Skończyłam
słuchać Lolitę Nabokova. I znów targają mną mieszane uczucia. Nie
znałam treści powieści, nie oglądałam filmu. Tematu mogłam się domyślać,
jeśli nie z tytułu, to z zasłyszanych opinii i poglądów. Określenie
„nimfetki” od czasów publikacji powieści Nabokova na trwałe weszło do
kanonu naszego języka, jako synonim młodocianej dziewuszki, która bez
odrazy, a nawet z pewną dozą przyjemności przyjmuje awanse „starszych”
panów; świadcząc im wszelkie usługi, począwszy od towarzystwa, a na
wyrafinowanych usługach seksualnych, nie wyłączając tych z użyciem
przemocy kończąc.
Te
mieszane uczucia to podziw dla warsztatu literackiego Nabokova, a także
odwagi w przedstawieniu „wstydliwego” tematu (pedofili) oraz obrzydzenie
dla postawy i zachowania jej głównego bohatera Hamberta – Hamberta.
Jest to
psychologiczne studium zachowania pedofila. Opis obsesji
czterdziestolatka na punkcie dwunastolatki. Powieść pisana jest z punktu
widzenia jej „negatywnego bohatera”, który nie ukrywa powodów swojego
zachowania, niepohamowanej żądzy ukierunkowanej na małe dziewczynki.
Lolita jest ukazana niemal wyłącznie, jako bezwolny przedmiot jego
żądzy. Jest niby wyzywająca, trochę bezczelna, trochę otępiała. Jest jak
produkt masowej kultury - plastikowa lala. Ale tak na dobrą sprawę to
małe, bezbronne i opuszczone dziecko. Dziecko, które nie zaznało w
życiu uczucia (wychowywana przez pragnącą się jej pozbyć matkę).
Od czasu
do czasu Hambert - Hambert próbuje usprawiedliwić swoje zachowanie
miłością do Lolity, miłością, która zawładnęła jego życiem, uczuciem,
które jest reminiscencją jego pierwszej młodzieńczej miłości. W imię tej
„miłości” bohater zamieszkuje u pewnej nieatrakcyjnej kobiety, której
jedyna zaletą jest posiadanie dziesięcioletniej córki, w typie nimfetki.
W imię tej „miłości” żeni się z kobietą, a nawet snuje wizje jej
zamordowania. Jego niecnym zamiarom (przejęcia wyłącznej „kurateli”,
otumanienia lekami i zdobycia dziewczynki) sprzyja los, który w postaci
nieszczęśliwego wypadku eliminuje przeszkadzającą jego planom i
marzeniom kobietę.
To, co
bohater nazywa miłością jest jedynie przejawem niepohamowanego pociągu
fizycznego do małych, niedojrzałych dziewczynek. Jakkolwiek by tego on
sam nie próbował tłumaczyć; czułością, tkliwością, czy wreszcie
miłością.
Przyczyn
takiego zachowania należy zapewne dopatrywać się w „chorej psychice”
mężczyzny. I jakkolwiek bohater nie usprawiedliwiałby swych czynów (i
czynów sobie podobnych osobników) zachowaniem nimfetek (że gdyby nie on,
byłby ktoś inny) to nie mogę znaleźć nawet cienia usprawiedliwienia dla
jego zachowań, nie mówiąc już o cieniu sympatii.
Mówi się,
że takie książki powinny istnieć, aby pokazywać nam, że życie nie jest
piękną bajką, że istnieje zło, że są zachowania, które należy piętnować i
którym należy się przeciwstawiać. To wszystko prawda.
Jednak ja wysłuchawszy powieści do końca ucieszyłam się, że mam jej „lekturę” za sobą. Nie chciałabym do niej wracać.
Lolita należy do tego rodzaju powieści, co do których nie mam wątpliwości, iż są dobre (tak sugestywne sportretowanie głównego bohatera, że aż budzi obrzydzenie), a jednak ich czytanie było dla mnie dużym wyzwaniem. Wiele
osób zachwyca się nawiązaniem treści książki do innych książek. Niestety
nie mogłam czerpać tej radości z czytania Lolity nie znając źródeł
odniesienia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz