piątek, 26 czerwca 2015

Pelle Zwycięzca T1 - Martin Andersen Nexø

Słodko-gorzka, klasyczna opowieść o dorastaniu, która zdaje się być rozwinięciem przysłowia "biednemu wiatr w oczy". Przełom XIX i XX wieku, podstarzały wdowiec Lasse i jego synek, Pelle wyruszają ze Szwecji, która wówczas jest biednym krajem, na Bornholm w poszukiwaniu lepszego życia. Lasse zapamiętał Danię jako krainę mlekiem i miodem płynącą, ale pracując przed laty w tym kraju był młodszy i silniejszy. Powieść zaczyna się niemal rozdzierającą serce sceną, kiedy wozacy podbierają robotników wprost ze statku, a na samym końcu zostaje dwójka biedaków, których nikt nie chce. Lasse jest bowiem za stary - zdaniem poszukujących siły roboczej, Pelle - za mały. Czytaj dalej...

środa, 17 czerwca 2015

"Flush: biografia" Virginia Woolf

Tematyka zadziwiająca zarówno jeśli chodzi o Autorkę, jak i epokę, w której powieść powstała. Flush to...rasowy spaniel, który z angielskiej prowincji, lasów i pól trafia do londyńskiej sypialni pewnej chorej pisarki. Początkowo ubolewa nad utraconą wolnością, jednak stopniowo przyzwyczaja się do nowej pani, leniwego życia psa kanapowego i spacerów na łańcuszku i powozikiem. Pewnego dnia Flush zostaje porwany i w ten sposób poznaje mroczną i straszną stronę miasta...
Przy okazji przygód psa Autorka kreśli obraz Londynu z połowy XIX wieku, z jego nierównościami społecznymi, salonowym życiem i dbaniem o konwenanse z jednej strony oraz skrajną biedą i brudem z drugiej.  Wyraża też pełne ironii poglądy na temat wielu współczesnych jej zjawisk, traktowanych wówczas bardzo poważnie. Dla Flusha zachowania ludzi nie raz były zadziwiające...
Książka pełna humoru, lekka i przyjemna w odbiorze, napisana pięknym, barwnym językiem. Mimo prostego na pozór przekazu kryje wiele głębokich tematów, skłaniających do przemyśleń.

poniedziałek, 15 czerwca 2015

"Mój śmiertelny wróg" - Willa Cather





   Właśnie skończyłam czytać kolejną książkę Wilii Cather wydaną w serii Koliber. Znajdują się w niej trzy opowiadania, których bohaterkami są kobiety. Willa Cather stworzyła w nich świetne psychologiczne portrety kobiet, którym dokonane lub wciąż dokonywane wybory determinują  życie.  To trzy kobiety o barwnych i  interesujących, niebanalnych a zarazem silnych osobowościach, które  łączy umiłowanie sztuki : teatru i opery.  Przy czym bohaterka tytułowego opowiadania, Myra,  związana jest z tym środowiskiem jako miłośniczka tej formy sztuki a bohaterki dwu pozostałych są artystkami - śpiewaczkami.

               Myra, której interesującą historię poznałam dzięki darzącej ją wielką admiracją narratorce, Nellie, kiedyś w młodości zrezygnowała z majątku swego dziadka i dostatniego  życia uciekając z ukochanym Oswaldem. Małżeństwo, jak to zwykle bywa nie do końca spełniło jej oczekiwania chociaż mąż starał się ze wszystkich sił, by mogła prowadzić życie na pewnym poziomie i utrzymywać kontakty towarzyskie oraz bywać w operze i teatrze to jednak dla niej było to za mało. Pod koniec życia, gdy jej śmiertelny wróg - choroba - pozbawia ją coraz bardziej sił,  w rozmowie z  Nellie, która z przykrością przyjmuje fakt, że Myra źle traktuje męża ona stwierdza : " To żałosne, Nellie, kiedy człowiek, żałuje drugiemu nawet dobrych wspomnień, prawda? Tak to wielkie okrucieństwo. Ale ja nic na to nie mogę poradzić. On jest sentymentalny, zawsze taki był; potrafi wspominać nasze najlepsze dni, kiedy byliśmy oboje młodzi i kochaliśmy się, i wmawia sobie, że istotnie tak było. A to nieprawda. Byłam zawsze próżną i chciwą, zaborczą kobietą, zawsze ze wszystkiego niezadowoloną. Niemniej kiedy się jest w wieku, w którym trudno już o kwiaty, niszczyć te, które zostały w sercu mężczyzny to niegodziwość". Kończąc swoją jakby spowiedź przed młodą przyjaciółką Myra  dopowiada " Taka już jestem - ...... - Ludzie mogą być dla siebie jednocześnie kochankami i wrogami.  My tacy byliśmy.. Mężczyzna i kobieta po latach wyzwalają się z uścisku i wtedy widzą, jak się nawzajem poranili. Może nie umiem wybaczyć mu krzywdy, którą mu wyrządziłam. Może to właśnie to. Kiedy są dzieci, uczucie to ulega naturalnym przemianom. Lecz gdy pozostaje takie osobiste ...coś się w człowieku łamie. Z wiekiem tracimy wszystko, nawet zdolność kochania".

Czytaj więcej >>>>>>

wtorek, 9 czerwca 2015

"PANIE Z CRANFORD" ELIZABETH GASKELL


Tytuł: Panie z Cranford
Tytuł oryginału: Cranford
Autor: Elizabeth Gaskell
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2015 
Liczba stron: 206
Moja ocena: 7/10


Powieść "Panie z Cranford" przypomina zbiór scenek rodzajowych. Urok dawno minionego świata, niespieszna narracja, świetnie uchwycone charaktery, snobizmy, śmiesznostki i cnoty bohaterek wzruszają, denerwują i wywołują niepohamowaną wesołość.
"Panie z Cranford" jest powieścią Elizabeth Cleghorn Gaskell brytyjskiej pisarki w epoce wiktoriańskiej. Książka została opublikowana po raz pierwszy w 1851 roku. Fabułą powieści są anegdotki z życia kilku starszych Pań mieszkających w małym miasteczku o nazwie Cranford w hrabstwie Cheshire w Anglii pod koniec XIX wieku.
Głównymi bohaterkami jest kilka Pań, przeważnie są to stare panny lub wdowy, które za wszelką cenę chcą uchodzić za panie należące do klasy wyższej, niż jak rzecz ma się w rzeczywistości. Żyją życiem na pokaz. Panie muszą oszczędzać na każdym kroku, ale skrzętnie to ukrywają i nie przyznają się do tego, aczkolwiek jest to widoczne dla czytelnika w opisach życia codziennego Pań, także po znoszonych i już niemodnych sukniach. Lecz nie przeszkadza im to w utrzymaniu elegancji i poczucia własnej wartości na wysokim poziomie. W książce Gaskell opisała piękny przykład przyjaźni miedzy paniami, gdy jedna z nich znalazła się w trudnej finansowo sytuacji.

"Panie z Cranford" nie są książką wielką objętościo, i nie jest to typowe opowiadanie ze wstępem i zakończeniem. Książka jest raczej zbiorem kilku przeuroczych opowiadań i scenek z życia małomiasteczkowego środowiska. Mimo, że książka jest zbiorem opowiadań, autorka zachowała ciągłość zdarzeń i porządek faktów, a akcja rozwija się i toczy w miarę szybko. Gaskell zachowała w powieści wewnętrzną spójność. Nie chcąc zdradzać fabuły i ujawniać za dużo, nie będę streszczać treści powieści, co z resztą nigdy nie robię, aby nie popsuć czytelnikowi niespodzianki.  
Elizabeth Gaskell opisała w sposób prosty, aczkolwiek nie pozbawiony krytycyzmu, nutki ironii oraz lekko satyrycznego spojrzenia życie codzienne mieszkańców Cranford, tj. głównie kobiet. Gaskell w błyskotliwy sposób napisała o zwyczajach, tradycjach, o mentalności ludzi z tamtej epoki i ich problemach oraz strapieniach. Narratorem w książce jest młoda kobieta Mary Smith i to dzięki jej oczami możemy poznać bohaterów i ich życie pełne konwenansów i z góry narzuconych zasad. Wracając do bohaterów, Gaskell fantastycznie przestawiła postacie literackie. Wykreowane przez autorkę postacie są genialne i wydaja się żywymi istotami, bardzo barwnymi i ciekawymi.

Dzięki świetnemu stylowi autorki, czytelnik ma zapewnioną wspaniałą ucztę literacką. Styl pisania Elizabeth Gaskell nadaje historii pozory prawdy, ma zdolność przekonywania. Uwodzi i oczarowuje czytelnika, a także skłania do zaangażowania. "Panie z Cranford" polecam szczególnie osobom, które lubią epokę wiktoriańską oraz lekką i przyjemną lekturę:))

niedziela, 7 czerwca 2015

"Drzewo białej morwy" - Willa Cather












Willa Cather , która wczesną młodość a zatem lata 70 i 80-te XIX wieku spędziła na rodzinnej farmie  w płn. Wirginii, co wywarło wielki wpływ na jej psychikę a zarazem silnie odbiło się na jej twórczości,  z wielkim pietyzmem sławi  w niej okres pionierski w Stanach Zjednoczonych, do których ściągali ci, którzy w Europie nie widzieli dla siebie i swych rodzin przyszłości.  Tu czekała ich surowa, trudna do ujarzmienia  ziemia, ale oni jeżeli już nie w pierwszym to następnym pokoleniu przy pomocy zmian w uprawach, jak i pojawiających się nowinek technicznych usprawniających pracę na roli,  potrafili ją doprowadzać do rozkwitu sami osiągając dobrobyt i stabilizację. Tak właśnie dzieje się w przypadku szwedzkiej rodziny osadniczej, której członkowie są bohaterami "Drzewa białej morwy".




czytaj więcej >>>>>

poniedziałek, 25 maja 2015

"Dorosłe życie Emilki" - Lucy Maud Montgomery

Emilka wie już, że tylko zawód pisarki przyniesie jej szczęście i nie wyobraża sobie życia bez tworzenia. Nie może również zapomnieć o ukochanym Tedzie – miłości jej życia. Ale gdy Ted opuszcza Emilkę, by studiować w Montrealu, dziewczyna zupełnie się załamuje. Popełnia błąd za błędem, a chyba najpoważniejszym z nich jest decyzja o wyjściu za mąż za człowieka, którego w ogóle nie kocha. Dla Emilki zbliża się czas prawdziwej próby charakteru. Nadchodzi moment, w którym będzie musiała zdecydować, co w jej życiu jest najważniejsze.






Ostatni akord świąt… nie mogłam się do niczego zabrać, póki nie skończyłam „Dorosłego życia Emilki”,  czytałam w nocy i dziś, pośród porozkładanych papierów wzywających mnie, nachalnie, ale mniej jednak od losów Emilki. Przezornie następne książki schowałam wysoko i za innymi rzędami książek, niech wołanie przytłumią opasłe woluminy, a czego oczy nie widzą…


Emilka skończyła szkołę i wróciła do domu. Tak jak kiedyś Ania zatrzaskując tom Euklidesa, wyrażała radość z końca znajomości z geometrią, tak Emilka z radością myśli o tym, że przestanie pić bawarkę, bo jest dorosła. Zarabia na pisaniu, opędza się od wielbicieli i czeka na tego jedynego, do którego należy jej serce, a on jakby wcale o to nie dba. Z tego powodu życie Emilki staje się podobne do telenoweli brazylijskich, są zrywane zaręczyny, ucieczki sprzed ołtarza, rzeki czarnej polewki. Emilka czeka i cierpi, próbuje pocieszyć się przyjacielem, który ją rozumie i kocha, ale jej serce darzy go tylko przyjaźnią, przez chwilę, Emilka jest przekonana, że to wystarczy. Niestety nie… dlatego gdy jej ukochany oświadcza, że się żeni, jej wnętrze płonie z żalu, ale rodzinna, słynna duma nie pozwala wyznać tego nikomu. Wie tylko jego matka, która rewanżuje się okropnym wyznaniem, zbyt późnym.
A koniec książki… no cóż, łzy mi zalśniły… Ach dlaczego ja mam tyle pracy jeszcze, najchętniej poczytałabym coś Montgomery…

Ta książka jest o wiele lepsza niż tom drugi, poświęcony w większości mękom twórczym Emilki. Montgomery ma szczególny dar pisania o uczuciach. Zwłaszcza o tych nieszczęśliwych, o męce niepewności, tęsknocie, żalu. Umie też wynagrodzić przeżywanie tychże, czytelnikowi. To dlatego wyznanie Gilberta jest tak motylkowe i uwielbiane przez czytelniczki. Nie każdy doświadczył sieroctwa, dziecięcego porzucenia, ale chyba każdy był nieszczęśliwie zakochany, a przynajmniej zdarzył mu się koniec świata, czyli święte przekonanie, że ta jedna, jedyna osoba nie odwzajemnia uczuć, gdy nasz świat drżał w posadach, walił się, a słońce świeciło i wstawało na wschodzie, niewzruszone, pogodne, świetliste, naigrawając się z zawodu. Montgomery opisuje to po mistrzowsku, przypominając czytelnikowi wszystkie te zawody, dając nadzieję, że z najgłębszego mroku, można wyjść do światła… chociaż będzie to nas kosztowało utratę chęci do życia, do pracy i wiele przepłakanych w samotności nocy, cichym płaczem, aby nikt z postronnych się nie dowiedział. Chociaż po drodze podejmie się kilka idiotycznych decyzji…



Tom drugi mnie znudził, ten pochłonęłam całą sobą i jestem rozbita… po prostu. Zastanawiam się teraz czy dobić się biografią Boya… Warto wracać do książek młodości… bo nie mogę się starzeć, skoro mój umysł jest nadal tak głupi, żeby łkać nad losami bohaterów? Miałam wykpić tę powieść, napisać, że jest jak telenowele, które wyśmiewam, ale pies to trącał. Pięknie było!!

Oryginał i zdjęcia ba blogu

niedziela, 24 maja 2015

"Emilka szuka swojej gwiazdy" - Lucy Maud Montgomery

Czas nieubłaganie mija. Wszyscy znajomi Emilki wybierają się do szkoły średniej w innej miejscowości, a samotna dziewczynka pozostawiona jest na pastwę losu i ciotki Elżbiety. Emilka czułaby się fatalnie, gdyby nie pisanie, któremu oddaje się z prawdziwą przyjemnością. Ciotka Elżbieta nie jest jednak zachwycona. Stawia Emilce twardy warunek: dziewczyna będzie mogła chodzić do szkoły wraz z przyjaciółmi tylko pod warunkiem, jeśli zarzuci pisanie.

Ach! Niestety kończą się Święta, kończy się wolne, witaj praco i tak dalej… Koniec z czytaniem tylko dla przyjemności i całymi dniami, koniec z niespiesznym sączeniem kawy, piwa i co tam jeszcze pod ręką… nawet makowy torcik już wyszedł… A ja skończyłam II tom Emilki… Teoretycznie mogę ją przeczytać przez noc, rezygnując ze snu… może to i ciekawe wyzwanie?


Książki o Emilce czytałam… całe lata temu, byłam wtedy innym człowiekiem… nie wiem czy nie lepszym, o czym z bólem przypominam sobie czytając książki sprzed lat i odtwarzając swoje uczucia. Jakoś tak niewiele pamiętam z tej lektury, nie jest to złe, bo dzięki temu czułam się, jakbym czytała książkę po raz pierwszy. Po polsku „Emilka szuka swojej gwiazdy”, po angielsku trafniej – wspina się… lepiej koresponduje to z tym co Emilka robi, wspina się, aby na alpejskiej skale wyryć swoje imię… no ale jednak książka „Emilka się wspina”, brzmi… no nijak. Ten tom opowiada o życiu Emilki, od czternastego roku życia, do siedemnastego, gdy dziewczyna podejmuje naukę i mieszka u swojej ciotki Ruth, którą pamiętamy z tomu I. Emilka nie straciła, nic ze swoich marzeń, aspiracji, wciąż pisze, marzy, wyobraża sobie, przeżywa ciekawe, a niekiedy kompromitujące przygody. Nie traci pogody ducha, chociaż czasami ciężko, tak nie poddać się zwątpieniu. Wciąż trwa w zamiarze niezakochiwania się, bo miłość to niewola, a ona chce być wolna, jak ptak.

Tę część czytało mi się wolniej, niż tom I. Bardzo dużo jest tutaj fragmentów pamiętnika Emilki, która jak na zagorzałą pisarkę przystało, za punkt honoru stawia sobie opisanie wszystkiego, chociaż niektóre opisy usypiają.


Całość tekstu na blogu