czwartek, 12 czerwca 2014

Królobójcy - Wacław Gąsiorowski

Pisana z pasją i na gorąco publicystyka historyczna z 1905 - o losach panujących w Rosji (od Iwana Groźnego do Mikołaja II), którzy nader często rozstawali się ze światem w sposób daleki od naturalnego. 
Do wybuchu rewolucji pażdziernikowej była hitem na skalę europejską: przekłady, pirackie wydania, autografy i mdlejące fanki. Gąsiorowski wyciągnął na światło dzienne wiele tematów tabu rosyjskiej historii, które zazwyczaj zamiatano pod dywan - skandale seksualne, przypadki zabójstw lub śmierci w niejasnych okolicznościach licznych panujących, wreszcie okrucieństwa caratu.
Po 1917 jednak karta historii się odwróciła, katedry uniwersyteckie przejęli czerwoni zwycięzcy i to, co w 1905 miało posmak sensacji stało się banałem. W dwudziestoleciu międzywojennym niedawny megahit miał tylko jedno wznowienie w Polsce.
Czy warto po nią sięgać teraz? Moim zdaniem tak. Dzięki sensacyjnej tonacji historia Rosji sama wchodzi do głowy (mi na przykład przestali mi się mylić efemeryczni carowie między Piotrem I a Katarzyną II). A autor wcale nie poprzestaje na tematyce kto z kim, kiedy i ile razy, pobieżnie omawia wszystkie punkty węzłowe historii imperium.
Drugi powód to solidna porcja wiedzy na temat terroru w Rosji drugiej połowy XIX wieku, liczne szczegóły na temat zamachów. Już chyba wiem, dlaczego Raskolnikow musiał zabić lichwiarkę - taki wtedy panował klimat.
Co nietypowe - książka wcale nie jest napisana z polskiej perspektywy, Polakom poświęca autor mniej więcej tyle uwago co np. Finom. Pewnie to jedna z przyczyn jej europejskiej popularności sto la temu.

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Villette - Charlotte Bronte

Jakiś czas temu miałam przyjemność zapoznania się z Charlotte Bronte i jej siostry śpiące - niesamowitą biografią pióra Eryka Ostrowskiego, która zmieniła mój sposób patrzenia na całą twórczość sióstr. Wiele razy stwierdzono w niej, że ostatnia książka najstarszej Bronte jest jednocześnie tą najbardziej wartą uwagi, a także że dominują w niej autobiograficzne wątki autorki. Zafascynowana życiorysem Charlotte zapragnęłam zapoznać się z tym jej najlepszym dziełem. Czy Villette spełniło wszystkie moje oczekiwania?


Lucy Snowe utraciła wszystko - dom, pieniądze i rodzinę. Czując że nie ma nic do stracenia, postanawia wyruszyć do Francji. Trafia do małego miasteczka Villette i szybko znajduje pracę w postaci nauczycielki na pensji dla dziewcząt. Ma nadzieje znaleźć w niej spokój i bezpieczeństwo, jednak natrafia na wiele tajemniczych, pozornie niemożliwych zdarzeń. Także i jej serce, będące do tej pory wyłącznie wyzutą z uczuć zimną skorupą, zaczyna domagać się uczuć.

Pierwsze kilkadziesiąt stron Villette mogę porównać z najpłytszym odcinkiem rzeki, którą chce się pokonać. Robi się to z entuzjazmem oraz łatwością i nie myśli się o przyszłych trudach, lecz zwycięstwie - w tym wypadku poznaniu zakończenia. I rzeczywiście: czytając pierwsze rozdziały i smakując ten niepowtarzalny styl, którym posługiwać się może jedynie ktoś o nazwisku Bronte, niewiele myślałam o aktualnych zdarzeniach. Zajęta byłam rozmyślaniem nad mającymi nastąpić dopiero wydarzeniami, będącymi jednocześnie świadectwem tragicznego życia autorki. Jednak dopiero gdy stopa Lucy wreszcie stanęła na francuskich ziemiach, poczułam jak długa droga jeszcze przede mną. Mówiąc przed chwilą o walce wcale nie żartowałam. Siedmiuset stron najwybitniejszego dzieła Charlotte nie czyta się ani łatwo, ani lekko. Prawda jest bowiem taka, że akcja stoi tu w miejscu, a jedynymi niemal zdarzeniami są zmiany w toku myślenia głównej bohaterki. Wiele rzeczy można przewidzieć, a od lektury można nabawić się autentycznej depresji. Mimo to ukończenie Villette napełnia czytelnika satysfakcją i jednocześnie dziwnym uczuciem stuprocentowego zgłębienia natury głównej bohaterki, a więc zarazem autorki. Dopiero z przeczytaniem ostatniego zdania, gdy wszystkie wątki się łączą a tajemnice wyjaśniają, można dostrzec wielkość tej książki.

Świat względnie łatwo rozumie możność ginięcia z głodu z powodu braku pożywienia, niewielu jednak znajdzie się ludzi zdolnych pojąć i odczuć przeżycia tych, których osamotnienie i odcięcie od wszystkiego doprowadza do szału.

Kreacja Lucy Snowe jest wnikliwsza, a jej osobowość bogatsza w szczegóły niż portrety psychologiczne jakichkolwiek innych postaci fikcyjnych. Jak jednak postać literacka może być papierowa, gdy za jej maską kryje się osoba z krwi i kości? Nieraz myślałam, że zdecydowanie nie mogłabym polubić Lucy - według mnie była zbyt pesymistyczna, zbyt zrezygnowana i bez ducha walki. Marzyła o miłości, a nie robiła nic w kierunku, aby ją zdobyć. W głębi serca była wściekła na niesprawiedliwość świata, ale nawet nie próbowała okazywać swoje uczucia. Niejednokrotnie byłam znudzona jej zbyt długotrwałymi, lecz pustymi rozmyślaniami, i tyleż samo razy podziwiałam jej cierpliwość i pokorność. Wtedy przypominałam sobie też, kim jest panna Snowe w rzeczywistości. I wnioskując po Villette - w posiadaniu jakże złożonej psychiki musiała być Charlotte Bronte! Jak mocno musiała przeżywać utratę swojego ukochanego i rodzeństwa! Jak bardzo musiała mieć dość życia, aby mieć odwagę stworzyć tak bezpośrednią powieść! Przez woal tajemnicy dobiega gdzieś tu cichnące bicie serca, zastępowane stopniowo smutkiem i cierpieniem. Napełniają one czytelnika współczuciem równie mocno, co emanująca z wątków miłosnych beznadziejność; jednak nie zastanawiają tak, jak wątek nadnaturalny. Wszystko to łączy się w jeden wielki znak zapytania, domagający się odpowiedzi - jeżeli Villette jest rzeczywiście autobiografią, to jak Charlotte miała siłę żyć?

Wspominając lekturę ostatniej książki Bronte będę niestety myślała raczej o żółwim tempie czytania jej aniżeli o właściwej akcji (lub jej braku). Mimo to z pewnością żałowałabym, gdybym nie zapoznała się z Villette. Z Wami będzie tak samo - polecam więc uzbrojenie się w czas, cierpliwość oraz pełen czajnik zagotowanej wody i wkroczenie do świata Lucy Snowe!

Moja ocena: 6/10

piątek, 30 maja 2014

W. Scott - "Ivanhoe"

Tytuł oryginalny –   Ivanhoe
Ilość stron – 538
Wydawnictwo –  
Nasza Księgarnia
Data Wydania –
1978
Seria Klasyka młodych
Przekład – 
Teresa Tatarkiewicz
Moja ocena – 9/10




Ivanhoe, to jedna z tych powieści, które chciałam przeczytać niemal od zawsze, ale też zawsze coś stało na przeszkodzie do zrealizowania tego jakże szczytnego zamierzenia. Raz nawet próbowałam, ale nie przebrnęłam przez początek, ale na ten epizod pomińmy wymownym milczeniem.
Młody Krzyżowiec, Wilfred z Ivanhoe, syn Cedryka Saksonia (aktualnie wyparty przez ojca za samowolę pójścia do Ziemi  Świętej za normańskim królem). Wraca do kraju, w którym – co tu ukrywać – nie dzieje się najlepiej. Władzę uzurpuje sobie Jan bez Ziemi, Saksończycy cierpią z powody dyskryminacyjnej polityki (co nie zmienia faktu, iż Żydzi, jak to Żydzi, i tak maja gorzej), a Templariusze poczynają sobie w sposób zgoła nieprzystający do bożych sług. Tylko piękna Rowena zdaje się czekać na ukochanego. Młodzieńcowi nie pozostaje ni innego jak wypełnić wszystko, co sobie tam ślubował, odzyskać szacunek ojca, tron dla Ryszarda, a na dodatek utrzeć nosa Brianowi de Bois-Guilbert.
Niespodziewanie pomocna dłoń nadchodzi ze strony Izaaka z Yorku i jego córki, znającej tajną sztukę leczenia, Rebeki. 
 
Całość do przeczytania na moim blogu.

piątek, 23 maja 2014

Kochanica Francuza - John Fowles


 

 Zanim przejdę do opinii o książce krótko przybliżę jej autora czyli Johna Fowlesa.  John Fowles to zmarły w 2005 roku angielski pisarz i eseista. Na studiach poznał on języki : francuski i niemiecki i zanim zdecydował się poświęcić wyłącznie pisarstwu pracował jako nauczyciel w szkołach w Anglii, we Francji i w Grecji. Książką, która zadecydowała o tym, że zostanie pisarzem był wydany w 1963 roku "Kolekcjoner". To po tym, gdy się ukazała zrezygnował z kariery w zawodzie nauczyciela na rzecz realizowania się jako pisarz. W 1966 roku wydał książkę, w której zawarł swoje doświadczenia z pobytu w Grecji. Książka nosiła tytuł "Mag", a jej bohaterem był młody nauczyciel. W 1968 roku Fowles osiadł już na stałe w Lyme Regis,  w hrabstwie Dorset na południu Anglii. I właśnie głównie w Lyme Regis osadził akcję swej trzeciej z kolei książki noszącej tytuł "Kochanica Francuza".

             Jak pokrótce można byłoby przedstawić osnowę książki, która na pierwszy rzut oka na jej tytuł i urokliwą okładkę wydaje się być kolejnym, zwykłym XIX wiecznym romansem.  

Czytaj więcej   >>>>>

"Czahary" Maria Rodziewiczówna




Tytułowe Czahary to majątek stanowiący część spadku po starym Janickim. Dwaj synowie cały spadek chcą zagarnąć dla siebie, nie biorąc pod uwagę sióstr, ani brata,którego uznają za zaginionego lub zmarłego. Na taki podział nie zgadza się Zośka. Dopomina się sprawiedliwego traktowania i ziemi, a nie tylko renty. Nie chce żyć w zależności od któregoś z braci, chce być samodzielna i móc kierować swoim życiem. Dodatkowo twierdzi, że trzeci brat żyje i ona ma pełnomocnictwo do reprezentowania jego interesów. Osiąga swój cel, staje się właścicielką Czahar, co przepłaca zerwaniem kontaktów z rodziną.
Jest to historia kobiety, która nie boi się stawić czoła opinii publicznej. Nie jest postacią typową na swoje czasy (koniec XIX wieku), kiedy to miejsce kobiety było przy mężu i nikt za bardzo nie liczył się z jej zdaniem. Jednak postawa Zośki może być przykładem i dla dzisiejszych kobiet. Nie zniechęca się trudnościami, jest odważna i samodzielna. Dziś powiedzielibyśmy, że to typowa feministka;)
W tle oczywiście mamy historię i typowo pozytywistyczne hasła:)
Autorka konstruuje bardzo różnorodne i ciekawe postacie, które w trakcie ulegają przemianom, uszlachetnieniu.
Powieść pełna jest spokoju polskiej wsi i opisów przyrody. Nie ma w niej zbyt rozwiniętej i wartkiej akcji. Archaiczny język, charakterystyczny dla Rodziewiczówny, momentami spowalnia czytanie. Mimo wszystko warto sięgnąć po książkę, by zagłębić się w świecie, którego już nie ma.
Notka również na moim blogu.

czwartek, 15 maja 2014

Utracona cześć Katarzyny Blum - Heirich Böll

  Heinrich Böll , niemiecki Noblista z 1972 roku, jak można wyczytać w końcowym przypisie do książki wydanej u nas w 1978 roku, o której będzie dzisiejszy post,  uparcie tropił w powojennej społeczności Niemców wszystko to, co ludziom, w nich samych i po za nimi, przeszkadzało żyć po ludzku. W swych pierwszych książkach powracał raz po raz do dziedzictwa hitleryzmu i wojny, z niepokojem obserwując jego nie zatarte ślady w psychice współczesnych. Później w swej  twórczości pisał o zjawiskach nie mnie groźnych niż dziedzictwo hitleryzmu, a związanych z powojenną stabilizacją, do których należały : konformizm, egoizm, nietolerancja, aż wreszcie w  kolejnej książce, "Utracona cześć  Katarzyny Blum",  poruszył problem przemocy.  Nie chodziło mu jednak o nielegalną przemoc, która polegała na aktach terrorystycznych, które co pewien czas wstrząsały opinią publiczną w RFN w latach 70-tych, ale o zalegalizowaną przemoc słowa, którą bezkarnie uprawiały bywało tylko i wyłącznie dla sensacji, ale najczęściej dla określonych celów politycznych brukowe gazety. Pod "Gazetą" w książce kryje się sensacyjny dziennik "Bild", a praktyki dziennikarza pojawiającego się na jej kartach przypominają całkiem praktyki dziennikarzy tego organu koncernu prasowego Springera. 
    
        Akcja ksiązki dzieje sie w latach 70-tych ubiegłego stulecia, w RFN. Katarzyna Blum, bohaterka książki Hneiricha  Bölla zabija w swoim mieszkaniu dziennikarza piszącego w Gazecie a następnie pojawia się u nadkomisarza policji, by  przyznać się do popełnionego czynu. Wszystkim jej znajomym, pracodawcom wydaje się to niemożliwe, by była zdolna do popełnienia  tej zbrodni, a jednak jest ona faktem.

Czytaj więcej>>>>>

środa, 14 maja 2014

Owoce zimy - Bernard Clavel



  Bernard Clavel urodził się w departamencie Jura, w rodzinie piekarza ożenionego z kwiaciarką. Rodzina była skromnie sytuowana więc i on pomagał pracując już od 14 roku życia jako pomocnik piekarza. Zanim poświęcił się pracy literackiej imał się różnych zawodów. Był pisarzem lubiącym pisać o prostych ludziach i opisywać  ich  surowe warunki życia. I tacy właśnie są bohaterowie jego powieści "Owoce zimy", stary Gaston  Dubois i jego kilkanaście lat młodsza żona. Akcję książki, która toczy się pomaleńku, bez pośpiechu, w tempie dostosowanym do fizycznych możliwości pary bohaterów, a szczególnie starego Dubois, Clavel osadził w swym rodzinnym departamencie w czasie II wojny światowej, a jego Gaston całe życie był piekarzem, który ciężko pracując wypiekał chleb, z czego był bardzo dumny, gdyż pozwalało mu to utrzymać rodzinę. Czas wojny, która toczy się gdzieś tam, daleko w krajach, o których on nigdy nie słyszał, dla niego i jego żony jest czasem trudnym głównie ze względu na braki w zaopatrzeniu w żywność i opał. On piekarz, który wypiekał smaczne chleby i bułeczki teraz musi jeść chleb z trocin i otrąb a ponadto musi sam zaopatrywać się w opał na zimę co przy zdrowiu jego i żony jest niezwykle trudnym zadaniem, ale jest uparty i chcąc udowodnić, że mimo swych 70 lat poradzi sobie sam nie poprosi o pomoc swego syna, Pawła.

Czytaj więcej >>>>>>>>>>>>>>>>>