sobota, 13 lutego 2016

"Królowa Margot" Aleksander Dumas

tytuł oryginału: La Reine Margot
tłumaczenie: ???
data wydania: 2009
data wydania oryginału: 1845
liczba stron: 600






Na moim blogu opinia o książce i o filmie-> http://zaczytana-w-chmurach.blogspot.com/2016/02/krolowa-margot-aleksander-dumas-i.html


        Z książkami Dumasa (ojca) miałam już do czynienia przy okazji lektury Hrabiego Monte Christo. Ta powieść pozostawiła po sobie dobre wrażenie. Mam na swojej półeczce Trzech muszkieterów, jednak z jakiegoś powodu nie potrafię po nich sięgnąć, natomiast Królowa Margot nie musiała tak długo czekać.

        Fabuła powieści Dumasa skupia się wokół intryg knutych na dworze francuskim, a jest ich naprawdę sporo. Wręcz intryga goni intrygę, przygoda przygodę i to napędza akcję Królowej Margot. Powieść jest oparta na prawdziwych wydarzeniach.
Głównym bohaterem jest Henryk Burbon, który dopiero co poślubił tytułową Małgorzatę, siostrę obecnego króla. Królowa-matka, Katarzyna de Medici, obawia się o to, że Henryk tylko czyha na tron francuski i próbuje wyeliminować znienawidzonego szwagra. Spiskuje także sam król, Karol IX, jego brat, książę Franciszek d‘Alencon, a i Henryk
z żoną nie pozostają im dłużni.
W sieć intryg zostają także wplątani dwaj szlachcice- Lerac de La Mole i Annibal de Coconnas. Akcja rozciągnięta jest na ponad dwa lata.
Jest to typowa powieść płaszcza i szpady.

        Sam początek książki wywarł na mnie bardzo złe wrażenie. Oto przypatrujemy się rzezi hugenotów, dosyć osobliwie opisanej, a już po tych słowach naszła mnie jedna refleksja...

Później już w miarę zatraciłam się w powieści (ta cała rzeź z początku mi to oczywiście uniemożliwiła), ale nadal byłam niezadowolona. Jednak w końcu zrozumiałam, że to jest książka z pierwszej połowy XIX wieku i należy na nią patrzeć w zupełnie oddzielnych kategoriach. Wtedy z kolei zaczęłam ją traktować jako zabawną opowiastkę... Zdaję sobie sprawę, że było to dość niepoważne jak na wydarzenia się w niej rozgrywające, zwłaszcza pod koniec.

         Także zupełnie dystansując się do książki- jest to całkiem zajmująca powieść, która zapewni rozrywkę na kilka ładnych godzin i nie znudzi. Nie ma czasu na nudę, ponieważ ciągle coś się dzieje. Mamy tutaj pojedynki na śmierć
i życie, miłosne wyznania, knowania, trucicieli, spiski i tajemnice. Coś co cechuje dobrą przygodówkę. Są to cechy, które sprawią, że na pewno spodoba się miłośnikom gatunku i niejednego wciągnie.

        Niestety muszę przyznać, że nie spodobała mi się Królowa Margot. Jednak, mimo że nie czytałam jej
z przyjemnością, nie mogę znowuż stwierdzić, że była beznadziejna. Po prostu książka wydała mi się bardziej zabawna niż przejmująca, do tego do bólu przewidywalna, a także po prostu zbyt grzeczna... ;)

        W tym samym czasie La Mole tłumaczył z Małgorzatą idyllę Teokryta, a Coconnas,
udając, że jest Grekiem, pił z Henrietą syrakuzańskie wino.
-schadzka kochanków


Tu oczywiście biorę pod uwagę z jakich czasów pochodzi owa książka i że romans królowej sam w sobie wywoływał zapewne wypieki na policzkach wielu panien, a co dopiero gorące miłosne wyznania.
        Ba, przewidywalność to jedno zmartwienie, drugie to naiwność i naciąganie, bo coraz to nowe niebezpieczeństwa czyhają na postacie z książki, ale trzeba ciągnąć akcję dalej, wciąż z tymi samymi bohaterami. Chociaż Dumas i tak trochę mnie zaskoczył na końcu, jednak do ostatnich stron spodziewałam się, że bohaterowie powstaną z grobu- taki właśnie klimat!

        Królową Margot potraktowałam podczas lektury z przymrużeniem oka, niemal jako komedyjkę... Moja postawa wzięła się zapewne stąd, że jeśli bym jej tak nie potraktowała to pewnie pożałowałabym czasu jaki straciłam na przeczytanie.
Rozważałam przez chwilę ponowną lekturę, być może odebrałabym ją wtedy inaczej... Ale monotonność akcji skutecznie mnie zniechęca, nie sądzę bym ujrzała nagle wartość tej książki. Jak już pisałam jeśli miałabym polecić to jedynie fanom przygodówek z tych czasów i oczywiście fanom Dumasa.

wtorek, 9 lutego 2016

"Gród nad jeziorem" Zofia Kossak

Czasy liczone jako te przed naszą erą...Prasłowiański gród zagubiony, schowany gdzieś w nieprzebytej puszczy. A w nim chaty upchnięte wzdłuż dróg, w każdej z nich palenisko, legowisko dla licznej rodziny. Wspaniała opowieść o korzeniach państwa Polskiego. Autorka bardzo wnikliwie analizuje fakty historyczne. Opisuje z niesamowitymi szczegółami zwyczaje, wierzenia, styl życia Słowian. A w to wszystko wpleciona jest ciekawa akcja. Przybycie kupców-wydarzenie, jakie miało miejsce raz na kilka lat! Jedyne okno na świat dla mieszkańców grodu, a jednak okno mocno zamglone, gdyż dziwni kupcy mówią innym, niezrozumiałym językiem, wymiany towarów można dokonywać jedynie za pomocą gestów...Przy okazji opisu tego wydarzenia Autorka nakreśliła obraz ówczesnej sytuacji w Europie i na świecie-mężczyźni rozmawiają o sytuacji w starożytnej Grecji, Rzymie czy Babilonie. Najazd Obcych-próba ich wytropienia, potem oblężenie grodu, obrona, głód, śmierć...I miłość, tak uboga wtedy w gesty, słowa, a jednak szczera i oddana.
Bardzo podobały mi się opisy słowiańskich wierzeń, zabobonów i rytuałów. Każda czynność, wydarzenie powinny być poprzedzone odpowiednimi krokami, by przebłagać bóstwa, nie rozgniewać innych czy nie ściągnąć sobie na kark np. topielicy! Obrządek Dziadów opisany ze szczegółami-czyta się z zapartym tchem, wręcz czuje się na plecach zimny oddech przybyłych zmarłych.
I portrety postaci-również zachwycające. Hojny gospodarz, który kupuje córce i żonie świecidełka czy skąpy ojciec, który za pas z klamrą sprzedaje do niewoli swą córkę. Odważny Miłosz, którego nowoczesne poglądy pchają ku przygodzie, ku poznawaniu świata. I skostniała w swych poglądach Rada Starszych, która wierząc tylko w znaki a nie w słowa sprowadza na gród nieszczęście. Niesamowite studium psychologiczne, relacje między ludźmi, w sumie zbliżone w tych najgłębszych, emocjonalnych pokładach do dzisiejszych, mimo różniących nas tysięcy lat.
Powieść powstała w talach 30-tych ubiegłego wieku, w czasie wykopalisk w Biskupinie, co niewątpliwie miało wpływ na jej charakter. Chylę czoła przed wiedzą historyczną Autorki!
Z założenia odbiorcą powieści miała być młodzież jednak wcale się z tym nie zgadzam! Na pewno będzie się dobrze czytało także całkiem dorosłemu czytelnikowi.
Notka ukazała się również na moim blogu.

poniedziałek, 8 lutego 2016

Marie jego życia (o kobietach w życiu Sienkiewicza) Barbara Wachowicz

Kobiety w życiu artysty to temat ciekawy, w życiu pisarza arcyciekawy. Zwłaszcza, jeśli pisarz związany był z wieloma. Co prawda pięć Marii w życiu Sienkiewicza w dzisiejszych czasach to zaledwie pięć, w czasach jemu współczesnych to aż pięć, zważywszy, że trzy z nich zostały jego żonami. Czy zatem miał szczęście w miłości, czy raczej pecha nasz pierwszy noblista.
Na przeszkodzie zawarcia związku z pierwszą Marią (Kellerówną) stanęli rodzice, którym nie odpowiadała pozycja społeczna debiutującego literata, śmiałość (a może odmienność) poglądów, a także podejrzenie „związku” z aktorką Heleną Modrzejewską. 
Drugą Marię (z Szetkiewiczów) co prawda poślubił, ale szczęście trwało krótko. Wątłego zdrowia Marynia obdarzywszy go dwójką dzieci poważnie się rozchorowała i po kilkunastu miesiącach zagranicznych kuracji obumarła go nieboga. 
Trzecia Maria (Romanowska – Wołodkowiczowa) za sprawą swej przybranej matki ściągnęła na znanego już pisarza odium skandalu porzucając w sześć tygodni po ślubie. 
Czwarta Maria (Radziejowska) sama nie bardzo wiedziała, czego pragnie, najpierw unikając pisarza, a kiedy zdała sobie sprawę ze swoich uczuć On był już zajęty inną. 
I w końcu piąta Maria (Babska) daleka kuzynka stała się wierną towarzyszką ostatnich lat życia pisarza, zapewniając mu oparcie i będąc podporą, wierną towarzyszką życia, opiekunką jego dzieci, gospodynią w Oblęgorku. 
Czy zatem można powiedzieć, iż pisarz miał pecha lokując swe uczucia tak niefortunnie. Wszak wszystkie (może poza Romanowską, pierwowzorem Linettki Castelli z Rodziny Połanieckich) darzyły go uczuciem. 
Tyle, że na przeszkodzie tych uczuć stawali a to rodzice, a to choroba, a to niezrównoważenie panny. 
Pani Barbara która pisarza darzy wręcz uwielbieniem ubolewa, że nie trafiła mu się miłość wielka i romantyczna, miłość, jaka stała się udziałem jego literackich bohaterów; Kmicica i Oleńki, Petroniusza i Eunice, Marka Winicjusza i Liwii, czy choćby Połanieckiego i Maryni. 
Książka powstała w wyniku analizy listów, pamiętników oraz wspomnień członków rodziny Sienkiewicza, przyjaciół oraz krewnych jego wybranek serca. Wiele tu ciekawostek, odniesień do literackich bohaterów, trochę historii. Trzeba docenić dociekliwość autorki w poszukiwaniu źródeł. Czytało mi się dobrze, aczkolwiek nie tak dobrze, jak Czas nasturcji. Być może z powodu sposobu wplatania cytatów w treść fabuły, w taki sposób, że trudno było mi oddzielić gdzie kończy się cytat, a gdzie zaczyna treść. Może też dlatego, że cytaty pozbawione są przypisów. Zauważyłam też niekonsekwencję w stosowaniu obcojęzycznych zwrotów, niektóre zostały przetłumaczone na polski, inne pozostały wyłącznie w oryginalnej wersji językowej. Ale to taka drobna przeszkoda, bowiem książkę (ok. 400 stron) przeczytałam w dwa dni. 
Tym, co raziło mnie w osobie pisarza były zdrobnienia. Sienkiewicz miał denerwującą manierę stosowania zdrobnień; pełno tu kociątek, rączętek, nóżynieczek, pyszczeczków i innych niuniunieczków. 
Pomiędzy opisem uczuć (listy pisarza pełne wspomnianych wyżej spieszczeń) odnajdujemy informacje na temat; początków literackiej kariery, licznych podróży, funduszu im. Maryni na rzecz zagrożonych chorobą piersiową artystów, jego stosunku do Ojczyzny, odbioru nagrody Nobla. To one wzbudziły moje największe zainteresowanie, ale to uczucia i ich adresatki są głównym tematem książki. 
Największą sympatią autorki cieszy się pierwsza żona pisarza. 
Bez niej nie mielibyśmy może ani Ogniem i mieczem, ani Potopu, bo ich autorowi przyzwyczajonemu dotychczas do kilkunastu fejletonowych nowelek, zbrakłoby wytrwałości do napisania obszerniejszych rozmiarów powieści. Ona przytłumiła w nim tę pesymistyczną nutę, która dźwięczała zawsze trochę rozpaczliwie we wszystkich jego poprzednich utworach, ona rozpogodziła ten umysł, co zbyt czarno zaczął już na świat patrzeć: ona była największym na ziemi jego uczuciem, przyjaciółką, powiernicą, doradczynią, krytykiem i jedyną osobą, o której sąd i zadowolenie dbał istotnie (pisze za Antonim Zalewskim Str.197 Marie jego życia Wydawnictwo literackie Kraków 1973 r. wydanie II).
Ze wszystkich pięciu Marii najbardziej interesująca wydaje się druga żona pisarza. Intrygujące są motywy, jakimi kierowała się decydując się na małżeństwo, a następnie ucieczkę od męża podczas miodowego miesiąca. 
Cytując jej syna z drugiego małżeństwa nie odnajdujemy wyjaśnienia:
Jeszcze sześć lat przed ,śmiercią matka zapytana o Sienkiewicza mówiła o nim z wielkim uznaniem. Że genialny pisarz, wielki patriota i prawdziwy gentelman. Zapytałem;- Dlaczego wyszłaś za niego? Dla pieniędzy? Dla sławy? – Zaprzeczyła gorąco; Nigdy w życiu. (Str. 270) 
Może podobnie, jak Linettka Castelli była ona bezwolną marionetką w ręku swej opiekunki.
Sienkiewicz nie miał szczęścia w miłości (jedną stracił zbyt szybko, inną odnalazł zbyt późno), ale to one były jego natchnieniem i to także im zawdzięczamy Trylogię, Rodzinę Połanieckich, Quo vadis, Krzyżaków. 
Recenzję po raz pierwszy zamieściłam na moim blogu Moje podróże.  Na prośbę maniczytania (naszej gospodyni) zamieszczam i tutaj, w związku z tym, iż w bieżącym roku przypada setna rocznica śmierci naszego pierwszego noblisty, więc dobrze byłoby poznać go nieco lepiej. 

czwartek, 28 stycznia 2016

Duma i uprzedzenie

Dzisiejszy post dedykuję mojej ulubionej pisarce, której każda powieść jest dla mnie magiczna i pozostanie w mym sercu do końca życia. Chodzi oczywiście o Jane Austen, której życie już dawno przeszło do historii, ale proza wciąż działa na miliony czytelników na całym świecie. Data publikacji tego posta nie jest przypadkowa. Dzisiaj mamy 203 rocznicę pierwszego wydania mojej ulubionej książki, czyli ,,Dumy i uprzedzenia" autorstwa Jana Austen.

Jane Austen
Książka ukazała się 28 stycznia 1813 roku. Angielska pisarka wydała powieść pod pseudonimem ,,A Lady" (Pewna dama). Musiała zachować anonimowość, ponieważ w tamtych czasach jako kobieta autorka była narażona na wiele nieprzyjemności. Choć Jane Austen nie mogła podpisać się pod swoją powieścią, dzisiaj jest jedną z najbardziej popularnych  pisarek w Wielkiej Brytanii, a ,,Duma i uprzedzenie" jest drugą najchętniej czytaną książką na wyspach. Powieść zajmuje również pierwsze miejsce na liście BBC.
Okładka książki
Państwo Bennet wraz z pięcioma córkami mieszkają w niewielkim angielskim miasteczku. Pewnego razu do posiadłości w sąsiedztwie przybywa bogaty Charles Bingley. Jesteśmy w czasach, w których małżeństwo jest miarą życiowego sukcesu kobiety. Nowy sąsiad od razu wzbudza zainteresowanie pani Bennet, której celem jest dobrze wydać córki za mąż, a skoro jest ich pięć nie jest to prostym zadaniem. Po długich namowach żony ojciec młodych panien udaje się z wizytą do sąsiada. W końcu rodzina... Czytaj dalej

środa, 27 stycznia 2016

"Cudzoziemka" Maria Kuncewiczowa

To powieść-portret. Obraz kobiety nieszczęśliwej przez całe swoje życie. Córka polskiego emigranta, wychowana w Rosji. W dzieciństwie wyrwana z bezpiecznego rodzinnego domu przez ciotkę. Długo nie czuła się dobrze w Polsce. Utalentowana muzycznie, a jednak ukierunkowana w stronę, która nie dawała jej satysfakcji.  Odrzucona przez największą i jedyną miłość swojego życia. To przez Michała nigdy nie zaznała szczęścia w małżeństwie. To przez tego mężczyznę, który mamił ją czułymi gestami i słowami, a potem na żonę wybrał inną - całe życie karała siebie i innych. Żal i smutek odrzucenia spowodowały, że mściła się na najbliższych, nienawidziła ich i siebie. Sama sobie nie dawała prawa do szczęścia. Zawsze i wszędzie czuła się obca, żadnego miejsca nie mogła nazwać swoim, z żadnym się nie identyfikowała, nie zżywała. Wszędzie była cudzoziemką...
Powieść jest wspaniałym studium psychologicznym. Autorka dokładnie opisuje odczucia, nastroje zarówno Róży, jak i jej męża czy dzieci. Każde z nich żyło w cieniu i pod wpływem przeszłości matki i żony.
Przyznam, że lektura momentami mnie męczyła, po pierwsze formą (bardzo długie, kilkulinijkowe zdania) jak i zachowaniami bohaterki. Bo Róża irytuje. Mimo chęci zrozumienia, nie potrafiłam zaakceptować jej sposobu odnoszenia się do męża i córki. Jedynie synów, i tego zmarłego w dzieciństwie, i tego żyjącego, wciąż uwielbiała, kochała i gloryfikowała, mamiąc się myślą, że - podobni z urody do niej - mogliby być dziećmi jej i Michała....Wierzyła, że ukochany syn pomoże jej przenieść się do innego świata, zaznać życia, które było tylko daleką mrzonką, spełnić marzenia i ambicje. To w sumie smutna opowieść o tym, jak można zmarnować swoje życie. Mimo, że koniec życia Róży przyniósł ostatecznie pojednanie, nazwanie uczuć po imieniu, to jednak pozostaje gorycz tych wszystkich lat, które upłynęły w smutku, rozczarowaniu i gniewie...
Notka ukazała się również na moim blogu.

niedziela, 17 stycznia 2016

Noc w Lizbonie E.M.Remarque

Rok wydania 1974 - tł. Aleksander Matuszyn 
Książek Remarqua przeczytałam kilka. Lubię jego prozę, za jej mroczny, niepokojący klimat, prosty, oszczędny język, choć muszę przyznać, że zdarzają mu się banalne wtręty, ale przymykam na nie oko. Remarque pisał o tym, co znał najlepiej. Był niemieckim uchodźcą który na skutek nagonki nazistowskich władz emigrował najpierw do Szwajcarii, potem za Ocean. 
Lizbona, oświetlony tysiącami świateł port to ostatni skrawek nadziei dla uciekinierów z Europy. Niestety już następnego dnia Lizbona ma się pogrążyć w ciemności; tego dnia odpłynie ostatni statek do Ameryki, ziemi obiecanej wszystkich wygnańców. 
Zdesperowany bohater, niemiecki uciekinier, przeciwnik totalitarnego systemu, chcąc uchronić życie (swoje i żony) poszukuje sposobu wyrwania się z ogarniętej wojną Europy i dostania się na statek, który przewiezie go za ocean. Niestety nie ma ani pieniędzy, ani dokumentów, a dostanie biletów graniczy z cudem. Kiedy przegrawszy ostatnie grosze w kasynie traci już wszelką nadzieję, spotyka mężczyznę, który proponuje przepustkę do życia (bilety na statek wraz z dokumentami); ma tylko jedną prośbę; potrzebuje towarzystwa na tę ostatnią noc, chce coś ocalić, coś niebagatelnego; pamięć o swojej żonie. Mężczyzna posługujący się cudzą tożsamością (Schwarz) w ciągu tej ostatniej nocy opowiada historię życia. Opowiada o tym, jak bezskutecznie poszukiwał azylu, opowiada o pobytach w więzieniach, obozach, ucieczkach, o tęsknocie do żony, niebezpiecznych powrotach i wreszcie o jej śmierci. Opowiada sugestywnie. Za wszelką cenę chce, aby jego opowieść wryła się mocno w pamięć jego współtowarzysza, bo wie, iż sam ją szybko zapomni. Miota się w domysłach, wątpliwościach, chce zostać zrozumiany i zrozumieć sam to co przeżył. Zastanawia się czy był kochany, czy tylko użyteczny, czy uszczęśliwił żonę, czy też ją zabił. 
… moja pamięć będzie usiłowała zniszczyć wspomnienie. Zostanie ono rozczłonkowane, rozdrobnione, zatarte i sfałszowane, a w końcu stanie się znośne i niebezpieczne. Już po kilku tygodniach nie potrafiłbym opowiedzieć panu, tego, co opowiedziałem panu dzisiejszej nocy. Dlatego właśnie zwróciłem się do pana, żeby pan mnie wysłuchał! Pan zachowa to niespaczone, ponieważ dla pana nie jest niebezpieczne. Musi się przecież gdzieś zachować…. 
Schwarz przeżywszy piekło będące udziałem wszystkich uchodźców z faszystowskich Niemiec staje się oschły i obojętny, tylko jedna rzecz trzyma go przy życiu; miłość do żony, której, jak się okazuje prawie wcale nie znał. Odkrywając kolejne jej tajemnice coraz bardziej oddala się od niej. Swoją opowieścią przytłacza słuchacza, który zgodnie z jego przekonaniem nie będzie się umiał wyzwolić z tej opowieści, zabierając obraz Ruth do Ameryki i wszędzie tam, gdzie się kiedykolwiek uda. 
Pogrążająca się w ciemnościach Lizbona 

Remarque podobnie, jak w innych powieściach nie szczędzi swoim bohaterom cierpień i traumy, ale też taki był los setek a może tysięcy podobnych Schwarcowi czy Ravikowi (z Łuku Triumfalnego). I opowiada te historie tak wzruszająco, iż stajemy się nie tylko ich obserwatorami, ale i współuczestnikami. To kolejna opowieść o samotności i wyobcowaniu, bo kto w ogarniętej wojną Europie wywołanej przez hitlerowskie Niemcy będzie współczuł uciekającym przed reżimem jego przeciwnikom. Autor potrafi fantastycznie oddać nastrój grozy, strachu, niepewności, beznadziei, nastrój, w jakim znajduje się osaczone przez polujących nań zwierzę, bo tak czuli się jego bohaterowie. 
Opowieść jest przejmująca i smutna, choć mimo wszystko niesie nadzieję. 
Momentami raził mnie język autora, ale podejrzewam, że to kwestia tłumaczenia, bowiem we wcześniej czytanych książkach Remarque nie miałam takich zastrzeżeń. Tutaj chwilami brzmiał chropawo i zmuszał do ponownego odczytania jakiegoś zdania czy dialogu. Nie mniej jednak to książka warta przeczytania. 
Niestety dzisiaj, w pogrążonej w ciemności Europie ta opowieść przejmuje chyba większą grozą niż jeszcze kilka lat temu.
Książkę przeczytałam w ramach stosikowego losowania u Anny.
Wpis po raz pierwszy zamieściłam na blogu Moje podróże.

czwartek, 14 stycznia 2016

"A lasy wiecznie śpiewają" Trygve Gulbranssen

Bardzo lubię literaturę norweską. Marzę, by stanąć na fiordach i odetchnąć mroźnym, świeżym powietrzem. Toteż gdy przeczytałam świetne recenzje powieści "A lasy wiecznie śpiewają", zobaczyłam jej wysokie notowania w internecie, zerknęłam na magiczną okładkę-bardzo chciałam ją przeczytać. Jakaż była ma radość, gdy na bibliotecznej półce stał jeden opasły egzemplarz zawierający oba tomy sagi! Oczywiście otworzyłam ją gdy tylko dotarłam do domu! I...mój zachwyt jakoś zmalał po 50 stronach, by potem z każdą przewracaną z nadzieją kartką jeszcze się kurczyć...
Saga opowiada dzieje norweskiego rodu, mieszkającego w lasach dalekiej Północy w XIX wieku. Poznajemy twardych ludzi, głównie mężczyzn, zmagających się z surową naturą i własnymi porywczymi charakterami. Głównym bohaterem jest Dag, początkowo młodzieniec, który nagle zostaje sam i musi zacząć gospodarować majątkiem zostawionym przez przodków. Wraz z upływem czasu sprowadza do domu żonę, zostaje ojcem, jest niezaprzeczalnie nestorem rodu i głową rodziny. Wiedzie spory z wrogo nastawionymi mieszkańcami okolicznych osad, stara się pomnażać majątek i okiełznać przyrodę.
Tłem opisywanych wydarzeń ma być dzika natura Norwegii. Jednak jak dla mnie jest jej mało, za mało! Poza tym przedstawiona jest urywkowo, brak opisom malowniczości, która by porywała.
Autor sporo miejsca poświęca opisom warunków, w jakich mieszkali wtedy ludzie, strojom, zwyczajom.
Jedynie portretom bohaterów niewiele mogę zarzucić. Są surowi, zamknięci w sobie, mężczyźni - twardzi, bezkompromisowi i porywczy, kobiety - zaradne, gospodarne i harde. Jak przystało na prawdziwych potomków Wikingów.
Powieść mnie zmęczyła, znudziła. Bardzo się dłużyła. Akcja nabierała tempa dosłownie na chwilkę, by wracać na utarte, powolne i mdławe tory. Zabrakło mi szczegółów, które pomogłyby zanurzyć się w życiu bohaterów, opisów, które pozwoliłyby lepiej wyobrazić sobie przedstawiany świat. Miałam wrażenie, jakbym czytała dzieło w punktach, których Autor dość często zapomniał rozwinąć.
Ogólnie spodziewałam się dużo więcej...
Notka ukazała się również na moim blogu.