Coś dla miłośników absurdu i groteski. Wiele osób książki nienawidzi, ja byłam zachwycona. Zapraszam po szczegóły.
Czytaj opinię>>
Ten autor pojawia się w kanonie lektur szkolnych aż trzy razy, po razie na każdym poziomie edukacji. W związku z tym to moje trzecie niechciane spotkanie z tym autorem. I wiecie, nie żałuję.
Buddenbrookowie to
powieść, za którą Mann otrzymał Nagrodę Nobla. Jej podtytuł brzmi Dzieje upadku pewnej rodziny, więc w
pewnym sensie od początku można się spodziewać zakończenia. Moje wydanie ma dwa
tomy, w sumie 800 stron (a w przypadku klasyki to sporo), miałam też problemy z
wygospodarowaniem czasu na czytanie, ale zdecydowanie było warto.
Długo myślałam, co zrobić z tą książką. Lubię Dostojewskiego
i bardzo go szanuję, ale spodziewałam się, że Zbrodnia i kara przypadnie mi do
gustu bardziej, niż stało się to faktycznie. Tymczasem okazało się, że Bracia
Karamazow pozostają w moim prywatnym rankingu na pierwszym miejscu. Ale po
kolei.
Wszyscy wiedzą, kto to jest Lolita. Książka budzi reakcje
skrajne: na jednym krańcu osi stoją wszystkie odmiany oburzenia/obrzydzenia/zniesmaczenia,
na drugim zachwyt na miarę pisania peanów. Nie rozumiem, dlaczego Lolitę postrzega się jak pornografię; najbardziej
szczegółowo opisana scena erotyczna nie była opisem samego aktu, tylko przeżyć
mężczyzny, z których dziewczynka, cóż, nie zdawała sobie sprawy, choć
nieświadomie je wywołała. A to, że czterdziestoletni mężczyzna i dziewczynka…
No właśnie.
Czas wydarzeń Cudzoziemki ma miejsce w ostatnim dniu życia Róży, kobiety
niespełnionej, która czuła się wszędzie niedopasowana. Poznajemy też jednak w
sposób niechronologiczny jej wcześniejsze życie. Taka narracja sprawiała, że
czułam się, jakbym poznawała Różę w taki sam sposób, w jaki poznaję żywego
człowieka. Dlatego też żałuję, że nie udało mi się przeczytać tej książki w
ciągu jednego dnia; mogłabym lepiej zrozumieć główną bohaterkę, gdyż to tok jej
wspomnień determinuje fabułę.