Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lucy M. Montgomery. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lucy M. Montgomery. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 lipca 2018

Anie razy trzy plus Błękitny zamek - Lucy Maud Montgomery

O powieściach L. M. Montgomery napisano już tutaj wiele, więc ja napiszę troszeczkę inaczej.

Od jakiegoś czasu (od kiedy skompletowałam sobie kolekcję w twardych oprawach Wydawnictwa Literackiego - nie, żebym nie miała nawet większej w domu rodzinnym ;) ) robię sobie bowiem powolutku powrót do tego świata. I odkrywam - nowe rzeczy, ale nie tylko :)




Ponieważ prawie wszyscy znają fabułę, to tylko króciutko - pierwszy tom to historia młodziutkiej sieroty, która przypadkiem, przez pomyłkę, trafia na Zielone Wzgórze do domu starszego rodzeństwa Mateusza i Maryli. W drugiej części Ania próbuje swoich sił jako nauczycielka w szkole w Avonlea, mierząc się dodatkowo z wyzwaniem wychowania dwójki bliźniaków - Toli oraz Tadzia (który jest moją ulubioną postacią w tej opowieści), a w trzecim studiuje na wymarzonym uniwersytecie, gdzie przeżywa przede wszystkim różne zawirowania  miłosne :) Jak napisałam - to mój sentymentalny powrót po latach bardzo wielu. Dostrzegłam w pierwszej części wiele prostych i mądrych rzeczy, które chyba mnie jakoś ukształtowały, choć nie do końca zdawałam sobie z tego sprawę, zwłaszcza jako rodzica. Natomiast doceniam teraz ogromnie jak wspaniale udało się Lucy Maud Montgomery w "Ani na uniwersytecie" pokazać dziewczęta na progu dorosłości, już nie dzieci, a przecież jeszcze nie do końca dojrzałe kobiety ...




Dla bohaterki kolejnej powieści ważne są słowa. Joannę / Valancy niezwykle krzywdzą słowa wypowiadane codziennie przez jej matkę, ciotkę, rodzinę. Ją samą porywają z kolei słowa ulubionego pisarza. Ale okazuje się, że kobieta nie ma wiele do powiedzenia w sprawie swojego życia. Dopiero pewne wydarzenie i wstrząs z nim związany wywołują u Joanny chęć zawalczenia o poprawę swego losu. Tym razem powrót po latach z mieszanymi uczuciami. Na początku trochę trudno było mi przyzwyczaić się do Valancy (ja znałam ją całe życie jako Joannę) i Barneya. Poza tym trochę inaczej teraz patrzyłam na jej rodzinę i nie do końca podzielam jej zdanie. Ale za to jak zwykle wspaniale było poczytać te piękne hymny niemalże, ku chwale lasów, jezior, natury. I odkryć z nieskrywaną radością, że śmiało mogę powiedzieć, że to właśnie L. M. Montgomery miała na mnie największy wpływ. Przy powrocie do Ani okazało się, że moje podejście do wychowania dzieci jej zawdzięczam, Błękitnemu Zamkowi - swój Błękitny Zamek i podejście do przyrody. Jestem Valancy i jestem Mateuszem.

wtorek, 13 października 2015

"Dolina Tęczy" L.M.Montgomery

Postanowiłam w tym roku przeczytać wszystkie tomy serii o Ani i mam nadzieję, że mi się to uda:) "Dolina Tęczy" jest siódma z kolei. Czytało mi się ją tym przyjemniej, że udało się trafić w bibliotece na ulubione wydanie, przypominające czasy dzieciństwa i nastoletniej młodości:)

Na plebanię w Glen przybywa nowy pastor, wdowiec, z czwórką dzieci. To oni stają się głównymi bohaterami powieści. Pewnego dnia dzieci znajdują  w stogu siana Mary Vanse, sierotę, która uciekła od brutalnej opiekunki. Zapraszają ją na plebanię, a gdy Mary grozi powrót do przytułku, pomagają znaleźć dla niej nową rodzinę.  Flora, Jerry, Karolek i Una zaprzyjaźniają się z czwórką starszych dzieci Ani i Gilberta.  Ulubionym miejscem wspólnych zabaw jest pobliska Dolina Tęczy, miejsce wielce urokliwe, przypominające nieco klimatem okolice Zielonego Wzgórza. Towarzyszką zabaw i dostarczycielem okolicznych ploteczek jest nieokrzesana Mary Vanse. Dzieci pastora uwielbiają też wizyty w Złotym Brzegu i obecność ciepłej, opiekuńczej Ani, tym bardziej, że brak matki daje im się mocno we znaki...Pastor Meredith, człowiek wielce roztargniony, pogrążony zawsze we własnych myślach i zatopiony w książkach, jest posądzanym przez sąsiadki o zaniedbywanie dzieci bohaterem lokalnych plotek. Gdy jedna z kobiet przybywa do niego z propozycją wzięcia do adopcji młodszej córeczki, wielebny próbuje wrócić do realnego życia. Postanawia się powtórnie ożenić, by stworzyć dzieciom prawdziwy dom. W decyzji utwierdza go uczucie, jakim niespodziewanie zaczyna darzyć Rozalię. Jednak na drodze ku szczęśliwemu zakończeniu staje przysięga, jaką kobieta 10 lat wcześniej złożyła swojej siostrze...
Tłem obyczajowej opowieści stają się wyjątkowo wydarzenia historyczne. Pojawia się widmo bliskiej wojny...
Wg mnie to jedna z najlepszych części serii. Jak zwykle ciepła, ogrzewa serce niczym płonący kominek w zimowy wieczór. Pełna spokoju i optymizmu.Opisywane w niej historie nie są tak banalne i nudne jak w poprzedniej części. Przypomina mi swym klimatem pierwsze, najbardziej przeze mnie lubiane tomy.

poniedziałek, 25 maja 2015

"Dorosłe życie Emilki" - Lucy Maud Montgomery

Emilka wie już, że tylko zawód pisarki przyniesie jej szczęście i nie wyobraża sobie życia bez tworzenia. Nie może również zapomnieć o ukochanym Tedzie – miłości jej życia. Ale gdy Ted opuszcza Emilkę, by studiować w Montrealu, dziewczyna zupełnie się załamuje. Popełnia błąd za błędem, a chyba najpoważniejszym z nich jest decyzja o wyjściu za mąż za człowieka, którego w ogóle nie kocha. Dla Emilki zbliża się czas prawdziwej próby charakteru. Nadchodzi moment, w którym będzie musiała zdecydować, co w jej życiu jest najważniejsze.






Ostatni akord świąt… nie mogłam się do niczego zabrać, póki nie skończyłam „Dorosłego życia Emilki”,  czytałam w nocy i dziś, pośród porozkładanych papierów wzywających mnie, nachalnie, ale mniej jednak od losów Emilki. Przezornie następne książki schowałam wysoko i za innymi rzędami książek, niech wołanie przytłumią opasłe woluminy, a czego oczy nie widzą…


Emilka skończyła szkołę i wróciła do domu. Tak jak kiedyś Ania zatrzaskując tom Euklidesa, wyrażała radość z końca znajomości z geometrią, tak Emilka z radością myśli o tym, że przestanie pić bawarkę, bo jest dorosła. Zarabia na pisaniu, opędza się od wielbicieli i czeka na tego jedynego, do którego należy jej serce, a on jakby wcale o to nie dba. Z tego powodu życie Emilki staje się podobne do telenoweli brazylijskich, są zrywane zaręczyny, ucieczki sprzed ołtarza, rzeki czarnej polewki. Emilka czeka i cierpi, próbuje pocieszyć się przyjacielem, który ją rozumie i kocha, ale jej serce darzy go tylko przyjaźnią, przez chwilę, Emilka jest przekonana, że to wystarczy. Niestety nie… dlatego gdy jej ukochany oświadcza, że się żeni, jej wnętrze płonie z żalu, ale rodzinna, słynna duma nie pozwala wyznać tego nikomu. Wie tylko jego matka, która rewanżuje się okropnym wyznaniem, zbyt późnym.
A koniec książki… no cóż, łzy mi zalśniły… Ach dlaczego ja mam tyle pracy jeszcze, najchętniej poczytałabym coś Montgomery…

Ta książka jest o wiele lepsza niż tom drugi, poświęcony w większości mękom twórczym Emilki. Montgomery ma szczególny dar pisania o uczuciach. Zwłaszcza o tych nieszczęśliwych, o męce niepewności, tęsknocie, żalu. Umie też wynagrodzić przeżywanie tychże, czytelnikowi. To dlatego wyznanie Gilberta jest tak motylkowe i uwielbiane przez czytelniczki. Nie każdy doświadczył sieroctwa, dziecięcego porzucenia, ale chyba każdy był nieszczęśliwie zakochany, a przynajmniej zdarzył mu się koniec świata, czyli święte przekonanie, że ta jedna, jedyna osoba nie odwzajemnia uczuć, gdy nasz świat drżał w posadach, walił się, a słońce świeciło i wstawało na wschodzie, niewzruszone, pogodne, świetliste, naigrawając się z zawodu. Montgomery opisuje to po mistrzowsku, przypominając czytelnikowi wszystkie te zawody, dając nadzieję, że z najgłębszego mroku, można wyjść do światła… chociaż będzie to nas kosztowało utratę chęci do życia, do pracy i wiele przepłakanych w samotności nocy, cichym płaczem, aby nikt z postronnych się nie dowiedział. Chociaż po drodze podejmie się kilka idiotycznych decyzji…



Tom drugi mnie znudził, ten pochłonęłam całą sobą i jestem rozbita… po prostu. Zastanawiam się teraz czy dobić się biografią Boya… Warto wracać do książek młodości… bo nie mogę się starzeć, skoro mój umysł jest nadal tak głupi, żeby łkać nad losami bohaterów? Miałam wykpić tę powieść, napisać, że jest jak telenowele, które wyśmiewam, ale pies to trącał. Pięknie było!!

Oryginał i zdjęcia ba blogu

niedziela, 24 maja 2015

"Emilka szuka swojej gwiazdy" - Lucy Maud Montgomery

Czas nieubłaganie mija. Wszyscy znajomi Emilki wybierają się do szkoły średniej w innej miejscowości, a samotna dziewczynka pozostawiona jest na pastwę losu i ciotki Elżbiety. Emilka czułaby się fatalnie, gdyby nie pisanie, któremu oddaje się z prawdziwą przyjemnością. Ciotka Elżbieta nie jest jednak zachwycona. Stawia Emilce twardy warunek: dziewczyna będzie mogła chodzić do szkoły wraz z przyjaciółmi tylko pod warunkiem, jeśli zarzuci pisanie.

Ach! Niestety kończą się Święta, kończy się wolne, witaj praco i tak dalej… Koniec z czytaniem tylko dla przyjemności i całymi dniami, koniec z niespiesznym sączeniem kawy, piwa i co tam jeszcze pod ręką… nawet makowy torcik już wyszedł… A ja skończyłam II tom Emilki… Teoretycznie mogę ją przeczytać przez noc, rezygnując ze snu… może to i ciekawe wyzwanie?


Książki o Emilce czytałam… całe lata temu, byłam wtedy innym człowiekiem… nie wiem czy nie lepszym, o czym z bólem przypominam sobie czytając książki sprzed lat i odtwarzając swoje uczucia. Jakoś tak niewiele pamiętam z tej lektury, nie jest to złe, bo dzięki temu czułam się, jakbym czytała książkę po raz pierwszy. Po polsku „Emilka szuka swojej gwiazdy”, po angielsku trafniej – wspina się… lepiej koresponduje to z tym co Emilka robi, wspina się, aby na alpejskiej skale wyryć swoje imię… no ale jednak książka „Emilka się wspina”, brzmi… no nijak. Ten tom opowiada o życiu Emilki, od czternastego roku życia, do siedemnastego, gdy dziewczyna podejmuje naukę i mieszka u swojej ciotki Ruth, którą pamiętamy z tomu I. Emilka nie straciła, nic ze swoich marzeń, aspiracji, wciąż pisze, marzy, wyobraża sobie, przeżywa ciekawe, a niekiedy kompromitujące przygody. Nie traci pogody ducha, chociaż czasami ciężko, tak nie poddać się zwątpieniu. Wciąż trwa w zamiarze niezakochiwania się, bo miłość to niewola, a ona chce być wolna, jak ptak.

Tę część czytało mi się wolniej, niż tom I. Bardzo dużo jest tutaj fragmentów pamiętnika Emilki, która jak na zagorzałą pisarkę przystało, za punkt honoru stawia sobie opisanie wszystkiego, chociaż niektóre opisy usypiają.


Całość tekstu na blogu

sobota, 23 maja 2015

"Emilka z Księżycowego Nowiu" - Lucy Maud Montgomery

Emilka, po śmierci ukochanego ojca, zamieszkuje w Księżycowym Nowiu ze snobistycznymi krewnymi. Trudno jej się przyzwyczaić do surowych metod wychowawczych i prowadzenia życia panienki z dobrego domu.


Święta miały być czasem nadrobienia zaległości, w pracy, w czytaniu. Uznałam jednak, że kurczę… a kiedy coś dla przyjemności? W końcu spotkać się z bliskimi, z przyjaciółmi i znajomymi też trzeba, kiedy powtarzać też książki dobre, jak nie wtedy, gdy życie zwalnia? Po kiepskiej „Służącej” sięgnęłam po powieść autorki, która momentalnie przenosi mnie do krainy szczenięcych lat. I chociaż L.M. Montgomery znana jest głownie z serii o rudowłosej Ani, to przecież cykl o Emilce też ongi bardzo mi się podobał. A ponieważ za sprawą kolekcji gazetowej uzupełniłam swoje braki, uznałam, że pora te książki napocząć, niech nie kurzą się na półce.


Emilka wiedzie szczęśliwe życie ze swoim ojcem. Przed wielu laty, jej matka wbrew woli rodziny uciekła z ojcem Emilki, co sprawiło, że jej bliscy się jej wyrzekli. Gdy Emilka miała cztery lata matka umarła. Teraz ojciec jest umierający i próbuje przygotować córkę na to, że niedługo wszystko się zmieni że rodzina jej matki, dumni i zamożni ludzie się nią zaopiekują. Umierający ojciec przekazuje córce testament miłości i troski. Po jego śmierci zjeżdżają się Murrayowie i rozpoczyna się dyskusja, u kogo Emilka powinna zamieszkać. Los wskazuje Elżbietę i Laurę z Księżycowego Nowiu, w ten sposób spełniają się życzenia Emilki, ponieważ ciotka Laura jest podobna nieco do jej matki, a także pełna ciepła i nie skupia się na szukaniu wad Emilki.
Życie w Księżycowym Nowiu jest zupełnie inne, niż to do którego Emilka przywykła, panują tam surowe zasady, ale dziewczynka odnajduje życzliwe dusze, znajduje przyjaciół i zaczyna czuć, tak, jakby się tam urodziła.


Całość na blogu

poniedziałek, 9 marca 2015

L.M. Montgomery "Emilka ze Srebrnego Nowiu"

10-letnia Emilka po śmierci ojca trafia pod opiekę krewnych ze strony dawno zmarłej matki. Jej ciotki i wujkowie nie akceptowali małżeństwa Julki, nie utrzymywali kontaktu z nią i jej rodziną, dlatego praktycznie nie znają Emilki. Samotna, wrażliwa dziewczynka trafia na farmę Srebrny Nów, zarządzaną przez apodyktyczną ciotkę Elżbietę. Jednak Emilka okazuje się istotką charakterną, buntowniczą, o jasno sprecyzowanych poglądach na wiele spraw. Mówi wprost, to co myśli, czym nie raz naraża się opiekunkom. Trudno jej się odnaleźć w nowym domu. Zrozumienie i ciepło znajduje u łagodnej ciotki Laury, a w kuzynie Jimmym - pokrewną artystyczną duszę. Laura stara się choć trochę umilić życie dziewczynce i złagodzić surowe metody wychowawcze Elżbiety, a Jimmy staje się partnerem do rozmów o poezji czy literaturze.Stopniowo Emilka znajduje przyjaciół wśród rówieśników, poznaje mieszkańców okolicy i ich historie. Z pełną szczerością opisuje ich w swoim pamiętniku, nie szczędząc słów krytyki.
Powieść pełna jest magii, a Emilka została obdarzona przez Autorkę bujną wyobraźnią. Jednak z kart książki wyłaniają się bohaterowie z krwi i kości, daleko im do ideałów.
Przyznam, że do tej pory nie znałam tego cyklu, a nazwisko Montgomery kojarzyło mi się z Anią z Zielonego Wzgórza i Błękitnym Zamkiem. Czytając "Emilkę..." nie uniknęłam porównywania jej z Anią. Jednak obie postacie tak różnią się między sobą, że warto traktować je zupełnie odrębnie. Na pewno powieść o Emilce jest mniej cukierkowa, romantyczna, za to zdecydowanie bardziej realistyczna. I choć Ania jest zdecydowanie bardziej znana i darzona wielkim sentymentem, warto też zaprzyjaźnić się z czarnowłosą Emilką:)

czwartek, 8 stycznia 2015

"Ania ze Złotego Brzegu" L.M. Montgomery

 Ania i Gilbert od lat mieszkają w Złotym Brzegu. Są rodzicami 5 dzieci i czekają na szóste. Powieść toczy się na przestrzeni kilku lat, jesteśmy świadkami dorastania maluchów i wielu wydarzeń z życia rodziny, począwszy od przedłużającej się o długie miesiące wizyty toksycznej i zgorzkniałej ciotki Mary Marii, aż do wątpliwości Ani co do uczuć Gilberta. Większą część stanowią przygody dzieci. Nie są one zbyt lubiane przez okolicznych kolegów i koleżanki, posądzane o zadzieranie nosa. Nie raz wykorzystana jest ich naiwność, co prowadzi do wielkich dramatów w małych serduszkach. Przyznaję, że i we mnie młodzi Blythe'owie nie wzbudzili sympatii, są zbyt cukierkowi i "chowani pod kloszem", w rażącym kontraście do biedoty zamieszkującej pewnie w większości okoliczne wioski i port.
To chyba część serii, która do tej pory najmniej przypadła mi do gustu. Przygody kolejnych dzieci oparte są na tym samym schemacie: biedne, wiejskie dziecko chce zagrać na nosie wynoszącemu się mieszkańcowi Złotego Brzegu, wykorzystuje jego naiwność, robi mu psikusa, potem naigrywa się za jego plecami. Maluch w skrytości przeżywa katusze, w końcu nie umie sobie samemu z nimi poradzić i zwierza się ze wszystkiego mamie, która jest plasterkiem na krwawiące serduszko.
Brakowało mi Ani, jej marzeń, obserwacji przyrody i okolicy. Rudowłosa pani pojawia się raczej w tle, niż jako główna bohaterka.
Plusem jest wnikliwa, wręcz reporterska obserwacja ludzkich charakterów i zachowań, których cały wachlarz przewija się przed oczami czytelnika. Nie są to tylko osoby kryształowe i nieskazitelne, ale również zmarły Piotr, który był tyranem dla swoich żon.
To część bardzo realistyczna, "życiowa", daleka od pełnej fantazji i gadulstwa "Ani z Zielonego Wzgórza".
Notka również na moim blogu.

środa, 26 listopada 2014

"Ania z Avonlea"

Ania powraca do Avonlea, by uczyć w tamtejszej szkole. Szybko okazuje się jednak, że praca nauczyciela to prawdziwe wyzwanie. Świeże upieczona nauczycielka będzie musiała zaskarbić sobie sympatii podopiecznych - a są wśród nich urwisy, złośliwcy i fajtłapy... Na szczęście zdarzają się i bratnie dusze. Ania nawiązuje nowe przyjaźnie, popada w nowe tarapaty i zaczyna zdawać sobie sprawę, że coraz bardziej zależy jej na pewnym chłopaku...

Jesień sprzyja powtórkom literackim.  Chętniej odwiedzamy starych znajomych. Zamiast wędrować nowymi ścieżkami, wolimy usiąść z kimś kogo dobrze znamy, napić się herbaty powspominać stare dzieje.  Wczoraj przeżywałam dzisiejszego dentystę, dziś wróciwszy od złego pana który zrobił mi straszne „ziazi”, próbując zapomnieć o ziejącej pustką dziurze w żuchwie, wybrałam się do Avonlea, do pewnej rudowłosej Ani.

Ania nie poszła na studia, została w Avonlea, aby pomagać w gospodarstwie Maryli, której pogarszający się nieustannie wzrok groził całkowitą ślepotą. Ania – dzięki uprzejmości Gilberta, obejmuje szkołę, którą sama tak niedawno ukończyła. Przed temperamentną dziewczyną nowe przygody. Nowy sąsiad, a także praca w szkole – tak więc nowe wyzwania, nowe cele! Założy z przyjaciółki Koło Miłośników Avonlea i będzie próbowała zmieniać swoją małą ojczyznę. Jedno jest pewne, nudno nie będzie, tym bardziej, że Maryla przygarnie bliźnięta!! Oj mówię Wam – będzie się działo. Ania dorasta nie jest tak trzpiotowata, ale nie uniknie swoich słynnych pomyłek i wpadek. Dajcie znów uwieść się ciepłu Wyspy Księcia Edwarda.

Z niezmienną przyjemnością wracam do przygód Ani! Wprawdzie dziś, z powodu wyrwanego zęba nie mogłam raczyć się pyszną, gorącą herbatką, ale wczoraj spędziłam miły wieczór z ludźmi, których znam i kocham od wielu lat. Poznałam także nowych przyjaciół Tola i rozbrajający Tadzio, urocza panna Lawenda, Karolina Czwarta, Jaś. W Avonlea przybyło nowych twarzy. I dzięki temu możemy niemalże na nowo odkrywać tą uroczą miejscowość, znowu poznajemy nowych przyjaciół. Razem z Anią przeżywamy jej sukcesy i porażki, płaczemy i śmiejemy się. Nie ukrywam, że dzięki Tadziowi okazji do uśmiania się będzie
mój egzemplarz, już nie jest pierwszej mlodości
sporo!

Ania z Zielonego Wzgórza

Gdy Maryla i Mateusz Cuthbertowie decydują się przygarnąć chłopca z sierocińca, nie maja pojęcia, że od tej pory ich życie wypełnią niespodzianki. Zaczyna się od tego, że na Zielone Wzgórze w Avonlea przybywa nie chłopiec, lecz jedenastoletnia rudowłosa dziewczynka. Ania to osóbka o nieprzeciętnym temperamencie i wybujałej fantazji. Jej obecność wywróci życie mieszkańców Avonlea do góry nogami, a Zielone Wzgórze nigdy nie będzie takie jak dawniej. Przygody Ani Shirley - najsłynniejszej rudowłosej bohaterki w literaturze światowej, która od lat podbija serca kolejnych pokoleń czytelników!


Jesień. Nostalgia, melancholia i podróże sentymentalne, ale nie banalne… chociaż może ; ] Zamarzył mi się powrót do lektury mojego, czy to jeszcze dzieciństwa, a może już młodości. Teraz jedenastolatka jest prawie dorosła.  Ponad dekadę temu chyba wciąż byłam jeszcze dzieckiem. Nie wiedziałam w jaki świat wkraczam, gdy Mamusia podsunęła mi książkę. Początek mnie nie zachwycił. Jakaś wścibska Małgorzata, jakaś Maryla i jakiś Mateusz. O co tu chodzi? Sprawdziła się reguła, że gdy na początku idzie z książką kiepsko później nie wyobrażam sobie bez niej życia. Od tego pierwszego czytania, ponad dziesięć… Jezu – mija właśnie piętnaście lat od kiedy przeczytałam pierwszy raz tą ponadczasową książkę… wielokrotnie zanurzałam się w przygody rudowłosej Ani. Znam na pamięć cały cykl. Nie mogę wyjść ze zdumienia, iż mojej siostrzenicy nie ruszyła ta książka wcale :|  Czytając odnajduję spokój, czuję zapach tamtych lat, na ścianach ukazują się cienie marzeń z tamtych lat.
Piętnaście lat znajomości…  3/5 mojego życia. Warto żyć idąc przez świat z takimi przyjaciółmi.  Moja dusza nie zestarzała się, skoro wciąż płaczę na tych samych scenach. Nie stłamsił mnie świat skoro wciąż wybucham śmiechem na odpowiednich scenach. Dusza moja wciąż jest młoda… chociaż tak często uparcie twierdzę, że jestem Entem : D

Mamy ten stary egzemplarz, którego okładka jest przy opisie
ale ten niebieściutki był MÓJ
MÓJ WŁASNY ;]
Fabułę zna chyba każdy.  Samotne rodzeństwo, Maryla i Mateusz podejmują decyzję o adopcji jedenastoletniego chłopca z domu sierot. Chłopiec ma pomagać starzejącemu się Mateuszowi w zajmowaniu się gospodarką. Niestety, w skutek pomyłki, zostaje im przysłana jedenastoletnia dziewczynka, rudowłosa, piegowata i nieustannie mieląca językiem.  O Ile Maryla chce dziewczynkę odesłać, o tyle Mateusz jest Anią zauroczony. Koniec, końców Ania zostaje na Zielonym Wzgórzu. Kończy się jałowy, pusty, zimny i pozbawiony miłości okres jej życia. Pod skrzydłami surowej Maryli i pobłażliwego Mateusza, Ania rozkwita, przeżywa niezwykłe, przygody które bawią, ale i przejmują dreszczem. Dziewczynka jest wyposażona w niezwykłą wyobraźnię, która sprawia, że nuda ucieka. Ania, kochająca przyrodę i piękno otwiera nam oczy na otaczające nas cuda. Udowadnia, że nie trzeba być bogatą w sensie materialnym, by cieszyć się życiem i dostrzegać jego piękno. Przeciwnie, niedostatki materialne pomagają wyostrzyć wzrok i zobaczyć, jak wiele w istocie posiadamy.

Poznajemy Avonlea, uroczą wieś na Wyspie Księcia Edwarda w Kanadzie, zaprzyjaźniamy się z jej mieszkańcami, którym nieobce są wady, które znamy z codziennego życia. A jednocześnie autorka opisuje ich w tak ciepły i przyjazny sposób, że chcielibyśmy poznać ich osobiście, wypić herbatę nawet z Józią.

Nie wiem jak Wy, ja pokochałam Avonlea, zżyłam się z tymi bohaterami. Wszyscy nabrali dla mnie niezwykle realnych barw. Moja Siostrzenica jest jedyną, znaną mi osobą, która zaprzestała lektury serii po pierwszym tomie. Nie odczuła potrzeby podtrzymywania znajomości i rozwijania jej. Ach! Ile straciła :  

Kocham „Anię z Zielonego Wzgórza”, uwielbiam całą serię. Te książki ugruntowały we mnie radość czytania, pokazały jak czytanie może upiększyć życie. I chociaż wiem, że Gilbert Blythe jest jednym z tych bohaterów, którzy sprawili, że każdy z moich mężczyzn miał niezwykle wysoko podniesioną poprzeczkę i każdy wydawał się jakiś taki „niedoskonały” to nie żałuję ani chwili poświęconej na czytanie tych książek. Wciąż do nich wracam, wciąż odkrywam jakieś skarby. Tak! Wciąż płaczę przy ostatniej rozmowie Mateusza i Ani, bo później po prostu dostaję spazmów.

Całość na moim blogu

wtorek, 25 listopada 2014

"Rilla ze Złotego Brzegu"

Ania z Zielonego Wzgórza jest już dorosłą kobietą. Głównymi bohaterami książek Lucy Maud Montgomery stają się teraz jej dzieci. Ich losy, splatające się z wydarzeniami historycznymi, dostarczają wiernym czytelniczkom serii o Ani wielu wzruszeń.


Książki do których wracam, zbiór ogromny. Pewnie źle to o mnie świadczy, że mam o wiele więcej ukochanych książek, niż ludzi. Do tego zbioru należą książki o rudej Ani. Na tej poświęconej jej córce – Rilli dodatkowo płaczę zawsze dwa razy. Po pewnej bitwie i z powodu Wtorka.

Ania jest już panią w średnim wieku, Gilbert to poważny, szanowany lekarz. Państwo Blythe odchodzą w cień, a na pierwszy plan wysuwają się ich dzieci, zwłaszcza Rilla nieobecna w sumie i w „Ani ze Złotego Brzegu”  i w „Dolinie tęczy”. Tym razem autorka  to ją czyni główną bohaterką. Dziecko Złotego Brzegu, młoda dziewczyna przed którą świat stoi otworem, troszkę zakompleksiona, ale jednak świadoma swej urody. Rilla chce się bawić, tańczyć i uwodzić. Jest jeden problem, oto początek lata 1914 roku, zamach w Sarajewie. Wybucha wojna. Potyczka, która budzi ekscytację w mężczyznach, którzy oto są radośnie  rozgorączkowani, jakby wybierali się na piknik.  Kobiety są o wiele bardziej sceptyczne. Ania przeżyje chwilę grozy gdy chłopcy, których urodziła, kołysała w ramionach pójdą na front. Równie ciężkie chwile czekają dziewczęta, które będą żegnały chłopców, którym oddały serce.

Książka o Rilli jest chyba najbardziej dorosłą i wzruszającą książką z serii o Ani. Rilla staje przed wyzwaniami, przed którymi jej matka żyjąca w czasach pokoju nie musiała stawać. Chociaż życie Ani  nie było od początku szczęśliwe, zaznała i biedy i głodu i odrzucenia, nie poznała rodzicielskiej miłości i ciepła, to jako młoda panienka, korzystała z życia. Rilla musi dorastać w strachu o tych których kocha, nie może być beztroska, musi bardzo szybko dorosnąć.

Montgomery konstruuje w bardzo ciekawy sposób RIllę. Najpierw dziewczyna jest próżna i pusta, jedyne co ją interesuje to własny wygląd i dobra zabawa, ale okoliczności zmuszają ją do przyspieszonego kursu dojrzewania.  Fragmenty książki to zapiski Rilli w jej dzienniku, w nich najbardziej jest widziana ta zmiana.

Ciężko pisać o tej książce bez spojlerów a wiem, że nie wszyscy czytali. Tym, którzy lekturę mają przed sobą – gorąco polecam. Najczęściej wracam właśnie do Rilly gdy chce się ogrzać literackim ciepłem i popłakać. Naprawdę polecam!



Pochodzi z bloga Z pasją o dobrych książkach i nie tylko...

"Ania z Szumiących Topoli"

W życiu Ani nastąpiły istotne zmiany - zaręczyny z Gilbertem i uzyskanie tytułu magistra nauk humanistycznych. Solidne wykształcenie umożliwiło jej objęcie posady dyrektorki szkoły w Summerside. Niestety, z tym wiązały się pewne nieprzyjemności - walka z klanem Pringle`ów. Na szczęście Ania potrafiła stopić lód w najtwardszych sercach i wkrótce stała się powierniczką wielu mieszkańców miasteczka. Jak potoczą się jej dalsze losy? Czy ziszczą się dziecięce marzenia?


Bardzo ważne dla mnie jest, aby czytać nie tylko nowości, głośne bestsellery, ale również przypominać o klasyce. Jako człowiek, który nie ma problemu z zawieraniem nowych znajomości, często obracam się wśród ludzi i widać szybko czy ktoś jest oczytany w klasyce. Często bywa tak, że głośne książki, hity przemijają, ale znajomość Sienkiewicza, Tolkiena, Lewisa, czy Montgomery jest jakimś sitem. Nie chcę przez to powiedzieć, że skreślam każdego kto nie zaleje się łzami na słowa: „Nic to”, bowiem można czytać książki a być mimo wszystko głupcem i złym człowiekiem, ale sama mam szczególny sentyment do klasyki. Który jak widać odezwał się ze zdwojoną siłą, gdy liście zaczęły żółknąć.

W moim domu była seria książek o Ani  Shirley, książki były z serii: „każda od innej matki” i gdy Rodzice się przeprowadzali coś zginęło. Zginęła „Ania z Szumiących Topoli”, więc czytałam egzemplarz biblioteczny, niezmiernie uradowała mnie wyprzedaż na stronie Wydawnictwa Literackiego, które oferowało „uszkodzony egzemplarz”(wzięłam w cudzysłów, bo książka jest nówka nieśmigana, nawet według moich standardów). Kupiłam, razem z innymi książkami, których pożądałam, a gdy paczka przyszła, miałam spory kryzys, zaczęłam więc kartkować i tak stała się moją lekturą do posiłków…
„Ania z Szumiących Topoli” to powieść w przeważającej części,  epistolarna. Ania Shirley, opisuje swojemu narzeczonemu Gilbertowi miejsce do którego przybyła, aby pełnić obowiązki dyrektorki szkoły w Summerside. W listach tych, powycinano większość miłosnych wyznań Ani, znajdujemy tylko opis jej perypetii. A na początku było ich wiele. Ponieważ Ania zajęła posadę na którą ostrzył sobie zęby ktoś z rodu panującego w miasteczku, na Anię spada kara, że komitet szkolny wybrał ją. Dodatkowo w szkole uczy bardzo zgryźliwa nauczycielka, która cieszy się z porażek koleżanki i nie szczędzi jej złośliwości. A na samym początku Ania ma spore problemy ze znalezieniem mieszkania, na szczęście trafia na Ulicę Duchów, do domu zwanego Szumiącymi Topolami. W tym mieście Ania spędzi trzy lata, napisze wiele listów świadczących o miłości, tęsknocie i lekkim piórze. Spotka ją wiele przygód, zabawnych, wzruszających. Pozna nowych przyjaciół i napotka sporo zakrętów na swojej drodze.

Nie jestem fanką tej części, ale od czasu do czasu, wracam do niej. Niestety tym razem, czytając inne wydanie, spotkała mnie niespodzianka. Raczej niemiła. Mianowicie inne tłumaczenie… byłam przyzwyczajona do innych imion i nazw…  i nie miałam konfitury z dyni, która kiedyś zrobiłam zainspirowana książką. Bardzo nie lubię, gdy przywyknę do jednego tłumaczenia, zmieniać… czuję się jak schizofrenik, niby książka ta sama, a ja nie wiem o co chodzi i jestem okrutnie zdezorientowana

W tej książce wyjątkowo czuć jesienny nastrój, pewnie dlatego, że zawsze zaczyna się, na początku roku szkolnego, lecą liście, snują się mgły, a i Ulica Duchów jest  taka jesienna. Klimatyczna.
Chociaż, moim zdaniem, książka nie zapiera tchu w piersi, to jednak dla kilku epizodów warto znać…
Miałam ochotę dokupić sobie jeszcze jakiś brakujący tom z tej serii kioskowej, ale teraz trochę się boję… w sobotę przeglądałam „Anię z Avonlea”(mój tom się rozsypuje) i czy dobrze widziałam? Jaś  został Pawłem??

Pochodzi z bloga Z pasją o dobrych książkach i nie tylko...

środa, 5 listopada 2014

Ania ze Złotego Brzegu

Ania jest przykładną żoną i matką pięciorga dzieci. Niestety, sielankowy nastrój zostaje zmącony, gdy do Złotego brzegu przyjeżdża irytująca ciotka Gilberta. Nikt nie podejrzewa, że to dopiero początek serii dramatycznych, czasem wzruszających, a niekiedy po prostu zabawnych zdarzeń. Głównymi bohaterami opowieści staja się dzieci państwa Blythe'ów, które przeżywając młodzieńcze przygody, borykają się z typowymi dla tego wieku problemami i powoli odkrywają to , co w życiu najważniejsze. Ale i rudowłosa Ania nie znika ze sceny – towarzyszymy jej, gdy zaczyna podejrzewać iż Gilbert już jej nie kocha...



Minęło sporo czasu od kiedy skończyła się akcja „Czytamy Anię”, ja niestety wtedy odpuściłam „Anię ze Złotego Brzegu”, ponieważ nie chciało mi si iść do biblioteki, a swojego egzemplarza nie miałam. Na szczęście obudziłam się w porę i dziś w drodze do pracy, nabyłam tę część w kolekcji wydawanej przez Wydawnictwo Literackie, w promocyjnej cenie 13.99. Taniej, tak ładnego wydania nie kupię, chociaż to – niestety – nie jest idealne, ale o tym później. Lubie tę część, jest w niej dobra proporcja Ani i jej dzieci. Dlatego oderwałam się na chwilę od krwawych Romanowów i przeniosłam się na sielski Złoty Brzeg.

Całość u MNIE

wtorek, 7 października 2014

"Ania na uniwersytecie" L.M. Montgomery

Kolejna podróż sentymentalna i wielce udane godziny relaksu przy lekturze:)
To trzecia część przygód Ani. Tym razem mamy okazję poznać 4 lata życia w Redmond, zakończone zdobyciem tytułu magistra. Środowisko Avonlea niezbyt przychylnie patrzyło na pomysł kobiety studiującej, jednak Ania dopięła swego. Wraz z przyjaciółkami zamieszkała w urokliwym "Ustroniu Patty", poznała nowych znajomych, a nawet kandydata na męża. Jednak po kilku latach zażyłej znajomości Ania odrzuciła oświadczyny Roya, by niedługo potem, w obliczu ciężkiej choroby Gilberta, uświadomić sobie, że to on jest miłością jej życia.
Powieść ma wiele elementów kiczowatego romansu (Autorka sporo miejsca poświęciła tematowi zamążpójścia), jednak emanuje również sporą dawką humoru. Jak zwykle u Montgomery bohaterki są niesamowitymi gadułami, co nie raz sprowadza na nie kłopoty! Ale nie brak tu i chwil zadumy, poważnych rozważań o życiu i przyszłości.
Bohaterowie poprzednich części dorastają. Jak miło śledzić spotkania dorosłych już Ani i Diany, obserwować, jak Gilbert staje się poważnym mężczyzną! Pojawiają się nowi. Nie ukrywam, że postać Phillipy działała mi na nerwy, tyle w niej próżności i roztrzepania.
Niestety, wydanie, które czytałam, nie było najlepsze, rzucały się w oczy błędy ortograficzne i stylistyczne, ale tylko takie znalazłam w bibliotece:(
Wracając do takich lektur żałuję, że nie mam córki;) Ale może kiedyś będę je podsuwała wnuczkom:)

piątek, 26 września 2014

"Błękitny Zamek" L.M.Montgomery

Po latach zatęskniłam za twórczością Autorki Ani z Zielonego Wzgórza, która zawsze będzie mi się kojarzyła z czasem beztroskiej nastoletniej młodości i klimatem chwytającym za serce, obecnym w każdej Jej powieści. Anię znam już na pamięć, a Błękitny Zamek czytałam tylko raz, dawno dawno temu, dlatego po ten tytuł sięgnęłam tym razem w bibliotece.

Valancy jest starą panną. Ma 29 lat i o zgrozo, nigdy w życiu nie miała adoratora, nigdy nikogo nie kochała, ba, nic nie wskazuje na to, by ten stan miał ulec zmianie! Mieszka z apodyktyczną matką i wścibską kuzynką w brzydkim ceglanym domu, w okolicy napawającej ją obrzydzeniem. Jest wciąż traktowana jak mała dziewczynka, musi nosić grube pończochy by się nie przeziębić, nie może spóźniać się na posiłki, nie ma przyzwolenia na zbyt długie czytanie książek i przebywanie samotnie we własnym pokoju, a już na pewno nie może mówić tego, co myśli. Dzień po smutnych, ponurych urodzinach Valancy dowiaduje się, że ma poważną chorobę serca i pozostał jej maksymalnie rok życia. Dziewczyna postanawia nie zmarnować tego czasu i robić wszystko to, czego do tej pory nie wypadało, nie było wolno czy się bała. Wreszcie czuje, co to znaczy być wolnym!
Przesympatyczna powieść pokazująca, że na zmiany nigdy nie jest za późno, że warto wziąć życie we własne ręce.
Jest to również świetny obraz epoki. Autorka maluje wyraziste portrety wielu postaci, członków rodziny Valancy a także mieszkańców miasteczka. Ukazuje ich wścibstwo, złośliwość, zamiłowanie do obgadywania i krytykowania wszystkich i wszystkiego. Nie raz współczułam głównej bohaterce życia w tak destrukcyjnym otoczeniu...
Książka napisana pięknym językiem, bogata w magiczne wręcz opisy przyrody , pełna uczuć, emocji, ciepła i romantyzmu.

piątek, 4 kwietnia 2014

"DOLINA TĘCZY" LUCY MAUD MONTGOMERY


Tytuł: Dolina Tęczy
Tytuł oryginału: Rainbow Valley
Autor: Lucy Maud Montgomery
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 284

"Dolina Tęczy" Lucy Maud Montgomery opowiada o przygodach dzieci Ani i Gilberta, a przede wszystkim o perypetiach nowo przybyłego do Glen St. Mary pastora Mereditha oraz jego czwórki przeuroczych dzieci. Podobnie jak w poprzedniej części Ani było mało, w tej jest jej jeszcze mniej. Występowała jedynie w roli matki, ale nie odniosłam takiego wrażenia, żeby to było wielką stratą dla powieści. Takie odczucia miałam po przeczytaniu poprzedniej książki. 
"Dolina Tęczy" siódma z kolei część serii zdecydowanie już nie jest o przygodach rudowłosej Ani Shirley, co prawda pojawia się sporadycznie, ale bohaterami tej książki jest  potomstwo Ani i Gilberta, aczkolwiek pierwsze skrzypce należą do pastora Mereditha i jego czwórki wspaniałych dzieci Flory, Jerrego, Karolka i Uny.
W Glen St. Mary dzieci Ani i Gilberta na miejsce do zabaw i spędzania wolnego czasu wybrali sobie przepiękną dolinę, położoną nieopodal Złotego Brzegu, którą nazwali "Doliną Tęczy". Tam spędzali większość wolnego czasu. Zaprzyjaźnili się z dziećmi nowo przybyłego pastora i zostali towarzyszami wspólnych zabaw. Wkrótce do gromadki dzieci dołączyła sierota Marysia Vance, która nieźle namieszała w główkach małych dzieci.
O dzieci z plebani nikt się nie troszczył i nie dbał. Ojciec ich, pastor Meredith był wdowcem, który całymi dniami chodził zamyślony i nieprzytomny, jakby bujał w obłokach i zupełnie nie interesował się sprawami życia codziennego. Większość czasu spędzał w swojej bibliotece na pisaniu niedzielnego kazania i czytaniu książek. Gospodynią na plebani była Marta, ciotka dzieci, ale ta bardziej interesowała się swoim kotem, aniżeli dziećmi. Marta uparcie nie chciała przyjąć kogokolwiek do pomocy w wychowywaniu dzieci i gospodarowaniu domem, uznając, że sama sobie doskonale daje radę, i tak oto dzieci pastora wychowywały się same. Dzieci były bardzo miłe, kochane i szczere. Każde inne na swój sposób. Jerry był rozmarzonym czarnowłosym chłopcem, beztroska, odważna Flora za najlepszego przyjaciela uznawała swojego koguta, marzycielska Una rzadko okazywała radość, a Karolek lubił kolekcjonować rozmaite żyjątka i owady. Na nieszczęście dzieci najczęstszym, oprócz Doliny Tęczy, miejscem ich zabaw był pobliski cmentarz ku zgorszeniu wszystkich mieszkańców Glen. Dzieci w ten sposób były bohaterami częstych skandali i wszyscy o nich mówili.
Książka jest sympatyczna, lekka i przyjemna w czytaniu, pełna niezwykłych i humorystycznych zdarzeń, wesołych i zabawnych historii, których głównymi sprawcami i bohaterami były dzieci pastora i potomstwo Ani i Gilberta.  Polecam serdecznie :)

czwartek, 13 marca 2014

"Ania ze Złotego Brzegu" Lucy Maud Montgomery




"Ania ze Złotego Brzegu" jest kolejnym, szóstym tomem opowieści o Ani Shirley. 
Ania Blythe jest szczęśliwą żoną Gilberta, matką sześciorga dzieci, najstarszego Jima, Waltera, bliźniaczek Di i Nan, Shirleya i najmłodszej Rilli. Ania Shirley rozmarzona dziewczynka o bujnej wyobraźni już dawno odeszła, teraz pani Blythe daje się poznać jako poważna żona doktora i matka. Ta część jest inna od pozostałych, gdyż Ania i jej problemy oraz rozterki odchodzą tak jakby na dalszy plan, a bohaterami pierwszego planu są jej dzieci.  Muszę przyznać, że trochę brakowali mi dawnej Ani i w moich oczach ta część traci odrobinę na wartości i mojej ocenie. Szkoda, że rudowłosa, zawsze roztargniona, rozmarzona Ania Shirley  odeszła, jej czar i urok prysł.
W "Ani ze Złotego Brzegu" poznajemy nową Anię, w nowej roli. Jej życie rodzinne, wątpliwości i troski związane z codziennym życiem i rutyną. Ania i Gilbert doświadczają mały kryzys małżeński. Poznajemy także jej dzieci i ich rozterki, przygody i kłopoty. Ani udało się stworzyć przytulny, przemiły, rodzinny dom w Złotym Brzegu, choć początkowo Ania miała wiele wątpliwości co do nowego miejsca zamieszkania.  Zwierzyła się o tym Dianie, gdy krótko gościła na Zielonym Wzgórzu, w swoim ukochanym Avonlea. 
Po powrocie do Złotego Brzegu Ania zajmuje się dziećmi, domem, pomaga jej w tym pomoc domowa - Zuzanna. Gilberta nie ma na okrągło w domu, zajmuje się swoimi pacjentami. Pewnego dnia w odwiedziny do Złotego Brzegu gościnnie przyjeżdża ciotka Gilberta Mary Maria(stara zrzędliwa panna), która szybko staje się utrapieniem dla mieszkańców. Stale wszystkich poucza, wszystko komentuje, strofuje dzieci za ich złe zachowanie. Wszyscy domownicy, a Zuzanna najbardziej, mają rychło dosyć ponurej osoby ciotki, a na dodatek jej wizyta przedłuża się z tygodnia na tydzień i miesiące. Niemalże nikt nie ma już nadziei, że ciotka w końcu opuści ich dom i wyjedzie.
Mimo, iż zabrakło mi dawnej Ani, polubiłam tę nową odsłonę statecznej pani Blythe, poważnej, dorosłej, przykładnej matki i żony ale chyba bardziej z sentymentu. Trochę zaskoczył mnie przeskok w czasie, miałam takie wrażenie, jakbym opuściła jakąś część. Poprzednia skończyła się na tym, że Ania urodziła drugie swoje dziecko (pierwsze zmarło) - Jima i na przeprowadzce do Złotego Brzegu. A tu, już pięcioro dzieci, a szóste w drodze.
Nie napiszę, że "Ania ze Złotego Brzegu" była banalna i nudna, ale i też nie była zbytnio zajmująca i wciągająca. W sumie książka składa się z wielu nie łączących się ze sobą opowiadań i historii, jest to według mnie wielkim minusem. Książka nie należy do jednych z najlepszych z serii o Ani Shirley.

środa, 19 lutego 2014

"Wymarzony dom Ani" Lucy Maud Montgomery

Tytuł: Wymarzony dom Ani
Tytuł oryginału: Anne's House Of Dreams
Autor: Lucy Maud Montgomery
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 306
Moja ocena: 5/6




Wymarzony dom Ani
"Z rozkoszą patrzyła po raz pierwszy na swój domek, tak wydał jej się podobny do wielkiej kremowej muszli, którą morze wyrzuciło na brzeg. Szeregi wysokich włoskich topól, rosnące wzdłuż prowadzącej doń drogi, odcinały się na niebie wysokimi, purpurowymi kolumnami. Dalej, chroniąc ogród przed zbyt ostrym podmuchem morza, rósł lasek jodłowy, w którym wichry mogły urządzać swe dzikie i ponure harce.(...) Ania i Gilbert jechali topolową aleją. Wichry nocne rozpoczęły swój zwykły tan wśród wydm, a rybacka wioska po drugiej stronie portu zdawała się być usiana drogimi kamieniami. Drzwi małego domku otworzyły się i cieple światło kominka wypełzło im na spotkanie. Gilbert pomógł Ani wysiąść z bryczki i przez furtkę, zawieszoną miedzy rudawymi pniami jodeł, poprowadził czerwoną ścieżyną ogrodu aż do kamiennego stopnia. 
- Witaj w domu - szepnął i ramię przy ramieniu przestąpili oboje próg domku swych marzeń." 
            ["Wymarzony dom Ani", L. M. Montgomery, str. 39-40]

Ania i Gilbert biorą ślub na Zielonym Wzgórzu, w słoneczny i pogodny dzień, w gronie starych przyjaciół. Zaraz potem udają się w podróż pociągiem do Glen St. Mary, do swojego wymarzonego, małego domku. Znajduje się on nad purpurowym brzegiem morza w porcie o nazwie Cztery Wiatry. Ani, która wcześniej znała domek tylko z opowieści Gilberta bardzo się spodobał. 
Młodzi małżonkowie szybko zadomowili się w swoim przytulnym gniazdku. Miesiąc miodowy spędzili w swoim "wymarzonym domku", poznając jego przepiękne okolice, spacerując nieopodal Przystani Czterech Wiatrów oraz nad brzegiem morza. Ania i Gilbert w nowym miejscu wiodą szczęśliwe życie, ale i zdarzają się chwile nieszczęść i smutku. Spotykają ludzi o pokrewnych duszach. Zaprzyjaźniają się z kapitanem Jakubem, strażnikiem latarni morskiej w Czterech Wiatrach. Kapitan, stary wilk morski okazał się ogromnie ciekawą postacią, wiódł wspaniale życie marynarza, przeżył wiele przygód. Raczył Anię i Gilberta opowieściami wspaniałych historii i przygód, które dały książce wiele uroku. Ania zaprzyjaźniła się ze swoją sąsiadką panią Kornelią, charakterem podobną do pani Małgorzaty Linde. Ania poznała także tajemniczą, młodą dziewczynę o imieniu Leslie, w której z upływem czasu zyskała przyjaciółkę, lecz początkowo była to trudna i niełatwa przyjaźń. Leslie była młodą i piękną, ale nieszczęśliwą osobą. Jej życie okazało się jednym, wielkim i niekończącym się pasmem nieszczęść.
"Wymarzony dom Ani" jest piątym już tomem opowiadającym o przygodach Ani z Zielonego Wzgórza. Jest to dobra książka, przyjemna i pełna ciepła, było mi niezmiernie miło wrócić do życia Ani i czytać o kolejnych jej perypetiach. Nowe postacie, opisane w książce, okazały się niezwykle ciekawe i oryginalne. Ale czytając miałam takie wrażenie, że przygody i historie tych postaci wysuwają się w powieści na pierwszy plan. W życiu Ani, poza zachwytem swoim domkiem niewiele się działo. Jedynym takim momentem, był fakt, że Ania została matką. Ania straciła trochę w tej części na swoim uroku, ale nie na tyle, żeby nie przeczytać kolejnej części.

poniedziałek, 23 grudnia 2013

"Dolina Tęczy"

W tajemniczym, magicznym miejscu, zwanym Doliną Tęczy, dzieci Ani codziennie bawią się i odkrywają, czym jest prawdziwa przyjaźń, poświęcenie i pasja. Z pewnością nie będą narzekać na nudę, tym bardziej, że do wioski sprowadza się nowy pastor z czwórką dzieci, a do tej gromadki dołącza wkrótce zwariowana Mary Vance. Szykuje się mnóstwo przygód, zaskakujących zwrotów akcji i tysiąc atrakcyjnych tematów dla plotkarek z Glen St. Mary



Wracam do Was i od razu z recenzją. Książkę przeczytałam jeszcze przed wyjazdem, podczytywałam ją do posiłków. Natchnęło mnie do tego wyzwanie „Czytamy Anię”. „Dolina Tęczy” to książka, którą traktowałam po macoszemu. Chyba najrzadziej do niej wracałam.  Sama nie wiem dlaczego, ale wiem że niesłusznie.

„Dolina tęczy” to książka o dzieciach Ani i Gilberta, jednak w odróżnieniu od „Ani ze Złotego Brzegu” większy nacisk jest na przyjaciół Jima, Waltera i bliźniaczek. Shirley i Rilla nie odgrywają w tej książce zbyt wielkiej roli, ze względu na wiek. Są jeszcze małymi dziećmi, nie mogą wiec bawić się tak jak ich starsze rodzeństwo. Na Plebanie wprowadza się nowy pastor. Okazuje się wdowcem z czwórką dzieci. Pastor John Meredith jest człowiekiem bardzo uczonym, ale niestety równie bardzo roztrzepanym. Władzę w jego domu dzierży ciotka Marta, która niestety nie radzi sobie z gospodarstwem na świeczniku i rozbrykaną gromadką łobuziaków. Wkrótce dzieci z plebani staną się tematem numer jeden w Przystani Czterech Wiatrów. Wszystkim im przygodom będą się przyglądały: Ania Blythe, Zuzanna Baker i Kornelia Elliot.

W odróżnieniu od dzieci Blythe`ów, dzieci Pastora, są nieznośnie psotne, nie ma dnia by nie skompromitowały ojca i parafii. Nie można mieć o to do nich pretensji, bo nikt ich nie wychowuje, rosną jak dzikie rośliny, zdane tylko na intuicję, zdane na siebie. A to przecież tylko dzieci, pewne sprawy postrzegają zupełnie inaczej. Nie zdają sobie sprawy, że dorośli z ich dobrych intencji wywiodą coś przeciwnego, założą że to wina tego że są niewychowanymi smarkaczami. Dzięki tym szalonym pomysłom książka nabiera niezwykle humorystycznego akcentu. Oto znów mamy do czynienia z „takimi Aniami”, które najpierw robią/mówią a później myślą.

Zapomniałam już jak bardzo podobały mi się te historie, jak bardzo wkurzała mnie Mary Vance, jak ciepło mi się na sercu robiło, gdy czytałam o Unie.  Autorka, jednak nie skupia się tylko na opowieściach o dzieci. Jak w każdej dobrej książce, mamy sporą szczyptę romansu. Opowieści o miłości, niespodziewanej. Niepierwszej, ale pięknej, takiej niewinnej, której nie da się, nie kibicować.

Teraz czytam kolejny tom „Rillę” tam proza życia, gorycz i smutek, lekko sygnalizowane tylko w „Dolinie Tęczy” są silnie wyczuwalne. „Dolina tęczy” to kwintesencja młodości, już nie tak beztroskiej i sielskiej jak dzieciństwo, bardziej wymagającej, ale w gruncie rzeczy pewnej i szczęśliwej. A czarne chmury, które dopiero zaczynają pojawiać się na horyzoncie są tylko zwiastunem nowej przygody, a nie potencjalnym huraganem, który zmiecie nasz świat z powierzchni ziemi a nas pokiereszuje.

Montgomery w tej książce pokazuje to, za co pokochały ją miliony, humor, dystans, ironię. Szkoda, że tak po macoszemu traktowałam ten tom, szkoda, że tak rzadko się o nim mówi. Warto! Warto poczytać!

piątek, 13 grudnia 2013

"Ania z Szumiących Topoli" Lucy Maud Montgomery

Tytuł: Ania z Szumiących Topoli Tytuł oryginału: Anne of Windy Poplars Autor: Lucy Maud Montgomery Wydawnictwo: Literackie Rok wydania: 2005 Liczba stron: 368 Moja ocena: 5.5/6











"Ania z Szumiących Topoli" kolejna, czwarta książka z cyklu opowieści o rudowłosej i niezwyklej Ani Shirley. Książka opowiada o trzech latach jakie główna bohaterka spędziła w Summerside. Ania po ukończonych studiach i zaręczynach z Gilbertem, otrzymała posadę dyrektorki w szkole w Summerside. Zamieszkała w Szumiących Topolach, w wynajętym pokoiku w domu dwóch wdów.
 W Summerside Ania przeżyła trzy wspaniałe lata. Poznała i zaprzyjaźnia się z wieloma ciekawymi osobami. Jednak początki dla Ani nie były łatwe, gdyż musiała zmierzyć się z rodziną Pringle'ów, stanowiących większość mieszkańców Summerside, trzymającą i wspierającą się razem oraz panującą niepodzielnie w tej małej mieścinie. Rodzina Pringle'ów chciała, aby na stanowisku dyrektora tamtejszej szkoły zasiadł ich krewny. Z tego powodu panna Shirely miała nie lada kłopoty, zmartwienia i przykrości, ale po paru meczących miesiącach przypadek sprawił, że Ania wygrała z nimi tę "wojnę". 
 
Ciąg dalszy tutaj:)

środa, 30 października 2013

"Ania na uniwersytecie" Lucy Maud Montgomery

Tytuł: Ania na uniwersytecie
Tytuł oryginału: Anne of the Island
Autor: Lucy Maud Montgomery
Wydawca: Wydawnictwo Literackie
Rok wydania: 2005
Liczba stron: 299
Moja ocena: 5/6









Po dwóch latach pracy w szkole przed Anią otwiera się perspektywa studiów uniwersyteckich. Towarzyszymy jej teraz w życiu studenckim w Redmond. Radość Ani z wyjazdu do Redmondu przyćmiewa myśl o rozstaniu z najbliższymi. Bohaterka pociesza się faktem, że razem z nią pierwsze kroki na uniwersytecie będą stawiali: Priscilla, Karol i... Gilbert Pierwsze doświadczenia literackie i... miłość - oto co wypełnia czas niezwykle pilnej studentki. Zawieranie nowych znajomości, współzawodnictwo w egzaminach i walka o stypendium Thorburna będą najważniejszymi wydarzeniami pierwszego roku studiów.

"Ania na uniwersytecie" L.M. Montgomery jest trzecią częścią opowieści o rudowłosej Ani Shirley. W tej części, główna bohaterka opuszcza swoje ukochane Zielone Wzgórze, by udać się do Redmond. Tam rozpoczyna czteroletnią naukę na uniwersytecie oraz podejmuje najważniejsze decyzje w swoim życiu. Tematem przewodnim tego tomu powieści jest miłość, zaloty i małżeństwo.
Wraz z Anią na uniwersytet redmondzki udają się jej przyjaciele z Avonlea Priscilla, Gilbert i Karol. Pierwszy rok studiów Ania z Priscillą mieszkają na stancji, a następne trzy w uroczym małym domku nazwanym "Ustroniem Patty" od imienia właścicielki, która od pierwszego spotkania polubiła Anię. W tym niezwykłym domku panna Shirley wraz z przyjaciółkami spędza niezapomniane chwile, ciężko jej jest po trzech latach opuścić to magiczne miejsce. Czas na studiach upływa Ani na pilnej nauce, poza tym główna bohaterka zaczyna publikować w gazetach swoje pierwsze opowiadania z większym i mniejszym sukcesem. Zawiera także nowe znajomości i przyjaźnie.

(Całość można przeczytać na blogu)