Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uczestnik - prowincjonalna nauczycielka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uczestnik - prowincjonalna nauczycielka. Pokaż wszystkie posty

sobota, 14 stycznia 2012

Elizabeth Gaskell. Północ i południe.


Wydane przez
Wydawnictwo Świat Książki

Z porównywaniem książek do innych książek jest zawsze problem. Na okładce powieści "Północ i południe" podsunięto aż trzy skojarzenia. Gdybym miała zatrzymać się na przywołanym nazwisku Jane Austen nigdy, przenigdy nie sięgnęłabym po książkę Gaskell. To, iż na okładce pojawia się nazwieko sióstr Bronte zrobiło mi nadzieję na dobrą literaturę, a ukryte na tyle książki hasło o podobieństwo do "Ziemi obiecanej" zapewniło o trafieniu w dziesiątkę w doborze lektury.

Margaret Hale, córka pastora i mającej pretensje do lepszego życia kobiety, dorasta w Helston, niewielkiej, nieco sennej i cudownie naturalnej mieścinie na południu Anglii. Skutkiem decyzji głowy rodziny życie Margaret zmienia się - wraz z rodzicami przeprowadza się na północ, do fabrycznego Milton.

Nowe miejsce, nowe obyczaje, a także nowe obowiązki i nowi znajomi. Dziewczyna ze zdumieniem dostrzega jak wielki rozdźwięk istnieje między robotnikami a fabrykantami, jak bardzo jedna grupa nie pojmuje interesów drugiej.  Margaret, mając okazję znać przedstawicieli obydwu grup przechodzi błyskawiczny kurs życia w północnej części kraju, a osobiste tragedie czynią ją dojrzalszą i odporniejszą na panującą w salonach londyńskich dam.

Poddałam się urokowi dziewiętnastowiecznej Anglii, świata już minionego, który rządził się konwenansami, świata pełnego emocji, w którym słowo wiele znaczyło, a namiętności ukrywały się pod panieńskimi rumieńcami.

Doskonała lektura:-)

P.S. To dopiero moja druga lektura; aż mi wstyd.

wtorek, 21 września 2010

Bruno Schulz. Opowiadania, eseje, listy.


Twórczość Bruno Schulza wielbię, sławię i poważam. Aż dziw, że dotychczas o nim nie pisałam na blogu. Porywa mnie magia jego słów, bogate w ornamenty zdania, plastyczność i melodia. Gdy czytam Schulza świat wokół mnie spowalnia, nabiera innych niż dotychczas barw, otula się w mgły i rosy, a ja sama nabieram łagodniejszych myśli, moje oczy przesuwają się wolniej po literach, składają je w myśli w słowa, pozwalają się smakować, zachwycać, poczuć.


Ciąg dalszy...

poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Powrót do klasyki

Na wieść o nowym wyzwaniu, zamyśliłam się robiąc przegląd tego, co czytam. Owszem, biorąc udział w różnych wyzwaniach sięgam po książki wydane kilkanaście lub kilkadziesiąt lat temu, ale ze wstydem przyznaję, że zdarza mi się to sporadycznie. Lektury dobieram tak, by czytać literaturę współczesną. Z takich wniosków wysuwają się kolejne - trzeba zdecydować się na wyzwanie i odnowić znajomość z klasyką. Na własne potrzeby uznaję za klasykę literatury popularnej tę literaturę, która powstała w XIX wieku i w pierwszej połowie wieku XX.

Plany jakie przed Wami roztoczę są bliższe liście marzeń niż obowiązkowej liście lektur.

Chciałabym wrócić do Balzaka, którego pisanie uwielbiam (i nawet kiedyś miałam ambitny plan, by zgromadzić jego dzieła). Jako, że na półce mam "Pięć tygodni w balonie" Juliusza Verne, chciałabym znajomość i z tym panem odświeżyć. Chcę spróbować "Szkoły uczuć" Flauberta, rozważę lekturę Maupassanta i obowiązkowo - a jednak - wrócę do Zoli.

Poczytam coś jednej z sióstr Bronte (i książkę o nich), "Koniec rozdziału" Galsworthy'ego, Grahama Greene'a, "Królewicza i żebraka" Marta Twaina, coś Raymonda Chandlera. 

Jako, że znam dobrze literaturę polską zamieszczaną na wszelakich listach lektur, sięgnąć chcę po książki mniej znane (ale też nie tak do końca). Sprawdzę jak dziś czytałoby mi się powieści Marii Rodziewiczówny, sięgnę po coś Żeromskiego, co jest mniej oczywiste niż "Przedwiośnie", czy "Siłaczka". Chciałabym również sięgnąć po Tuwima, Makuszyńskiego (ale w wersji dla dorosłych). Nie odmówię sobie przyjemności powrotu do prozy Schulza i do utworów Wańkowicza.