Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dołęga-Mostowicz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dołęga-Mostowicz. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 marca 2016

Tadeusz Dołęga - Mostowicz, Znachor.



Wstyd się przyznać, ale aż do tej pory nie czytałam książki Tadeusza Dołęgi – Mostowicza, na podstawie, której w 1981 roku powstał kultowy – jak dla mnie – film. To jedna z tych ekranizacji, którą oglądałam już wielokrotnie, do której zawsze z wielkim sentymentem powracam, która nigdy mi się nie znudzi i podczas której za każdym razem łzy tryskają strumieniami. Czytając powieść miałam, więc przed oczami filmowe kreacje aktorów i nijak nie mogłam sobie wyobrazić książkowej Marysi jako blondynki. Dla mnie to zawsze będzie brunetka w osobie Anny Dymnej, Antonim Kosibą na zawsze zostanie zaś Jerzy Bińczycki, a Leszkiem Czyńskim – Tomasz Stockinger. To wspaniała ekranizacja, która wiernie oddaje fabułę książki. Jedynie kilka elementów zostało zmienionych na poczet filmu. Gdy w filmie panuje wieczne lato, to w książce mamy oczywiście zmianę pór roku. W książce mowa jest o „drugim” życiu Beaty i pamiętniku Marii Jolanty Wilczurówny. 

Powieść rozpoczyna się w dniu, gdy sławny chirurg profesor Rafał Wilczur przeprowadza trudną operację na sercu. Po jej pozytywnym zakończeniu spieszy do domu, do żony Beaty i małej córeczki Marioli. To jego ósma rocznica ślubu z Beatą. Wpada do domu z futrem mającym być niespodzianką dla żony, a tu nie zastaje ani jej, ani córki. List pozostawiony przez Beatę rozstraja zupełnie Rafała Wilczura, wybiega z domu, nie wie dokąd idzie, po drodze poznaje Samuela Obiedzińskiego, z którym spędza zakrapianą noc w obskurnej knajpie. Kolejny dzień i noc mijają podobnie, z ta różnicą, że zostaje specjalnie upity przez rabusi. W wyniku pobicia profesor traci pamięć i od tej pory radykalnie zmienia się jego tryb życia. Wędruje od miasta do miasta, ima się rożnych prac, parokrotnie za nieposiadanie dokumentów zostaje aresztowany i osadzony w więzieniu, aż kradnie takowe i przyjmuje nazwisko Antoniego Kosiby.

 Pewnego dnia trafia do właściciela młyna – Prokopa. Tam znajduje zatrudnienie, a wkrótce, gdy okazuje się, że potrafi pomóc synowi Prokopa, zyskuje uznanie i szacunek w okolicy. W ten sposób zyskuje miano Znachora. Od czasu do czasu pojawia się w pobliskich Radoliszkach i bywa w sklepie u Szkopowej. Pracuje w nim dwudziestoletnia dziewczyna, skromna sierota Marysia, która pozwala wkrótce sobie nazywać Antoniego stryjciem. W sklepie pojawia się również bardzo często syn właściciela fabryki, Leszek Czyński….

Do momentu przeczytania książki nie rozumiałam właściwie, dlaczego Beata zdecydowała się opuścić Rafała Wilczura. Teraz wszystko jest dla mnie zupełnie jasne. To niezwykle smutna historia mimo, że opowiada o miłości i znajdujemy w niej kres cierpień bohaterów. Oczywiście powieść Tadeusza Dołęgi – Mostowicza jest sentymentalnym romansem, ale dla mnie to klasyka. Nie ulega wątpliwości, że gdyby została dziś wydana po raz pierwszy, nie zyskałaby takiego rozgłosu i doczekałaby się zapewne fali krytyki. Dziś, bowiem nie jest w modzie ani prawdziwa miłość i przywiązanie, ani skromność, ani dobroć i bezinteresowność wypływająca z czystych serc.

 To sprawnie opowiedziana historia, dobrze napisana i obrazująca tło społeczne i obyczajowe lat 20. i 30. XX wieku. Scharakteryzowana jest ówczesna mentalność i życie warstw niższych i wyższych. To mądra i wzruszająca powieść o samotności, nadziei, miłości. Warto nadrabiać w zaległości w starych lekturach.
 

Tadeusz Dołęga - Mostowicz, Znachor, wydawnictwo MG, wydanie 2015, okładka miękka, stron 332.


poniedziałek, 19 sierpnia 2013

"Kariera Nikodema Dyzmy" T. Dołęga-Mostowicz

Postać Nikodema Dyzmy zna chyba każdy. Bardzo popularna swego czasu książka, potem jeszcze popularniejsza adaptacja filmowa, a ostatnimi czasy nawet komedia nawiązująca do oryginału - "Kariera Nikosia Dyzmy". Cóż więc skłoniło mnie do sięgnięcia po tę lekturę? Po pierwsze- rocznica urodzin autora, po drugie - kompletny brak wiedzy na temat jego twórczości, po trzecie - nieznajomość ani treści książki, ani treści filmu.

Przyznam szczerze, że liczyłam na nieciekawie napisane czytadło, z mdłymi postaciami i nudną historią (cóż za podejście do lektury, nieprawdaż? aż chce się czytać... :)). A tu powieść Dołęgi Mostowicza wciągnęła mnie od pierwszej do ostatniej strony! Mało tego - kiedy już dotarłam do ostatniej strony, nie chciało mi się wierzyć, że to już koniec. Bardzo dobra lektura na lato! 

Ciąg dalszy znajdziecie TUTAJ :)

czwartek, 23 maja 2013

"Znachor" Tadeusz Dołęga-Mostowicz

Wiele lat temu oglądałam film na podstawie tej powieści Dołęgi-Mostowicza. Film - dzieło ponadczasowe, ze wspaniałą obsadą aktorską. Książka stała na półce kilkanaście lat. Chyba właśnie znajomość filmu zniechęcała mnie do przeczytania jej, bo cóż nowego mogłaby wnieść? Jednak w ramach odkurzania szafy z książkami postanowiłam wreszcie zmierzyć się z tą pozycją.
Intuicja mnie nie zawiodła. Rzeczywiście, znając film, nie trzeba czytać książki. Tym bardziej, że mam wydanie ze zdjęciami z filmu i czytając miałam cały czas przed oczami bohaterów wykreowanych przez aktorów.

Jest to dzieło należące do literatury lekkiej i przyjemnej. Klasyczny romans, czyli to, co i kiedyś, i dziś znajdzie czytelnika.
Tytułowy bohater - Rafał Wilczur -  to znany chirurg, mistrz i nowator w swym zawodzie, właściciel prywatnej kliniki. Ma piękną, dużo młodszą żonę i kochaną córeczkę. Wydawało by się-sielanka.Jednak w dniu kolejnej rocznicy ślubu żona znika z kochankiem, zabiera córeczkę, zostawiając list z wyjaśnieniami. Załamany profesor, po wielu godzinach zapijania rozpaczy w nieznanym i podejrzanym towarzystwie, zostaje napadnięty, pobity, w efekcie czego traci pamięć. I tu następuję gwałtowny przeskok w czasie, migawka z życia pięknej profesorowej i dorastającej Mariolki, po czym spotykamy Wilczura już jako Antoniego Kosibę. Po latach tułaczki znajduje pracę i schronienie u młynarza w małej wsi na kresach. Tu okazuje się, że umie leczyć, sam nie wie, skąd posiada taką wiedzę. Jest na tyle skuteczny, że zostaje okrzyknięty najlepszym znachorem w okolicy i ma wielu pacjentów.
Równolegle toczy się wątek Marysi, sieroty zatrudnionej w małomiasteczkowym sklepiku. Dziewczyna jest skrajnie wyidealizowana: dobra, skromna, cnotliwa, pracowita i  piękna. Jej adoratorem jest Leszek, syn właścicieli ziemskich, okolicznej elity. Oczywiście wybucha gorąca miłość, narażona na przeszkody społeczne, plotki zazdrosnych dam i zalotników. Jednak uczucie zwycięża wszelkie przeciwności, zmierzając do happy endu. Jak można się domyślić (nawet dość szybko) Marysia okazuje się bliską krewną Znachora, w związku z tym zakończenie powieści, które być może miało być zaskakujące, wcale takim nie jest.
Wg mnie powieść jest słodka aż do przesady. Przewidywalna, momentami naiwna, chwilami mało realna. Lukrowani bohaterowie, nawet jeśli mają jakieś wady, szybko przechodzą metamorfozę i stają się idealni. Nawet obraz międzywojennej wsi i małego miasteczka wydaje mi się wyidealizowany, nie chce mi się wierzyć, że ludzie byli wtedy tak sympatyczni, bezkonfliktowi i dobrze nastawieni do sąsiadów.
Książka może być świetnym lekarstwem na poprawę nastroju, na wyciśnięcie nagromadzonych łez, na oderwanie myśli od szarej rzeczywistości i przeniesienie się do wykreowanego, pięknego świata pełnego wspaniałych bohaterów:)

Recenzja ukazała się również na moim blogu.