sobota, 13 sierpnia 2016

Dziennik Andre Gide

Początkowe wpisy nieco mnie rozczarowały. Myślałam nawet, iż zrezygnuję z lektury. Pierwszy wpis z 1890 roku 21 letni Andre zaczyna od zdania - Nie dbać o wydawać się. Nie byłam zachwycona. Równoważniki zdań, brak podmiotu, orzeczenia, myśli skaczące po tematach w zawrotnym tempie. Jedyne co zdołałam wyłuskać to dążenie do odrębności, szczerość ponad wszystko. Nie usiłować iść dumnie w ślady Stendhala. Zmysł naśladownictwa; bardzo się go wystrzegać. Str.9 
Może to zbyt duża różnica wieku sprawiła, iż trudno mi było nadążyć za myślą młodzieńca. Choć ciekawie brzmią zalecenia skierowane ku samemu sobie, jako jeden z materialnych czynników sprzyjających pracy i jej pobudzeniu wskazuje Andre;
Nie starać się wciągać do pracy poprzez lekturę czy muzykę; albo wybrać autora dawnego i czytać tylko (ale w skupieniu) kilka linijek. Zawsze sięgam do tych samych: Wergiliusz, Molier, Bach (czytany bez pomocy fortepianu); Kandyd Woltera: albo z innych powodów, pierwsze tomy korespondencji Flauberta, listy do siostry Balzaka. … W pokoju do pracy żadnych dzieł sztuki albo bardzo niewiele i bardzo poważnych; (nic Botticellego) Mascaccio, Michał Anioł, Szkoła Ateńska Rafaela. Raczej kilka portretów, lub kilka masek: Dante, Pascal, Leopardi; fotografia Balzaka, fotografia… Z książek tylko słowniki. Nic nie powinno odrywać czy urzekać. Nic nie powinno ratować od nudy, prócz pracy. Str.15
No tak, rozumiem, dlaczego moje plany na karierę pisarską legły w gruzach. Nad łóżkiem wisi sporej wielkości fragment reprodukcji fresku Botticellego, który urzeka pięknem i odrywa od pracy, nie mówiąc o kilku impresjonistycznych pejzażach. Na ścianie nad stołem śliczne (choć nieco kiczowate) akwarelki widoczków Paryża i Wenecji, miast, do których wzywa nostalgia.
Pisząc o pięknym obrazie Giorgione`a Koncert konstatuje, …patrząc na to, nie myśli się o niczym innym. Cecha arcydzieła; jest tylko ono, odsuwa każdą inną formę piękna. (str. 18). To stwierdzenie jest mi niezmiernie bliskie. Zapatrzeć, zasłuchać, zaczytać się - tylko to ma sens… wszelka powierzchowność niweczy odkrywanie…
W miarę lektury zaczynam w nią wsiąkać, zatracam się w czytaniu, a ilość kolorowych karteczek znaczących myśli ważne, ważkie i bliskie powoduje, że książka zaczyna puchnąć. Kolejna selekcja przed zanotowaniem paru najważniejszych sprawia, że wynotowuję jedynie dziesięć stron myśli. 
Początkowo przeszkadza, iż wielość cytowanych tu nazwisk to kompletnie obce, pusto brzmiące dźwięki, jednak z czasem pomijam nazwiska, a odnajduję przypisane im myśli. 
Wiele tu poszukiwań – i zbłądzeń - także religijnych i światopoglądowych, w tym skłanianie się ku katolicyzmowi czy początkowe zauroczenie komunizmem.
Katolicyzm jest nie do przyjęcia. Protestantyzm jest nie do zniesienia. A czuję się do głębi chrześcijaninem na str. 66 pisze młody jeszcze człowiek.
Nic bardziej nie drażni pewnych katolików jak widok naszych wyrzeczeń, do których oni z całą swoją religijnością nie są zdolni. To też niewiele im trzeba, żeby oskarżyć nas o szalbierstwa; cnota ma pozostać ich monopolem, i tylko to się liczy, co uzyskuje się od siebie klepiąc pacierze. Nie mogą nam darować naszego szczęścia; jest bezbożne. Tylko oni mają prawo do szczęścia. Zresztą mało z tego prawa korzystają. Str. 150
Jak bliska staje się myśl na temat zamiłowania do zachodniej cywilizacji.
Czy należało jechać dalej? Aż do Eufratu? Aż do Bagdadu? Nie, już tego nie pragnę. Obsesja, żeby zobaczyć te kraje, jest za mną; za mną dzika ciekawość. Jako to ulga poszerzyć na mapie obszary, których nie musi się już zobaczyć! Zbyt długo myślałem - z upodobania do egzotyki, z nieufności do szowinistycznego zapatrzenia się w swoje, a może też ze skromności, że niejedna kultura może zasługiwać na naszą miłość, urzeczenie… Teraz wiem, że nasza cywilizacja zachodnia (powiedziałbym nawet francuska) jest nie tylko najpiękniejsza; wierzę, wiem, że jest jedyna – tak, jedyna po Grecji, której my tylko jesteśmy spadkobiercami. Str. 75 
Gide żył w niezwykle burzliwym okresie, przeżył koniec wieku, dwie wojny światowe, narodziny komunizmu, co czyni jego Dziennik ważnym świadectwem epoki (przełomu epok) a także kilku nurtów w historii literatury i sztuki. 
1 sierpnia 1914 r. Dzień niespokojnego oczekiwania. Dlaczego nie ogłasza się mobilizacji? Każda zwłoka korzystna dla Niemiec. Dać się zaatakować to zapewne ustępstwo na rzecz partii socjalistycznej. (str. 79)
Dwunasty dzień od mobilizacji … Zarzucam sobie, że nie wszystkie moje myśli są oddane temu pełnemu lęku oczekiwaniu; ale obce jest mi wszystko co narusza równowagę umysłu. Gdyby nie opinia, czuję, że nawet pod ogniem nieprzyjacielskim radowałbym się odą Horacego. Ruyters był zgorszony któregoś wieczora, że mogłem mówić o czymś innym… Ani dziś popołudniu, ani wczoraj nie byłem w Czerwonym Krzyżu, gdzie udaję raczej, że jestem użyteczny niż jestem użyteczny naprawdę. Przywilej nabiera tu najbardziej ohydnego smaku. Ale hipokryzja jest jeszcze wstrętniejsza, a komedia, którą się gra przed samym sobą z obawy, że pozostanie się za innymi w tyle, absurdalna. Str. 81
Ustala się nowy szablon, konwencjonalna psychologia patrioty, poza którą nie sposób już być „przyzwoitym człowiekiem”. Od tonu, jakim dziennikarze mówią o Niemczech, robi się całkiem niedobrze. Prześcigają jeden drugiego dając całą swoją miarę. Każdy boi się, że zostanie z tyłu i będzie wyglądał na mniej „dobrego Francuza” od innych. Str. 81
I w końcu dylemat, który często i mnie nurtuje. 
Czy mogę wiedzieć, jak zachowałbym się wobec rzeczywistego niebezpieczeństwa? Z jak prostej materii są ci, którzy mogą odpowiadać za siebie w każdej godzinie dnia i nocy! Ilu żołnierzy czeka z trwogą wydarzenia, które im powie, czy są odważni? A ten, kto nie reaguje jak chciałby, ten czyja wola tylko jest odważna? Rozpacz człowieka, który ma siebie za tchórza, ponieważ ustąpił chwilowej słabości- a spodziewał się, że jest mężny (Lord Jim) str. 82
Czasami autor pisze o sobie w trzeciej osobie - co jest trochę mylące (wywołuje wrażenie dopisku innej osoby). I choć wielokrotnie powtarza, iż w życiu najważniejsza jest szczerość wobec siebie i innych, przyznaje, że sam nie potrafi być do końca szczery (najprawdopodobniej chodzi o biseksualizm autora)
Jest krytyczny wobec rodaków. Trzy czwarte błędów popełnionych przez Francję wynika z upodobania do dowcipu, gestu, sentymentu. Myślicie, że te rzeczy istnieją dla nich? Są praktyczni, wy jesteście romantyczni. O, zasługujecie na Rostanda! Pióropusz, szampan i cała reszta stosowana do tej nieuleczalnej lekkomyślności, która każe wam żartować pod obstrzałem i nigdy nie przyjmować do wiadomości, że inni są już gotowi. A poza tym za bardzo liczycie na szczęście. Pięknie jest pokładać ufność w sobie; ale wówczas, kiedy jest uzasadniona” str. 85
Ocena sytuacji politycznej przeplata się z rozważaniami na temat sztuki i filozofii. 
Drażnią mnie gazety, które z tchórzliwym i przestarzałym optymizmem wciąż głoszą, że zwycięstwo polega na niedostrzeganiu otrzymanych ciosów. Schlebiają skłonności umysłu francuskiego najbardziej niebezpiecznej na czas wojny, bo nieuniknienie łączy się z nią brak przygotowania. Te same gazety przed wojną nie uznawały niebezpieczeństwa niemieckiego; dziś dzień po dniu, karmią nas tą głupią i rujnującą ufnością. Żadna klęska nic ich nie nauczy. Str. 104 
Deklaracje nacjonalistów zbyt często przywodzą na myśl zapewnienia córek króla Leara. Głęboka miłość nie pojawia się tak łatwo na ustach. Jestem za milczeniem Kordelii. Str. 128 
Przyczyny, które skłaniają mnie do pisania są liczne, a najważniejsze najbardziej ukryte. I ta przede wszystkim: uchronić coś od śmierci. Str. 145
O starzeniu się pisze:
Wraz z pragnieniem usypia cała moja istota. Kiedy piękno nie budzi w nas żadnej potrzeby zbliżenia, kontaktu, uścisku, spokój, którego w swoim szaleństwie pragnęło się w czasach, kiedy dręczyło nas oszalałe pragnienie, bardziej zdaje się apatią; i zasługuje na pochwałę może tylko dlatego, że myśl o śmierci czyni mniej okrutną i z nią oswaja. Str. 151
W sumie mierny okres. Tracę kontakt ze sobą i z rzeczywistością, udaję, że żyję i chwilami wątpię, czy żyję, naprawdę. Zmęczenie takie, że nic już od siebie nie żądam; poddaję się życiu, jak poddałbym się śmierci. Str. 183 –pisze sześćdziesięciolatek
Mniej wymagające z wiekiem ciało pozwala na wolność umysłu. Ocenia się rzeczy rozumniej; ale też mniej sprawiedliwiej tych, którymi rządzą zmysły. Kiedy samemu uszło się tej dominacji, przestaje się ją rozumieć, zgadzać się na nią u innych. Ileż nieprzejednania wynika z zimnego temperamentu. Str. 210
Z bólem serca dokonałam wyboru paru jedynie myśli z dużego zbioru wynotowanych z Dziennika i znów naiwnie żywię nadzieję, że do tych notatek jeszcze powrócę. 
Cytaty pochodzą z Dziennika Gide`a Wydawnictwo Krąg Warszawa 1992 r. (243 strony) przekład Joanna Guze
Notatka po raz pierwszy ukazała się na blogu Moje podróże

poniedziałek, 25 lipca 2016

Hobbit czyli Tam i z powrotem



Czy wśród miłośników książek znajdzie się ktoś, kto nie zna Hobbita, kto o nim nie słyszał? Ja dopiero teraz sięgnęłam po to kultowe dzieło Tolkiena, Mistrza fantasy. Co więcej, to chyba jedna z pierwszych w ogóle powieści z tego gatunku w moim dość już długim życiu!
Bilbo Baggins wiedzie spokojne, szczęśliwe życie w swojej przytulnej norce. Do dnia, w którym u progu zjawia się Gandalf, a zaraz za nim cała grupa krasnoludów. To wydarzenie rujnuje cały poukładany świat hobbita. Ma on wyruszyć z krasnoludami na wielką przygodę pod przewodnictwem Thorina. To wyzwanie całkiem sprzeczne z naturą hobbita. Nikt nie może mu nawet zagwarantować, czy wróci szczęśliwie do swej norki. Jedno jest pewne: jeśli wróci, to bardzo odmieniony.
Dawno temu krasnoludy żyły szczęśliwie i dostatnio. Aż do dnia, kiedy smok Smaug zniszczył ich miasto i zawładnął skarbem, którego strzeże do dziś. Kompania dwunastu krasnoludów wraz z hobbitem, który ma być włamywaczem, rusza w pełną przygód podróż, by pokonać smoka i odzyskać należne Thorinowi dobra.
Czytaj całość.

niedziela, 17 lipca 2016

Immoralista Andre Gide


Immoralista Andre Gide,
Wydawnictwo Zielona Sowa
rok 2006.
Ilość stron 119

Po Lochach Watykanu poszłam za ciosem i sięgnęłam po Immoralistę oraz Dziennik Gide`a. O ile Dziennik czytałam długo, właściwie smakowałam go, o tyle Immoralistę niemal połknęłam od razu. Po czym od razu sięgnęłam po książkę raz jeszcze, czując, iż wiele w niej przeoczyłam. 
Lektura niezwykle wciąga; piękny język, oniryczny nastój i bohater, którego zachowanie fascynuje, ciekawi, zadziwia, może nawet bulwersuje. Jak pisze autor w przedmowie opowiadając historię Michała nie starał się niczego dowieść, a jedynie dobrze namalować. Powstał z tego obraz delikatnej urody, mocno intrygujący. Jeszcze wspomagając się słowami Gide`a Immoralista „To owoc pełen piołunu; jest podobny do pustynnych arbuzów, które wyrosłe w miejscach nasyconych wapnem, pozostawiają spragnionym dotkliwsze niż oparzenia pragnienie, ale oglądane na tle złotego piasku nie są pozbawione urody” (str.7)
Michał swe młode lata poświęcił pracy, ruinom i książkom. Mocno zżyty z ojcem, kiedy ten zachorował poślubił Marcelinę. Małżeństwo miało zadowolić ojca. Nie kochał dziewczyny, przynajmniej nie takim rodzajem miłości, jakiej oczekuje się od nowożeńców. Kiedy po śmierci ojca wyjechali w podróż poślubną Michał zachorował. Leżąc chory, z gorączką, dreszczami nagle uświadomił sobie, że całe dotychczasowe życie było jedynie namiastką, … „do tej chwili tak niewiele czułem, myśląc tak wiele, a teraz ku mojemu zdumieniu czucie stawało się równie silne, jak myśl” (str.32). I ogarnia go apetyt na życie, jakiego dotąd nie znał, niezależne, swobodne, blisko natury, nieskrępowane. 
I nagle ogarnęło mnie pragnienie, chęć, coś potężniejszego, bardziej władczego, aniżeli wszystko, co kiedykolwiek dotychczas czułem; żyć. Chcę żyć, chcę żyć. Zacisnąłem zęby i zwarłem palce, skoncentrowałem się cały w szaleńczym, rozpaczliwym wysiłku-prowadzącym ku istnieniu. (Str. 25)
I nabiera pewności, że potrafi wyzdrowieć siłą woli. I zdrowieje. Nie chce nikomu zawdzięczać sukcesu poza sobą (i może żoną). Kiedy Marcelina modli się o zdrowie dla Michała ten prosi, aby tego nie robiła, bo nie chce, aby Bóg… „miał prawo do jego wdzięczności” (str.27). Nie chce zaciągać zobowiązania. 
Początkowo sam nie bardzo rozumie, co oznacza owo – żyć.
…nie potrafiłbym wyjaśnić, co rozumiałem pod słowem żyć, ani tego, że moje upodobanie do pełniejszego życia na otwartej przestrzeni, wolnego od przymusu i liczenia się z innymi, może było sekretnym powodem tłumaczącym moje skrępowanie; na razie ów sekret wydawał mi się bardzo tajemniczy; to sekret wskrzeszonego- myślałem; bo w stosunkach z ludźmi pozostawałem obcy, jak ktoś kto powraca od umarłych. (str. 68)
Od tej chwili Michał zanurza się w życiu; zachłannie i bez pamięci. Odkrywa jego uroki, piękno natury, czar młodości i witalności. Prowadzi badania historyczne, a podziw dla jednego z bohaterów jego rozpraw (Atalaryka) przekłada się na pogoń za życiem, jakie pragnąłby prowadzić.
Wyobrażałem sobie tego piętnastoletniego chłopca, skrycie podżeganego przez Gotów, jak buntuje się przeciw […] swej matce, wierzga przeciw łacińskiej edukacji, zrzuca kulturę jak koń uwalniający się całym ciałem od krępującej go uprzęży i jak przedkładając towarzystwo niecywilizowanych Gotów nad mądrość starego Kasjodora, wiedzie przez parę lat w gronie nieokrzesanych rówieśników-faworytów życie burzliwe, pełne zmysłowości, nieokiełznania, by wreszcie umrzeć w wieku osiemnastu lat, zepsuty ponad miarę, pijany rozpustą. Odnajdywałem w tym tragicznym pędzie ku dzikiej, nietkniętej kulturą egzystencji coś takiego, co Marcelina nazywała z uśmiechem moim „kryzysem”. Poszukiwałem przyzwolenia, bym mógł stosować się do tego przynajmniej umysłem, skoro moje ciało nie brało już w tym udziału; i usilnie przekonywałem sam siebie, iż ze straszliwej śmierci Atalaryka należy czerpać naukę. (str. 49)
Bohater (duchowe alter ego pisarza?) zrzuca krępujące go więzy mieszczańskiej moralności, odrzuca naukę Chrystusa nie mogąc pogodzić się z ceną (posłuszeństwa, pokory, poddania), jaką należałoby zapłacić za niepewną nagrodę w życiu przyszłym i wybiera życie poza dobrem i złem gotów ponieść za to każdą karę.
Michał podziwia wszystko co piękne, silne i zdrowe. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że brakuje mu empatii dla wszystkiego co słabe, brzydkie i chore. Pozostawia na długie godziny ciężarną żonę, aby samemu oddać się nieskrępowanej przyjemności czerpania z życia pełnymi garściami. A kiedy żona zaczyna słabnąć Michał oddala się od nie coraz bardziej.
Choroba weszła w nią, zamieszkała w niej, napiętnowała ją, splamiła. Była to już rzecz uszkodzona. (str. 84)
Autor nie ocenia, jedynie opisuje. Można poczuć, iż wykazuje zrozumienie dla pragnienia takiego życia, choć jest tu i coś, co przeszkadza w pełnej jego akceptacji. Poczucie winy? Gide sam miał dość „skomplikowane” relacje z bliskimi. W jego Dzienniku choć w zawoalowanej formie pojawiają się różne fascynacje młodymi mężczyznami (może nawet chłopcami) i choć wielokrotnie podkreśla, iż w życiu najważniejsza jest szczerość pozostawia sobie margines tajemnicy odnoście intymnych związków. Czy zatem Immoralista to rozdźwięk pomiędzy pragnieniem a powinnością, czy może chęć zadośćuczynienia powszechnym oczekiwaniom, zgodnie z którymi człowieka, który żyje poza dobrem i złem (poza moralnością) spotyka zasłużona kara. Przychylam się do pierwszej tezy, choć i ta druga nie wydaje mi się pozbawiona racji. 
Rewerencja, jaką darzy autor szczerość wobec siebie przejawia się w słowach rozmówcy Michała – Menalka.
…Większość sądzi, że można uzyskać od siebie coś dobrego, wyłącznie uciekając się do przymusu; ludzie podobają cię sobie tylko zafałszowani. Nikt nie pragnie być sobą. Każdy naśladuje obrany przez siebie wzór; nawet go nie wybiera, po prostu akceptuje gotowy. Tymczasem można, jak sądzę, wyczytać w człowieku inne rzeczy. Nikt nie śmie. Nikt nie śmie odwrócić strony. Prawa naśladownictwa; nazywam je prawami strachu. Każdy boi się znaleźć w osamotnieniu; i właściwie wcale nie potrafi się odnaleźć. Ta agorafobia moralna jest mi wstrętna; najgorszy rodzaj tchórzostwa. A przecież wynalazków dokonujemy zawsze sami. Ale któż tutaj chce coś wynajdować? To, co czujemy w sobie różniącego nas od innych, jest właśnie czymś należącym do rzadkości, tym, co przydaje nam ceny, i to właśnie staramy się zniszczyć. Naśladujemy. I twierdzimy, że kochamy życie. (str.76)
Michał cały zatraca się w tym co zmysłowe (nie koniecznie cielesne, choć między wierszami można wyczytać, iż nie stroni od uciech cielesnych i to nie tylko z płcią przeciwną). Jego żądza posiadania dotyczy raczej sfery duchowej niż materialnej. 
Nawet w opisie natury dostrzega się zachwyt nad witalnością życia.
Wszedłem zachwycony w jego mrok [ogrodu]. Powietrze było świetliste. Kasje, których kwiaty rozwijają się o wiele wcześniej od liści, pachniały- o ile wiatr nie nawiewał owej leciutkiej, nieznanej woni, wdzierającej się we mnie, jak mi się zdawało, wszystkimi zmysłami i wprowadzającej mnie w stan egzaltacji. [...] usiadłem jednak na pierwszej z brzegu ławce, raczej upojony i oszołomiony aniżeli zmęczony. (str. 31)
Ta niewielka objętościowo książeczka (119 stron) zawiera takie bogactwo przeżyć, przemyśleń, zagadnień do rozważenia, że ze wszech miar godna jest polecenia. Oczywiście można nie podzielać postawy bohatera, można się od niej odcinać, ale warto nad nią się zastanowić.
Recenzja po raz pierwszy ukazała się na moim blogu 
Recenzja ukazała się również na blogu Wyzwanie Nobliści

poniedziałek, 4 lipca 2016

J. R. R. Tolkien - Władca Pierścieni, oraz Hobbit, czyli tam i z powrotem

"W norze pod pagórkiem mieszkał pewien Hobbit"¹ - to zdanie przyszło do głowy pewnemu profesorowi oksfordzkiemu, kiedy zmęczony sprawdzaniem egzaminów pisemnych znalazł chwilę wytchnienia oraz... pusta kartkę. Właściwie można śmiało powiedzieć, że to piękny początek wielkiej przygody. 
John Ronald Reuel Tolkien od najmłodszych lat wykazywał zainteresowanie - w wieku ośmiu lat stworzył swój pierwszy język, oczywistym więc było, że młodzieniec mający naturalny dar do języków musi się poświecić lingwistyce. Jeżeli do tego jeszcze dodać miłość do wszelkich legend, eposów, czy poematów heroicznych (szczególnie ukochanego przez Tolkiena Beowulfa), a także nieograniczoną wyobraźnię, musiało powstać epickie dzieło. Czytaj dalej...

wtorek, 28 czerwca 2016

Błękitny pokój - Georges Simenon.



           










  Tony i Andrée od jedenastu miesięcy są kochankami. W tym czasie osiem razy spędzili upojne, pełne namiętnych  uniesień chwile w hotelu brata Tony'ego, w zawsze tym samym, pomalowanym na niebiesko, pokoju. Gdy zaczyna się powieść trwa ich ostatnie spotkanie, o czym jeszcze Tony nie wie. Nie wie również, że będzie ono dla niego znamienne, gdyż każde słowo tu w tym dniu wypowiedziane będzie analizował przez długie miesiace w więzieniu, w trakcie przesłuchań próbując bardziej sobie niż go przesłuchującym dać odpowiedź na pytanie dlaczego jego romans zakończył się tak tragicznie. 
           Odurzony co dopiero odbytym aktem miłosnym z Andrée,  z przyjemnością spoglądając na ciało kochanki, które  w nim wciąż wzbudzało takie samo pożądanie i szukając śladów, jakie na nim pozostawił bez szczególnej uwagi słucha pytań kochanki, na które odpowiada bez namysłu, nie przykładając do nich jak się później okazało właściwej wagi. Nie wzbudza w nim również podejrzeń ostetntacyjnie zachowanie Andrée, która gryzie  mu mocno wargę nie w trakcie, ale już po stosunku. A pytania zadawane przez nią miały dla niej, jak się w niedługim czasie okazało, niezwykle istotne znaczenie a przede wszystkim jego odpowiedzi, które potraktowała serio i wykorzystała w realizacji swego planu na wspólne życie : 

- Kochasz mnie, Tony?

- Tak mi się wydaje.
Zażartował, choć bez uśmiechu, a to z powodu dolnej wargi, którą wciąż ocierał delikatnie zwilżonym ręcznikiem.
- Nie jesteś pewien?[str. 6]

Czytaj więcej >>>>>>>>>>>>

poniedziałek, 27 czerwca 2016

niedziela, 22 maja 2016

Sienkiewicz Alina Nofer- Ładyga (biografia noblisty)


Chciałam przeczytać biografię, trafiłam na analizę utworów pisarza z przewijającymi się informacjami na temat życia twórcy. Nie winię za to autorki, bo podjęła się ona zupełnie innego zadania. Trochę mylący jest tytuł, który sugeruje opis życia a nie twórczości, choć na dobrą sprawę jedno i drugie łączą się nierozerwalnie. 
Pani Nofer- Ładyga podeszła do zadania bardzo poważnie, bibliografia wskazuje na liczne źródła; są to głównie pisma, wspomnienia, opracowania czy prasa z końca XIX wieku. 
Twórczość Sienkiewicza znam głównie od strony Trylogii i Quo Vadis, a zatem pogłębione analizy pozostałych utworów (Szkice węglem, Wiry, Bez dogmatu, Krzyżacy, Rodzina Połanieckich - dwa ostatnie znam tylko z ekranizacji) przejrzałam dość pobieżnie. 
Zainteresowanie pisarza rycerskim eposem kształtowało się już w dzieciństwie. 
Nie wiem i nie pamiętam, czy umiałem już czytać, gdy uczono mnie śpiewów historycznych Niemcewicza. Chciałem wówczas jeździć po cecorskim i po innych błoniach, jak Sieniawski- ‘odważny i smutny’- innymi słowy pragnąłem być rycerzem, Potem rozpalił mą wyobraźnię Robinson Cruzoe i Szwajcarski. Marzeniem moim było osiąść na bezludnej wyspie. Te wrażenie dziecinne zamieniły się z czasem w chęć i zamiłowania do podróży… Trzecią książką, która wywarła na mnie nadzwyczajne wrażenie, było ilustrowane życie Napoleona. Od chwili jej przeczytania chciało mi się być wielkim wodzem. (Str. 38)
Autorka pisze o młodzieńczych marzeniach udziału w bitwach, zainteresowaniu powieściami wojennymi, o książkach Waltera Scotta i Aleksandra Dumasa, o Szekspirze i Homerze -pozaszkolnych lekturach. Młodzieńcze lata przypadły na okres przygotowań do powstania styczniowego. Sienkiewicz, prawdopodobnie powstrzymany zakazem rodziców nie brał w nich udziału. Ciekawe, w jaki sposób to posłuszeństwo mogło wpłynąć na jego twórczość czy późniejsze poglądy. Młody człowiek wychowywany w duchu patriotycznym, marzący o bohaterstwie na polu chwały nie mając możliwości przekucia pragnień w czyny wysyła swoich literackich bohaterów na wojny, daje im zaznać licznych przygód a także chwały i sławy. Czyżby pisanie było rodzajem rekompensaty. Ale to tylko moje przypuszczenia. 
Portret psychologiczny młodego człowieka odbiega od tego, jaki dziś znamy. Racjonalista i sceptyk, świetnie zorientowany w kierunkach wiedzy współczesnej, wyznawca koncepcji człowieka myślącego, pomijającej przywileje urodzenia i stanu, polemicznej wobec pretensji szlachecko-klerykalnego zaścianka. (str. 49). Po latach to się zmieni. I to dość radykalnie. 
Sienkiewicz początkowo studiował medycynę, jednak, ku utrapieniu matki porzucił studia na rzecz filozoficzno-historycznych. Te porywy fantazji i bujność wyobraźni (...) nie dadzą mu, niestety, pewnego, niezawisłego chleba, na który pracować przeznaczony! Z postępem lat i doświadczeniem przejdą same z siebie, wynikiem ich będzie kilkanaście arkuszy zabazgranych uczonymi rozprawami, których nikt czytać nie zechce, a stanowisko jego w świecie pozostanie zawsze na stopniu tak niskim, że mu ani sławy, ani szczęścia dobrego bytu nie zapewni (str. 52). Te obawy rodzicielki, jak pokazał czas okazały się chybione. 
Początkowo zajmował się dziennikarką. Sporo podróżował, długi czas spędził w Ameryce, podróżował po Europie, doświadczenia i obserwacje zawarł w cyklu korespondencji. Najbardziej znane są Listy z podróży do Ameryki. Przedstawił w nich ciekawy (realistyczny) obraz świata i dał wyraz demokratycznym poglądom. Zdarzyło się nawet, iż odmówiono raz publikacji listu z powodu jego radykalnie antyreligijnego, ultra ateistycznego charakteru. Wydaje się to dziś niewiarygodne; Sienkiewicz antyreligijny? No ale to był epizod w życiu pisarza.
Wróciwszy do kraju rozpoczął poszukiwania własnej drogi. Nie aprobował ówczesnej ideologii pozytywistycznej, nie odpowiadał mu też nurt realistyczny. O twórczości Zoli pisał „człowiek zmęczony aż nadto rzeczywistym życiem - rad by choć na chwilę od niego się oderwać i choć w literaturze znaleźć otuchę, zapomnienie, nadzieję… Zola nie może być przewodnikiem ani dla naszych czytelników, ani dla naszych pisarzów. Jest on objawem może naturalnym w społeczeństwie tak wyrafinowanym jak francuskie, które przy tym, przy ogromnej różnorodności smaków, pożądań, celów, zatraciło świadomość, co właściwie ma być głównym upragnieniem i jedynym celem. Być może, że wskutek tego wielu ludzi utraciło wiarę w taki wyższy cel. Ci szukają wrażeń i ostrej podniety dla stępiałych nerwów- i tym prawdopodobnie Zola wystarcza. My jesteśmy w innym położeniu. Nam iść w górę, nie staczać się w dół. Droga nasza jest inna, poważniejsza, surowsza, więc i powieść ma zadanie odmienne, a mianowicie powinna dawać zdrowie, nie rozszerzać zgniliznę. (str.165-166). Podobnie ostro potraktował utwory kolegów po piórze; Prusa, Orzeszkowej i Konopnickiej. To, co dla tamtych było obowiązkiem pisarza, dla Sienkiewicza należało do spraw, które należy przemilczeć. 
Rozczarowany rzeczywistością zwraca się w przeszłość, tam chcąc szukać przyczyn upadku kraju. Jednak z czasem nie tyle szuka przyczyn, co odnajduje w niej źródło tradycji, ideałów, chluby. Nie widzi jej wad, a idealizuje zasługi. Literatura, która ma krzepić czytelników winna odnosić się do tego, co w przeszłości najlepsze, a jeśli zabraknie tego co można by wziąć na warsztat to zawsze można wykreować przeszłość wspanialszą i piękniejszą, bohaterów dobrych, cnotliwych, a jeśli błądzących to i tak koniec końców nawracających się na łono kochanej Ojczyzny. 
Autorka pisze zarówno o historycznych przekłamaniach, o jednostronności spojrzenia pisarza, o założonej apriori idei, której podporządkowuje fabułę powieści, o papierowych (prostych) bohaterach, jak i o umiejętności barwnego opisywania zdarzeń, pięknym języku literackim, świetnym stylu oraz o niezwykłym talencie do tworzenia niezapomnianych kreacji (Zagłoba, Petroniusz, Kmicic). 
Bohaterowie Sienkiewicza nie są skomplikowani. Widać ich jak na dłoni i w miłości i w wojnie. Nie mają żadnego wnętrza, żadnego drugiego dna. Świat ich przeżyć jest w gruncie rzeczy niezwykle ubożuchny, tyle, że pogmatwany przygodami. Na filozofowanie nie ma w tym świecie miejsca, tak jest wypełniony emocjami różnego kalibru i służbą na ołtarzu Ojczyzny. Ale gdzie spotka się drugiego takiego Zagłobę? (str. 242)
Wskazuje także na uważaną za najlepszą w Quo vadis a może nawet w całej twórczości pisarza postać Petroniusza. Był on zdaniem wielu krytyków uczuciowo dużo bliższy Sienkiewiczowi niż Św. Piotr. (str.313). 
O mojej ukochanej powieści Sienkiewicza Quo vadis pisze, atrakcyjność (jej) nie polega na idei utworu, ale na jego postaciach, scenach, doskonale skonstruowanej akcji, w której nie ma ani jednego zbędnego wątku, i w całym tym świetnym i barwnym obrazie antycznego świata (str. 313). 
I przyznaję rację, bo przecież nie ten nieprawdziwy, wyidealizowany obraz pierwszych chrześcijan, którzy z pieśnią na ustach idą na rozszarpanie przez lwy i nie te papierowe postacie Marka Winicjusza czy Ligii są jej zaletą.
Umiejętność opisania historii w sposób tak barwny i zajmujący, że nawet największe kłamstwo staje się prawdą to też nie lada sztuka. To ona zyskała mu szerokie grono wielbicieli. 
Autorka ani nie odmawia pisarzowi wielkości, ani też go nie gloryfikuje. Jawi się on, jako postać niejednoznaczna w przeciwieństwie do jego powieści. Z jednej strony marzyciel, idealista, konserwatysta z zamiłowaniem do idei narodowościowych, z drugiej samotnik, odmieniec, esteta, człowiek utalentowany. 
I dwie jeszcze ciekawostki.
Sienkiewicz i podróże. 
Z jednej strony to podróżnik z zamiłowania (Warszawa, Kraków, Kaltenleutgeben, Włochy [Rzym, Neapol, Florencja], Francja, Anglia, Belgia, Niemcy, Hiszpania, Egipt, Zanzibar, Ostenda, Sopot, Cieplice, Karsbad. Z drugiej człowiek, który nigdzie nie czuł się dobrze. 
„Hegoland jest obskurną dziurą pod każdym względem. Jadło pod psem (nigdy kąpiel nie miała więcej nad 13 R), towarzystwo pod psem- skarżył się przyjaciołom, „Zakop (ane) nieznośne. Po wszystkich zakątkach procesja. Ludzi mnóstwo- czysta linia AB. Wcale nie wychodzę z domu i klnę przez sztachety. A szkodzi mi ten klimat, jak zawsze do najwyższego stopnia. Nogi, krzyże, żołądek- wszystko złe. Urągam Zakopanemu, górom i piszę- oto, co czynić powinien prawdziwy desperat” (str. 252)
Sienkiewicz a Wyspiański
Po premierze Wesela (Wyspiańskiego) miał powiedzieć No albo ja jestem grafoman, albo to on jest grafoman. (str. 380-381). 
Gdybym mogła to skomentować napisałabym - Panie Henryku - myli się pan, ani Wyspiański nie był grafomanem, ani pan nim nie był. Choć każdy z was był pisarzem w innym wymiarze. 
Sienkiewicz dla mnie jest takim Matejką literatury. Obu poważam i cenię, ale obaj wydają mi się za bardzo patetyczni. A może to "wina" tych, którzy ich na piedestał stawiają szafując pojęciami, które dziś zostały mocno zdewaluowane.