poniedziałek, 23 grudnia 2013

"Dolina Tęczy"

W tajemniczym, magicznym miejscu, zwanym Doliną Tęczy, dzieci Ani codziennie bawią się i odkrywają, czym jest prawdziwa przyjaźń, poświęcenie i pasja. Z pewnością nie będą narzekać na nudę, tym bardziej, że do wioski sprowadza się nowy pastor z czwórką dzieci, a do tej gromadki dołącza wkrótce zwariowana Mary Vance. Szykuje się mnóstwo przygód, zaskakujących zwrotów akcji i tysiąc atrakcyjnych tematów dla plotkarek z Glen St. Mary



Wracam do Was i od razu z recenzją. Książkę przeczytałam jeszcze przed wyjazdem, podczytywałam ją do posiłków. Natchnęło mnie do tego wyzwanie „Czytamy Anię”. „Dolina Tęczy” to książka, którą traktowałam po macoszemu. Chyba najrzadziej do niej wracałam.  Sama nie wiem dlaczego, ale wiem że niesłusznie.

„Dolina tęczy” to książka o dzieciach Ani i Gilberta, jednak w odróżnieniu od „Ani ze Złotego Brzegu” większy nacisk jest na przyjaciół Jima, Waltera i bliźniaczek. Shirley i Rilla nie odgrywają w tej książce zbyt wielkiej roli, ze względu na wiek. Są jeszcze małymi dziećmi, nie mogą wiec bawić się tak jak ich starsze rodzeństwo. Na Plebanie wprowadza się nowy pastor. Okazuje się wdowcem z czwórką dzieci. Pastor John Meredith jest człowiekiem bardzo uczonym, ale niestety równie bardzo roztrzepanym. Władzę w jego domu dzierży ciotka Marta, która niestety nie radzi sobie z gospodarstwem na świeczniku i rozbrykaną gromadką łobuziaków. Wkrótce dzieci z plebani staną się tematem numer jeden w Przystani Czterech Wiatrów. Wszystkim im przygodom będą się przyglądały: Ania Blythe, Zuzanna Baker i Kornelia Elliot.

W odróżnieniu od dzieci Blythe`ów, dzieci Pastora, są nieznośnie psotne, nie ma dnia by nie skompromitowały ojca i parafii. Nie można mieć o to do nich pretensji, bo nikt ich nie wychowuje, rosną jak dzikie rośliny, zdane tylko na intuicję, zdane na siebie. A to przecież tylko dzieci, pewne sprawy postrzegają zupełnie inaczej. Nie zdają sobie sprawy, że dorośli z ich dobrych intencji wywiodą coś przeciwnego, założą że to wina tego że są niewychowanymi smarkaczami. Dzięki tym szalonym pomysłom książka nabiera niezwykle humorystycznego akcentu. Oto znów mamy do czynienia z „takimi Aniami”, które najpierw robią/mówią a później myślą.

Zapomniałam już jak bardzo podobały mi się te historie, jak bardzo wkurzała mnie Mary Vance, jak ciepło mi się na sercu robiło, gdy czytałam o Unie.  Autorka, jednak nie skupia się tylko na opowieściach o dzieci. Jak w każdej dobrej książce, mamy sporą szczyptę romansu. Opowieści o miłości, niespodziewanej. Niepierwszej, ale pięknej, takiej niewinnej, której nie da się, nie kibicować.

Teraz czytam kolejny tom „Rillę” tam proza życia, gorycz i smutek, lekko sygnalizowane tylko w „Dolinie Tęczy” są silnie wyczuwalne. „Dolina tęczy” to kwintesencja młodości, już nie tak beztroskiej i sielskiej jak dzieciństwo, bardziej wymagającej, ale w gruncie rzeczy pewnej i szczęśliwej. A czarne chmury, które dopiero zaczynają pojawiać się na horyzoncie są tylko zwiastunem nowej przygody, a nie potencjalnym huraganem, który zmiecie nasz świat z powierzchni ziemi a nas pokiereszuje.

Montgomery w tej książce pokazuje to, za co pokochały ją miliony, humor, dystans, ironię. Szkoda, że tak po macoszemu traktowałam ten tom, szkoda, że tak rzadko się o nim mówi. Warto! Warto poczytać!

środa, 18 grudnia 2013

Kobieta, którą porzuciłem - Shusaku Endo

Tokio - tuż po wojnie japońsko - amerykańskiej -  zniszczone, biedne, brzydkie i oni, ubogi student Yoshioka Tsutome pragnący kontaktów fizycznych z dziewczynami oraz Morita Mitsu, wydawałoby się na pozór zwykła, niezbyt ładna dziewczyna, która naiwnie marzy o miłości oglądanej w  filmach z ulubionymi aktorami. Morita jest jednak dziewczyną niezwykłą, dziewczyną o duszy anioła, dobrą i głęboko współczująca innym, która nie zawahała się gdy trzeba było odejść z domu by nie przeszkadzać macosze, jak również by pomagać innym, nawet kosztem utraconych własnych  marzeń. Yoshioka natomiast jest pozbawionym skrupułów młodym człowiekiem nie widzącym nic złego w tym, że wykorzysta dziewczynę .

Czytaj więcej >>>>

"NOC W BIBLIOTECE" AGATHA CHRISTIE

Tytuł: Noc w bibliotece
Tytuł oryginału: The Body in the Library
Autor: Agatha Christie
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Rok wydania: 2008
Liczba stron: 208







Pewnego ranka w domu, w bibliotece państwa Bantry zostają znalezione zwłoki młodej, nieznanej mieszkańcom Gossinghton Hall dziewczyny, ubranej w suknię wieczorową. Ofiarą morderstwa okazuje się śliczna blondynka, która została uduszona. Tak zaczyna się powieść kryminalna pt. "Noc w bibliotece" autorstwa znanej angielskiej pisarki Agathy Christie. 
Państwo Bantry bardzo są zaskoczeni i początkowo nie dowierzają temu, co się stało w ich bibliotece. Po zawiadomieniu policji, Dolly Bantry, żona pułkownika Bantry`ego, pod którego adresem zostały skierowane podejrzenia, prosi o pomoc w rozwiązaniu zagadki morderstwa, swoją przyjaciółkę sympatyczną pannę Marple. Jane Marple jest detektywem amatorem, starą panną, zamieszkałą w wiosce St. Mary Mead, której postać stworzona przez pisarkę, pojawia się w wielu jej powieściach i jest znana miłośnikom kryminałów Christie. Panna Marple słynie w okolicy ze sprytu, inteligencji i bystrości umysłu w rozwiązywaniu zagadek kryminalnych. 

Całość można przeczytać tutaj

piątek, 13 grudnia 2013

"Agnes Grey" Anne Bronte

Tytułowa bohaterka, Agnes, jest córką pastora, który ubożeje w efekcie niefortunnego ulokowania majątku. Dziewczyna, chcąc pomóc rodzinie, ale i poznać świat, zostaje guwernantką. Był to jedyny zawód możliwy do wykonywania przez młodą kobietę. Agnes jest przekonana, że wspomnienia własnych dziecięcych odczuć, cierpliwość i serdeczność wystarczą, by radzić sobie z wychowankami i wciągnąć ich w fascynujący świat nauki. Niestety, jej wyobrażenia szybko obracają się w gruzy, gdy trafia do rodziny, w której dzieci są rozpuszczone, a rodzice nie udzielają jej żadnego wsparcia, wręcz obwiniają za kłopoty wychowawcze. Kolejni pracodawcy okazują się niewiele lepsi, jednak wcześniejsze doświadczenia pomagają Agnes w dalszej pracy.
Powieść dokładnie oddaje klimat XIX wiecznej Anglii i pozycję kobiety w społeczeństwie.  Najmłodsza z sióstr Bronte pisała najbardziej realistycznie, pominęła wątki fantastyczne, ale za to bardzo plastycznie ukazała postacie i ich wzajemne relacje. Dzięki temu budzi współczucie czytelnika dla Agnes, poniżanej, ignorowanej i wyśmiewanej zarówno przez dzieci, jak i dorosłych.
Jednak książka momentami była dla mnie nużąca. Brakowało mi emocji, wartkiej akcji, jakiej doświadczyłam w powieściach pozostałych sióstr Bronte. Agnes, jako narratorka, jest powściągliwa, ze szczegółami opisuje osoby, z którymi przyszło jej żyć, za to opisy wydarzeń nie raz przerywa w najmniej spodziewanym momencie. Również wątek miłosny jest mdły i okrojony, wybranek Agnes-wyidealizowany i przesłodzony.
Warto przeczytać, by poznać ciemne strony pracy guwernantki i docenić wolność, jaką mają współczesne kobiety.
Notka pojawiła się również na moim blogu.

"Ania z Szumiących Topoli" Lucy Maud Montgomery

Tytuł: Ania z Szumiących Topoli Tytuł oryginału: Anne of Windy Poplars Autor: Lucy Maud Montgomery Wydawnictwo: Literackie Rok wydania: 2005 Liczba stron: 368 Moja ocena: 5.5/6











"Ania z Szumiących Topoli" kolejna, czwarta książka z cyklu opowieści o rudowłosej i niezwyklej Ani Shirley. Książka opowiada o trzech latach jakie główna bohaterka spędziła w Summerside. Ania po ukończonych studiach i zaręczynach z Gilbertem, otrzymała posadę dyrektorki w szkole w Summerside. Zamieszkała w Szumiących Topolach, w wynajętym pokoiku w domu dwóch wdów.
 W Summerside Ania przeżyła trzy wspaniałe lata. Poznała i zaprzyjaźnia się z wieloma ciekawymi osobami. Jednak początki dla Ani nie były łatwe, gdyż musiała zmierzyć się z rodziną Pringle'ów, stanowiących większość mieszkańców Summerside, trzymającą i wspierającą się razem oraz panującą niepodzielnie w tej małej mieścinie. Rodzina Pringle'ów chciała, aby na stanowisku dyrektora tamtejszej szkoły zasiadł ich krewny. Z tego powodu panna Shirely miała nie lada kłopoty, zmartwienia i przykrości, ale po paru meczących miesiącach przypadek sprawił, że Ania wygrała z nimi tę "wojnę". 
 
Ciąg dalszy tutaj:)

czwartek, 12 grudnia 2013

Lew Tołstoj "Anna Karenina"

Jest to chyba największe moje tegoroczne rozczarowanie czytelnicze. Niestety, nie podobało mi się. Ani trochę. No, może przesadzam - skoro przeczytałam tę powieść do końca, to znaczy, że jednak coś tam mnie zainteresowało. Ale mimo wszystko liczyłam na wiele więcej!
Myślę, że nie warto opisywać tu fabuły - przecież wszyscy ją znają! Nawet ja słyszałam o tej historii odrobinkę, a to wystarczyło właściwie, żeby poznać całą treść. Otóż - tu pewnie narażę się na tęgie baty od wielbicieli "Anny Kareniny", ale trudno - jest to powieść o niczym. Powieść, jakich tysiące, z tym jednym wielkim minusem, że ciągnie się w nieskończoność i nie dawkuje żadnych emocji. Właściwie brak tu emocji, przynajmniej we mnie żadnych nie wzbudziła (oprócz żalu, że tyle miesięcy czytania poszło na marne). Zastanawia mnie jedno - skąd ten tytuł? Historia Anny Kareniny rozpoczyna się około setnej strony i kończy na kilkadziesiąt stron przed końcem powieści, więc człowiek właściwie zdążył o niej zapomnieć nim dobrnął do ostatniej linijki.  
Tym razem postanowiłam napisać nietypową notkę, ponieważ niewiele pamiętam z pierwszej części powieści, a pozostały tylko mgliste wrażenia i skojarzenia. Podzielę się więc z wami tym, co mi się podobało i tym, co nie przypadło mi do gustu :)
 
Ciąg dalszy TUTAJ :)  zapraszam!

poniedziałek, 9 grudnia 2013

"ULISSES" JAMES JOYCE


Tytuł: Ulisses
Tytuł oryginału: Ulysses
Autor: James Joyce
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 912










"Ulisses" autorstwa Jamesa Joyce`a powieść uznawana za jedno z największych arcydzieł literatury światowej, określany jest mianem niemoralnego arcydzieła. Nie będę tutaj wnikać i rozstrzygać opinii ekspertów, niemniej jednak "Ulisses" jest niezwykłą książką i nie da się temu zaprzeczyć. Wyobraźcie sobie jeden dzień z życia człowieka opisany krok po kroku na 900 stronach. O czym można tyle pisać? A jednak Jamesowi się to udało i to jest właśnie fenomenem tej powieści, oprócz oczywiście przedziwnego słownictwa i fabuły. Powieść ta należy do jednych z najdziwniejszych książek jakie kiedykolwiek w życiu zdołałam przeczytać. Sięgnęłam po nią z czystej ciekawości i już po paru stronach wiedziałam, że czytanie jej, będzie dla mnie dużym wyzwaniem. Z "Ulissesem" zmagałam się ponad cztery miesiące i wreszcie dobrnęłam do końca. Powieść jest obszerna, bo liczy sobie jak już wyżej wspomniałam ponad 900 stron. Ale nie liczba stronic była problemem. Wczytanie się nie było łatwe, wymagało dużej uwagi i skupienia, a zrozumienie to już inna bajka. Wiele razy odkładałam książkę na tydzień, dwa i później znów do niej wracałam.
Zarys fabuły przedstawia się następująco, Leopold Bloom i jego znajomy Stefan Dedalus spacerują po ulicach Dublinu. Akcja toczy się w ciągu jednego dnia 16 czerwca 1904 roku. Trudno napisać tutaj jednoznacznie o czym właściwie jest ta powieść. Jest o napotkanych ludziach, rozmowach, sprawach życia codziennego, myślach, przemyśleniach, zachowaniach. Wydaje mi się jednak, że fabuła nie jest kwintesencją tego dzieła. Ważniejsza jest forma, rożne style literackie i język uwydatniające geniusz autora. Najtrudniejszy do przebrnięcia był dla mnie fragment powieści o wizycie Blooma w domu publicznym. Istna masakra! Najbardziej podobał mi się końcowy monolog wewnętrzny. "Ulissesa" okrzyknięto kiedyś mianem dzieła niemoralnego i nieprzyzwoitego, ale czy jest ono takim w czasach obecnych? Raczej już do takich się nie zalicza. Nie polecam tej książki każdemu, jedynie tylko tym, którzy są jej naprawdę ciekawi i chcą się z nią zmierzyć intelektualnie.

czwartek, 5 grudnia 2013

Witold Gombrowicz "Ferdydurke"

Coś dla miłośników absurdu i groteski. Wiele osób książki nienawidzi, ja byłam zachwycona. Zapraszam po szczegóły.

Czytaj opinię>>

Zofia Nałkowska "Granica"

Jak pewnie większość z Was pamięta, "Granica" jest powieścią psychologiczną. Autorka inspirowała się Freudem, który dla psychologii zrobił bardzo dużo, ale z obecnej perspektywy nie jest to oczywiście nic nowego. A powieść? Zapraszam serdecznie!

Czytaj opinię>>

Stefan Żeromski "Przedwiośnie"

Ten autor pojawia się w kanonie lektur szkolnych aż trzy razy, po razie na każdym poziomie edukacji. W związku z tym to moje trzecie niechciane spotkanie z tym autorem. I wiecie, nie żałuję.

Czytaj opinię>>

Wiesław Myśliwski "Kamień na kamieniu"

Książka Myśliwskiego reprezentuje nurt chłopski w literaturze, a właściwie mówi o upadku tej kultury. Zapraszam serdecznie do lektury recenzji.

Czytaj recenzję>>

Czas życia i czas śmierci. - Erich Maria Remarque

Okładka posiadanej przeze mnie  książki, z pozoru wydająca się sielska i romantyczna, odnosi się do brutalnie przerwanego bombardowaniem spotkania dwojga kochanków, którzy próbując wykorzystać krótki czas jaki im był dany, by zażyć odrobiny normalności i przyjemności,  gdy wokół szaleje wojna, wieczory spędzają  w restauracji przy dobrej kolacji z  wyśmienitym winem.
       Bohaterem  powieści  jest młody niemiecki żołnierz Ernst Graeber, który  przyjeżdża po dwu latach udziału w walkach na froncie do rodzinnego miasta na  dwutygodniowy urlop. Front rosyjski się załamuje, Niemcy zaczynają przegrywać wojnę o czym jednak  nie wolno mówić głośno, żołnierze nie wiedzą również co się faktycznie dzieje na innych frontach wojny jak i w samych Niemczech. Ernst z sercem przepełnionym nadzieją wraca na krótko do kraju, do siebie, by  wytchnąć  od nędzy, głodu, zimna i wszechobecnej śmierci z czym na co dzień spotykał się na rosyjskim froncie. Jakież jest jednak jego zaskoczenie, gdy widzi, że jego rodzinne miasto również ucierpiało  wskutek wojny, gdyż  jest bombardowane przez aliantów, i że jego część, a w tym ulica, na której mieszkał  to ruiny i zgliszcza.


Czytaj więcej>>>>

środa, 4 grudnia 2013

Przystanek na horyzoncie - Erich Maria Remarque

  

 Mój "Przystanek na horyzoncie" Ericha Marii Remarque'a  to książka, która została po raz pierwszy w Polsce wydana przez Poznańskie Wydawnictwo REBIS w 1999 roku. Książka jest niezwykle starannie i estetycznie wydana w serii Mistrzowie Literatury. Na obwolucie umieszczony jest fragment autoportretu Tamary Łempickiej - Tamara w zielonym bugatti,  z 1925 roku.
        Bohaterem tej książki Remarque'a jest młody Niemiec, Kai, który jest kierowcą rajdowym. Kai jest niespokojnym duchem, nie potrafi usiedzieć długo na jednym miejscu i sam nie wie czego tak na prawdę od życia chce. Jego pasją  są szybkie samochody i wyścigi samochodowe, a także bywanie w kasynach, gra w ruletę -  co wiąże się z ciągłym zmienianiem miejsca pobytu i poznawaniem wciąż nowych osób, w tym pięknych kobiet, które chętnie  zawierają  nowe znajomości i nie unikają romansów.

 Coś mu mówi, że powinien zmienić swoje życie, ustabilizować się i osiąść wreszcie na stałe w swej posiadłości, a także ożenić się z młodą sąsiadką Barbarą, która pociąga go swą urodą i młodością, ale zamiast tego poznaje Barbarę ze swym przyjacielem, a sam wraca do świata, gdzie czeka go przygoda z nowo poznaną Amerykanką, Maud Philby. Wraca do tego świata, który go przyciąga intensywnością przeżyć, gdzie pełno " barwnych ptaków"  żyjących dniem codziennym, bywalców kasyn, przyjęć towarzyskich, gdzie prowadzi się ciekawe konwersacje chociaż w zasadzie o niczym istotnym, i miłośników wyścigów samochodowych wędrujących od Monte Carlo po Palermo.


Czytaj więcej>>>>

"WIELKI GATSBY" FRANCIS SCOTT FITZGERALD

Tytuł: Wielki Gatsby
Tytuł oryginału: The Great Gatsby
Autor: Francis Scott Fitzgerald
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 224
Moja ocena: 5.5/6










 
"Wielki Gatsby" jest najsłynniejszą chyba powieścią F. S. Fitzgeralda z 1925 roku, kronikarza epoki jazzu, przyjaciela Hemingwaya, bohatera skandali towarzyskich - jak można przeczytać na okładce. Książka ta należy do klasyki gatunku i każdy miłośnik, kolekcjoner klasyki powinien ją chociaż jeden raz przeczytać. Akcja rozgrywa się w latach 20 XX wieku, miejscem gdzie toczy się historia jest Nowy Jork.
Książka jest niezbyt długa, ale realnie odzwierciedla ówczesne czasy  prohibicji, przestępczości gangsterskiej w Ameryce. Narratorem i jednocześnie jednym z głównych bohaterów jest Nick Carraway. Przybywa do Nowego Jorku, zamieszkuje w wynajętym domu na obrzeżach miasta i jak się później okazuje jego sąsiadem jest tytułowy Jay Gatsby. Nick jest ciekawy swego sąsiada,  u którego w wielkim domu co wieczór odbywają się huczne imprezy, na których bawi się elita nowojorska. Pewnego dnia i on trafia na jedno z tych przyjęć i poznaje "wielkiego", tajemniczego Jaya Gatsby`ego. Nick jest trochę zaskoczony Gatsbym, gdyż wyobrażał go sobie zupełnie inaczej, a okazał się być zwyczajnym facetem. Zaprzyjaźniają się ze sobą, Nick poznaje jego historię. Następnie pomaga Gatsby`emu zbliżyć się do swojej kuzynki Daisy, którą znał od wielu lat, był w niej zakochany, ale wówczas był młodym, biednym chłopakiem i ich związek był niemile widziany ze strony rodziny Daisy. Co z tego wyniknie? Nic dobrego!

"Wielki Gatsby" nie nudzi, ale ani nie zaskakuje ani nie porusza. Fabuła opowiada o typowej, prostej historii miłosnej Gatsby`ego i Daisy. Ale z pozoru to nie ta miłostka wychodzi na plan pierwszy, lecz historia życia Gatsby`ego, która pokazała, że człowiek bez pieniędzy jest nieszczęśliwy i nie może osiągnąć i dostać to, co pragnie, ale pieniądze też szczęścia nie dają!

sobota, 30 listopada 2013

Król Ryszard III Wiliam Szekspir




We współczesnym świecie, kiedy klasykę, a zwłaszcza klasykę dramatu czytają już chyba wyłącznie studenci filologii polskiej oraz teatrolodzy należałoby jakoś uatrakcyjnić Szekspira. Najprostszym sposobem wydaje się uwspółcześnienie przekazu teatralnego poprzez odniesienia do tego, co dla większości populacji będzie bardziej zrozumiałe. Nie widzę nic złego w nadawaniu dziełom klasyków nowej formy, pod warunkiem, że nie stanowi ona zbytniego uproszczenia i odwołania się do popkulturowych obrazków vide przedstawienie Makbeta Teatru Współczesnego ze Szczecina, o którym pisałam tutaj. Dobrym przykładem jest oparte na sztuce Ivo Bresana przedstawienie .Hamleta we Wsi Głucha Dolna z rewelacyjną grą aktorską panów Gajosa, Rewińskiego, Ferencego i Turka oraz pani Celińskiej). Dowcipnie i pomysłowo przedstawiła wrażenia z lektury Ryszarda III momarta posługując się zabawą w wynajdywanie różnic pomiędzy Ryszardem III Szekspira i Philippy Gregory (tutaj). Mam więc nie lada zagwozdkę, w jaki sposób przekazać wrażenia z lektury, aby zachęcić potencjalnych czytelników do zapoznania się z treścią tej literackiej quasi kroniki.
Może powinno się zakazać czytania Ryszarda, nie od dziś wiadomo, że zakazany owoc najlepiej smakuje. Tylko, jakie podać argumenty?
Po pierwsze – długość sztuki, Król Ryszard III to najdłuższa sztuka napisana przez Szekspira, liczy aż 205 stron. Osoby, które zainteresowane są biciem rekordów czytelniczych w miesiącu (dziesięć – czternaście - osiemnaście książek) mogą być zniechęcone sięganiem po „tak grubą książkę”.
Ale z drugiej strony rzecz pisana niemal wyłącznie w formie dialogów (z króciutkimi didaskaliami) czyta się błyskawicznie i wbrew pierwszym obawom, że łatwo nie będzie to sztuka jest dość prosta w przekazie (choć treści niesie niełatwe). Do gruntu zły, ogarnięty żądzą władzy Ryszard w celu osiągnięcia tronu eliminuje każdego, co do którego istnieje choćby cień podejrzenia, że mógłby osobiście lub samym tylko istnieniem stanowić dla jego przyszłego panowania zagrożenie. Ryszard nie baczy, czy jest to dziecię, młodzieniec, mężczyzna w sile wieku, nie ma też względu dla kobiet. Najbardziej zagrażających mu krewnych pozbywa się w pierwszym rzędzie. Dlaczego? To najważniejsze pytanie; czy Ryszard to samo zło przyobleczone w człowiecze kształty, czy ofiara tragicznego spotu okoliczności, dziecko swoich czasów, wypadkowa braku miłości. Jak dla mnie to typowy człowiek władzy, homo politicus.
Po drugie – autor maluje nie do końca prawdziwy portret ostatniego monarchy z dynastii Yorków. Fałszowanie historii - podejrzanie brzydko pachnie dla tropicieli afer i skandali. Nie od dziś wiadomo, że historię piszą zwycięscy, którzy swoich poprzedników gotowi są znieważać na wszelkie sposoby. Najłatwiej oskarżać tego, który nie może się bronić.
Po śmierci Ryszarda (zginął w bitwie pod Bosworth, która położyła kres długiej i wyniszczającej Anglię wojnie Dwóch Róż, czyli wojnie pomiędzy Lancasterami a Yorkami) rządy przypadły dynastii Tudorów (sprawdza się stara prawda, gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta), na czele której stanął Henryk VII. Po przejęciu steru rządów Tudorowie, którzy nienawidzili Ryszarda i dla których zarażenie tą nienawiścią ludu stało się jednym z priorytetów i kroków do umocnienia własnej pozycji tworzą wizerunek potwora, krwiożerczej bestii. Najpierw znieważają zwłoki nieszczęsnego, a następnie przypisują mu każdą niegodziwość, jaka przychodzi im na myśl, a tym samym poprzez kontrast sami jawią się wybawicielami i zbawcami Anglii. Ryszard III, jak podają dzisiaj badacze wcale nie był takim okrutnym i zbrodniczym potworem, jakim przedstawiały go pisane pod dyktando, albo dla przypodobania się Tudorom kroniki. Nie ma nawet dowodów na przypisywane mu zabójstwo bratanków. Nie oznacza to oczywiście, iż nie on był zleceniodawcą zabójstwa, czy też że był władcą bez skazy. Należy jednak pamiętać, iż rzecz cała miała miejsce w XV wieku (kiedy pojęcie moralności miało nieco inne znaczenie niż ma dzisiaj), w czasach, w których niemal każdy władca miał krew na rękach.
Czy Szekspir należał do zwolenników Tudorów nie wiem, w każdym razie żył w czasach, kiedy rządy sprawowała wnuczka Henryka VII Elżbieta I, a oficjalne kroniki przedstawiały Ryszarda, jako najgorszego ze zbrodniarzy. Może miał tego świadomość, iż przedstawiona przez kronikarzy historia sprzed stu lat jest nie do końca prawdziwa, może nie.
Ale z drugiej strony, czy to, iż Ryszard III nie był takim, jakim przedstawia go Szekspir odbiera wartości dramatu? Moim zdaniem absolutnie nie. Pisarz przedstawia w nim portret psychologiczny polityka dążącego do przejęcia władzy, który wyznaje zasadę cel uświęca środki. Szekspir przedstawia mechanizm politycznego cynizmu i zakłamania. Czytając Ryszarda III chwilami zadawałam sobie pytanie, czy nie jest to portret przejaskrawiony, czy naprawdę istnieją osoby aż do gruntu złe, bez sumienia, w których nie ma ani krzty moralności i empatii, dla których świat kręci się wokół ich własnej osi, osoby ogarnięte szaleństwem, wizją, żądzą. Po chwili zastanowienia musiałam przyznać, iż takich osób historia zna niestety nazbyt wiele.
Na wieść o chorobie króla (swego poprzednika) szekspirowski bohater wygłasza monolog, będący jego politycznym credo:
Tak, nie przeżyje, mam nadzieję, ale
Najpierw karetą wyślemy do nieba
George`a. Ciężarem rzekomych dowodów
Nadając wagę zmyśleniom, podsycę
W królu nienawiść jego do Clarence`a;
Jeśli ten skryty zamysł się powiedzie,
Więzień nie ujrzy jutrzejszego dnia.
To się załatwi- a wtedy niech Pan Bóg
Króla Edwarda bierze do swej chwały,
A mnie zostawi świat, bym się w nim krzątał!
Wtedy poślubię bowiem młodszą córkę
Warwicka- cóż, że zabiłem jej męża
I ojca? Zwrócę dziewczynie te straty,
Gdy sam się stanę jej mężem i ojcem.
I stanę się, tak; nie tyle z miłości,
Ile z uwagi na inny sekretny
Plan, który przez ten ślub wprowadzę w życie.
Nie dzielmy, jednak skóry na niedźwiedziu;
George wciąż oddycha, król choć śmierci bliski,
Żyje; gdy umrą, obliczymy zyski.
*
 

Po trzecie - ciężko się czyta dzieło pisane językiem szesnastowiecznym.
Ale czy rzeczywiście, czy język poety i opisane przezeń treści są tak nam obce; czy nie znajdujemy analogii do czasów nam współczesnych. Rzecz cała tyczy tego podłego Ryszarda (takich Ryszardów i dzisiaj nie brak, choć zmieniły się nieco metody działania mechanizm pozostał ten sam), ale i całe jego otoczenie nie pozostaje bez winy, czyż jego przyszłe ofiary nie są wcześniejszymi wspólnikami zbrodni, czy na scenie wydarzeń znajdujemy choć jednego sprawiedliwego. W Królu Ryszardzie III rozterki sumienia ma jedynie płatny morderca, na co odpowiada mu towarzysz przestępstwa słowami, które wyrażają moralność niemal wszystkich bohaterów sztuki.
Nie będę się z nim wdawał; sumienie robi z człowieka tchórza. Człowiek nie może spokojnie ukraść, żeby nie zaczęło go oskarżać; człowiek nie może zakląć, żeby go nie zrugało; człowiek nie może pójść do łóżka z żoną bliźniego swego, żeby sumienie tego nie wykryło. To duch wiecznie czerwony ze wstydu i wiecznie wykrzykujący nam w środku jakieś protesty albo ustawiający przeszkody. Zdarzyło mi się raz pod jego wpływem oddać sakiewkę ze złotem, którą przypadkiem znalazłem. Sumienie doprowadzi do nędzy, każdego kto je zachowa; ludzie wykurzają je z miast i osad jak najgorszą zarazę; kto chce żyć wygodnie i dostatnio, stara się ufać tylko sobie samemu i żyć bez niego. ** A monolog końcowy wygłoszony przez przyszłego władcę brzmi równie pięknie, co nieszczerze i przypomina przedwyborcze obietnice dzisiejszych polityków. I po raz kolejny zastanawiam się, co takiego sprawia, że władza jest dla człowieka tak pożądaną. Może potrafiłby na to udzielić mi odpowiedzi któryś ze sprawujących władzę.
A sam Ryszard, który tej władzy pożądał za cenę każdej zbrodni, czy trzymając ster rządów w swych rękach czuje się spełniony, czy też świadomy jej mechanizmu może spać spokojnie. Scena z duchami pomordowanych zdaje się odpowiadać na to pytanie i tylko dziwnym wydaje się, jak ten cyniczny polityk daje się uwieść ułudzie pokładając zaufanie w swoich poplecznikach, bowiem finał jest więcej niż pewny od samego początku. Doskonały portret Ryszarda kreśli Szekspir ustami jego matki;
… już twoje przybycie
Na świat zmieniło w piekło moje życie.
W mękach zrodzony, krnąbrny i oporny
W kołysce dziki i gniewny i niesforny
W wieku dziecięcym, awanturnik butny
W młodości hardy, podstępny, okrutny
W dojrzałych latach-dzisiaj jesteś jeszcze
Groźniejszy, jako że umiesz nienawiść
Ukryć pod maską życzliwej dobroci.
***
*str. 15 Król Ryszard III Wiliam Szekspir Wydawnictwo Polskiej Prowincji Dominikanów „W drodze” 1996 r. Tłumaczenie Stanisław Barańczak 
**  str. 55 tamże
*** str. 157-158 tamże
Za pożyczenie książki dziękuję momartrze. (książeczki dziś rozpoczęły swą podróż na zachód i mam nadzieję bez większej męki dotrą do domu przed świętami).

Sama po książkę sięgnęłam zaintrygowana teatralną adaptacją sztuki. Na festiwalu szekspirowskim w Gdańsku w zeszłym roku wystąpili aktorzy Teatru Jaracza w Łodzi. Przedstawienie w reż. Grzegorza Wiśniewskiego bardzo przypadło mi do gustu, bowiem pozbawione było udziwnień, uwspółcześnień, popisywania się reżysera, czy poprawiania Szekspira. Zachowując wierność pisarzowi przedstawił reżyser tragedię Ryszarda. Ten introwertyk nienawidzący wszystkiego i wszystkich, łącznie z samym sobą dąży nie tyle do zwycięstwo, co do samozagłady. A finałowa scena dialogu z matką pokazuje Ryszarda, który choć żywy już nie żyje.
Czy to jest przesłanie dla rządzących, iż z każdego szczytu jest tylko jedna droga, upadek? Ale kto by się tam dziś (czy kiedykolwiek) przejmował słowami poety.
A czy czytać Szekspira, czy nie to już musicie zdecydować sami.
Na zdjęciu Tower of London (fragment) - miejsce, gdzie kończyli życie polityczni przeciwnicy monarchów.

wtorek, 26 listopada 2013

"Śpiewacy" Iwan Turgieniew

Ileż to już razy obiecywałam sobie, że nie sięgnę więcej po literaturę rosyjską..? Mimo to od czasu do czasu łamię to postanowienie, no i mam za swoje... (o ile w przypadku utworu Turgieniewa było to tylko 20 stron, o tyle inna powieść rosyjska, którą czytam niestrudzenie od prawie 3 miesięcy, to już nie lada wyczyn:)). To niesamowite, że literatura każdego kraju ma w sobie coś tak niepowtarzalnego i charakterystycznego, że bardzo często zdarza mi się szukać utworów i autorów właśnie pod kątem kraju, z którego pochodzą. Stąd wiem na pewno, że gdy sięgnę po literaturę francuską, na 90% zainteresuje mnie, zachwyci lub chociażby wzbudzi pozytywne emocje. 

Wracając jednak do opowiadania I. Turgieniewa. Cóż, sama nie wiem, co mogę o nim napisać. Sam tytuł wskazuje, iż bohaterami utworu są śpiewacy. Tak, to prawda. Narrator, bardzo uważny obserwator życia w wiosce Kołotowce, prowadzi nas do niewielkiego szynku "Przytulnego", gdzie odbywać się mają zawody w śpiewaniu (nie wiem jak to inaczej opisać - na pewno nie jest to karaoke!). Naprzeciw siebie stają dwaj wytrawni śpiewacy: Jaszka Turek i Jakub przedsiębiorca. A rozstrzygnąć o losach konkursu mają stali bywalcy szynku. Ot i cała historia. Oczywiście jeden z nich wygrywa, otrzymuje nagrodę, dzieli się nią z publicznością... Jeśli mam być szczera - opowiadanie o niczym.

Ciąg dalszy TUTAJ :) zapraszam!

niedziela, 24 listopada 2013

"Tętniące serce"

Wiele już czytałam powieści o miłości rodzicielskiej. Wiele łez wylałam przy tego typu historiach, gdyż przeważnie sytuacje opisywane przez autorów okazywały się skrajnie patologiczne (niekoniecznie w negatywnym sensie). Jednak opowieść szwedzkiej pisarki, bądź co bądź laureatki Nagrody Nobla, wywarła na mnie niesamowite wrażenie, a łezka się w oku nie zakręciła. Jak to możliwe? Pytam dotąd sama siebie :)

S. Lagerlof wzięła na warsztat nietypowy temat - tacierzyństwo. Wątek, który w dzisiejszych czasach byłby czymś normalnym lub też czymś pożądanym, sto lat temu musiał wywołać skrajne emocje.Być może dlatego właśnie autorka wybrała tak specyficzny sposób opisu historii Jana Andersona i jego córki Klary Finy Gulleborgi. Za chwilę postaram się wyjaśnić dokładniej, o co mi chodzi, choć nie jestem pewna, czy będę potrafiła w pełni oddać to, co kłębi mi się w głowie.

Ciąg dalszy TUTAJ! Zapraszam :)

wtorek, 19 listopada 2013

Siostry krzyżowe - Aleksy Riemizow.





Książkę, o której tym razem piszę przeczytałam już kilka miesięcy temu. A jest to arcyciekawa, zarówno pod względem tematyki jak i stylu jakim została napisana,  powieść Aleksego Riemizowa pod intrygującym tytułem  "Siostry krzyżowe". Jak sądzę pisarz nie jest znany a ja też zetknęłam się z nim przypadkowo w trakcie przeglądania jakiegoś antykwariatu na allegro. To właśnie  tytuł książki mnie zaciekawił.

      Kim był Riemizow?
 Z dość obszernego posłowia wynika, że Aleksy Riemizow  urodzony w 1877 roku w Moskwie, w rodzinie kupieckiej, który studiował  na wydziale fizyczno-matematycznym uniwersytetu  moskiewskiego,  uważany jest za jednego z największych prozaików rosyjskich XX wieku. Życie miał trudne bowiem jego pół  spędził na emigracji, gdyż jak w 1921 roku opuścił Rosję to mimo przyjęcia w 1948 roku obywatelstwa radzieckiego już nigdy do kraju nie wrócił. Wpierw mieszkał w Berlinie skąd w 1923 roku przeniósł się do Paryża, gdzie zmarł w 1957 roku. Na powrót do kraju nie pozwolił mu zły stan zdrowia, do którego przyczyniły się lata paryskiego ubóstwa oraz osamotnienie, gdyż w 1943 roku zmarły jego żona i córka. 



Czytaj więcej>>>>>>

czwartek, 14 listopada 2013

Ojciec Damian - Wilhelm Huenerman










Nie bardzo wiem, jak ta książka,  wydana w 1985 roku przez Wydawnictwo Pallottinum,  trafiła do mojej biblioteczki. Prawdę mówiąc nie paliłam  się jakoś do jej  przeczytania, ale pomyślałam, że skoro mamy Rok Wiary to warto by poczytać o ludziach, którzy nie tylko żyli wiarą , ale byli jej herosami, a z pewnością wyjdzie  to na dobre dla mojej mdłej  wiary. I się nie myliłam.
   Wilhelm Huenermann, niemiecki pisarz katolicki i zarazem ksiądz, najbardziej znany z biografii rzymskokatolickich świętych, w swej  książce "Ojciec Damian " w  piękny i wyrazisty sposób ukazał niezwykłego pod każdym względem człowieka,  dzisiaj  już świętego,  Józefa de Veuster, Flamanda urodzonego 3 stycznia 1840 w Tremelo w Belgii, który  w wieku 19 lat  wstąpił do Zgromadzenia Najświętszych Serc Jezusa i Maryi w Leuven  przybierając  imię Damian.

    Kim był ten Flamand , którego w 2005 roku  w plebiscycie zorganizowanym przez belgijską telewizję  uznano za najznakomitszego  Belga w historii tego kraju.

   Ojciec Damian  Veuster  urodził się jako siódme dziecko w średniozamożnej, chłopskiej rodzinie, która wychowywała swe dzieci w duchu wiary chrześcijańskiej  i patriotyzmu ucząc miłości do Boga i Flandrii, która była ich ukochaną ojczyzną, a także dbała o ich  kształcenie.  Zaowocowało to poświęceniem się służbie Bogu przez czwórkę młodych Veusterów.  Huenermann  przedstawia Józefa Veustera jako gorącego patriotę, który przeznaczany przez ojca do przejęcia gospodarstwa długo się sprzeciwiał wysłaniu go do szkoły handlowej tylko dlatego, że musiał tam uczyć się mówić po walońsku / Belgia w tym czasie wstrząsały konflikty na tle językowo-kulturowym/.





Czytaj więcej >>>>

środa, 13 listopada 2013

"LOLITA" VLADIMIR NABOKOV

Tytuł: Lolita
Tytuł oryginału: Lolita
Autor: Vladimir Nabokov
Wydawnictwo: MUZA
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 319
Moja ocena: 4/6






„Lolito, światłości mojego życia, ogniu moich lędźwi. Grzechu mój, moja duszo. Lo-li-to: koniuszek języka robi trzy kroki po podniebieniu, przy trzecim stuka w zęby. Lo. Li. To. Na imię miała Lo, po prostu Lo, z samego rana, i metr czterdzieści siedem w jednej skarpetce. W spodniach była Lolą. W szkole – Dolly. W rubrykach – Dolores. Lecz w moich ramionach zawsze była Lolitą”
 
Do przeczytania "Lolity" skłoniła mnie ciekawość podsycona wieloma sprzecznymi i kontrowersyjnymi opiniami na temat tejże powieści, które usłyszałam i przeczytałam. 
Nie będę zbytnio rozpisywać się  o tej książce, gdyż napisano o niej już chyba wszystko i nic nowego nie napiszę, wyłączając jedynie moją opinię. 

"Lolita" najbardziej znana powieść Vladimira Nabokova, wybitnego pisarza rosyjskiego i amerykańskiego, opowiada o Humbercie Humbercie, czterdziestoletnim mężczyźnie, pedofilu, obsesyjnie zakochanym, pożądającym dwunastoletnią dziewczynkę Dolores Haze, którą w powieści nazywa swoją nimfetką Lolitą. Humbert jest człowiekiem obsesyjnie pożądającym małe dziewczynki, pełnym pogardy dla innych ludzi,  jest wariatem, który pozbawił dzieciństwa Dolores. Natomiast Dolores jest wulgarną, krnąbrną, arogancką i bezczelną małą dziewczynką.

Narratorem książki jest sam Humbert, którą stworzył ją podczas pobytu w więzieniu. Treścią powieści, oprócz kazirodczego i chorego związku z małą Dolores jest ich wspólna, barwnie opisana dwuletnia podróż po Stanach Zjednoczonych. Pisząc o tej powieści nie sposób wspomnieć o kunszcie literackim, godnym podziwu. Pierwszą myślą jak nasunęła mi się po przeczytaniu książki było: no, niezła!,  ale budzi trochę niesmak. Wbrew pozorom nie ma w niej krzty scen erotycznych, żadnego erotyzmu. "Lolita" jest to powieść, która z jednej strony zawiera kontrowersyjną fabułę, ale z drugiej wyszukany i nadzwyczajny język literacki, godny miana arcydzieła. Moja ocena tej książki nie jest wysoka, ale też i nie niska, dlatego, że tak ujmę, treść bardziej wzbudziła we mnie niesmak i obrzydzenie, niż mogłam się delektować podczas czytania wyrafinowanym językiem literackim Nabokova.

piątek, 8 listopada 2013

Byli i będą - Maria Rodziewiczówna


Kazimierz Czachowski, w swej książce " Maria Rodziewiczówna na tle swoich powieści" z 1935 roku tak napisał o "Byli i będą" :
"Poznajemy różne środowiska : arystokrację w stolicy, za granicą i na wsi w Królestwie, uczącą się w Warszawie młodzież z różnych sfer, rozbitków na bruku miejskim,zwłaszcza zaś ziemiaństwo kresowe, uparcie utrzymujące swe placówki narodowego stanu posiadania, które raz stracone, nie byłyby już do odkupienia(...), oraz zagrodową szlachtę krośniańską, prześladowaną nie tylko za patriotyzm, ale i za religię, gwałtem zmuszaną do prawosławia".

   W odległej już przeszłości byłam wielką fanką powieści Marii Rodziewiczówny. Do dzisiaj mam w swojej bilioteczce kilka jej książek a między nimi ukochanego i wielokrotnie czytanego "Dewajtisa". Toteż jak zobaczyłam w Kuferku Książkówki powieść Marii Rodziewiczówny "Byli i będą" biorąc dział w rozdaniu wybrałam ją właśnie i udało się. Książka przyciągnęła mój  wzrok również  swą niebanalną okładką, na której umieszczono fragment Pikiety powstańczej  Maksymiliana Gierymskiego. Powstaniec na koniu to wyraźny sygnał, że w  treści książki będzie odniesienie do powstania styczniowego. I tak faktycznie jest, gdyż  akcja książki głównie toczy się na Litwie po 1863 roku, chociaż również w Warszawie, gdzie przebywający, a pozbawieni swej ziemi, kresowiacy o niczym innym nie marzą tylko o powrocie w swoje rodzinne strony na Litwie, gdy lojalna wobec zaborcy arystokracja nie gardząc przejmowaniem w zarząd zarekwirowanych na Litwie majątków ziemskich prowadzi wystawny tryb życia i bawi się doskonale.


czytaj więcej>>>>

wtorek, 5 listopada 2013

Amerykańskie rewolucje i świetlana przyszłość

o Żelaznej stopie Jacka Londona

W ciągu kilku lat, na raty i mocno na siłę, ale udało mi się wreszcie przeczytać całość Żelaznej stopy Jacka Londona. Zdobyłam się na to m.in. dlatego, że mnie ten pan kojarzy się nie tyle ze swoimi powieściami przygodowymi (bo i nie bardzo może, skoro nigdy ich nie czytałam), ile z uroczym zbiorkiem opowiadań fantastycznych pt. Szkarłatna dżuma opublikowanym przez wyd. Czytelnik w 1978 r. (O tytułowej niedyspozycji, która zmiotła z powierzchni Ziemi całkiem sporą część ludzkości, pisałam w tekście pt. Małe postapo sprzed wielkiej wojny). Do lektury Żelaznej stopy zachęciła mnie notka z angielskiej Wikipedii. Powieść została umieszczona tam w szufladce z napisem dystopia. Wprawdzie z dystopią jako taką ta książeczka Londona nie ma zbyt wiele wspólnego, bez względu na to stanowi jednak interesujący wyraz socjalistycznych sympatii pisarza oraz powiązanych z tym utopijnych rojeń, a także swego rodzaju speculative fiction, w obrębie której nie braknie miejsca na fantastycznonaukowe elementy. Tak, jeśli już czytać tę książkę ― i mieć z tego frajdę! ― koniecznie należy przetrzeć wewnętrzną lupę, której namacalnym przejawem może być ostro zatemperowany ołówek do zakreślania w tekście rozmaitych smaczków i ciekawostek. 


Cała recenzja została zamieszczona na blogu o dystopiach.

poniedziałek, 4 listopada 2013

Cień ojca - Jan Dobraczyński.

    Józef, gdy go poznajemy, ma 27 lat i mieszka w Betlejem, w ziemi Judzkiej. Jest miłującym spokój, bogobojnym i bardzo religijnym Żydem, a także dobrym człowiekiem w wieku, w którym powinien już być żonaty, ale on zwleka, jakby czekał na jakiś znak, żadna z rajonych mu dziewcząt nie zaskarbia sobie jego serca. Niezadowolony jest z tego powodu  jego ojciec, Jakub, stąd ich stosunki są dość chłodne. Jakub pochodzi z królewskiego rodu Dawida i gdy okazuje się, że panujący w Judei Herod, wszędzie wietrzący spisek,  może obrócić się przeciw członkom rodu Dawida radzi  Józefowi, który jest znakomitym i szeroko znanym naggarem, co mogłoby zwrócić na niego uwagę Heroda, by opuścił Betlejem i poszukał sobie żony w świecie. Józef posłuszny ojcu udaje się wpierw do kapłana Zachariasza po radę i tu spotyka Elżbietę, żonę Zachariasza, która radzi mu by udał się do Nazaretu, gdzie mieszka jej siostrzenica, która z pewnością mu się spodoba, i która będzie dobrą żoną. Józef udaje się więc do Nazaretu i tam przy  studni poznaje Miriam.

   

Czytaj więcej na moim blogu.

Lato leśnych ludzi - M. Rodziewiczówna

Rewelacyjna powieść dla miłośników natury, życia w stylu slow i buntujących się przeciwko wiecznie ogarniającemu nas pędowi!
Trójka przyjaciół, Rosomak czyli Wódz, Żuraw czyli Doktor i Pantera, wczesną wiosną porzucają miejskie życie, by osiąść w chacie w leśnej głuszy. Swą codzienność podporządkowują prawom Natury. Dołącza do nich młody chłopak, oddany przez matkę na wakacje wujowi, by wyleczyć się z zakazanej miłości. Początkowo młodzieniec nie umie się odnaleźć w spartańskich warunkach, jednak szybko wciąga go nowe życie i pragnie stać się leśnym "ludziem". Do gromadki dołączają również przyjaciele, stali bywalcy i letni mieszkańcy chaty. Wraz z bohaterami przemierzamy puszczę, poznajemy jej mieszkańców, ich zwyczaje. I tak aż do późnej jesieni, kiedy to milkną żurawie, co oznacza, że nadeszła pora powrotu do miasta na zimę.
Opisy są tak szczegółowe i realistyczne, że prawie można  wdychać zapach lasu, usłyszeć szum drzew, poczuć lodowatą wodę wiosennego jeziora czy żar lipcowego słońca.  Wbrew pozorom z kart powieści nie wieje nudą. Nie ma tu może wartkiej akcji, ale nie brakuje wydarzeń zaskakujących czy zatrważających. W główny wątek wplecione są również drobne akcenty patriotyczne, które przypominają, że opisywane wydarzenia miały miejsce na przełomie XIX i XX w.
Brak tu, tak charakterystycznego dla wielu powieści Rodziewiczówny, wątku nieszczęśliwej miłości.  Ba, zawiedziony będzie każdy, kto w ogóle o miłości damsko-męskiej będzie chciał czytać! Bo w tej powieści miłością obdarzone są wszelkie żyjące istoty leśne, każdy człowiek i Bóg-ich Stwórca.
Początkowo nieco męczył język, którym posługiwała się Autorka, jednak szybko się do niego przyzwyczaiłam i nie zakłócał dalszego odbioru.
Na książkę trafiłam przez zupełny przypadek i zachwyciłam się! Zatęskniłam za lasem, latem, ciszą i niespiesznym delektowaniem się chwilą.

środa, 30 października 2013

Frankenstein - Marry Shelley

Motyw potwora stworzonego przez "szalonego naukowca" jest bardzo popularny za sprawą głośnej adaptacji z 1931 roku; występuje on nawet w bajkach dla dzieci. Jednak większość ludzi sądzi mylnie, iż to film jest oryginałem, i nie ma pojęcia o istnieniu papierowej wersji. Mimo tego, że nigdy nie zetknęłam się ani z książką ani ekranizacją, miałam pojęcie o fabule "Frankensteina". Muszę powiedzieć, że historia bardzo mnie zaskoczyła - i właściwie mogę zacząć od stwierdzenia, że to lektura obowiązkowa dla każdego książkoholika. Ale po kolei.

Robert Walton wyrusza na ekspedycję naukową na biegun północny. Droga staje się coraz cięższa, aż w końcu statek zmuszony jest stanąć otoczony przez wszechobecny lód. Niedługo po tym są świadkami czegoś niezmiernie dziwnego: widzą sylwetkę nienaturalnie wysokiego człowieka, pędzącego na saniach. Następnego dnia odnajdują wycieńczonego mężczyznę - Wiktora Frankensteina. Zaczyna on opowiadać swoją historię Waltonowi.
Mianowicie w młodości bardzo interesował się naukami ścisłymi - a zwłaszcza biologią, anatomią. W pewnym momencie swojego życia zapragnął poznać tajniki życia i śmierci. Odkrycia przerosły jego najśmielsze oczekiwania - mężczyzna stał się zdolny do ożywienia ludzkiego ciała, z czego nie omieszkał skorzystać. Tak powstało monstrum stworzone z fragmentów martwych ludzkich ciał, kradzionych z kostnic i grobowców - monstrum lubujące się w morderstwach.

Zacznę od małego wyjaśnienia: na świecie panuje błędne wyobrażenie o tym, iż to potwór stworzony przez Wiktora zwie się Frankensteinem. W rzeczywistości jednak jest to nazwisko jego stwórcy; monstrum pozostaje bezimienne. Tak, moje życie też legło w gruzach. Jednak aby ułatwić życie i sobie i Wam, potwora będę nazywała zgodnie ze stereotypem Frankensteinem, a jego stwórcę - po prostu Wiktorem.

A więc od początku: Mary Shelley udało się stworzyć mroczny, specyficzny, pełen napięcia klimat. Używa nader obrazowego, bogatego języka, dzięki któremu wszystkie sceny są żywe i wciąż istniejące w mojej głowie. Autorka doskonale oddaje realia XVIII wieku; lekturze towarzyszy wrażenie przeniesienia się do tamtych czasów. Jak widać "Frankenstein" to doskonała pod względem technicznym powieść. A jest to dopiero koniec początku tej recenzji.
"I cóż z tego, że człowiek może pochwalić się tym, iż posiada subtelne uczucia znacznie wyższego rzędu niż te, które obserwujemy u zwierząt, skoro to tylko bardziej komplikuje i utrudnia życie?"
Bardzo zaskoczył mnie pomysł na narrację. Myślałam, że będzie to coś w rodzaju pamiętnika Wiktora - nie spodziewałam się retrospekcji. Jest to bardzo oryginalny pomysł (tym bardziej, iż powieść powstała w roku 1818!), podobnie jak cała fabuła. "Frankenstein" jest bowiem prekursorem gatunku science-fiction. Tak, sci-fi - nie horroru. Pod tym względem książka mnie trochę rozczarowała. Opowieści krążące o adaptacji sugerują, iż historia ta jest co najmniej straszna. W rzeczywistości od czasu do czasu owszem, przejdą ciarki, ale nic więcej. Zamiast tego mamy do czynienia z postaciami o tak złożonych obrazach psychologicznych, jakich mało. Zarówno Frankenstein jak i jego stwórca to bohaterowie nakreśleni perfekcyjnie, dokładnie przez autorkę obmyśleni. Obie persony (mogę użyć tego słowa w stosunku do Frankensteina?) wywołują współczucie, mamy nawet do czynienia z niezapisanym pytaniem "kto jest prawdziwym potworem?". Jestem pod ogromnym wrażeniem precyzji i wnikliwości pani Shelley przy tworzeniu swoich postaci. Bądź co bądź książka ta mogłaby też figurować jako psychologiczna. Przy tym wszystkim tracą znaczenie aspekty takie jak niespieszna akcja czy delikatna przewidywalność (przy czym "delikatna" wcale nie jest eufemizmem - kilka razy naprawdę się zaskoczyłam!).

A teraz powiem kilka słów o wydaniu: jestem nim po prostu zbulwersowana! Mianowicie kiedy doszłam do strony 160, okazało się, iż w moim egzemplarzu nie ma strony 161, ani 162, ani żadnej kolejnej... zastąpiono je stronami 98, 99 - i tak przez 30 stron, aż do samego końca. "Frankensteina" więc nie doczytałam, choć próbowałam po angielsku (został mi co prawda już tylko jeden rozdział, ale naprawdę nie mam do tego siły -język jest za stary). Zakończenie tej książki jest jednak powszechnie znane i to jest moje jedyne pocieszenie. Bo właśnie łamię swoją zasadę recenzowania tylko tych pozycji, które ukończyłam.

Mimo tego mogę stwierdzić, że "Frankenstein" to książka bardzo, bardzo dobra - klimatyczna, niebanalna, pod pewnym względem nawet poruszająca. Zdecydowanie obowiązkowa dla każdego szanującego się bibliofila. Polecam!

Moja ocena: 8/10

"Ania na uniwersytecie" Lucy Maud Montgomery

Tytuł: Ania na uniwersytecie
Tytuł oryginału: Anne of the Island
Autor: Lucy Maud Montgomery
Wydawca: Wydawnictwo Literackie
Rok wydania: 2005
Liczba stron: 299
Moja ocena: 5/6









Po dwóch latach pracy w szkole przed Anią otwiera się perspektywa studiów uniwersyteckich. Towarzyszymy jej teraz w życiu studenckim w Redmond. Radość Ani z wyjazdu do Redmondu przyćmiewa myśl o rozstaniu z najbliższymi. Bohaterka pociesza się faktem, że razem z nią pierwsze kroki na uniwersytecie będą stawiali: Priscilla, Karol i... Gilbert Pierwsze doświadczenia literackie i... miłość - oto co wypełnia czas niezwykle pilnej studentki. Zawieranie nowych znajomości, współzawodnictwo w egzaminach i walka o stypendium Thorburna będą najważniejszymi wydarzeniami pierwszego roku studiów.

"Ania na uniwersytecie" L.M. Montgomery jest trzecią częścią opowieści o rudowłosej Ani Shirley. W tej części, główna bohaterka opuszcza swoje ukochane Zielone Wzgórze, by udać się do Redmond. Tam rozpoczyna czteroletnią naukę na uniwersytecie oraz podejmuje najważniejsze decyzje w swoim życiu. Tematem przewodnim tego tomu powieści jest miłość, zaloty i małżeństwo.
Wraz z Anią na uniwersytet redmondzki udają się jej przyjaciele z Avonlea Priscilla, Gilbert i Karol. Pierwszy rok studiów Ania z Priscillą mieszkają na stancji, a następne trzy w uroczym małym domku nazwanym "Ustroniem Patty" od imienia właścicielki, która od pierwszego spotkania polubiła Anię. W tym niezwykłym domku panna Shirley wraz z przyjaciółkami spędza niezapomniane chwile, ciężko jej jest po trzech latach opuścić to magiczne miejsce. Czas na studiach upływa Ani na pilnej nauce, poza tym główna bohaterka zaczyna publikować w gazetach swoje pierwsze opowiadania z większym i mniejszym sukcesem. Zawiera także nowe znajomości i przyjaźnie.

(Całość można przeczytać na blogu)

wtorek, 29 października 2013

Wrzos - Maria Rodziewiczówna

Co takiego jest w powieściach Rodziewiczówny, że zawsze wsiąkam w nie od pierwszej kartki, a nie wypuszczam z rąk do ostatniej? Niby nie lubię książek o miłości, a tu przecież dałoby się fabułę streścić w trzech zdaniach z "kocha, nie kocha" w roli jedynego orzeczenia. Niemniej nazwanie "Wrzosu" po prostu romansem nie oddaje nawet połowy ducha tej książki.

Bohaterowie są bardzo dla tej pisarki typowi. On - przystojny, zamożny, dobrze urodzony, ale hulaka, utracjusz, zblazowany, serce mu już robak toczy. Ona - żadna wielka piękność, ale miła, spokojna, mądra dziewczyna, o dobrym i szczerym sercu, prawym charakterze, oddana rodzinie, patriotka i opiekunka ubogich, słowem - wzór cnót. On z Warszawy, zdegenerowany przez wielkomiejskie rozrywki. Ona ze wsi, dziecko natury, którą miasto męczy i dusi. Oboje kochają... Tyle, że nie siebie nawzajem.Andrzej i Kazia, niedobrana para połączona małżeńskim węzłem, który szczęścia im chyba dać nie może.

Zawiodą się Ci, którzy szukają, tak częstego w powieściach Rodziewiczówny pokrzepienia. Bardzo to gorzka lektura. Jej bohaterem, na równi z małżeństwem Sanickich, jest plotka. Obmowa i zawiść ukazane są tu jako te wielkomiejskie rozrywki, które całą towarzyską śmietankę zajmują najbardziej. Bez plotki nie obędzie się nawet najmniejsze zgromadzenie. Cała "warszawka" sączy sobie do ucha najwymyślniejsze pomówienia, nie bacząc, że może tym cudze życie zmienić w piekiełko. (W sumie nic się od tamtych czasów nie zmieniło, tylko teraz mamy jeszcze tabloidy...) Czy prostota i szczerość są w stanie wygrać w takim otoczeniu? Przeczytajcie...


"Wrzos" został sfilmowany w 1938 r., rolę Andrzeja Sawickiego grał Franciszek Brodniewicz, główny amant filmowy dwudziestolecia międzywojennego, a muzykę skomponował Władysław Szpilman.


poniedziałek, 21 października 2013

Klementyna z Tańskich Hoffmanowa "Dziennik Franciszki Krasińskiej"

Ależ przeżyłam niesamowitą przygodę! I to z nie byle jaką postacią... Bardzo rzadko tak wciąga mnie i porusza czyjś dziennik czy pamiętnik. Tym razem jednak Klementyna z Tańskich Hoffmanowa zaciekawiła mnie niesamowicie osobą Franciszki Krasińskiej. Nazwisko znane, a jakże, skojarzyłam z Zygmuntem Krasińskim. I jakiż to był błąd! Nie ten czas, nie to miejsce, ni ci ludzie. Na szczęście.

Spędziłam bowiem kilka przyjemnych dni w XVII-wiecznej Polsce, rządzonej przez Augusta III, barwnej, butnej, szlachtą stojącej Polsce, która w niedługim czasie miała zniknąć w map Europy. Tam poznałam młodą, wesołą osóbkę - Franciszkę Krasińską. To ona pokazała mi barwny i jakże inny od współczesnego świat szlachty, tamtejsze obycie, sposób prowadzenia konwersacji. Dzięki niej poznałam różne ciekawe zwyczaje panujące na zamkach, w pałacach i we dworach. W końcu także dzięki niej poznałam kawałek historii Polski - wszystkie bowiem informacje zawarte w pamiętniku są jak najbardziej zgodne z faktami historycznymi. Gdy dodamy do tego bardzo bogaty w opisy, nowinki, niezwykle emocjonalny i jak najbardziej osadzony w XVII wieku styl pisania - czegóż więcej nam potrzeba. Nic, tylko brać lekturę do ręki i czytać, czytać, czytać...


ciąg dalszy TUTAJ :)

książkę w formie e-booka ściągnęłam z portalu wolnelektury.pl

Buddenbrookowie - Tomasz Mann



Podobno jest to najbardziej strawna z powieści filozofującego noblisty - saga rodzinna, czyli rzecz z gatunku królujacego na topliście wypożyczeń w mojej osiedlowej bibliotece. Próżno byłoby jednak znaleźć na tej liście “Buddenbrooków”. Nie o miłość tu bowiem chodzi, jak w ksiażkach nieco niższych lotów, ani o tzw. ciepło rodzinne (na myśl o którym Mann zapewne dostałby drgawek), tylko o ambicje, pozory, pieniądze i śmierć. Książka traktuje o materialnym i fizycznym upadku pewnej zamożnej kupieckiej rodziny. Początkowo wydaje się sztywna, niczym nadmiernie wykrochmalone kołnierzyki lubeckich patrycjuszy, po jakimś czasie wciąga ... i wypluwa czytelnika kilkaset stron dalej z głową pełną pytań na które niekoniecznie łatwo znaleźć odpowiedź.
CD na moim blogu.

Wichrowe Wzgórza - Emily Brontë



„Wichrowe Wzgórza” Emily Brontë po raz pierwszy przeczytałam z wypiekami na twarzy i łzami w oczach w szkole podstawowej. Później wracałam do tej książki jeszcze kilkakrotnie, zazwyczaj po obejrzeniu kolejnej ekranizacji powieści (których jest aż kilkanaście!), aby po raz kolejny skonfrontować własne odczucia po lekturze z kolejną wizją reżysera. Postanowiłam wrócić do „Wichrowych Wzgórz” po kilkunastu latach przerwy, przyznaję, że nie bez obaw, jak odbiorę powieść jako dorosła kobieta.

Heathcliff i Catherine. O ich miłości napisano już chyba wszystko, a sama powieść ma albo gorących zwolenników albo zawziętych przeciwników, wywołuje zgorszenie i niesmak. Sama nie potrafię polubić ani rozkapryszonej, rozpieszczonej Catherine, ani cygańskiego znajdę Heathcliffa, opętanego uczuciem do córki pana Earnshaw. Mimo wszystko zawsze chętnie wracam na wietrzne wrzosowiska, nawiedzane przez wichury i śnieżyce, gdzie nocą błąkają się duchy zmarłych, które nie doznały ukojenia i spokoju za życia. Wichrowe Wzgórza, zapomniane przez Boga i ludzi, przyciągają mnie jak magnes. To ta niespokojna, mroczna, diaboliczna wręcz atmosfera książki tak mnie intryguje i bujna wyobraźnia autorki, ktora napisala powieść, która wyprzedza swoją epokę. 

Podoba mi sie to, że Emily Brontë opowiada historię tak, jak widziała ją Nelly Dean, która narzuca nam interpretację zdarzeń, ocenia bohaterów, ale to pozostawia też miejsce na nasze przemyślenia. Po jakiej stronie się opowiemy? Zdroworozsądkowo powinnam współczuć z całego serca Lintonowi, ale jakoś nie potrafię. Nigdy też nie wybaczę Catherine, że poślubiła Lintona dla bogactwa i pozycji, tak łatwo poświęcając największą miłość swojego życia, prawdziwe powinowactwo dusz – Heathcliffa. Jej marne tłumaczenia nigdy mnie nie przekonają. Sam Heathcliff, wzbudza we mnie na początku żal i współczucie, do momentu, kiedy postanawia zniszczyć rodziny Earnshawów i Lintonów, aby ukarać je za wszystkie krzywdy, których doznał. Tego pełnego złości, kipiącego chęcią zemsty Heathcliffa nie lubię, kiedy  też z demoniczną obsesją pragnie zniszczyć kolejne pokolenia znienawidzonych rodzin. Mimo wszystko ciągle mu po cichu kibicuję, aby doznał spookoju, mając w pamięci niespełnione uczucie i rozdzierającą tęsknotę. Jestem wewnętrznie rozdarta, bo wiem, że ta miłość niosła za sobą tylko zgliszcza i obnażyła okrutną, perwersyjną wręcz, naturę człowieka. 
Dobrze, że Emily Brontë kończy powieść tak, że daje nam jakiś promyk nadziei na odrodzenie prawdziwej miłości i wiary w ludzi.

Po latach w "Wichrowych Wzgórzach" wciąż widzę ten romantyzm, ale więcej dostrzegam mroku i okrucieństwa. Powieść nie porusza mnie aż tak bardzo jak wtedy, kiedy byłam niewinnym dziewczęciem, ale ta wielka, niespełniona miłość pomiędzy Catherine i Heathcliffem wciąż mnie poraża i przeraża. Miłość dwojga ludzi, którzy nie wyobrażają sobie rozstania nawet po śmierci i pragną być nawiedzani przez ducha tej drugiej osoby, ich pasja, gwałtowność, kłębowisko uczuć, nierozerwalność. Czy dzisiaj tak się jeszcze kocha?

poniedziałek, 14 października 2013

Komediantka - Władysław Reymont.

 
Jak wyczytałam w Wikipedii Władysław Reymont był duszą niespokojną "często zmieniał zawody, miejsca zamieszkania, dużo podróżował po Polsce i Europie. Ukończył Warszawską Szkołę Niedzielno-Rzemieślniczą. W latach 1880-1884 uczył się zawodu krawieckiego w Warszawie, po czym został czeladnikiem. W okresie 1884-1888 był aktorem w wędrownych grupach teatralnych.

Przez te cztery lata jak widać to w "Komediantce" dogłębnie poznał  środowisko sezonowych grup teatralnych, gdyż  pokazał go w niezwykle  realistyczny sposób stwarzając całą plejadę charakterystycznych i mocno zarysowanych postaci .

Główną bohaterką książki jest Janina Orłowska, młoda kobieta, dla której teatr  to  pasja życiowa , dla realizacji której jest w stanie , jak jest o tym przekonana, zrobić wszystko.
Więcej na moim blogu.

niedziela, 6 października 2013

Agnes Grey - Anne Brontë

Nazwisko Brontë na zawsze wpisało się na karty światowej literatury. Zazwyczaj jest ono jednak kojarzone z Emily oraz Charlotte - i tak kojarzone było również przeze mnie. Nie lubię jednak pozostawać w ignorancji, więc kiedy nadarzyła się okazja, z radością sięgnęłam po dzieło trzeciej siostry Brontë. A teraz? - teraz nie mogę po prostu zrozumieć, dlaczego świat zna autorki "Wichrowych wzgórz" i "Dziwnych losów Jane Eyre", a nie zna Anne!

Zmartwiona sytuacją finansową rodziny Agnes Grey postanawia zostać guwernantką. Pragnienie poszerzenia własnych horyzontów szybko obraca się w nicość, kiedy okazuje się, iż podopieczni dziewczyny są rozpieszczeni, nieracjonalni i niesforni. Agnes mylnie uważała, że zapamiętanie siebie taką, jaką była w ich wieku, wystarczy aby zdobyć przyjaźń dzieci. A może zamiast niej, spotka ją miłość życia? 

Pierwsze strony są zaproszeniem do wstąpienia do XIX wieku - pełnego kobiet ubranych w gorsety, gentelmanów i guwernantek. Zaproszeniem, z którego nie omieszkałam skorzystać. Obecnie, kiedy już powróciłam z mojej ulubionej epoki do szarej rzeczywistości, nie mogę przestać żałować, iż nie przyszło mi żyć w epoce wiktoriańskiej. Jak mogę czuć inaczej, kiedy każda napotkana przeze mnie do tej pory książka z tamtej epoki tak kusi - i to niczym innym, jak samym klimatem? "Agnes Grey" nie odstaje od nich o ani odrobinę: lektura zapewnia rozrywkę w postaci poznawania licznych ówczesnych konwenansów, dobrych manier, masek obłudy i bali. 
Poznawanie treści umilają nader barwne i plastyczne opisy, bynajmniej nie przeszkadzające w zachłannym czytaniu i szybkim jego tempie. 
Miejsce akcji jest czytelnikowi nieznane. Nazwę zastępuje tylko pierwsza litera - hrabstwo X., miejscowość F. Nadaje to historii tajemniczości i składnia do zapytania, czemu bohaterka chce pozostać za wszelką cenę anonimowa. 
"Cóż, uważam, że jedno skradzione serce by wystarczyło - i to pod warunkiem, że uczucie byłoby odwzajemnione. W przeciwnym wypadku oznaczałoby to o jedno skradzione serce za dużo."
Portret psychologiczny głównej bohaterki został stworzony z pomysłem. Agnes to postać doskonale nakreślona, ale jednak mimo to nie potrafiłam się z nią utożsamić. Jest typową marzycielką i idealistką; z rzeczywistością radzi sobie nie bez trudności, ale próbuje robić dobrą minę to złej gry. To w niej kryje się przesłanie tej historii - dotyczące piękna i powierzchowności, próżności, determinacji oraz trwania w postanowieniach. Opowieść zdecydowanie skłania do refleksji. 

"Agnes Grey" to powieść, która spełniła moje wszystkie oczekiwania. Z pewnością zadowoli wszystkich fanów literatury wiktoriańskiej oraz sióstr Brontë. Polecam.

Ocena: 7/10

sobota, 5 października 2013

Niedobra miłość - Zofia Nałkowska.


     


 



Zofię Nałkowską do tej pory  znałam  tylko z "Granicy" czytanej wiele lat temu , jako lekturę szkolną. Być może dlatego, że była to pisarka , kolokwialnie się wyrażając przerabiana na języku polskim nie sięgnęłam po jej inne powieści,chociaż w domu od lat mam jej "Niedobrą miłość".
I właśnie tę książkę postanowiłam przeczytać w ramach wyzwania sardegny  Trójka e-pik.
Okazał się to bardzo dobry wybór, gdyż zachęcił mnie  do zapoznania się  twórczością pisarki ,  co powinnam była zrobić już mnóstwo lat temu , a poza tym nabieram coraz większej ochoty na jej "Dzienniki", była bowiem nietuzinkową kobietą, znaną  z wyzwolonych poglądów i talentu literackiego. 
   Akcja "Niedobrej miłości"  toczy  się w prowincjonalnym mieście , gdzieś na kresach wschodnich , tuż po zakończeniu pierwszej wojny światowej , w środowisku ówczesnych "sfer wyższych" czyli zubożałych rodzin ziemiańskich i hrabiowskich oraz legionowych dygnitarzy.
Czytaj więcej na moim blogu  .

środa, 2 października 2013

Albert Camus "Obcy"

Autor - przez wielu kojarzony z Dżumą, jedną ze znienawidzonych lektur szkolnych - sam w sobie jest dziwny. Kojarzymy go z egzystencjalizmem, on sam się z tym nurtem nie identyfikował. Obcy przedstawia jednak idee tej filozofii. Pobudza do myślenia i do refleksji, często podobnych jak w przypadku Zbrodni i kary Dostojewskiego.

Bardzo serdecznie zapraszam tutaj do lektury opinii. :-)

sobota, 28 września 2013

Wiktoria - Knut Hamsun.

  
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Mimo , iż książeczka   nosi tytuł " Wiktoria"  , jej głównym bohaterem  jest Janek, syn młynarza , który od dzieciństwa wychowywał się w cieniu sąsiadującego z młynem dworu i jego mieszkańców , a w tym swoich  prawie rówieśników , Wiktorii i jej brata.

Janek samotny jako dziecko a przy tym obdarzony niezwykle wrażliwą naturą  i wyobraźnią  żył w dużej symbiozie z otaczającą go przyrodą doskonale odnajdując się w każdej z pór roku, prowadząc bogate życie wewnętrzne i wymyślając sobie zabawy.

Obiektem jego uczuć od najmłodszych lat była dziewczynka z dworu , Wiktoria , a i ta podzielała jego uczucia  lecz obydwoje posiadali dumne charaktery, które sprawiały, że trudno im było w kwestii miłości się porozumieć i chociaż sobie ją wyznali wciąż byli jej niepewni  a głównie nie był jej pewien Janek, gdyż niejednoznaczne zachowanie Wiktorii różnie sobie interpretował.
 
 
Czytaj więcej na moim blogu.