sobota, 28 stycznia 2012
"Germinal" Emil Zola
wtorek, 17 stycznia 2012
"Portret Doriana Graya" - Oscar Wilde
"Książki, które świat nazywa niemoralnymi, to są właśnie te, które światu wykazują jego własną hańbę." I chociaż dziś nikt już raczej nie uzna "Portretu..." za niemoralne dzieło, bo od jego premiery minęło już przeszło sto lat, książka ta nadal jest warta poświęcenia jej uwagi.
Niezwykle utalentowany malarz Basil Hallward spotyka na swojej drodze przystojnego młodzieńca o imieniu Dorian, którego uroda staje się dla niego natchnieniem i inspiracją. Artysta postanawia uwiecznić na płótnie porter urodziwego mężczyzny. Gdy Dorian po raz pierwszy ogląda obraz, urzeczony malarskim kunsztem i niesamowitą urodą własnej postaci, marzy o tym, by na zawsze pozostać tak pięknym i młodym. Marzenie to spełnia się, gdyż mimo upływu czasu ciało Doriana pozostaje piękne, młode i bez najmniejszej skazy.
Dorian zaprzyjaźnia się z dobrym znajomym Baisla, lordem Henrykiem, postacią o bardzo wyrazistych i specyficznych poglądach, chłodnym cynikiem, osobą obok której trudno przejść obojętnie i która wywarła ogromny wpływ na Doriana. Trudno oprzeć się wrażeniu, że gdyby nie obecność lorda Henryka w pracowni malarza, gdy ten ukończył swój obraz, Dorian być może nie wypowiedziałby swojego życzenia. To on w pewnym sensie kształtuje osobowość młodzieńca, który z łatwością ulega magii jego słów i zamienia myśl w czyn.
Całość dostępna jest na moim blogu.
sobota, 14 stycznia 2012
Elizabeth Gaskell. Północ i południe.
czwartek, 12 stycznia 2012
Wieczory z klasyką
Jak do tej pory poza klasyką literatury polskiej, która znajduje się w kanonie lektur dla licealistów (choć przede mną jeszcze kilka tytułów z racji tego, że matura dopiero za kilka miesięcy), sięgnęłam po takie książki, jak:
-Wolter "Kandyd, czyli optymizm"
-E. Zola "Nana"
-G. Flaubert "Pani Bovary"
-A. Camus "Dżuma"
-F. Dostojewski "Zbrodnia i kara"
-M. Bułhakow "Mistrz i Małgorzata"
-J. Conrad "Jądro ciemności"
-O. Wilde "Portret Doriana Graya" (aktualnie przymierzam się do oryginału)
-C. Lewis "Alice's Adventures in Wonderland" (jak do tej pory jedyna książka, którą przeczytałam w języku angielskim)
-W. Shakespeare "Romeo i Julia", "Sen nocy letniej", "Makbet"
-C. Dickens "Opowieść wigilijna"
-H. G. Wells "Ludzie, jak bogowie", "Wehikuł czasu"
-T. Mann "Czarodziejska Góra"
-H. Ibsen "Dzika Kaczka"
-baśnie Andersena i braci Grimm
Poległam niestety mniej więcej w jednej trzeciej "Ulissesa" Joyce'a, choć mam nadzieję, że w najbliższe wakacje uda mi się ten brak nadrobić. Poza tym strasznie męczy mnie fakt, że jak do tej pory nie przeczytałam "Anny Kareniny", choć zaczynałam ją już dwa, może trzy razy, jednak za każdym razem coś skutecznie mnie od niej odciągało. Wracając do wspomnianej we wstępie literatury polskiej, muszę przyznać, że przy dwukrotnym zetknięciu z "Panen Tadeuszem", ten nie oczarował mnie ani razu. Być może za kilka lat sięgnę po niego ponownie, przeczytam spokojnie i zmienię zdanie na jego temat.
Jeśli chodzi o moje czytelnicze plany na najbliższą przyszłość, to przedstawiają się one następująco:
-Lew Tołostoj "Anna Karenina", "Wojna i pokój"
-Fiodor Dostojewski "Bracia Karamazow"
-Stendhal "Czerwone i czarne"
-Honoriusz Balzac "Ojciec Goriot"
-Emil Zola "Germinal"
-Umberto Eco "Imię Róży"
-Walter Scott "Waverley"
-Charlotte Brontë "Dziwne losy Jane Eyre"
-Margaret Mitchell "Przeminęło z wiatrem"
-Karol Dickens "Klub Pickwicka", "Oliver Twist"
-Bram Stoker "Dracula"
-Mary Shelley "Frankenstein"
W sumie to mogłabym wymieniać jeszcze wiele tytułów, bo przecież pominęłam Wiktora Hugo, Virginię Woolf, Jane Austen, czy Allana Edgara Poe. Pominęłam też całkowicie literaturę polską, a więc "Starą baśń", "Faraona" i kilka innych tytułów po które chciałabym sięgnąć w przyszłości. Nie wspomniałam też o klasyku literatury skandynawskiej, z którym miałam okazję spędzić wczorajszy wieczór, który z pewnością nie był wieczorem ostatnim. "Krystyna córka Lavransa" norweskiej noblistki Sigrid Undeset, choć dość obszerna, przy bliższym poznaniu okazuje się być całkiem przyjemną, wciągającą lekturą.
Myślę, że to powinno wystarczyć na dobry początek. Mam również nadzieję, że w moim przypadku nie sprawdzą się słowa Marka Twaina o klasyce, którą każdy chciałby przeczytać.
niedziela, 8 stycznia 2012
"Dziwne losy Jane Eyre" - Charlotte Bronte
piątek, 6 stycznia 2012
Elizabeth Gaskell PÓŁNOC I POŁUDNIE

„Nadszedł rześki październikowy poranek, ale nie był to poranek na wsi, gdzie miękka, skrząca się mgła znika pod wpływem promieni słonecznych, ukazując oszałamiającą feerię barw. To był październik w Milton, gdzie zamiast srebrzystego woalu mgieł miasto zasnuwał ciężki dym, a słońce mogło oświetlić tylko zakurzone ulice, o ile jego promieniom udało się przebić przez opary.”*
Po urokliwych obrazkach z ziemiańskiego życia angielskiej arystokracji początku XIX wieku, które to trwale zaszczepiła w zbiorowej świadomości polskich czytelników proza Jane Austen, przyszła pora na zaznajomienie się z bliższą naszym realiom Anglią miejsko-industrialną. Wraz z Margaret Hale, córką pastora, dla której wiejska plebania stanowiła ucieleśnienie małej arkadii, podążamy na północ, ku fabrycznym krajobrazom Milton (mieście wzorowanym na Manchesterze), gdzie duch romantyzmu musi ustąpić pola przedsiębiorczości i interesom, a miłość namiętna – miłości bliźniego. Pisząc o burzliwych konfliktach w obrębie i pomiędzy klasami, dramatycznych strajkach robotniczych, uprzedzeniach i zadufaniu elit czy ponurych warunkach pracy, w jakich przyszło ludzkiej biedzie wznosić gmach rewolucji przemysłowej, Elizabeth Gaskell wykreowała subtelny romans idei z praktycyzmem, mocno osadzony w społeczno-gospodarczych realiach ówczesnej Anglii. Jej „Północ i Południe” to dwa oblicza wiktoriańskiego świata wyspiarzy, którzy wzajemnie sobą gardzą i w równym stopniu potrzebują się. To również pięknie opowiedziana historia o uczuciach, które uszlachetniają ludzi, zamiast zapędzać ich w ślepy zaułek egoizmu własnych zachcianek i pustych gier. Zapachniało moralizatorstwem? Zapewne. Jednak warto zaakceptować współczesną autorce epokę wraz z całym jej dydaktycznym zacięciem, bowiem jest to element równie istoty dla obrazu tamtych czasów, co wymyślne toalety dam, męskie gabinety wypełnione dymem cygar czy stukot końskich kopyt o uliczny bruk. Takie czasy, takie obyczaje.
Pełny tekst na blogu Zaczytana - ZAPRASZAM :)
poniedziałek, 2 stycznia 2012
Dziewczynka o wybujałej wyobraźni - "Ania z Zielonego Wzgórza" Lucy M. Montgomery
Jako dziecko zawsze byłam nieco inna niż moje rówieśnice.Owszem, stroiłam swoje Barbie w wściekle różowe kreacje, miniaturowe szpilki, odgrywałam nimi scenki rodzajowe z udziałem Kena (lalek miałam około dziesięć, ale Kena tylko jednego - biedny Ken!), czesałam barwne kucyki Pony, z wypiekami na twarzy śledziłam coniedzielne dobranocki Disneya (i piątkowe Smerfy), budowałam różne fortyfikacje z klocków Lego i chciałam chodzić tylko w sukienkach, którymi można było "kręcić".
Ale jednocześnie potrafiłam bawić się przez cały dzień całkowicie sama, czytając, "rozmawiając" lalkami, tworząc niesamowite opowieści i potem je na swój sposób spisując. Podczas spaceru przyglądałam się wszystkiemu dookoła - drzewom, napotkanym ludziom, czy nawet kałużom - z tego powodu najczęściej wracałam do domu z płaczem, pobrudzoną sukienką i co najmniej jednym rozbitym kolanem. Wracając z przedszkola albo później już z podstawówki ciągnięta za rękę przez babcię lub mamę mogłam oddać się całkowicie marzeniom - wyobrażałam sobie wówczas najróżniejsze sytuacje, wymyślałam przedziwne historie, układałam nawet w głowie gotowe dialogi rozmów pomiędzy bohaterami moich rozmyślań.
Nic więc dziwnego, że gdy podczas dosyć nudnego, deszczowego pobytu w Piwnicznej Zdrój otworzyłam, zakupioną w miejscowej księgarni za namową mamy, znaną powieść dla młodzieży, od razu rozpoznałam w głównej bohaterce kawałek siebie. Prawdziwą bratnią duszę.
Ania Shirley w momencie przybycia na Zielone Wzgórze była nieco starsza ode mnie - małej dziewczynki, która po raz pierwszy miała w rękach historię jej przygód w Avonlea. Nie przeszkodziło to jednak rudowłosej i piegowatej istocie zostać moją najprawdziwszą literacką przyjaciółką. Z Anią zwiedziłam wszystkie zakątki Zielonego Wzgórza, przysiadałam pod uroczą Królową Śniegu, spacerowałam Białą Drogą Rozkoszy, podziwiałam Jezioro Lśniących Wód i z lekkim niepokojem przebiegałam przez Las Duchów. Z Anią cieszyłam się z zamieszkania na Zielonym Wzgórzu, wstydziłam się próżnością po zafarbowaniu włosów, przeraziłam tonącą łódką i płakałam po stracie Mateusza...
Do przeczytania całości, tej nieco spóźnionej i długiej recenzji jakże genialnej książki, którą chyba wszyscy wspominamy miło, zapraszam na mego bloga.


