Pokazywanie postów oznaczonych etykietą John Steinbeck. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą John Steinbeck. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 marca 2013

Tortilla Flat John Steinbeck


Tortilla Flat to niewielka książeczka o grupce kumpli, których łączy niechęć do pracy oraz zamiłowanie do napojów wyskokowych. Danny, który przez przypadek stał się właścicielem małego domku zaprosił do wspólnego „gospodarstwa domowego” kilkoro przyjaciół; Pilona, Jezusa Marię, Wielkiego Joe Portugalczyka i psa Pirata. Razem tworzą oni swego rodzaju komunę. Okazuje się jednak, że i od przybytku może zaboleć głowa. Wspólne mieszkanie oraz fakt, iż jeden z kumpli posiada więcej niż inni stwarza konflikty i wywołuje brzydkie uczucia zawiści. Grupka pijaczków nazywająca się paisanos (rodakami pochodzącymi z tego samego regionu - potomkami hiszpańskich konkwistadorów mieszańcami krwi hiszpańskiej i indiańskiej) spędza dnie na wspólnym piciu wina, żywieniu się odpadkami z pobliskich restauracji, opowiadaniu sobie historyjek, uwodzeniu kobiet oraz obmyślaniu sposobów na zdobycie funduszy bez konieczności zhańbienia się pracą. Bohaterowie to nieudacznicy, cwaniaczki i drobni złodzieje, którzy wyznają swoisty kodeks honorowy, w którym dominuje poczucie współodpowiedzialności za członków grupy. Jeden za wszystkich - wszyscy za jednego. Wystąpienie przeciwko temu kodeksowi powoduje surową karę - odrzucenie. Steinbeck pod pozorem opowiedzenia historyjki grupki meneli pisze o moralności dostosowywanej do własnych potrzeb, tłumaczeniu swego postępowania dobrymi intencjami (jakże często bohaterowie tłumaczą, iż zrobili coś dla dobra innych - zabrałem mu pieniądze, bo i tak nie wiedziałby co z nimi zrobić więc wybawiłem go z kłopotu, zjadłem jego posiłek- bo mógłby mu zaszkodzić).
Steinbeck pisze w taki sposób, że nawet banalna historyjka wydaje się ciekawą. Jest tu i ironia i jest groteska i humor. Po raz kolejny wreszcie powtórzę też, że jestem pod wrażeniem prostoty przekazu. Myślę, że gdyby nie umiejętności pisarza nie przebrnęłabym przez temat, który nie jest pasjonujący.
Muszę jednak przyznać, że z czytanych przeze mnie książek tego autora ta wypadła w mojej opinii najsłabiej.

Moja ocena 4/6

Opinie do Na wschód od Edenu, Grona Gniewu, Myszy i ludzie.

poniedziałek, 15 października 2012

Myszy i ludzie John Steinbeck (audiobook)

Trzecie spotkanie z prozą Johna Steinbecka i trzecie udane. Myszy i ludzie to nowelka. W czasach wielkiego kryzysu w Stanach dwoje przyjaciół (George i Lenny) tuła się od farmy do farmy poszukując możliwości zarobienia kilku groszy i przetrwania tego ciężkiego okresu. Lenny wysoki obdarzony nadludzką siłą mężczyzna o mentalności lekko upośledzonego dziecka wywołuje coraz to nowe „kłopoty”. To zadusi zwierzątko, to kogoś przestraszy, to kogoś zrani, a wszystko to dzieje się bez jego woli. George musi wykazać wiele cierpliwości, aby opiekować się Lennym i czuwać, aby nie został skrzywdzony, ani też sam nikogo nie skrzywdził i to wszystko w imię „przyjaźni”, którą nań nałożyło złożone przyrzeczenie.

Siłą, która pozwala przetrwać dwójce bohaterów ciężki okres w dramatycznej rzeczywistości Wielkiego kryzysu, a także smutny los odmieńców są marzenia. Ten amerykański sen o spokojnym i dostatnim życiu, które ma się urealnić pod postacią własnej farmy sprawia, że George nie poddaje się i mimo przeciwności losu idzie wciąż naprzód.
Steinbeck po raz kolejny zadziwia mnie połączeniem prostoty (zarówno pomysłu, jak i języka) z bogactwem treści. W tej banalnej historii, której zakończenie nasuwa się niemal od pierwszej sceny autor umiejętnie stopniuje napięcie, aby mimo wszystko wprawić czytelnika w finałowej scenie w zaskoczenie i zakłopotanie. Zakończenie sprawia, że lektura na długo zapada w pamięć i zmusza do przemyśleń.

W tej niezwykle esencjonalnej formie (na stu dwudziestu stronach) znalazła się cała gama treści; jest i o bogactwie przyjaźni i o samotności odmieńców i o sile marzeń i o obronie słabszych.

Moja ocena 5/6

W lutym tego roku Prószyński Media wydał książkę Myszy i ludzie (powyżej okładka).

czwartek, 11 października 2012

Myszy i ludzie - John Steinbeck

Jakoś nigdy wcześniej nie miałam okazji, żeby sięgnąć po "Myszy i ludzie". Oczywiście coś tam o niej słyszałam, kojarzę, że widziałam fragmentu filmu. Po tym, jak jakiś czas temu przeczytałam pierwszą dla mnie powieść Steinbecka - "Na wschód od Edenu" wiedziałam jednak, że i na tą przyjdzie kolej, bo marzy mi się przeczytanie wszystkich jego dzieł. Moją chęć poznania losów Lenniego i George'a wzmogła jeszcze przeczytana na początku tego roku książka "Dallas '63" Stephena Kinga - ci, którzy mają ją już za sobą, wiedzą, jak istotną rolę odgrywa w niej właśnie nowela noblisty.

Bardzo chciałam ją przeczytać przed końcem drugiego roku wyzwania - i z czytaniem zdążyłam, owszem, ale z recenzją już nie.

Cóż można o niej napisać, gdy pewnie wszystko już napisane zostało przez mądrzejszych ode mnie? Kultowa dla Amerykanów, obowiązkowa lektura dla wszystkich, którzy chcą poznać amerykańską kulturę. To taka przypowieść o ludziach, ludziach, którzy poobijani przez los, doświadczeni kryzysem i niemożnością znalezienia pracy, odnajdują w relacji między sobą jakąś zagubioną część człowieczeństwa, jakieś ludzkie odruchy. Marzą o lepszym życiu, choć, świadomie bądź podskórnie czują, że nie jest to możliwe.

To opowieść o tym, jak w okrutnym czasie, w świecie pełnym podejrzeń, myślenia tylko o sobie, pełnym ludzi o złych intencjach, przeżyć i znaleźć coś, co pozwoli wyrwać się z marazmu. Czy jednak to się uda? Czy ludzie są z góry skazani na swój los i nie mogą nic zrobić, żeby go zmienić?

Tym razem nie będę streszczać fabuły - większość pewnie zna, a ja nie będę potrzebowała sobie jej przypomnieć - to książka z gatunku tych, które zostają w pamięci. To kolejna taka książka tego autora - cieszę się ogromnie, że tyle jeszcze jego utworów przede mną i żałuję odrobinę, że dopiero niedawno go dla siebie odkryłam.

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Grona gniewu John Steinbeck

Widziałem przyjście Pana: płaszcz chwały go odziewał. I z takiej szedł winnicy, co rodzi grona gniewu.
Kolejne spotkanie z prozą Steinbecka utwierdza mnie w przekonaniu, że Steinbeck wielkim pisarzem był. Uniwersalizm treści, wnikliwa obserwacja, prosty język, wspaniałe typy postaci wszystko to sprawia, że ponad 700 stron powieści (a w moim przypadku ponad 21 godzin słuchania) przemija zbyt szybko. Opublikowane w 1939 roku „Grona gniewu” to historia ubogiej, rolniczej rodziny Joadów zmuszonej do opuszczenia rodzimej Oklahomy i wyruszenia do mlekiem i miodem płynącej krainy, do Kalifornii. Akcja powieści toczy się w czasach wielkiego kryzysu gospodarczego. Grona gniewu można nazwać powieścią drogi, bowiem bohaterowie cały czas przemierzają drogą nr 66 ogromne połacie przestrzeni Stanów, tylko na chwilę zatrzymując się, aby zarobić parę centów na chleb, mięso, czy benzynę. Joadowie, którym bank zabrał dom i ziemię opuszczają miejsce, którego nie opuszczali od urodzenia, miejsce na które pracowali i o które bili się ich przodkowie. Dzięki ulotkom dowiadują się, iż na takich, jak oni czeka praca przy zbieraniu owoców, trzeba tylko przejechać dwa tysiące mil. Ulotki mamią wizją szybkiego i łatwego zarobku. Cała dwunastoosobowa rodzina wraz z pastorem pakuje swój dobytek na pakę ciężarówki i rusza w poszukiwaniu swego miejsca na ziemi. Niestety rzeczywistość okazuję się niezwykle okrutna. Podróż jest ciężka i niebezpieczna, mieszkańcy ziem, przez które przejeżdżają są wrogo do nich nastawieni, a właściciele ogromnych plantacji owoców czy bawełny płacą za ciężką pracę tyle, że nawet nie można z tego wyżyć. Lękajcie się jednak czasów, w których nie spadają bomby, a żyją miotający je ludzie, każda bowiem zrzucona bomba świadczy o tym, że duch jeszcze nie zamarł. I lękajcie się czasów, gdy ustaną strajki, a żyć będą bogaci obszarnicy, każdy bowiem, najmniejszy nawet, przegrany strajk jest dowodem, że zrobiono ów krok naprzód. I jeszcze jedno należy pamiętać: lękajcie się czasów, gdy człowiek nie zechce cierpieć i umierać dla idei, bo ta właściwość jest podstawą człowieczeństwa i tylko ona tworzy człowieka, wyróżniając go pośród innych stworzeń na ziemi. Grona gniewu poruszają tak wiele zagadnień, że nie sposób opowiedzieć o wszystkich. Gdybym miała napisać jednym słowem, o czym jest ta powieść napisałabym, że o życiu. Gdybym bowiem napisała, iż jest o walce z przeciwnościami losu, o filozofii przetrwania, o rodzeniu się małych społeczności, o wyrywaniu ludzi z miejsca urodzenia, o dysproporcjach pomiędzy bogatymi i nędzarzami, o poczuciu sąsiedzkiego braterstwa, o niszczeniu relacji międzyludzkich przez pieniądz, o zamianie tradycyjnego patriarchatu w matriarchat, o tym, jak wiele człowiek jest w stanie znieść, zanim grona pękną i wypuszczą sok, to nie napisałabym nawet połowy zagadnień poruszonych w powieści. Ludzie uciekają od grożących im okropności i oto dziwne przydarzają im się rzeczy - niekiedy gorzkie i okrutne, a niekiedy tak piękne, że rozpalają niegasnącą wiarę w człowieka. Steinbeck porusza w powieści bardzo ważne zagadnienia, ale jak je porusza. Po raz kolejny (po „Na wschód od Edenu”) miałam okazję podziwiać genialny warsztat literacki. Ważne prawdy autor przekazuje niezwykle prostym, ale pięknym językiem. Przy czym powieść pełna jest symboliki, której odczytywanie daje sporo radości (żółw, którego wciąż ktoś zawraca z drogi, psujące się owoce – z wierzchu piękne, a w środku nadgniłe, scena finałowa z nakarmieniem umierającego). Powieść ma silnie antykapitalistyczny wydźwięk. Przeciwstawia potęgę bogactwa słabości człowieka biednego, z drugiej strony pokazując siłę tego ostatniego. Pokazuje mechanizm systemu opierającego się na nieuczciwości, wyzysku, pazerności, oszustwie (mechanizm działania banków, reklamy, sprzedaży). Jednym z budzących największą sympatię bohaterów powieści jest były kryminalista, który ma na sumieniu ciężką zbrodnię (zabójstwo). Wszyscy zadają sobie to samo pytanie. Ku czemu idziemy? A mnie się zdaje, że do niczego nie idziemy. Zawsze tylko jesteśmy w drodze. Idziemy i idziemy. Kurcze, jakie to proste, a jakie prawdziwe. „Grona gniewu” obfitują we wspaniałe postacie bohaterów, i to nie tylko pierwszoplanowych. Mamy tu całą plejadę niezapomnianych postaci i wyznawanych przezeń filozofii życiowych; od pastora Casy`ego zaczynając z jego filozofią zwątpienia, poprzez silną, scalającą rodzinę matkę, słabego, bezwolnego ojca, a na postaci zmuszonego sprzedawać najgorszy towar za najwyższą cenę sprzedawcy kończąc. Lektura tej powieści nie powinna nikogo pozostawić obojętnym. Myślę, że niejeden czytelnik zaciskał pięści podczas czytania gotów rozprawić się z niesprawiedliwością tego świata. No i zaskakujący finał. Chyba nie tylko ja czekałam, aż nabrzmiałe grona gniewu pękną. Czy pękły? Tę książkę trzeba przeczytać. I niech nikogo nie zraża jej objętość. Lektury warta jest każda stronica i każde zdanie. Grona gniewu skłaniają do refleksji, a jednocześnie uwrażliwiają, a lektura jest prawdziwą przyjemnością. Ocena – nie może być inna 6/6

wtorek, 5 kwietnia 2011

Na wschód od Edenu John Steinbeck

Książka jest sagą losu dwóch żyjących w Ameryce na przełomie dziewiętnastego i dwudziestego wieku rodzin. Dzieje rodu Trasków i Hamiltonów są jedynie pretekstem do refleksji na temat walki dobra ze złem. Postacie przedstawione w powieści nie są tak do końca jednoznaczne. Jedynie Katie, bezwzględny, zimny potwór, pozbawiony uczuć, zmierzający do realizacji swoich celów „po trupach”, który nie cofnie się nawet przed unicestwieniem własnych rodziców jest osobą do szpiku kości złą. Pozostali bohaterowie nawet ci, którzy na pierwszy rzut oka jawią się nam, jako postacie wyłącznie dobre noszą w sobie zarówno pierwiastki dobra jak i zła. Adam Trask popełnia błędy swojego ojca i wyróżnia jednego z synów, Aron Trask żyje ideami i wyobrażeniami, Sam Hamilton mimo wielkiej miłości do żony, całe życie ją oszukuje i marzy o innej. Powieść nawiązuje do biblijnej przypowieści o Kainie i Ablu, dwóch braciach rywalizujących o miłość ojca. Mnie jednak ważniejszą wydaje się nie tyle rywalizacja o uczucia, co obawa przed odrzuceniem, to niby to samo, ale nie zupełnie. Jak mówi jeden z bohaterów powieści; w każdym z nas tkwi ogromna obawa przed odrzuceniem. Boimy się znaleźć poza; poza związkiem, poza rodziną, poza grupą, poza społecznością. Bycie zaakceptowanym nie jest równoznaczne z miłością. Dla mnie "Na wschód od Edenu" jest powieścią o potrzebie akceptacji. Chyba najbardziej tragicznym byłoby, jak mówi jeden z bohaterów odejść z tego świata nie wzbudzając w nikim uczucia żalu, poczucia straty. Drugim bardzo ważnym tematem poruszanym w powieści jest kwestia wolności wyboru. Nasz wybór nie jest zdeterminowany jakąś siłą wyższą. To prawo wyboru, jakie otrzymujemy od Boga czyni nas niemal partnerami Stwórcy. Do mnie głęboko przemawia dokonana przez Li przy pomocy jego współbraci analiza szesnastu wierszy z Księgi rodzaju i słowa klucza powieści - „timszel”, oznaczającego możliwość wyboru (możesz panować nad grzechem, złem, występkiem i tylko od ciebie zależy co zrobisz ze swoim życiem, jakim będziesz człowiekiem). Możesz wybrać dobro, możesz wybrać zło. A to oznacza nadzieję, a także wielkość człowieka. Powieść przy całej swej wielowątkowości i złożoności jest bardzo prosta. Tak jak proste bywa życie (choć nie lekkie), często to my sami sobie je komplikujemy. Książkę czytało mi się lekko i szybko mimo sporej jej objętości ok. 800 stron. Moja ocena 6/6

piątek, 3 grudnia 2010

"Na wschód od Edenu" John Steinbeck

Nie mam tego na liście, ale ostatnio przeczytałam tę książkę i myślę, że warto ją zaliczyć do klasyki.
Polecam tę książkę. Skłania do refleksji nad światem, własnym życiem.
Recenzja jaką napisałam jest dość długa dlatego zamieszczam tylko link do bloga:
http://zaczytana-w-chmurach.blogspot.com/2010/12/na-wschod-od-edenu-john-steinbeck.html
i cytat:
(dotyczy rozmowy na temat tego co zostało zapisane w Biblii- co Bóg powiedział Kainowi)

"Amerykańskie tłumaczenie n a k a z u j e ludziom tryumfować nad grzechem, a grzech można nazwać niewiedzą. Przekład króla Jakuba daje obiednicę w słowie "będziesz", co oznacza, że ludzie z całą pewnością nad grzechem zatryumfują. Natomiast słowo hebrajskie, wyraz 'timszel' - "możesz" - daje prawo wyboru. Kto wie, czy to nie najważniejsze słowo na świecie. Mówi ono, że droga jest otwarta. Przenosi odpowiedzialność na człowieka. Bo jeśli "możesz", to znaczy również, że "możesz nie"."

 (s. 408)