poniedziałek, 23 września 2013

W poszukiwaniu straconego czasu - Tom I (W stronę Swanna) Marcel Proust


Tom I cyklu W poszukiwaniu straconego czasu Marcela Prousta -W stronę Swanna
Niedługo (3 października) mina trzy lata od chwili, kiedy zdecydowałam się zacząć moim pisaniem dzielić i założyłam bloga; od tej chwili prowadziłam go wytrwale i bez przerwy. Choroby, nawał pracy, czy wakacje nie stanowiły powodu dla zrobienia sobie odpoczynku od pisania, czytania wpisów, komentowania. No, bo jak robić sobie przerwę, od tego, co powoli wsysało mnie w swą wirtualną przestrzeń, oblepiało swymi mackami, wciągało jak narkotyk, dawało mnóstwo radości i dodawało kopa w chwilach zwątpienia. Miły komentarz, ciepłe słówko, mail od blogowej braci wystarczył, aby na chwilę zapomnieć o codzienności i szarzyźnie życia.
Aż nastąpiło zmęczenie materiału, przegrzanie styków, niedosyt życia rzeczywistego, realnego, namacalnego i poszukiwanie „straconego czasu”. Mam na myśli nie tyle czas stracony w potocznym sensie tego słowa, (czyli, taki, który można było wykorzystać lepiej i pełniej), a raczej czas „utracony”, czyli taki, który minął i nie wróci. Przez ten ponad miesiąc nieobecności w blogosferze poszukiwałam czasu, tego, który mija bezpowrotnie oraz próbowałam zatrzymać ten, który trwa i który trzeba wyciskać, jak cytrynę i ten, który leniwie przepływa przez palce, snuje się, a my wraz z nim, bez poczucia obowiązku, bez utraty i bez straty, a czasami bez myśli.
W ten czas poszukiwań lektura I tomu cyklu W poszukiwaniu straconego czasu wpisała się idealnie, a mój ukochany pisarz (Hugo) zyskał bardzo groźnego konkurenta w osobie Marcela Prousta. Nie pamiętam, czy użyłam kiedyś na blogu określenia arcydzieło, a jeśli nawet, to na pewno nie zdarza się to często. W poszukiwaniu straconego czasu - tom pierwszy (a mam niezachwiane przekonanie, że i następne) to moim zdaniem absolutne ARCYDZIEŁO. Książka, która zawiera wszystkie inne książki w sobie, to dla mnie Biblia literatury. Książka, której nie czytałam, a którą smakowałam i którą się delektowałam. Lektura, którą sobie dawkowałam ciesząc się nie tylko z ilości przeczytanych stron, ale także z ilości stron, jakie pozostawały do przeczytania.
I myślę sobie, że jakakolwiek próba opisania wrażeń spali na panewce, bowiem ubóstwo językowe autorki bloga (tudzież brak jakichkolwiek talentów literackich) uniemożliwią przedstawienie choćby niewielkiej cząstki bogactwa wrażeń wyniesionych z lektury. Obawa pisania o książce, o której pisało tak wielu, tak wielkich ustępuje jednak przekonaniu, iż nie podzielenie się wrażeniami byłoby grzechem zaniechania. W poszukiwaniu straconego czasu to książka, o której niemal wszyscy słyszeli, a którą, jak wnoszę z osobistych obserwacji-niewielu czytało, odstrasza z powodu objętości (i jak tu znaleźć czas na szukanie straconego czasu) i z powodu stylu Prousta.
Jej lektura wymaga czasu i skupienia, a początkową trudność (przebrnięcie przez kilkanaście, a może nawet kilkadziesiąt stron) wynagradza z nawiązką zanurzenie się w jej głębi. Tak jak przed podróżą, im więcej damy z siebie odwiedzanym miejscom, tym więcej one nam oddadzą, tak też im więcej damy z siebie powieści (czasu, skupienia, uwagi), tym większe będą nasze doznania, silniejsze przeżycia, większa przyjemność. Jest to książka, którą można otworzyć na dowolnej stronie i za każdym razem trafi się na myśli ważne, słowa piękne, treści istotne. Niemal każde zdanie można odczytać na wiele sposobów. Kiedy czytelnik przebrnie przez pierwsze strony, kiedy się w nich rozsmakuje, lektura wydaje się szalenie prosta. Trudność stylu Prousta nie polega na stosowaniu metafor, na drobiazgowym opisywaniu miejsc, a raczej na chęci wypowiedzenia się do końca i dogłębnie. Jak pisze Boy w przedmowie „styl Prousta-, który uwielbiam-bywa nierówny. Wynika to z bogactw i subtelności jego myśli, skomprymowanej niekiedy jak pastylka, a także ze sposobu jego pracy, z nieustannych poprawek na rękopisie, na korekcie (księgarz wydzierał mu w końcu korektę i sam podpisywał ją do druku!) rozsadzających nieraz zdanie aż do pojemności przekraczającej wytrzymałość przeciętnego czytelnika.” Ale nie należy się przerażać, od czego mamy genialnego tłumacza, jakim jest Boy-Żeleński, który nieco, jak pisze skorygował to, czego czytelnik mógłby nie strawić. „Często - przyznaję się do tego - wypadało łamać zdanie i składać je na nowo; często-aby osiągnąć większą przejrzystość-trzeba je było dzielić na części [..] Nie sądzę, abym był przez to w niezgodzie z intencjami Prousta, który wielokrotnie w korespondencji swojej wyraża gorączkowe pragnienie, aby być czytanym - i to nie przez szczuplejszy krąg wyrafinowanych intelektualistów, ale przez szeroką publiczność. I wciąż w tej pracy słyszałem wewnętrzną muzykę myśli Prousta i tę starałem się zachować i oddać.”
Gdybym miała napisać jednym zdaniem, co jest treścią - istotą tej książki napisałabym, że jest to realizacja najstarszego i najbardziej nieuchwytnego z ludzkich marzeń – zatrzymania czasu i mentalny powrót w lata minione. Składająca się z dwóch zasadniczych części powieść stanowi o tym, co dla pisarza najważniejsze, co było istotą jego egzystencji (jakże ubogiej i ograniczonej - autor z powodu choroby skazany był na tkwienie niemal całe życie w jednym miejscu) - o uczuciach i o sztuce.
W pierwszej części Combray bohater, (w którym odnaleźć można cechy pisarza) wraca wspomnieniami w lata dzieciństwa i młodości. Wspomina, a jego wspomnienia są tak żywe, że bez trudu przenosimy się w świat dzieciństwa bohatera, odbywamy wspólne spacery, poznajemy krewnych i znajomych, odnajdujemy czas utracony, (bo ja będę się upierać, że ten czas nie był/ nie jest straconym), spowalniamy a myśli krążąc wraz z bohaterem w Combray uciekają także do miejsc naszego dzieciństwa, młodości, przeszłości.
Kiedy bohater pisze o jednej z lektur…
Sposób opowiadania, starający się przede wszystkim budzić ciekawość lub wzruszenie, pewne zwroty rodzące niepokój i melancholię, wszystko to, w czym wykształcony czytelnik poznaje wspólny kapitał wielu powieści, wydawało mi się – mnie, który uważałem nową książkę nie za jedną z wielu podobnych, ale coś jedynego, mającego rację istnienia tylko w niej samej*
odnajdujemy w jego myśli własne refleksje.

Kiedy pisze o smaku magdalenki to natychmiast chciałoby się skosztować owego krótkiego i pulchnego ciasteczka, wyglądającego, jak „odlane w prążkowej skorupie muszli”.
Z chęcią przytoczyłabym cały stronicowy opis, ale obawiam się, że wpis zamieniłbym się w kolejny tom proustowskiego poszukiwania straconego czasu.
W części drugiej poznajemy historię miłości Swanna. Wydawać by się mogło, iż na temat uczuć napisano już wszystko, że nic banalniejszego ponad historię miłosną, tymczasem Proust opisując tę historię od strony wnętrza bohatera, jego rozterek, emocji, marzeń (od strony bardziej duchowej niż fizycznej); od przysłowiowego stąpania po śladach wybranki, poprzez chwile radości z krótkich tet-a-tet z Odettą, aż po uczucie zazdrości przenosi nas w zupełnie inny świat, świat odmaterializowany, świat zmysłów, świat przeżyć, świat sztuki.
Autor pisze prozą, a czyta się to jak piękną poezję. Bohater odbiera uczucia poprzez sztukę, a sztukę odbiera sercem, studiuje malarstwo Vermeera, dużo czyta, słucha muzyki. Dzięki wrażliwości na sztukę, jego uczucie do Odetty zyskuje niepowtarzalny, bardziej zmysłowy wymiar. Mocno wierzy w to, że gdyby nie miłość słuchane sonaty, czy oglądane obrazy nie ukazałyby mu się w całym swym bogactwie, że gdyby nie obecność, albo choćby istnienie wybranki muzyka nie brzmiałaby tak pięknie, obraz nie budziłby tylu emocji, a książka byłaby tylko zbiorem zapisanych kartek papieru. Jego przekonanie o silniejszym przeżywaniu świata dzięki wrażliwości na sztukę i na uczucia w pełni podzielam. A dla osoby, dla której życie bez muzyki nie byłoby życiem pełnym poniższe zdania brzmią jak najcudowniejsze dźwięki;
„Widząc twarz, Swanna, kiedy słuchał tej frazy, można by rzec, że chłonie on środek znieczulający, dający większą rozpiętość jego oddechowi. I rozkosz, jaką mu dawała muzyka- rozkosz przerodzona niebawem w prawdziwą potrzebę-podobna była istotnie w owych chwilach do przyjemności, jaką znalazłby doświadczając zapachów, wchodząc w styczność ze światem, którego dosięgamy tylko jednym zmysłem. Mimo, iż oczy Swanna subtelnie smakowały malarstwo, a umysł jego niemniej subtelnie obserwował obyczaje, i oczy jego i umysł jego nosiły niezatarty ślad oschłości życia. Otóż wielki spokój, tajemnicza odnowa przychodziły mu obecnie stąd, że czuł się przeobrażony w istotę obcą ludzkości, ślepą, pozbawioną logiki, niemal w jakieś bajkowe fantastyczne zwierzę, stworzenie pojmujące świat jedynie słuchem. I kiedy w małej frazie szukał sensu, do którego jego inteligencja nie mogła się wedrzeć, jakież szczególne upojenie znajdował w tym, aby swoją najwewnętrzniejszą duszę odrzeć ze wszystkich elementów rozumowania i wprowadzić ją, samą, w korytarz, w mroczny filtr dźwięku”. **
I tak jak wspomnienie magdalenki wywołuje w bohaterze smak i czas dzieciństwa, poczucie bezpieczeństwa, spokój, bezgraniczną radość, ekstazę wspomnień, tak powyższy fragment wywołuje w autorce tego wpisu cudowne wspomnienie, kiedy jej cała egzystencja na chwilę stopiła się z muzyką i kiedy nic poza nią na całym świecie nie istniało.
A ten wpis tyle mówi o lekturze, co maleńki okruch zamoczonej w łyżeczce herbaty magdalenki. Ale smakowanie należy od czegoś zacząć, dlaczego by nie od pierwszego kęsa.
* str. 54 Wydawnictwo Kolekcja gazety wyborczej
** str 219 tamże

niedziela, 22 września 2013

Tristan 1946 - Maria Kuncewiczowa.



 
                  Akcja 'Tristana 1946 " toczy się głównie w Wielkiej Brytanii gdzie osiadali polscy emigranci nie mający możliwości powrotu po wojnie do kraju.

   Michał, dziecko rodziców,  których nie łączyła miłość,   pozbawiony czułej miłości matczynej, którą traktował jak przyjaciółkę a nie jak matkę, pozostawiony przez nią w 1939 roku w Polsce, w której zaczęła się okupacja Niemiecka,  przeżywa w zasadzie samotnie traumę wojny, powstania warszawskiego, śmierć ojca i jego kochanki  a później obozu.
Wszystko to odbija się negatywnie na jego psychice a traumatyczne wspomnienia, od których nie może się wyzwolić oraz jego egocentryzm sprawiają, że mimo wydawałoby się wielkiego uczucia jakim obdarza Kathleen, nie jest w stanie w związku z nią trwać i opuszcza ją wyjeżdżając za ocean.  A wskutek nieporozumień , które stają się ich udziałem nie potrafią już do siebie wrócić. 
 
Czytaj więcej na moim blogu.

sobota, 21 września 2013

Greta Minde - Theodore Fontane.

Napisana w 1880 roku przez Theodora Fontane "Greta Minde" traktowana jest jako nowelka miłosna.
Pewno dlatego, że osią tej opowiastki jest faktycznie, mająca tragiczny finał, miłość łącząca główną bohaterkę, tytułową Gretę i  niewiele od niej starszego Valtina. Nowela ta ukazuje jednakże również  szeroko tło i przyczyny   miłosnego dramatu, który rozegrał się w Marchii Brandenburskiej w XVI w. po wprowadzeniu w tym kraju protestantyzmu. Mieszkająca w niewielkiej miejscowości Tangermünde nastoletnia Greta, gdy ją poznajemy jest półsierotą,  córką Jakuba Minde, miejscowego, bardzo szanowanego  radnego, z drugiego małżeństwa. Dorasta bez matki, którą, Hiszpankę z pochodzenia i katoliczkę zabiła tęsknota za południem, a być może i nietolerancja protestanckiego środowiska, w którym po zamążpójściu przyszło jej żyć. Greta niezbyt lubiana przez surową i purytańską bratową, ledwie tolerowana przez przyrodniego brata jedyną ostoję ma w kochającym ją ojcu i niani. Jedynym przyjacielem jej zaś jest Valtain, z którym znają się od dzieciństwa. Ta przyjaźń z czasem zamienia się w głębsze uczucie, a Valtain jest jedynym człowiekiem, który po śmierci jej ojca daje jej poczucie bycia kochaną.



Czytaj więcej na moim blogu.

środa, 18 września 2013

Krzak gorejący - Sigrid Undset.

      W pierwszej części  cyklu Nadzieja , "Gymnadeni", Paul  Selmer z głową pełną ideałów i mrzonek  wkracza w dorosłe życie. Przeżywa pierwszą, niespełnioną miłość i zakłada rodzinę, żeniąc się z młodziutką Bjorg. Rezygnuje z marzeń o geologii i staje się handlowcem. Zostaje po raz pierwszy ojcem i wchodzi w coraz większą zażyłość duchową z Bogiem,  skłaniając się coraz bardziej  ku katolicyzmowi.

Druga część cyklu ,"Krzak gorejący",  ukazuje dalsze losy  Paula i jego już czteroosobowej rodziny , na tle zarysowujących się zmian, do jakich dochodzi w trakcie i po wojnie.

Podczas toczącej się na kontynencie europejskim wojny Norwegia , która pozostaje neutralna przeżywa czas prosperity, również Paulowi , który zarabia na wojnie powodzi się dobrze lecz z czasem sytuacja zmienia się na niekorzyść, wychodzi ze spółki trondhjemskiej, przejmuje zakład obróbki steatytu w dolinie Goudbrand, i  przenosi się z rodziną z Trondhjem  do Kristianii.


Czytaj więcej na moim blogu.

Gymnadenia - Sigrid Undset.


Od wielu lat posiadam w swoim zbiorze książek powieść  Sigrid Undset "Krzak gorejący". Dawno temu podjęłam pierwszą próbę zmierzenia się z nią ,ale
źródło
           niestety nieudaną. Książka nie wciągnęła mnie lub inaczej mówiąc nie byłam jeszcze gotowa do czytania takiej literatury.

             Kiedy postanowiłam przeczytać ją  wcześniej zapoznałam się z notą od wydawcy i dowiedziałam się, że jest to druga część cyklu Nadzieja,  a cały cykl składa się z "Gymnadeni" i właśnie "Krzaka gorejącego"
Skompletowałam więc go poprzez dokupienie "Gymnadeni" i dopiero wtedy przystąpiłam do czytania.



Wydawnictwo Pax - 1972 rok
     Bohaterem obydwu książek jest Paul Selmer, a akcja "Gymnadeni" dzieje się  w  okresie od 1905  roku , w którym to roku ojczyzna Paula , Norwegia,   odzyskała niepodległość  do 1914, czyli do wybuchu I wojny światowej.
    Gdy  poznajemy Paula jest młodzieńcem, który kończy szkołę i marzy  o tym by zostać geologiem.Tu wtrącę, że geologiem był ojciec Sigrid Undset. `
    Paul wychowujący się na wsi, w domu, który stworzyła jemu i jego trojgu rodzeństwa  matka,  jest silnie związany z naturą stąd w książce pojawia się wiele pięknych  opisów  przyrody i krajobrazów Norwegii zmieniających  się wraz ze zmianami pór roku.
   Nad wyraz dojrzały, jak na swój wiek, już   będąc w szkole średniej postanawia  się usamodzielnić i przeprowadza się z Linlokka do Kristianii. W tym czasie zmieniając mieszkanie trafia do rodziny Gotaasów, którzy są katolikami i decyduje się  zamieszkać u nich co  wówczas, gdy w Norwegii religią wyznawaną i uznawaną był protestantyzm, a katolicy byli traktowani jak sekta, było sporą odwagą. Paul sam wychowany w klimacie obojętności religijnej uznaje się za niewierzącego. Poznanie rodziny Gotaasów sprawia jednakże , że przyglądając się ich dobremu, spokojnemu życiu, które uważa  jest wynikiem wiary, jaką wyznają  zaczyna po raz pierwszy myśleć o zbliżeniu się do tej religii i  coraz więcej w jego życiu zaczyna zajmować szukanie drogi do Boga.


Wiecej czytaj na moim blogu.

Gosta Berling - Selma Lagerlof o szalonym proboszczu.

źródło
              "Selma Lagerlof,  Noblistka z 1909 roku żyła w latach 1858-1940.Jej ojczyzną była Varmlandia. Folklor tego regionu, życie klasy ziemiańskiej na początku XIX wieku stanowią tło jej pierwszej powieści "Gosta Berling"(1891). Wątki baśniowe, liryzm sag, stylizowane stare opowieści i anegdoty przeplatają się tu z opisami obyczajów wymierającej klasy społecznej, z uwielbieniem dla przeszłości i dla osobowości bohaterów. Bezczasowość poruszanych w utworze problemów ogólnoludzkich oraz oryginalność ich literackiej prezentacji stanowią o aktualności i urzekającej atmosferze powieści tak bardzo prostej i poetycko pięknej." - tyle z załączonej noty do książki.


         Moja książka   wydana w 1974 roku w Serii Dzieł Pisarzy Skandynawskich przez Wydawnictwo Poznańskie przeleżała w biblioteczce wiele lat. Podchodziłam do niej pewno ze dwa razy i odkładałam. Musiałam po prostu dojrzeć do tego by ją przeczytać i teraz postanowiłam po nią sięgnąć w ramach aż trzech wyzwań czytelniczych. I zgadzam się z tym co wyżej przytoczyłam; powieść jest niezwykła, urzekająca swą liryką i baśniowością oraz  poetyckim  pięknem .
       Nie zgadzam się  jednak z tym co przeczytałam  na portalu lubimy czytać, że jest to książka dla dzieci i dorosłych. Owszem, konwencja  w jakiej została napisana  sprawia, że czyta się ją jak zbiór baśniowych opowieści, ale tematyka w nich poruszana  i język jakim zostały napisane  z pewnością dla dzieci byłyby zbyt trudne .
      Na książkę składa się  wstęp, w którym pisarka prezentuje nam jej głównego bohatera, czyli Gostę Berlinga, proboszcza pewnej parafii w jakiejś zapadłej gminie zachodniej Varmlandii. Proboszcz ten nie sprostał swoim obowiązkom w trudnej pod wieloma  względami parafii, rozpił się, hulał z kompanami, niedbale wykonywał lub wcale nie wykonywał swoich obowiązków wskutek czego, mając świadomość, że zostanie usunięty z parafii przez biskupa, sam ją opuścił. W ten sposób stał się wyrzutkiem społecznym, taki bowiem los czekał w tamtych czasach w Szwecji wypędzonego księdza.




Czytaj więcej na moim blogu.

Mój wstęp i powitanie - Anna Gut/natanna/.



    Witam ciepło i serdecznie wszystkie osoby współprowadzące ten blog. Miło mi, że znalazłam się w gronie kochających czytać klasykę.
Moje czytanie w ogóle zaczęło się mnóstwo lat temu, gdyż na początku drugiej połowy ubiegłego stulecia.
Czytanie literatury klasycznej zaczęłam w liceum, a może już w siódmej klasie szkoły podstawowej  / byłam ostatnim rocznikiem kończącym szkołę podstawową na klasie siódmej / i czytam ją nie przerwanie do dzisiaj. Nie jestem w stanie zliczyć książek, które przeczytałam ani przypomnieć sobie ich tytułów. Odkąd zaczęłam prowadzić blog pisarze i  tytuły zaczynają  wychylać się z mroków niepamięci. I wówczas przypominam sobie : to czytałam, tego pisarza przecież już znam tylko nie wszystkie jego książki i cieszę się za równo tymi przeczytanymi jak i tym ile jeszcze mnie czeka czytania. Oczywiście to dotyczy klasyki.
Z zaprezentowanej listy znam i czytałam oczywiście bardzo dużo autorów i ich powieści, nie będę ich tu wymieniać, gdyż byłaby to spora lista.
     Blog prowadzę od półtora roku i na nim już umieściłam kilka pozycji z klasyki, które i tu zamieszczę.
A moje plany to powroty do czytanych pozycji i czytanie tych klasyków, których mało znam lub nie znam .
Obecnie czytam książki Archibalda J. Cronina, ale myślę o Steinbecku o naszym Żeromskim i o Tołstoju i tak dalej i tak dalej.