Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uczestniczka - Kassandra. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uczestniczka - Kassandra. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 lutego 2015

W. M. Thackeray - "Historia Henryka Esmonda"

Tytuł oryginalny – The history of Henry Esmond, ESQ
Ilość stron – 501
Wydawnictwo – Państwowy Instytut Wydawniczy
Rok wydania – 1957
Przekład – Bronisław Zieliński
Moja ocena – 7/10

Historia Henryka Esmonda, kolejna książka mojego ukochanego Thackeray’a – nie tak znana jak Targowisko próżności, bo też nie tak dobra. Ale to nadal Thackeray, chociaż w nieco innych realiach niż przywykłam i nieco mniej ironiczny niż zawsze.
Tytułowy bohater jest ni mniej ni więcej tylko bękartem. Bękartem człowieka stojącego dość wysoko, co nie zmienia faktu, że jego wczesne dzieciństwo do najszczęśliwszych nie należy. Sytuacja zmienia się diametralnie, kiedy młody chłopiec spotyka na swojej drodze krewnych na czele z uroczą  Lady Castlewood. Henryk zostaje przyjęty do rodziny, do której od tego czasu zrobi wszystko… Los zaprowadzi go nie tylko na pole walki, ale też do więzienia, a nawet za kulisy spisków.
Całość do przeczytania na moim blogu.


niedziela, 1 lutego 2015

Ch. Dickens - "Mała Dorrit"

Tytuł oryginalny – Little Dorrit
Ilość stron – 938
Wydawnictwo – Czytelnik
Rok wydania – 1983
Przekład – Wacława Komornicka
Moja ocena – 710

Nie pałam jakaś wielką namiętnością do prozy Dickensa, ale cenię jego pisarstwo i od czasu do czasu lubię po nie sięgnąć (chociaż moje serce już zawsze będzie należało do Thackeray’a).
Tym razem wybór padł na Małą Dorrit. Dwutomowe dzieło opowiada historię młodej dziewczyny urodzonej w więzieniu, dokąd jej biedny a czcigodny ojciec został wtrącony za długi. W chwili, gdy rozpoczyna się akcja, tytułowa Mała Dorrit ma niewiele ponad dwadzieścia lat, ale wrodzona delikatność sprawia, że wszyscy biorą ją za młodszą. Jednak ta niepozorna dziewuszka tak naprawdę sama jedna opiekuje się całą rodziną: ojcem, stryjem, bratem-nieudacznikiem i siostrą. Reszta familii Dorritów to doprawdy rzadki i imponujący mix życiowej niezaradności połączonej z przesadnym mniemaniem o sobie. Punkt zwrotny utworu stanowi dzień, kiedy w domu jednej z zatrudniających Amy dam (Mała Dorrit jest szwaczką), dziewczyna poznaje jej syna, Artura. Zaintrygowany nieznajomą mężczyzna śledzi ją, a następnie poznaje historię jej rodziny. Między nim a Amy stopniowo rodzi się coraz większa zażyłość.

Całość do przeczytania na moim blogu.

czwartek, 1 stycznia 2015

"Tajemnica Edwina Drooda"

źródło
Tytuł oryginalny – The Mystery of Edwin Drood
Ilość stron – 395
Wydawnictwo – Replika
Data Wydania – 2010
Przekład – Jan Stanisław Zaus
Moja ocena – 7/10


Gdybym nie wiedziała wcześniej, że Tajemnica Edwina Drooda była próbą zmierzenia się Dickensa z kryminałem, to prawdopodobnie zreinterpretowałabym się, z czym mam do czynienia, dopiero w środku.
Pierwsza połowa książki to typowa powieść dickensowska: pełna realiów, stylu ocierającego się czasem o parodię, nieraz przerysowanych bohaterów. Tylko wiedząc, co tak naprawdę, czytam, szukałam świadomie wskazówek. I muszę przyznać, że nie są one jakoś głęboko ukryte. Wiadomo, kto dokonał zbrodni (co do tego, czy Drood przeżył faktycznie toczą się dyskusje). Wiadomo dlaczego i jak się do tego zabrał.
Największym walorem powieści, jak dla mnie, jest właśnie to, że została niedokończona. Przez to jest dla mnie zagadkowa i tajemnicza. Tysiąc specjalistów od teorii literatury może sobie twierdzić swoje, ale święte jest dla mnie tylko o, co na papierze.
Najbardziej interesujące jest to, kim naprawdę był tajemniczy Dick Datchery i czy Erwin czasem nie miał na końcu powrócić. Jeśli już przy tym jesteśmy, to jakoś nie polubiłam tytułowego bohatera – wydawał mi się funkcjonować tylko jako postać „do zabicia”. Róży też na początku nie darzyłam sympatia. Wydawała mi się kapryśną panną, nie wiedzieć czemu adorowaną przez wszystkich, ale muszę przyznać, że swoją postawą w obliczu szantażu zdobyła moje uznanie. Po Datcherym najbardziej intrygująca postacią jest John Jasper. Żałuję, że nie mogłam do końca poznać jego motywów oraz powodów wyjazdów do Londynu.
Każdy czytelnik książki ma pewnie swoje ulubione teorie i chyba to jest w tej książce najatrakcyjniejsze.

niedziela, 26 października 2014

G. Flaubert - "Salambo"

Tytuł oryginalny – Salammbo
Ilość stron – 332
Wydawnictwo – Państwowy Instytut Wydawniczy
Data Wydania – 1978
Przekład – Wacław Rogowicz
Moja ocena – 7/10


Salambo to dla mnie od początku jedna wielka egzotyka. Kartagina, III w. p.n.n.e to nie jest ani mój ulubiony okres historyczny ani miejscówka, mimo to przeczytałam pod wpływem bardzo entuzjastycznej opinii Siemomysły.
Od początku uderzyło mnie pieczołowite odmalowanie przez autora świata i realiów, które są mi tak bardzo obce. Przez całą książkę miałam jednak blokującą wiadomość przepaści dzielącej mnie i te czasy, mnie i autora, a nawet autora i ten konkretny okres historyczny. To chyba sprawiło, że nie umiałam w pełni docenić tego, co miałam w ręku.
Potem zaczęłam analizować Salambo na płaszczyźnie przekazu. Zastanawiałam się, co chciał powiedzieć autor, przenosząc akcję w to konkretne miejsce i czas. Wyłoniła się z tego bardzo smutna opowieść o namiętności – takiej wyniszczającej, walce o wolność, o siebie, trochę pewnie też o ślepej wierze i fanatyzmie religijnej. Mimo to nie mogłam jakoś polubić tytułowej bohaterki, chociaż nie mam jej wiele do zarzucenia, próbowała robić, to co w jej mniemaniu było właściwe. Dużo ciekawszą postacią okazał się Matho, chociaż od początku wiedziałam, że jego starania skazane są na niepowodzenie.
Nie rezygnuję z Flauberta. Być może z Panią Bovary pójdzie mi lepiej.

czwartek, 28 sierpnia 2014

H. Fielding "Historia życia Toma Jonesa"




źródło
Tytuł oryginalny  – The History of Tom Jones, a Foundling
Ilość stron – 557 + 554 
Wydawnictwo – Państwowy Instytut Wydawniczy
Data Wydania – 1977
Przekład – Anna Bidwell
Moja ocena – 8/10

Każde kolejne spotkanie z prozą H. Fieldinga wypada lepiej. Tuż przy Wielkim Jonatanie Wildzie bawiłam się dobrze, ale przy Historii życia Toma Jonesa – wspaniale.
Drobiazgowo opisana historia głównego bohatera, od zagadkowych narodzin, przez równie tajemnicze podrzucenie do domu pana Allworthy'ego, wiejskiego szlachcica, dzieciństwo, błędy młodości, a wreszcie miłość do Zofii, córki dziedzica z sąsiedztwa dostarczyły mi rozrywki na wiele dni.

Całość do przeczytania na moim blogu!

piątek, 30 maja 2014

W. Scott - "Ivanhoe"

Tytuł oryginalny –   Ivanhoe
Ilość stron – 538
Wydawnictwo –  
Nasza Księgarnia
Data Wydania –
1978
Seria Klasyka młodych
Przekład – 
Teresa Tatarkiewicz
Moja ocena – 9/10




Ivanhoe, to jedna z tych powieści, które chciałam przeczytać niemal od zawsze, ale też zawsze coś stało na przeszkodzie do zrealizowania tego jakże szczytnego zamierzenia. Raz nawet próbowałam, ale nie przebrnęłam przez początek, ale na ten epizod pomińmy wymownym milczeniem.
Młody Krzyżowiec, Wilfred z Ivanhoe, syn Cedryka Saksonia (aktualnie wyparty przez ojca za samowolę pójścia do Ziemi  Świętej za normańskim królem). Wraca do kraju, w którym – co tu ukrywać – nie dzieje się najlepiej. Władzę uzurpuje sobie Jan bez Ziemi, Saksończycy cierpią z powody dyskryminacyjnej polityki (co nie zmienia faktu, iż Żydzi, jak to Żydzi, i tak maja gorzej), a Templariusze poczynają sobie w sposób zgoła nieprzystający do bożych sług. Tylko piękna Rowena zdaje się czekać na ukochanego. Młodzieńcowi nie pozostaje ni innego jak wypełnić wszystko, co sobie tam ślubował, odzyskać szacunek ojca, tron dla Ryszarda, a na dodatek utrzeć nosa Brianowi de Bois-Guilbert.
Niespodziewanie pomocna dłoń nadchodzi ze strony Izaaka z Yorku i jego córki, znającej tajną sztukę leczenia, Rebeki. 
 
Całość do przeczytania na moim blogu.

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

O Wielkiej Wielkości i innych równie wielkich rzeczach - H. Fielding "Wielki Jonathan Wild"


Tytuł oryginalny   The history of the life of the late mr. Jonathan Wild, the Great
Ilość stron – 306
Wydawnictwo – Czytelnik
Data Wydania – 1955
Przekład –  Jan Rusiecki
Moja ocena – 8/10


Moje pierwsze spotkanie z prozą H. Fieldinga nie wypadło zbyt dobrze. O ile obejrzane kiedyś fragmenty filmu Joseph Andrews były autentycznie interesujące, książka już mniej. Joseph Andrews to jednak osobna historia, ale ta lektura sprawiła, że do Wielkiego Jonatana Wilda podchodziłam z wieloma obawami.
Jak się okazało martwiłam się niepotrzebnie, bo książka dostarczyła mi wiele radości, a przy okazji sporo się dowiedziałam.
 
Całość do przeczytania na moim blogu.

poniedziałek, 31 marca 2014

W labiryncie dygresji - L. Sterne "Tristram Shandy"

Tytuł oryginalny    The Life and Opinions of Tristam Shandy, Gentleman
Ilość stron – 616 Wydawnictwo – Prószyński i S-ka
Data Wydania – 1995
Seria Klasyka Powieści
Przekład –  Katarzyna Tarnowska
Moja ocena – 6/10
Dygresja za dygresją, dygresją poganiana – tak w skrócie określić można powieść Sterne’a. Nadal jestem w szoku, chociaż przecież wiedziałam, czego się spodziewać.
Główny bohater – Tristram Snandy przystępuje do nader trudnego zadania opisania historii swego życia. Przystępuje jednak w sposób nietypowy – podczas gdy wielu autorów lubuje się w szczegółowym opisywaniu dzieciństwa swoich bohaterów, ten idzie o krok dalej – drobiazgowo rozpisuje się o akcie swego poczęcia, przerwanego przez niefortunną odezwę matki, następnie przechodzi do porodu zakończonego uszkodzeniem nosa przez doktora, nadania imienia, które wcale nie miało brzmieć Tristram i frustracji ojca spowodowanej świadomością, że istota o takich personaliach nie może dokonać w życiu niczego wielkiego. Rodzina Tristrama, to trzeba przyznać, zabawna i urocza gromadka.
W międzyczasie autor zbacza z głównego kursu, przygląda się życiu pastora, własnego stryja – jego rany wojennej i romansu z pewno ponętną wdową, snuje powiastki i rozważania filozoficzne. Wszystko to wygląda na efekt zagubienia i roztrzepania, jest jednak w pełni przemyślane. Narrator od początku skazany jest na porażkę - nie da się bowiem cofnąć do dzieciństwa i opisać go z tak zamierzoną drobiazgowością.
Czytało się ciężko, przyznam bez bicia, chociaż miejscami bawiłam się naprawdę świetnie. Chociaż lubię autorów z osobowością, cięte pióro i szeroko pojęte gawędziarstwo, Sterne jednak trochę mnie przerósł, przez co nie mogłam w pełni cieszyć się lekturą. Co nie przeszkadza mi jej doceniać.

Teraz oddajmy głos uroczemu bohaterowi:

Żałuję, że mój ojciec albo moja matka, albo raczej oboje, ponieważ oboje jednako byli do tego zobowiązani, nie pomyśleli co robią, kiedy mnie poczynali...



Okładka i metryczka pochodzą ze strony www.lubimyczytać.pl


wtorek, 4 lutego 2014

A Dumas - "W 20 lat później"

 Tytuł oryginału – Vingt ans apres
Ilość stron –  399, 384
Wydawnictwo – ISKRY
Data Wydania – 1990
Przekład – Stefan Flukowski, Hanna Szumańska-Grossowa
Moja ocena 8/10


Już Epilog Trzech muszkieterów zapowiadał zmiany w życiu bohaterów. Dwadzieścia lat później tylko d’Artagnian nadal służy królowi (i przez ten czas nie udało mu się awansować); d'Herblay (Aramis), który będąc muszkieterem, zachowywał się jak duchowny, wstąpił do zakonu, teraz zachowuje się jak żołnierz; Pan du Vallon (Portos) zdążył nie tylko się ożenić, ale i owdowieć, obecnie zajmuje się procesami o ziemię, dodawaniem kolejnych tytułów do nazwiska i polowaniami; hrabia de la Fère (Atos) niespodziewanie znalazł spokój, wychowując syna. Kardynał Richelieu nie żyje, ale jego cień nadal unosi się nad Wersalem. Zastąpiła go gorsza kopia – Mazarin.
Spokój nie trwa długo, lud i szlachta burzą się przeciw kardynałowi, kardynał nie pozostaje dłużny. Ojczyzna i królowa (ach, żeby tylko jedna) potrzebują muszkieterów, muszkieterowie potrzebują siebie nawzajem. Czytelnika czekają kolejne spiski, knowania, bitwy i potyczki, a także rozrachunek z przeszłością, bo chociaż Milady została stracona, pojawia się jej syn – wydziedziczony i pałający żądzą zemsty.
Całość do przeczytania na moim blogu. Zapraszam serdecznie!

czwartek, 30 stycznia 2014

M. Shelley - "Frankenstein"

Tytuł oryginału – Frankenstein; or, The Modern Prometheus
Ilość stron – 224
Wydawnictwo – Wydawnictwo  Poznańskie
Data Wydania – 1989
Przekład – Henryk Goldman
Moja ocena – 8/10

Kim jest Frankenstein? Postacią z koszmaru; pozbawionym współczucia monstrum; nieudanym eksperymentem naukowym; a może niewinną istotą zmuszoną do zła i okrucieństwa przez równie złe i okrutne otoczenie, które widziało tylko jego przerażającą powierzchowność?
Z pewnością jest legendą. Legendą, która żyje własnym życiem, czego dowodzą liczne ekranizacje. Jednak podczas gdy filmowe dzieła zwykły spłycać powieść Mary Shelley do horroru, Frankenstein to powieść niezwykła. Tak jak jego autorka. Mary Shelley, córka Mary Wollstonecraft oraz Williama Goodwina: obrończyni praw kobiet i jednego najsłynniejszych myślicieli swoich czasów, znana z głośnego związku z poetą Percym Shelley’em, znajomości z lordem Byronem oraz jako prekursorka powieści SF.
Nie ma chyba osoby, która nie znałaby tej historii choć w zarysie; historii młodego naukowca, Wiktora Frankensteina, który – niczym mityczny Prometeusz – postanowił rzucić wyzwanie Bogu, pokonać śmierć powołując do życia ludzką istotę. Zapłacił za to stratą ukochanej, młodszego brata i własnego spokoju.
Całość notki do przeczytania na moim blogu.

niedziela, 26 stycznia 2014

A. Dumas - "Królowa Margot"

Tytuł oryginału – LA REINE MARGOT
Ilość stron – 496
Wydawnictwo – Zielona Sowa
Data Wydania – 2007
Format – 145x210 mm
Seria – Arcydzieła literatury światowej
Moja ocena – 6/10



Myślę od dwóch dni, co napisać o tej książce i nadal nie wiem. Z pewnością z moich przemyśleń nie da się zlepić żadnej recenzji (nawet najbardziej lichej), ograniczę się więc do luźnych refleksji pod zbiorczym tytułem: Co mi się nie podobało.
Zabrałam się za Królową Margot na fali uwielbienia dla Dumasa utrzymującej się po przeczytaniu Trzech muszkieterów.
I trochę się zawiodłam.
O ile pamiętam, Nocy Świętego Bartłomieja podręczniki do historii poświęcają mniej więcej akapit (no przynajmniej za moich czasów poświęcały), Dumas zagospodarował na okoliczność wydarzenia tych akapitów o wiele więcej, jednak nie odnalazłam w nich spodziewanych emocji czy wartkiej akcji. Hugenoci ginęli, a ja spokojnie czytałam dalej. 

Reszta do przeczytania na moim blogu.

sobota, 18 stycznia 2014

A. Dumas "Trzej muszkieterowie"

Nie było mi po drodze z tą książką, chociaż oglądałam chyba wszystkie możliwie ekranizacje (łącznie z dziwnym filmem telewizyjnym, w którym Milady podpisuje pakt z diabłem). Dotychczas zaczynałam lekturę dwa razy i dwa razy odkładałam ją na półkę; bez konkretnego powodu. No, może z obawy, że po obejrzeniu tylu filmów niczym mnie nie zaskoczy.
Myliłam się. Bardzo! W końcu, w ramach postanowień noworocznych, sięgnęłam po Trzech muszkieterów trzeci raz, lektura okazała się przednia, i to pod każdym możliwym względem.
Niespodziewanie okazało się, że chociaż znam z grubsza najważniejsze wydarzenia, Dumas wciąż potrafi mnie zaskoczyć (poza tym książka to jednak inne medium, zwłaszcza jeśli – jak w tym wypadku – autor sprawnie posługuje się piórem), że nie mogę się od niej oderwać, bo kibicuję bohaterom, śmieję się, wzruszam i zwyczajnie upajam stylem. O tak, ekscytowałam się jak, nie przymierzając, wrażliwa nastolatka podczas czytania Zmierzchu. Absolutnie nie mam się do czego przyczepić, a to zdarza się rzadko.


Reszta recenzji do przeczytania na moim blogu.

sobota, 11 stycznia 2014

Witajcie, miłośnicy klasyki


Bardzo podoba mi się idea tego wyzwania, na blog zaglądam od dawna, ale dopiero teraz – głównie dlatego że sama wróciłam do blogowania – zdecydowałam się zgłosić. Ameryki nie odkryję, jeśli powiem, że uwielbiam klasykę; uwielbiam czytać o dawno minionych czasach, obyczajach, które współczesnym wydają się nieraz śmieszne, uwielbiam subtelny język klasyków, który wciąga bez reszty. Gustuję głównie w XIX wiecznej prozie angielskiej. Jestem zadeklarowaną fanką E. Gaskell (Panie z Crawford, Żony i córki), Jane Austen (przeczytałam wszystko prócz tych niedokończonych), sióstr Brontë (Wichrowe wzgórza, Jane Eyre, Villette, Lokatorka Wildfell Hall). W zeszłym roku odkryłam Thackeray’a – polubiliśmy się do pierwszej strony; Dzieje Pendennisa, Targowisko próżności, Wdowiec Lovell, Rodzina Newcome’ów bawiły mnie (i uczyły) przez wiele dni. Poza tym lubię wszelkiej maści powieści historyczne oraz kryminały A. Christie i Conan Doyle’a.
Pierwszą przeczytaną przeze mnie (świadomie i z nieprzymuszonej woli) klasyczną powieścią były Niebezpieczne związki. Być może odświeżę je sobie w ramach wyzwania, bo myślę, że teraz odebrałabym je nieco inaczej. W liceum uroniłam niejedną łzę nad Wichrowymi wzgórzami, a potem apetyt rósł w miarę jedzenia.
W zeszłym roku bawił mnie Jerome k Jerome, a ostatnio zachwycałam się Miasteczkiem Middlemarch.

W ramach wyzwania chciałabym przede wszystkim w końcu rozprawić się ze wszystkimi książkami, których – z różnych powodów – nie udało mi się zacząć lub dokończyć.
1. Dumas A., Trzej muszkieterowie, Królowa Margot, Hrabia Monte Christo;
2. Gaskell E., Północ i południe
3. Hardy T., Tessa d'Urberville
4. Hugo V., Nędznicy
5. Verne J., 20000 mil podwodnej żeglugi
6. Scott W., Ivanhoe
7. Stoker B., Dracula
8. Swift J., Podróże Guliwera
9. Tołstoj L., Wojna i pokój
10. Zola E., Wszystko dla pań
Mam nadzieję, że w ramach wyzwania mieści się klasyka fantasy, bo mam szczerą nadzieję nadrobić w tym roku Tolkiena. 

To lista minimum, na pewno będę starała się dorzucić coś jeszcze.
Jeszcze raz witam serdecznie. Życzę wszystkim uczestnikom i sobie wytrwałości.