson zakochują się w sobie bez pamięci. Ale Lucy ma narzeczonego. Chociaż „dla czytelnika jest dość oczywiste, że Lucy kocha młodego Emersona”, sama przed sobą nie umie tego przyznać, z czego wynikną same kłopoty.
Lucy ma jednak aspiracje działać przeciw konwenansom i oczekiwaniom wobec kobiet epoki edwardiańskiej. Co prawda miały one większe prawa (choć Forster podkpiwa z sufrażystek) niż kobiety wiktoriańskie, to do wyboru miały małżeństwo i podporządkowanie mężowi (choć już mogło się mówić o małżeństwach z miłości), bądź zdziwaczenie w staropanieństwie.
Druga część opowieść przenosi nas do rodzinnej miejscowości panny Honeychurch. Towarzystwo pozostaje to samo, ale sceneria zmienia się na sielską an(g)ielską wieś z jej małymi przytulnymi cottages i popołudniowymi herbatkami. Tu ujawnia się kontrast między bezpretensjonalnym ale skrytym romantykiem, George'em oraz „oficjalnym” narzeczonym Lucy - Cecilem, pozerem, malkontentem i snobem.
Subtelny angielski humor ocierający się gdzieniegdzie lekko o farsę, sensu stricte farsą nie będąc, klimatem przypomina shakespeare'owskie Wiele hałasu o nic.
Trudno uwierzyć, że książka ma ponad sto temu. Napisana jest specyficznym językiem wczesnego modernizmu (Virginia Woolf przyjaźniła się z autorem zachęcając go do pisania), przez co nie każdy może przez nią przebrnąć. Ale jeśli tylko skusicie się podążać tropem romantycznej miłości i wartkich dialogów, na pewno będziecie zadowoleni z lektury (szczególnie emocjonujący jest rozdział XV Dramat domowy - gryzłam kołdrę z nerwów!)
Na pewno sięgnę po Domostwo Pani Wilcox (Howards End) i inne książki tego autora. Mam ochotę również odświeżyć sobie filmy Jamesa Ivory'ego na podstawie prozy Forstera.
Polecam!
Źródło posta:
http://sprawydomowe.blogspot.com/

piątek, 9 września 2011

Pamiętniki Adama i Ewy

Pamiętniki Adama i Ewy to jednak lekka i zabawna opowieść. Tekst Marka Twaina niewiele ma wspólnego z biblijną historią; poza nawiązaniem do pobytu pierwszych rodziców w Rajskim Ogrodzie oraz wygania ich z tegoż Ogrodu.
Obok Adam i Ewa Albrecht Durer
Kiedy tylko zobaczyłam na półce audiobooków tę płytę natychmiast wiedziałam, że muszę ją przesłuchać. Pamiętam spektakl telewizyjny sprzed wielu, wielu lat ze wspaniałą rolą Krzysztofa Globisza (Adama) oraz ciekawą rolą Kasi Figury (Ewy). Byłam wówczas zachwycona przedstawieniem. Stwierdzenie Adama (Globisza), iż woli być razem z Ewą poza rajem, niż w raju bez Ewy zapadły mi w pamięć do dziś.
Audiobooka nagrało dwoje (nieznanych mi) aktorów Milena Lisiecka i Mariusz Siudziński (także lektor). Nagraniu mogę zarzucić to jedynie, że tak bardzo odbiega od zapamiętanej przeze interpretacji. Krzysztof Globisz jest jednym z moich ulubionych aktorów. Jako Adam był rewelacyjny. Ostatnio miałam okazję podziwiać go we wspaniałej komedii „Zakochany Anioł” i „Anioł w Krakowie”.
„Pamiętniki Adama i Ewy” to raczej próba spojrzenia na kobietę i mężczyznę i na wzajemne pomiędzy nimi relacje. Obraz tych dwojga oparty jest na stereotypowym poglądzie na temat kobiet i mężczyzn. Adam jest racjonalnym egoistą, przekonanym o swej wyższości intelektualnej, leniem, którego głównym zajęciem jest nadzorowanie pracy „tego stworzenia z długimi włosami, które wylewa wodę oczami”. Jest zresztą tym zajęciem bardzo zmęczony. Jednak mimo swego lenistwa, to on buduje dom, a jego racjonalizm bywa przydatny. Stereotyp, ale jaki prawdziwy.

Ewa jest wrażliwa, inteligentna, zachwyca się każdym kwiatkiem, krzaczkiem, drzewkiem i „gada jak najęta”. Do tego jest próżna, co usprawiedliwia swoim umiłowaniem piękna. To ona zajmuje się małym stworzeniem (synem), którego pochodzenie oraz określenie przynależności do odpowiedniego gatunku zajmuje Adamowi kilka lat.

więcej u guciamal