Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uczestnik - Karolina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uczestnik - Karolina. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 25 września 2012

"Ziemia obiecana" Władysław Reymont

Któż nie zna słów: "ja nie mam nic, ty nie masz nic, on nie ma nic, to razem, mamy tyle, akurat tyle, aby założyć fabrykę"? Tak zaczyna się historia trzech przyjaciół - Karola Borowieckiego, Maxa Bauma i Moryca Welta. A przede wszystkim - historia Łodzi, opisana przez Władysława Reymonta w "Ziemi obiecanej".

Zawsze byłam ciekawa, jak wyglądała Łódź w XIX wieku, w okresie swojego rozkwitu. Do dziś pofabrykanckie zabytki robią wrażenie: nie tylko wielkie hale i ich dymiące kominy, nie tylko pałace, ale także wszystko to, co budowane było dookoła - domy dla robotników, miejsca wypoczynku, parki, szpitale. Prawdziwe miasta w mieście. Władysław Reymont dołożył do tego krajobrazu mieszkańców miasta - a właściwie ich wielokulturowy "zlepek". Są wśród nich niemieccy, żydowscy i polscy fabrykanci, arystokracja, szlachta, mieszczaństwo, robotnicy. Każda z przedstawionych na kartach powieści postaci jest wyjątkowa i każda wnosi do powieści koloryt, dzięki któremu łatwiej nam zrozumieć charakterystykę dawnej wielokulturowej Łodzi.

Choć do Łodzi zjeżdżało mnóstwo osób, które chciały się dorobić, życie tu wcale nie było łatwe, a zrobienie kariery udawało się tylko nielicznym. Znacznie częstsze były spektakularne bankructwa. Dlatego liczyła się przede wszystkim umiejętność przetrwania i brak wyrzutów sumienia - tzw. uczciwość łódzka.

Poza mechanizmami robienia kariery i upadku, autor porusza też inne wątki charakterystyczne dla zjawisk takich jak rozwój przemysłowy, na przykład spór o to, czy lepiej postawić na dobry towar (i odwlec w czasie zysk), czy na towar słabej jakości, ale przynoszący pieniądze od razu. Jest też oczywiście poruszony problem traktowania robotników i ich warunków życiowych. No i  naturalnie znalazło się miejsce na wątek miłosny :-)

Trzech głównych bohaterów powieści mieszka na Piotrkowskiej, w kamienicy pod numerem 90. W chwili obecnej kamienica ta wygląda tak:


Na parterze znajduje się dość popularna pizzeria (przy okazji warto dodać, że trudno w innych miastach znaleźć takie pizze, jakie serwuje się w Łodzi - oczywiście zupełnie inne niż tradycyjne pizze włoskie: najczęściej są wszędzie dużo mniejsze a za sosy trzeba dodatkowo płacić).

Zaś pierwowzorem dla fabryki Bucholca (przynajmniej w ekranizacji Andrzeja Wajdy) była fabryka Poznańskiego, dzisiejsza Manufaktura (jedno z największych centrów rozrywkowo-handlowych w Europie). To przez tę bramę do pracy wchodziło codziennie tysiące robotników:

Nie umiem obiektywnie ocenić książki, bo jako rodowita łodzianka byłam zachwycona każdym opisem miasta, na które podczas lektury trafiałam (a było ich naprawdę bardzo dużo). Przyznam jednak, że powieści wcale nie czytało mi się tak łatwo - musiałam odnaleźć się w gąszczu bohaterów, co początkowo nie było takie proste i w czym się nieco gubiłam. Ale ten wysiłek zdecydowanie warto było wykonać :-)

"Pieniądz" Emil Zola

Współczesny tytuł powieści powinien brzmieć "Pieniądz, czyli greed is good". Jestem pod dużym wrażeniem mojego kolejnego spotkania z twórczością Emila Zoli - podobnie jak w powieści "Wszystko dla pań" są tu pokazane ponadczasowe mechanizmy rządzące ekonomią i ludzką psychiką. To niesamowite - książki powstały ponad 100 lat temu, autor opisywał w nich realia II Cesarstwa, a dziś w Polsce wielu ludziom wydaje się, że podobne zdarzenia to symptom zwyrodnienia naszych czasów i coś, z czym wcześniej ludzkość nie miała do czynienia. 

Głównym tematem "Pieniądza" jest giełda. Zola czuł, że to ważny temat, którego poruszenie jest niezbędne do tego, by zrealizować pełen 20-tomowy cykl "Rougon-Macquatowie. Historia naturalna i społeczna rodziny za Drugiego Cesarstwa" jednak pisanie tej części przysporzyło mu sporo trudności, temat bowiem nie należał do kręgu jego zainteresowań. Dobrze jednak, że się przemógł.

Głównym bohaterem powieści jest Saccard - finansista, który zna słodki smak sukcesów i gorzki smak porażki. Rozmowy z sąsiadem - inżynierem Hamelinem (marzycielem i idealistą) - doprowadzają go do pomysłu nowego przedsięwzięcia, jakim jest powołanie do życia Banku Powszechnego. Czytelnik wprowadzony jest w świat paryskiej giełdy - i od początku nie ma żadnych złudzeń: Bank Powszechny musi z czasem upaść. Od początku bowiem poznajemy kulisy powstawania Banku: kreatywną księgowość, skupowanie przez akcjonariuszy akcji własnych, podstawianie fałszywych akcjonariuszy. Wartość spółki rośnie w niespotykanym tempie. Bankiem interesują się coraz to nowi inwestorzy - różne są ich motywacje, niektórzy spekulują, inni lokują w interesie oszczędności swojego życia, upatrują w Banku szansę na pomnożenie posagu i wydanie córki za mąż lub na wyjście z długów. Często nie znają się na giełdzie, ale podążają za tłumem, ciesząc się że wartość akcji rośnie. Do czasu...

Są też w powieści poruszone inne ciekawe wątki: skupowanie wierzytelności, podział społeczeństwa, rosnący antysemityzm, którego przyczyną było skupienie w ręku bogatych żydowskich bankierów znacznego majątku (ciekawy jest także wątek różnic w podejściu do prowadzenia biznesu między Saccardem, a jednym z jego głównym rywali, bankiem Gundermannem), rodzący się marksizm i anarchizm, sprzeciw wobec takich instytucji jak giełda.

Czytałam tę książkę podczas upadku Amber Gold, co nadało lekturze dodatkowy smaczek....

A na koniec mały cytacik:
  
"Saccard miał słuszność: pieniądz był jak dotąd nawozem, na którym wyrastała ludzkość jutra; pieniądz, truciciel i niszczyciel, stawał się zaczynem życia społecznego, żyznym gruntem, niezbędnym do wielkich robót ułatwiających egzystencję (...). Dlaczegóż zatem pieniądz czynić odpowiedzialnym za brudy i zbrodnie, których jest przyczyną? Czyż w mniejszym stopniu zbrukana jest miłość, która przecież rodzi życie?"

wtorek, 3 kwietnia 2012

"Trzech panów w łódce nie licząc psa" Jerome K. Jerome

Rozważałam kiedyś studiowanie medycyny. Myślę, że jednak dobrze zrobiłam, że tego kierunku studiów nie wybrałam - znając siebie, na pewno ciężko by mi się było wyleczyć z kompleksu studenta I roku, który rozpoznaje u siebie objawy wszystkich chorób, o których się uczy. Główny bohater "Trzech panów w łódce..." miał ten sam problem: przeczytał encyklopedię chorób i doszedł do wniosku, że spośród wszystkich w niej opisanych nie ma tylko jednej (i to takiej, która dotyka jedynie służące w średnim wieku, spędzające dużo czasu na sprzątaniu w pozycji klęczącej). Jego lekarz oczywiście z diagnozą się nie zgodził, doradził mu jedynie dłuższy odpoczynek. Nasz bohater, wraz z dwoma kolegami oraz psem, postanowił wybrać się więc w rejs po Tamizie.

Humor, humor i jeszcze raz humor. To tyle w skrócie można powiedzieć o książce Jerome'a. Jest to w zasadzie zbiór śmiesznych anegdot, opisujących przygody, z jakimi trzej przyjaciele spotkali się podczas swojej podróży. Do tego dorzuconych jest także kilka anegdot historycznych, nawiązujących do odwiedzanych miejsc i wielkich postaci, które w owych miejscach bywały.

Książkę w zasadzie można otworzyć na dowolnej stronie, zacząć czytać od któregokolwiek rozdziału. Zawsze napotkamy na coś śmiesznego. Choć nie jestem wielką miłośniczką humoru brytyjskiego, to jednak lektura była dla mnie naprawdę odprężająca i wielokrotnie wywołała uśmiech na mej twarzy.

sobota, 28 stycznia 2012

"Germinal" Emil Zola

O "Germinalu" słyszałam wiele pochlebnych recenzji, zdecydowałam się więc po tę książkę sięgnąć, mimo iż tematyka nie wydała mi się zbyt interesująca.

Akcja rozpoczyna się od przybycia Stefana do osady górniczej. Stefan  szuka pracy - od wielu dni chodzi z miejsca do miejsca, pyta o możliwość zatrudnienia, wszędzie spotykając się z odmową. W pierwszej chwili i tu jest zbywany, jednak szczęśliwym trafem udaje mu się jednak podjąć w kopalni pracę ładowacza i pozostaje w osadzie, wsiąkając powoli w jej klimat.

Zastanawiałam się, co więcej może się w tej książce wydarzyć poza opisem ciężkiej, wręcz katorżniczej, pracy pod ziemią i  fatalnymi warunków życiowych bohaterów (głód, nędza i brak perspektyw). No i poza jakąś katastrofą górniczą - bo to, że się wydarzy jest przecież tylko kwestią czasu, od pierwszego zejścia Stefana na dół jest oczywiste, że braki w stemplowaniu muszą doprowadzić do jakiejś tragedii.

Jednak okazało się, że w tym utworze jest znacznie więcej.

Przede wszystkim jest to genialna analiza socjologiczna tej grupy społecznej. Koniec XIX wieku to niezwykły - kontekście przemian społeczno-ekonomicznych - okres w historii Francji. W "Germinalu" obserwujemy, jak powoli  budzi się samoświadomość górników, jak zaczynają oni zdawać sobie sprawę ze swojego zbiorowego położenia i ze swojego znaczenia w łańcuchu ekonomicznym (choć zależności ekonomicznych w skali makro zupełnie nie rozumieją, zatrzymują się tylko na przeświadczeniu, że są wykorzystywani przez towarzystwo górnicze). Sprzyja temu szybko rozpowszechniająca się myśl socjalistyczna, którą Stefan próbuje rozpowszechnić wśród mieszkańców Montsou. Udaje mu się doprowadzić do powstania komórki I Międzynarodówki i kasy zapomogowej, w której górnicy odkładają pieniądze na ewentualny strajk. Do buntu rzeczywiście dochodzi i okazuje się on zdecydowanie bardziej brutalny i zaciekły, niż początkowo można by przypuszczać. Górnicy bowiem czują, że naprawdę nie mają nic więcej do stracenia i są gotowi nie łamać się, nawet gdy zawisa nad nimi widmo śmierci głodowej. 

Niewątpliwie książka robi duże wrażenie, choć jej lektura jest momentami bardzo przygnębiająca.

P.S. Zainteresował mnie tytuł powieści. "Germinal" to nazwa jednego z miesięcy we francuskim kalendarzy rewolucyjnym. Autor prawdopodobnie wykorzystując ten tytuł chciał odwołać się do powstania, jakie wybuchło w Paryżu właśnie w miesiącu germinal, którego jednym z haseł było "chleba" - tego samego w domagali się strajkujący górnicy.

Recenzja pochodzi z mojego bloga.

wtorek, 20 grudnia 2011

"Nana" Emil Zola

"Nana", podobnie jak inne najbardziej znane dzieła Emila Zoli takie jak "Germinal" czy "Wszystko dla pań", jest częścią 20-tomowego cyklu Rougon-Macquart, opisującego losy członków tej rodziny w czasie II Republiki Francuskiej. W założeniu cały cykl stanowi dokładny opis republiki - niezwykle wnikliwą analizę panujących stosunków wszystkich warstw społecznych. Stosunków "niezdrowych" - niechybnie prowadzących do upadku republiki. Ponadto cały cykl jest także próbą udowodnienia słuszności koncepcji naturalistycznej wizji człowieka, którego los zdeterminowany jest w równym stopniu  przez zewnętrzne środowisko, w którym przebywa jak i przez własne pochodzenie. 

O Nanie wiedziałam tyle, że to jedna z najbardziej znanych w literaturze prostytutek. Ponieważ bardzo dobrze czytało mi się "Wszystko dla pań", w stosunku do kolejnej książki Zoli miałam od razu duże oczekiwania. Początkowo trochę się książką rozczarowałam - nie mogłam odnaleźć się w gąszczu bohaterów - wszystkich tych mężczyzn, z którymi Nanę coś łączyło: nie wiedziałam kto jest kim i jakie są pomiędzy tymi wszystkimi postaciami zależności. Bohaterowie ci pojawiają sie bowiem wszyscy jednocześnie, bez żadnego wprowadzenia - dopiero później, kiedy związki Nany są nieco dokładniej przedstawione, wychwyciłam dokładniej i utrwaliłam ich sobie nieco lepiej. Choć przyznam, że lekki zamęt towarzyszył mi przez większą część lektury.

Nanę poznajemy podczas przedstawienia w teatrze. Teatrze dość nowoczesnym, który sam właściciel woli nazywać burdelem, aniżeli teatrem. Sztuki tam przedstawiane słyną z tego, że wywołują skandale - tak jest też z przedstawieniem, w którym gra Nana. Nie jest ona zdolną aktorką i to nie talent przyniósł jej sławę, lecz fakt, że w trzecim akcie sztuki występuje naga. W zasadzie wszystkie rozdziały powieści rozgrywają się podczas spotkań paryskiego półświatka - spotkań towarzyskich na salonach, weekendów na wsi, wyścigów konnych, proszonych obiadów... I to podczas tych wydarzeń poznajemy kolejnych mężczyzn, którzy dla Nany stracili głowę i których doprowadziła do tragedii - do bankructwa (jak bankiera Steinera czy hodowcę koni Vandeuvresa), do kradzieży (jak Filipa Hugona), do samobójstwa (jak jego brata)...

Co takiego jest w Nanie, że wszyscy mężczyźni tracą dla niej głowę? Nana nie jest piękna ani mądra. Jest za to dość zachłanna, niegospodarna, bezwzględna, ordynarna. Ale taka właśnie miała być. Pojawiający się w jej życiu mężczyźni odbijają się w niej jak w zwierciadle. I ich zauroczenie Naną ma dowodzić temu, jakie zubożałe jest społeczeństwo francuskie tamtych czasów. Zabieg - trzeba przyznać - całkiem udany.

Skłamałabym, gdybym napisała, że książka mnie zauroczyła i że nie mogłam się od niej oderwać. Tak jak napisałam - początek był dość skomplikowany z racji na ilość bohaterów, w dalszej części pojawiały się niekiedy dłużyzny, przez które ciężko mi było momentami przebrnąć. Mimo wszystko jednak cieszę się, że "Nanę" przeczytałam. Chciałam poznać losy bohaterki i przyjrzeć się bliżej XIX - wiecznemu społeczeństwu francuskiemu i ten cel niewątpliwie został osiągnięty :-)

Post zamieszczony został także na moim blogu.

piątek, 9 grudnia 2011

"Wszystko dla pań" Emil Zola

"Wszystko dla pań" przeczytałam zanim przystąpiłam do wyzwania, ale pomyślałam, że mogę przypomnieć tu swoją niedawno popełnioną na swoim blogu recenzję: 

Pamiętam kiedy pierwszy raz w życiu weszłam do dużego domu handlowego - Niemcy, rok 1990. U nas w kraju asortyment sklepowy był, jaki był, a tam zobaczyłam półki wypełnione najrozmaitszymi towarami, z różnych branż, a to wszystko zgromadzone pod jednym dachem. Tak naprawdę ów dom handlowy wcale taki duży nie był - ale o tym przekonałam się, gdy wiele lat później weszłam do Galeries Lafayette w Paryżu, czy do KaDeWe w Berlinie. Niemniej jednak to pierwsze wrażenie do dziś pamiętam. I tak zapewne czuło się wielu Paryżan, gdy po raz pierwszy wchodziło do magazynu "Wszystko dla Pań".
Akcja powieści Emila Zoli rozgrywa się w wyjątkowych dla Paryża czasach - okresie wielkich zmian, całkowitej przebudowy miasta i całkowitej przebudowy myślenia. Oto powstaje nowoczesny handel. Paryżanki nie muszą chodzić do jednego sklepu po materiał na sukienkę, do drugiego po torebkę, do trzeciego po rękawiczki a do czwartego po parasolkę. Odtąd wszystko mogą kupić w jednym sklepie. Sklepie, który rządzi się nowymi prawami - promocje, baloniki dla dzieci, prowizje od sprzedaży dla subiektów. Wszystko to, co dziś wydaje się naturalne, a wówczas było zaburzeniem status quo.
Bohaterów powieści jest kilku - wspomniany już zmieniający się Paryż (przepięknie opisany, naprawdę chciałoby się móc go takim zobaczyć), młoda Denise, która po śmierci rodziców przyjeżdża z dwójką braci do Paryża i rozpoczyna pracę w magazynie Wszystko dla Pań, Oktaw Mouret - właściciel magazynu, wizjoner, prawdziwy Steve Jobs XIX-wiecznego handlu.
Zastanawiam się, czy w polskiej klasyce obecny jest taki typ bohatera jak Mouret - przedsiębiorca, któremu się udaje? Nie tylko udaje mu się sprawnie prowadzić firmę i odnosić sukcesy zawodowe, ale przy okazji nie jest czarnym bohaterem, okropnym wyzyskiwaczem biednych robotników i jeszcze ostatecznie odnosi sukces także w życiu prywatnym. Znacie takich bohaterów w rodzimej klasyce?
Choć wizja świata przedstawiona w powieści wyraża zapatrzenie autora socjalizmem utopijnym i zapewne daleka jest od rzeczywistych realiów panujących w wielkich magazynach, to książkę czyta się świetnie. Czuć w niej ten niesamowity epicki rozmach charakterystyczny dla XIX-wiecznych utworów. Lektura zdecydowanie zachęciła mnie do sięgnięcia po inne dzieła Zoli :-)

Trudny początek...

To mój pierwszy wpis na tym blogu, chciałam więc na początku wszystkich gorąco powitać.

Do tej pory moją znajomość klasyki oceniłabym jako bardzo skromną. Owszem, w liceum trochę miałam z nią do czynienia, lista szkolnych lektur była znacznie obszerniejsza niż jest obecnie, a ja zawsze wszystko solidnie czytałam. Ale wybierając książki "dla siebie" raczej sięgałam po literaturę współczesną. Klasykę czytałam sporadycznie, nie jestem w stanie teraz wymienić wszystkich tytułów, bowiem spis przeczytanych książek prowadzę dopiero od dwóch lat, ale czytałam między innymi: "Wielkiego Gatsby" Scotta F. Fitzgeralda, "Madame Bovary" Gustava Flauberta, "Portret Doriana Graya" Oscara Wilde'a, "Panią Dalloway" Virginii Woolf, "Czarodziejską górę" Thomasa Manna, czy "Wszystko dla pań" Emila Zoli.

W ramach wyzwania chciałabym przeczytać wiele utworów, z pośród których wymienię teraz dla mnie najważniejsze:

- parę tytułów z literatury rosyjskiej - więcej Dostojewskiego (znam tylko "Zbrodnię i karę"), "Wojnę i pokój" i "Annę Kareninę" Tołstoja

- trochę z literatury francuskiej - "Nanę" oraz "germinal" Zoli, "Czerwone i czarne" Stendhala, "Nędzników" i "Katedrę Marii Panny" Hugo, "W poszukiwaniu straconego czasu" Prousta,"Upiora w operze" Lerouxa

- "Draculę" Stokera

- "Pamiętniki Fanny Hill" Clelanda

Myślę, że znajomość literatury klasycznej jest potrzebna choćby dlatego, że pozwala lepiej rozumieć kulturę. Dlatego dołączyłam do wyzwania - jest to pierwsze wyzwanie, w którym zdecydowałam się wziąć udział.

Recenzje przeczytanych książek będę zamieszczać także na moim blogu.