“Lubiłam gorączkowe bicie serca, które, co prawda, napełniało je niepokojem, ale też i życiem; a najbardziej kusiło mnie przysłuchiwanie się nigdy niekończącej się opowieści, którą bez przerwy snuła moja wyobraźnia; opowieści tętniącej wypadkami, życiem, ogniem, uczuciem – wszystkim, czego pragnęłam, a czego w rzeczywistości nie posiadałam. “
poniedziałek, 16 września 2013
Charlotte Brontë JANE EYRE. AUTOBIOGRAFIA
“Lubiłam gorączkowe bicie serca, które, co prawda, napełniało je niepokojem, ale też i życiem; a najbardziej kusiło mnie przysłuchiwanie się nigdy niekończącej się opowieści, którą bez przerwy snuła moja wyobraźnia; opowieści tętniącej wypadkami, życiem, ogniem, uczuciem – wszystkim, czego pragnęłam, a czego w rzeczywistości nie posiadałam. “
czwartek, 9 maja 2013
Jane Austen MANSFIELD PARK
czwartek, 20 września 2012
Anne Brontë LOKATORKA WILDFELL HALL
„(…) twierdzi pan, że to pokusy ćwiczą charakter. Z drugiej strony jednak uważa pan, że kobiety nie powinno się na nie narażać i że nie należy jej zanadto zaznajamiać ze złem. A więc pańskim zdaniem jest ona z natury tak niemoralna lub bezrozumna, że nie będzie umiała przeciwstawić się pokusie. I póki utrzymywana jest w niewiedzy i zamknięciu, pozostanie czysta i niewinna, ale ponieważ pozbawiona jest prawdziwej moralności, gdy tylko dowie się, co to grzech, od razu stanie się grzesznicą. A im większą posiądzie wiedzę i wolność, tym większe będzie jej zepsucie.”
wtorek, 20 marca 2012
Jack London MALEŃKA PANI WIELKIEGO DOMU

Tym większe było zdumienie, gdy sięgając po moją pierwszą powieść tego autora, „Maleńką Panią Wielkiego Domu”, trafiłam w historię o miłosnym trójkącie rozgrywającą się na tle rozgrzanej słońcem kalifornijskiej hacjendy. Miłość namiętna kontra przywiązanie i oddanie. Wielkie uczucia w świecie wielkich wyzwań i osobowości. U Jacka Londona miłość wymaga prawdziwej siły charakteru – jak każdy wielki wyczyn godny uwagi.
Pełny tekst na blogu ZACZYTANA - zapraszam :)
piątek, 6 stycznia 2012
Elizabeth Gaskell PÓŁNOC I POŁUDNIE

„Nadszedł rześki październikowy poranek, ale nie był to poranek na wsi, gdzie miękka, skrząca się mgła znika pod wpływem promieni słonecznych, ukazując oszałamiającą feerię barw. To był październik w Milton, gdzie zamiast srebrzystego woalu mgieł miasto zasnuwał ciężki dym, a słońce mogło oświetlić tylko zakurzone ulice, o ile jego promieniom udało się przebić przez opary.”*
Po urokliwych obrazkach z ziemiańskiego życia angielskiej arystokracji początku XIX wieku, które to trwale zaszczepiła w zbiorowej świadomości polskich czytelników proza Jane Austen, przyszła pora na zaznajomienie się z bliższą naszym realiom Anglią miejsko-industrialną. Wraz z Margaret Hale, córką pastora, dla której wiejska plebania stanowiła ucieleśnienie małej arkadii, podążamy na północ, ku fabrycznym krajobrazom Milton (mieście wzorowanym na Manchesterze), gdzie duch romantyzmu musi ustąpić pola przedsiębiorczości i interesom, a miłość namiętna – miłości bliźniego. Pisząc o burzliwych konfliktach w obrębie i pomiędzy klasami, dramatycznych strajkach robotniczych, uprzedzeniach i zadufaniu elit czy ponurych warunkach pracy, w jakich przyszło ludzkiej biedzie wznosić gmach rewolucji przemysłowej, Elizabeth Gaskell wykreowała subtelny romans idei z praktycyzmem, mocno osadzony w społeczno-gospodarczych realiach ówczesnej Anglii. Jej „Północ i Południe” to dwa oblicza wiktoriańskiego świata wyspiarzy, którzy wzajemnie sobą gardzą i w równym stopniu potrzebują się. To również pięknie opowiedziana historia o uczuciach, które uszlachetniają ludzi, zamiast zapędzać ich w ślepy zaułek egoizmu własnych zachcianek i pustych gier. Zapachniało moralizatorstwem? Zapewne. Jednak warto zaakceptować współczesną autorce epokę wraz z całym jej dydaktycznym zacięciem, bowiem jest to element równie istoty dla obrazu tamtych czasów, co wymyślne toalety dam, męskie gabinety wypełnione dymem cygar czy stukot końskich kopyt o uliczny bruk. Takie czasy, takie obyczaje.
Pełny tekst na blogu Zaczytana - ZAPRASZAM :)
poniedziałek, 8 sierpnia 2011
F. Scott Fitzgerald PIĘKNI I PRZEKLĘCI
F. Scott Fitzgerald zdaje się nie należeć do grona szczególnie hołubionych w naszym kraju literatów. Znajomość jego prozy zazwyczaj ogranicza się do lektury owianego nimbem sławy „Wielkiego Gatsby’ego” – i często wieńczy ten akt poznania konsternacja zachwytem krytyki – oraz, w znacznie mniejszym stopniu, powieści „Czuła jest noc”, po którą sięgają żądni poznania przebrzmiałych skandali zapaleńcy. Jest w tej polskiej nieczułości na prozatorską klasykę początku XX wieku made in USA pewna konsekwencja, bowiem w podobnej do Fitzgeralda sytuacji znajdują się u nas również dorobki piśmiennicze dwójki współczesnych mu panów: Ernesta Hemingway’a i Williama Faulkner’a. Zjawisko to o tyle intrygujące, że dotyczy twórczości mocno osadzonej w malowniczym http://www.blogger.com/img/blank.gifokresie międzywojnia (z przyległościami), pisanej z niemałym wyczuciem epoki i niekwestionowanym talentem. Wraz ze wznowieniem powieści „Piękni i przeklęci” F.S. Fitzgeralda nadarza się znakomita okazja, by przyjrzeć się wspomnianej literaturze z bliska i na fali mody na przedwojenny glamour - tak w szafach jak i wnętrzach – wpuścić na nasze salony autentycznego ducha epoki dekadencji, uchwyconego piórem tego wyjątkowego pisarza.
Pełny tekst na blogu ZACZYTANEJ - zapraszam :)
wtorek, 22 lutego 2011
"Perswazje" Jane Austen

„(…) osoba ulegająca perswazjom może być niekiedy równie odpowiednim materiałem na szczęśliwego człowieka, co osoba nieustępliwa.”
Przeczytałam „Perswazje” dwukrotnie. W przeciągu dwóch miesięcy. I na tym wyniku nie poprzestanę zapewne. Żadna z trzech głośniejszych i popularniejszych powieści autorki (myślę o „Dumie i uprzedzeniu, „Emmie” oraz „Rozważnej i romantycznej”) nie dotknęła mnie w podobny sposób. Ostatnia w pełni ukończona powieść angielskiej pisarki, wydana już po jej śmierci, zaskakuje – to Jane Austen pełna zagadek i niespodzianek. Dojrzalsza, powściągliwsza i delikatniejsza, bez uszczerbku dla precyzji myśli i celności sformułowań. W tej prozie nadal bije serce autorki i czuć jej obecność. Zdaje się na wskroś autobiograficzna, choć niekoniecznie w warstwie fabularnej. Czterdziestoletnia, gwałtownie podupadająca na zdrowiu Jane wkraczała właśnie w nowy etap swojej twórczości. Co by było, gdyby…?
Pełny tekst na blogu ZACZYTANEJ - zapraszam serdecznie :)
sobota, 9 października 2010
"Pożegnanie z bronią" Ernest Hemingway

Ernest Hemingway: piewca męskiej siły i urody świata oraz zgorzkniały cynik w jednym. W takim wydaniu wkroczył na arenę literacką i odnoszę wrażenie, że z wiekiem nic się już nie zmienił. Opisywał kolejne lądy i konflikty zbrojne, uwieczniał na kartach powieści napotkanych ludzi i miejsca, życiu stawiał wyzwania, walczył z nim, z innymi i z sobą samym, umiejętnie ubarwiał swą biografię, podsycał domysły i kreował własną legendę. Pozostała po nim wyjątkowa literatura i, stanowiący jej źródło, barwny życiorys.
„Świat łamie każdego i potem niektórzy są jeszcze mocniejsi w miejscach złamania. Ale takich, co nie chcą się złamać, świat zabija. Zabija w równej mierze najlepszych, najdelikatniejszych i najdzielniejszych. Jeżeli nie jesteś żadnym z nich, możesz być pewien, że zabije cię także, ale bez szczególnego pośpiechu.”
Pełny tekst na blogu ZACZYTANEJ - zapraszam serdecznie :)
sobota, 2 października 2010
"Smuga cienia" Joseph Conrad

„Literatura angielska XIX wieku miała dwóch wielkich pisarzy. Jednym był Amerykanin – Henry James, drugim Polak – Joseph Conrad”
To żartobliwie brzmiące stwierdzenie ukuli sami Anglicy, a czego jak czego, ale wybitnych pisarzy na Wyspach Brytyjskich nie brak, więc takie wyróżnienie stanowi niezwykłą nobilitację dla obu panów. Dlaczego więc w Polsce, ojczyźnie Józefa Korzeniowskiego, proza naszego rodaka jest tak mało popularna wśród czytelników, tak rzadko chwalona poza środowiskiem literaturoznawców? Może rację ma Jerzy Illg, który wspomina o przestarzałych, niezadowalających na dzień dzisiejszy polskich tłumaczeniach dzieł pisarza:
„W krajach anglosaskich Conrad jest uznawany przede wszystkim za nowatora narracji, kontynuatora eksperymentów Henry’ego Jamesa. A w Polsce funkcjonuje jako moralista, pisze się o etyce Conrada. Może polskie dawne przekłady wyznaczają te interpretacje i inne by je zmieniły.”**
Ironia losu, jeśli problemem dla właściwego odbioru prozy Polaka w naszym kraju byłaby bariera językowa, nieprawdaż?
Pełny tekst na blogu ZACZYTANEJ - zapraszam serdecznie :)
poniedziałek, 13 września 2010
"Pokój Jakuba" Virginia Woolf

„Nie ma wątpliwości, że odkryłam, jak zacząć (w wieku czterdziestu lat) mówić coś własnym głosem; i tak bardzo mnie to ciekawi, że jestem w stanie podążać dalej, nawet bez pochwał.”(26 lipca 1922, Dziennik)
Dzień po swoich 38 urodzinach, 26 stycznia 1920 roku, Virginia Woolf odnotowałam w swoim dzienniku myśl o napisaniu trzeciej, całkiem innej od poprzednich, powieści. Zaczęło się od koncepcji nowej formy wyrazu, treść ‘wypełniająca’ pojawiła się później. „Pokój Jakuba” pisała Woolf ponad dwa lata, z przerwami na załamania nerwowe i choroby, ale także dzieląc swój czas pomiędzy pracę przy rozwijającym się dopiero wydawnictwie Hogarth Press, licznych wizytach i herbatkach, okolicznościowym pisaniu dla prasy czy intensywnej nauce języka rosyjskiego. I tak, pomimo słabego zdrowia, multum obowiązków i niezwykłej aktywności towarzyskiej zdołała napisać bardzo skondensowaną i wyrazistą powieść. Choć była to dopiero wprawka przed jej największymi triumfami.
Pełny tekst na blogu: Zaczytana. ZAPRASZAM
wtorek, 7 września 2010
"Młyn nad Flossą" George Eliot
Czy to nie zakrawa na ironię, że w XIX-wiecznej Anglii kobieta król mogła sprawować najwyższy urząd w państwie, a co za tym idzie rządzić i dzielić, ale już kobieta pisarz musiała uciekać się do podstępu, by jej twórczość oceniana była przez pryzmat walorów artystycznych nie zaś płci autorki? George Eliot to pseudonim literacki, z samego założenia brzmiący tak myląco, który to służył niezależnej Mary Ann Evans jako gwarancja traktowania jej tekstów na równi z pisarstwem mężczyzn w czasach, gdy powszechnie przyjęto, iż płeć piękna zdolna jest tworzyć co najwyżej ckliwe romanse. Mija właśnie 150 lat od premiery „Młyna nad Flossą” i czas pokazał, jak bardzo krzywdząco ówczesna krytyka umniejszała wartość kobiecej literatury swoimi uprzedzonymi zarzutami – powieść ta nadal zachwyca kolejne pokolenia czytelników i nie przypadkowo zaliczono ją w poczet kanonu klasyki powieściowej.
Pełny tekst na blogu: Zaczytana. ZAPRASZAM
środa, 1 września 2010
Vita brevis, ars longa...
Z listy sugerowanych tytułów udostępnionej na stronie wyzwanie dość szybko wychwyciłam nazwiska i książki, które mam w swoich planach od lat. Nic zatem prostszego jak zapewnić solennie, że zamierzam sięgnąć po:
Wiktora Hugo i „Katedrę Marii Panny w Paryżu”
Charlotte Bronte w dwóch odsłonach: „Villette” oraz „Dziwne losy Jane Eyre”
Edith Wharton i jej „Wiek niewinności”, ale także „Świat zabawy” (czas odległy, ponieważ żadnej jeszcze nie posiadam)
Henry James oczekuje na mojej półce w postaci „Portretu damy” oraz powieści „Księżna Casamassima”, więc te tytuły biorę pod uwagę
D.H.Lawrence'a również posiadam i to aż dwa tomy: „Zakochane kobiety” i „Synowie i kochankowie”, zatem prawdopodobnie przeczytam i jego kiedyś
Melville'a „Moby Dick” obecny, ale lektury nie obiecuję póki co
Dickensa zimą czyta się niezmiernie miło, więc dopisuję, ale którą z jego powieści wybiorę okaże się w odpowiednim momencie; najbardziej ciekawi mnie jak na razie „Samotnia”
George Eliot i „Miasteczko Middlemarch” to prawie „pewniak”, ponieważ autorkę odkryłam niedawno i mam potrzebę poznać solidniej;
może Walter Scott się również pojawi, ponieważ często spotykam wzmianki o nim u innych pisarzy, a stąd wniosek, że ma wpływ na literaturę;
coś z dorobku Jane Austen mam nadzieję, że również odnotuję.
Virginia Woolf – od niej mogę nawet zacząć, ponieważ „Pokój Jakuba” nie doczekał się jeszcze swojej notki, a sama lektura właśnie jest za mną.
Na liście brakuje mi wiele nazwisk, po które zamierzam sięgać, a do klasyki literatury popularnej z pewnością się zaliczają. Jak choćby Balzak, Stendhal, Laxness, Undset, Lampedusa, Mann, Dąbrowska („Noce i dnie” planuję od dawien dawna!), Reymont, Conrad, Mitchell, Faulkner, Proust (mam szaleństwo w oczach!), Hemingway, Zola... Z czasem pewnie nazwisk pojawiłoby się więcej, jednak moim celem nie jest wymienianie ich tutaj wszystkich, a tylko subtelne zasygnalizowanie, iż zamierzam dreptać różnymi ścieżkami w obrębie „klasyki literatury popularnej”.
Życzę wszystkim Uczestnikom owocnej lektury – zapowiada się przyjemnie 'przykurzona' jesień i zima tego roku :)


